magazyn lewicy katolickiej

Rekolekcje na czas najzwyklejszy (3)

Słuchając skrawków Ewangelii na niedzielnej liturgii, możemy nie dość wyraźnie widzieć, jak uzdrowienia przeplatają się z nauczaniem – i że nie są tylko czymś przy okazji, ale sednem misji Jezusa.
Rekolekcje na czas najzwyklejszy (3)
ilustr.: Anna Grzelewska

„Pierwszy tydzień okresu zwykłego” – ileż niezwykłych emocji odczuwałam jako dziecko bardzo zainteresowane religią, słysząc te słowa. Dzisiaj rekonstruuję je jako żal, że coś niezwykłego się skończyło; ciekawość, na czym będzie polegała „zwykłość”; ulgę, że można „zwyczajnie pożyć”, nie siląc się na jakąś szczególną świąteczną, adwentową czy postną postawę. Z czasem doszło do tego jeszcze jedno uczucie – przywiązania do tego zwykłego okresu czytania Ewangelii o tym, jak Jezus chodził po świecie i nauczał. Piękna mi zwyczajność!

A jednak – właśnie w tym czasie chcę wygłosić rekolekcje. Rekolekcje bez nabożeństw. Bez misji kanonicznej. Bez wielkiej internetowej pompy towarzyszącej rekolekcjom on-line głoszonym przez prezbiterów. Rekolekcje na czas najzwyklejszy.

Nauka 3

„Adam, świnki morskie i żebrak spod Jerycha”

W pierwszej nauce przypomniałam o pierwotnym błogosławieństwie, które jest wcześniejsze niż grzech i którego grzech nie unieważnia. Opowiadałam o tym, że jesteśmy stworzeni jako dobrzy i że „umiłowanie ciemności” powinno być widziane jako anomalia, a nie jako nasz naturalny stan. W drugiej chciałam pokazać, że unikanie światła wiąże się z wiarą w potępienie, tymczasem światło Syna Bożego przychodzi, by zbawiać, a nie potępiać. Wskazywałam, że wiara w to, że jesteśmy źli i czeka nas potępienie, przyczynia się do unikania odpowiedzialności za zło, które nieraz czynimy, albo do ucieczki przed życiem – z lęku, że okażemy się źli.

To skoro jesteśmy dobrzy, a Syn Boży nie przyszedł, aby potępiać, czemu jest tak źle? Czemu codziennie doświadczamy zła w świecie, w naszych relacjach, w sobie samych? Czy to nie to samo pytanie, które zadali sobie kilkadziesiąt wieków temu twórcy opowieści o Ogrodzie i jego utracie przez zjedzenie owocu z drzewa poznania dobrego i złego?

Według nich uświadomiliśmy sobie, czym jest dobro i zło, jednocześnie przekraczając Boży nakaz. Zjedzony owoc dał nam wiedzę, ale pozbawił nas relacji. Nie, tak właściwie to sam nas niczego nie pozbawił. To ludzie zdecydowali, że muszą się teraz ukryć przed Bogiem, bo są nadzy! Bóg szuka człowieka i nawołuje, a człowiek wstydzi się, bo poznał swoją nagość.

Nagość

Czym jest nagość? Wiąże się z nią bycie widzianym, ale też bezbronność, podatność na fizyczne zranienie, na przemoc wszelkiego rodzaju, możliwość bycia poddanym osądowi. W dzisiejszych czasach, w których cudza nagość jest na jedno kliknięcie ekranu, ale zwykle jest to nagość wyphotoshopowana, zmontowana, przygotowana jako towar, patrzymy na nią pewnie inaczej niż kilka tysięcy lat temu. Inaczej także patrzymy na swoją nagość, na swoje ciało z jego fałdami, rozstępami, przebarwieniami – może także jako na towar, ale w obawie, że jest za niskiej jakości? Trudno nie pomyśleć przy tym o zaburzeniach odżywiania, które są najczęstszym powodem śmierci spośród wszystkich zaburzeń psychicznych. Trudno nie myśleć o naszej cywilizacji, w której wartość człowieka może zostać sprowadzona do fizycznej atrakcyjności, zdatności do dawania innym przyjemności seksualnej albo korzyści finansowych z przemysłu związanego z „naprawianiem niedoskonałości ciała”.

