magazyn lewicy katolickiej

Wielkopostnie (1). Milczeć trzeba, milczeć nie wolno

Umiemy pięknie zlecać zadania: „Ktoś się powinien tym zająć”. Kochamy formy bezosobowe: „Trzeba się temu przyjrzeć”. Ale ile ostoi się z tych wszystkich mądrych myśli, gdy staniesz naprzeciw konkretnego człowieka, który ma na twarzy wypisane pytanie: „Czy mogę na ciebie liczyć?”?
Wielkopostnie (1). Milczeć trzeba, milczeć nie wolno
ilustr.: Weronika Reroń

Od redakcji:

Na Wielki Post zapraszamy Was do lektury dwóch cyklów rekolekcji. Pierwszy, którego odcinki będą publikowane co dwa tygodnie w nieparzyste czwartki Wielkiego Postu, prowadzi dla nas Katarzyna Sroczyńska. Drugi – który dziś rozpoczynamy i który publikowany będzie w parzyste czwartki – prowadzi ojciec Henryk Cisowski. Oba cykle łączy wspólne hasło: Bóg skrzywdzonych, wykluczonych, zranionych.

 

 

Spotkanie 1

Milczeć trzeba, milczeć nie wolno

Są tacy, którzy uważają, że bezkompromisowość wyraża się w prostym, jednoznacznym opisie rzeczywistości, a tym samym w jednym jedynym sposobie reagowania na nią. Niedawno pewien czcigodny, wiekowy zakonnik zapytany przez dużo młodszego współbrata o to, jak dobrze przeżyć życie zakonne, odpowiedział mu: „Cicho siedzieć”… W wielu kręgach ludzi uduchowionych (piszę bardzo szeroko) milczenie ciągle wydaje się wyznacznikiem dojrzałości, roztropności, wręcz Bożego Ducha. Przykład milczącego Jezusa, a za Nim – wielu świętych, którzy w cichości znosili krzyże i upokorzenia, mocno oddziałuje na wyobraźnię ludzi pobożnych. W konsekwencji każdy, kto z jakiegoś powodu milczeć przestaje, wygląda podejrzanie. A jeśli dodamy do tego maksymy o milczeniu, które jest złotem, możemy czuć się skutecznie zniechęceni do tego, żeby otwierać usta.

Lecz oni milczeli

To prawda, że w naszych rozgadanych czasach, kiedy słowa przestają przypominać jakikolwiek szlachetny metal, przydałaby się nam odrobina milczenia, słuchania i namysłu, zanim otworzymy usta. Ale jest też takie milczenie, które staje się przestępstwem, które oskarża tego, kto zamyka się w ciszy.

Kiedy mam milczeć, a kiedy milczeć nie wolno?

Pięć razy Marek Ewangelista mówi o milczeniu. Każde z tych odniesień cieniuje jakoś tę rzeczywistość (3,4; 4,39; 9,34; 10,48; 14,61), ale pierwszy i ostatni epizod są ze sobą bardzo ściśle związane: ci sami bohaterowie, konflikt i wyrok na Jezusie oraz właśnie milczenie.

Zacznijmy od pierwszego tekstu:

Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: „Podnieś się na środek!” A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (Mk 3,1-6).

Gdy czytam tę historię, która rozgrywa się gdzieś w synagodze w dzień szabatu, mam wrażenie, że dzieje się ona dzisiaj, tutaj, na naszych oczach… Człowiek z uschłą ręką reprezentuje tych wszystkich, których dzisiaj Jezus stawia nam przed oczy. Do tej pory albo ich nie dostrzegaliśmy, albo nie chcieliśmy zauważyć – byli tu cały czas, może trochę dalej, może jakoś ukryci, a teraz Jezus wywołuje ich i stawia naprzeciwko nas, w samym centrum wspólnej historii i zadaje najprostsze pytania: o życie i śmierć, o dobro i zło.

Ten stojący pośrodku człowiek komplikuje spór. Do tej pory wszystko wyglądało na jasne i proste: są zasady, jest Mojżesz, Prawo, Tradycja… To jest dobre, a to złe, ten jest czysty, ten nieczysty, swój i obcy, godny szacunku i jego pozbawiony. Jezusowe pytanie to nie prośba o radę, ale sposób dotarcia do serc, to kluczowy argument w sporze. To ruch geniusza, który znając wszystkie argumenty adwersarzy, stawia pomiędzy sobą i nimi tego człowieka, jakby mówił: „Powtórz jeszcze raz, co chciałeś powiedzieć, tylko patrz mu prosto w oczy!”.

„Lecz oni milczeli…”

Rozliczani z milczenia

Jest milczenie tego, kto odkrywa, że wszystkie jego najświętsze racje racjami nie były – to cisza Hioba, który wyznaje: „Jestem mały, cóż Ci odpowiem! Rękę położę na ustach” (Hi 40,4). Milczenie z powyższego fragmentu wyraża jednak kompromitację, trwanie w uporze tych, którzy nie godzą się na Jezusową perspektywę. Są zapatrzeni w szabat, nie w człowieka (Mk 2,27), i nie mają nawet odwagi się do tego otwarcie przyznać.