Cofnijmy się jednak w czasie. W pierwotnych plemionach nagość była czymś zwyczajnym i była bezpieczna tak długo, jak długo ktoś nie chciał nad nią zapanować. Wśród swoich było się sobą. Kiedy jednak ktoś wyciągał broń, brak ubrania był niebezpieczny. Kiedy ktoś widział w drugim poddanego, niewolnika, nałożnicę, ciało, które chce posiąść – nagość była śmiertelnym zagrożeniem. Czy właśnie o tym myśleli ci, którzy opowiadali (a potem ci, którzy spisali) opowieść o nagości Adama w Ogrodzie?

Czy dlatego Adam się ukrył? Poznając dobro i zło, zrozumiał, że może zostać osądzony? A może przestraszył się, że Bóg chce być jego właścicielem? Zdał sobie sprawę ze swojej niedoskonałości i nie chciał być widziany jako towar? Niezależnie od tego, co przypiszemy Adamowi z Księgi Rodzaju, możemy popatrzeć na nas same i nas samych: czego my się boimy i czego się wstydzimy, kiedy ukrywamy się przed Bogiem, przed życiem, przed innymi ludźmi? Dlaczego nie chcemy być widziane i widziani?

Pamiętaj, te rekolekcje nie są po to, by powiedzieć Ci, że Twoje emocje nie są ważne. Są bardzo ważne i bardzo ważne są powody, dla których czujesz to, co czujesz – na przykład wstyd i lęk. Jeżeli jesteś w stanie pobyć chwilę z tymi i innymi emocjami, dostrzec je, to nie po to, by powiedzieć sobie: „No dobra, to tylko emocje, pokonam je i będę odważnie stawać przed Bogiem i światem”. Nie o to tu chodzi.

Kiedy proponuję: „Spróbuj zobaczyć”, to po to, by popatrzeć w perspektywie tego Światła, o którym już wiemy (i może chociaż trochę wierzymy?), że nie przyszło, aby potępić. Możesz zatrzymać się teraz i poświęcić chwilę swojemu wstydowi, możesz też wrócić do tego później, a teraz na chwilę zmniejszyć swoje napięcie, czytając o świnkach morskich.

Świnki morskie i niewidomy żebrak

Nie rozumiałabym fenomenu ukrywania się tak, jak rozumiem go obecnie, gdyby w naszym domu nie zagościły świnki morskie: Beatka i Melka. Początkowo myślałam, że to łatwe w obsłudze zwierzaki, które mogą pomóc dziecku nauczyć się opiekowania słabszymi, odpowiedzialności i tak dalej – wielu rodziców myśli podobnie, decydując się na zwierzątko w domu. Tymczasem świnki morskie to zwierzęta obarczone wieloma wadami genetycznymi i zwykle niedożywające wieku, jakiego mogłyby dożyć, ponieważ mało kto je bada, dostrzega zawczasu nowotwory, choroby nerek, tarczyc i inne; wiele z nich żyje też w ogromnym stresie z powodu samotności. (Przy okazji, jeśli nie jesteście świadomi ogromnych potrzeb gryzoni, a macie je w domu, gorąco apeluję o zgłębienie tematu).

Dlaczego zatem świnki wyglądają tak bezproblemowo? Skoro są takie chorowite, to czemu nie widać tego po nich i bardzo często umierają z dnia na dzień, zaskakując tym opiekunów? Otóż świnki są na końcu łańcucha pokarmowego – same roślinożerne, nieprzystosowane do walki, łatwo mogą paść ofiarą drapieżników. Lubią zatem się kryć, potrzebują bezpiecznego miejsca, no i nawet jeśli są chore, cierpią i coś je boli – nie będą tego okazywać na zewnątrz, lecz skryją się jeszcze głębiej. W dzisiejszych czasach możemy zrobić im USG, podać leki, zbadać krew i wyleczyć. Jednak trzeba zobaczyć, że coś jest nie tak – albo regularnie sprawdzać stan zdrowia świnek.

No dobra, czy to jeszcze rekolekcje, czy pogadanka o gryzoniach? Otóż rekolekcje, i to te na czas najzwyklejszy. Przypomnijmy sobie, jak Jezus chodził po Galilei i Judei. Przypomnijmy sobie, co robił. Ustanowił wspólnotę uczniów – owszem. Nauczał – jasne. Ale czasem zapominamy, że ciągle, ciągle uzdrawiał! Słuchając skrawków Ewangelii na niedzielnej liturgii, możemy nie dość wyraźnie widzieć, jak uzdrowienia przeplatają się z nauczaniem – i że nie są tylko czymś przy okazji, ale sednem misji Jezusa. Wrócimy jeszcze do niektórych przykładów w kolejnych tygodniach. Dzisiaj zobaczmy jedno wydarzenie, tym razem z Ewangelii według Łukasza (Łk 18, 35-43).

W drodze do Jerozolimy Jezus zbliża się do Jerycha. Dowiaduje się o tym niewidomy żebrak i zaczyna głośno krzyczeć. Krzyczy tak głośno i tak uporczywie, że ktoś nakazuje mu zamilknąć, ale on wówczas zaczyna krzyczeć jeszcze głośniej. Jest niewidomy w wielkim tłumie. Tak samo jak Adam w Ogrodzie i jak świnki morskie, jest bezbronny. Rozpoznaje jednak – a może raczej: wierzy – że ten, który zbliża się do Jerycha, nie jest zagrożeniem, a ratunkiem. Wrzeszczy, choć innym się to nie podoba, wrzeszczy, bo chce – w przeciwieństwie do Adama – zostać znaleziony.

Jezus usłyszał tego człowieka i kazał go do siebie przyprowadzić. Zapytał, co ma dla niego uczynić, i poproszony o sprawienie, by żebrak przejrzał, odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Jaka wiara? Jestem coraz bardziej pewna, że nie chodzi o jakąś niezwykłą moc wierzącego, ale o wiarę w to, że ratunek jest możliwy, przychodzi i warto zaryzykować bycie zauważonym ze swoją chorobą, ze swoją bezbronnością, ze złem, jakie nas spotkało albo do jakiego się przyczyniamy. Światło przyszło na świat, i to nie po to, aby go potępić, ale by został zbawiony.

To nie działa

Dostrzegasz zło w sobie, w świecie, w relacjach? Zakładasz najatrakcyjniejsze ubrania, które odwrócą uwagę od „niedoskonałości”, albo przybierasz styl szarej myszy, by nikt nie zwrócił na Ciebie uwagi? Brylujesz w mediach społecznościowych lub obserwujesz tam innych z niepokojem i zazdrością? A może walczysz? Możliwe, że podobnie jak i ja w różnym stopniu używasz różnych strategii (także nieświadomie), by ochronić się przed katastrofą, jakiej się spodziewasz, jeśli ktoś dostrzeże Twoją bezbronność, nagość, to, czego się wstydzisz. To nie jest kolejny powód do wstydu albo wyrzucania sobie słabości. A jednak trzeba wiedzieć, trzeba przyjąć tę prawdę: to nie działa.

Życie w ukryciu, życie w fałszu, „bezwartościowe uczynki”, które nie płyną z prawdy – nic z tego nie przynosi uzdrowienia, wolności, życia.

Aby wyzdrowieć, aby zmieniać siebie i świat, aby nie żyć w lęku i samotności, trzeba przestać się chować i trzeba przestać kochać ciemność. Nawet jeśli wydaje się to niezwykle trudne, to na szczęście i Ewangelia, i różne odkrycia z ostatnich kilkudziesięciu lat na temat człowieka, układu nerwowego, roli relacji w zdrowieniu wychodzą nam naprzeciw.

Spróbuję pokazać te źródła nadziei i światła w kolejnych tygodniach.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×