Oni milczeli, my milczymy… Zmieniają się osoby, które Jezus stawia nam przed oczy. Można jeszcze zamknąć oczy – jeden raz doświadczyłem tego, że ludzie wychodzili z kościoła podczas mojego kazania. Mówiłem o uchodźcach, którym niekoniecznie lepiej tam, gdzie są. Można wyjść, można udawać dobrą wolę, można wreszcie sprawić, żeby zniknęli z oczu – w końcu ile można mówić o Syrii, o obozach na Lesbos, o tym, ilu znowu utonęło na morzu… Przecież mamy tyle swoich problemów i zagrożeń…

Być może masz już gotową listę oskarżonych za milczenie, za markowane ruchy, za słowa, które ostatecznie są puste. Ale uwaga, bo gdy już ich osądzimy i skażemy, istnieje ryzyko, że usłyszymy słowo proroka: „Ty jesteś tym człowiekiem” (1 Sa 12,7). Czy reagujesz, jak reagujesz, gdy obok ktoś jest poniżany, cierpi, potrzebuje pomocy, czasem nawet o nią woła? Nauczyliśmy się zgrabnie odwracać wzrok i czasem już naprawdę nie widzimy pewnych ludzi i sytuacji. Umiemy pięknie zlecać zadania: „Ktoś się powinien tym zająć”. Kochamy formy bezosobowe: „Trzeba się temu przyjrzeć”. Uważamy się za ekspertów rozwiązań systemowych, których nigdy nie wdrożymy. Potrafimy dywagować o wyzwaniach, zagrożeniach, tożsamości, racji stanu, ideologii tej czy innej. Jest wielu, których odwaga działania jest odwrotnie proporcjonalna do odległości od potrzebującego człowieka. Ile ostoi się z tych wszystkich mądrych myśli, gdy staniesz naprzeciw konkretnego człowieka, który ma na twarzy wypisane pytanie: „Mogę na ciebie liczyć?”?

Wtedy nie wolno milczeć. Nawet jeśli wydaje się, że to nic nie zmieni – nie doceniamy siły najprostszych słów i gestów. Kiedyś przyszłe pokolenia rozliczą nas z takiego milczenia, podobnie jak my dzisiaj gorliwie wyliczamy, kto i kiedy milczał, wiedząc o tym, co złego działo się na świecie.

Pozwól milczeć i ustrzeż przed milczeniem

Jest jeszcze druga historia, jakby rewers pierwszej: bohaterowie i konflikt zasadniczo ten sam. Coś jednak się zmieniło.

Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić, lecz nie znaleźli. Wielu wprawdzie zeznawało fałszywie przeciwko Niemu, ale świadectwa te nie były zgodne. A niektórzy wystąpili i zeznali fałszywie przeciw Niemu: „Myśmy słyszeli, jak on mówił: «Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony»”. Lecz i tu ich świadectwo nie było zgodne. Wtedy najwyższy kapłan wystąpił na środek i zapytał Jezusa: „Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciw tobie?” Lecz On milczał i nic nie odpowiedział (Mk 14, 55-61).

Dwie debaty: tam Jezus, tu arcykapłan zadaje pytania, on wywołuje na środek kolejnych „świadków”. „Lecz oni milczeli…”, „Lecz On milczał…” – faryzeusze i Jezus zachowują się dokładnie tak samo, ale gdy pierwsze milczenie oskarżało faryzeuszy, to milczenie Jezusa… też ich oskarża!

Co je odróżnia? Nie wolno milczeć, nie wolno być obojętnym, gdy w grę wchodzi życie, dobro człowieka, kimkolwiek on jest! Mogę jednak milczeć, czasem nawet lepiej jest milczeć – to milczenie staje się niemym oskarżeniem krętaczy i kłamców. Nie muszę reagować, dementować, wydawać oświadczeń, udowadniać swych racji – choć mam do tego prawo. Nie każdy to rozumie, to logika świętych, lecz takie milczenie może być aktem wiary w Tego, który zna i bada ludzkie serce, który widzi w ukryciu i odda mi (Mt 6,4). Jak psalmista, który wyznaje: „Stałem się jak człowiek, co nie słyszy; i nie ma na ustach odpowiedzi. Bo Tobie ufam, o Panie! Ty odpowiesz, Panie, Boże mój!” (Ps 38,15-16).

Niedługo przed odejściem mojej mamy wzięło nas na wspólne wspominki. Mama przypomniała mi, że jako nastolatek – w odróżnieniu od mojego rodzeństwa – gdy się denerwowałem, to prawiłem jej kazania. Wyrzucałem jej różne sprawy, których nie potrafiłem zaakceptować. Pamiętam jedno: nigdy się nie broniła, nie tłumaczyła się. Im cięższy był kaliber moich zarzutów, tym usilniej milczała. Dzisiaj ją rozumiem, dzisiaj ją za to podziwiam.

Proszę Boga o łaskę takiego milczenia – gdy ktoś wygaduje na mój temat niedorzeczności, kłamstwa, gdy robi ze mnie idiotę albo gdy mnie po prostu nie rozumie.

Proszę Boga, aby ustrzegł mnie od milczenia arogancją, pychą, obojętnością, pogardą. Od milczenia wobec krzywdy, cierpienia, poniżenia tego, który bardzo liczy na moje słowo.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×