magazyn lewicy katolickiej

Rekolekcje na czas najzwyklejszy (5)

Bóg już nas zbawia, zaprowadza swoje Królowanie, nawet jeśli z zewnątrz wydaje się, że wygrywa zło i brak miłości. Warto wciąż pamiętać, że tym, co sprawia, że z mąki wyrasta ciasto na chleb, jest niepozorny i „nieczysty” zakwas, a nie coś cieszącego się wielkim ludzkim uznaniem.
Rekolekcje na czas najzwyklejszy (5)
ilustr.: Anna Grzelewska

„Pierwszy tydzień okresu zwykłego” – ileż niezwykłych emocji odczuwałam jako dziecko bardzo zainteresowane religią, słysząc te słowa. Dzisiaj rekonstruuję je jako żal, że coś niezwykłego się skończyło; ciekawość, na czym będzie polegała „zwykłość”; ulgę, że można „zwyczajnie pożyć”, nie siląc się na jakąś szczególną świąteczną, adwentową czy postną postawę. Z czasem doszło do tego jeszcze jedno uczucie – przywiązania do tego zwykłego okresu czytania Ewangelii o tym, jak Jezus chodził po świecie i nauczał. Piękna mi zwyczajność!

A jednak – właśnie w tym czasie chcę wygłosić rekolekcje. Rekolekcje bez nabożeństw. Bez misji kanonicznej. Bez wielkiej internetowej pompy towarzyszącej rekolekcjom on-line głoszonym przez prezbiterów. Rekolekcje na czas najzwyklejszy.

Nauka 5

„Ukryte działanie Królestwa a przemiana”

Pamiętam zwrot w moim myśleniu religijnym, który nastąpił, gdy dowiedziałam się, że greckie słowo oddające w Nowym Testamencie to, co po polsku tłumaczy się jako „nawrócenie”, brzmi „metanoia” – i oznacza mniej więcej „przemianę umysłu”. Wynikałoby z tego, że pierwsze Kościoły posługujące się greką, czytając Ewangelie, słyszały „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” jako „odmieniajcie umysł i wierzcie w Dobrą Nowinę”. Gdy o tym po raz pierwszy usłyszałam, wyciągnęłam wniosek, że nie chodzi o same uczynki, o zmianę tego, co robimy, ale o przekształcenie naszego myślenia o Bogu.

Zmiana myślenia czy działania?

Nadal jestem co do tego przekonana i próbuję pomagać w tym innym, na przykład pisząc te oto rekolekcje. Wierzę i mam nadzieję, że usłyszenie Ewangelii na nowo, nieco innym językiem, z nieco innej perspektywy, z nieco innego doświadczenia (tu: mojego jako między innymi kobiety, teolożki, religioznawczyni, matki, żony, przyjaciółki, miłośniczki neuronauk i fanki Richarda Rohra) może być wartością i może ułatwić innym budowanie relacji z Bogiem i innymi ludźmi. Owszem, nadal uważam, że nawrócenie to przemiana myślenia, ale lepiej niż dawniej rozumiem – tak, jak w XX wieku zrozumiały nauki o człowieku – że myślenie oderwane od przeżywania, teorie abstrahujące od codziennego życia w ciele i materialnym świecie czy same dobre postanowienia nie mają mocy zmieniania życia.

Jezus nauczał i czynił „znaki” – uczniowie i uczennice oraz zainteresowane tłumy nie tylko słuchały słów, ale i widziały Jego działania. Niektórzy także doświadczali Jego uzdrawiającej i uwalniającej mocy.

Byli tacy, którzy najpierw studiowali Pisma i w ten sposób docierali do Jezusa, byli tacy, którzy słuchali Jego nauki z mocą, byli tacy, którzy widzieli czynione przez Niego znaki – i wierzyli w zbawienie, jakie ogłaszał. Byli też tacy, którzy studiowali, widzieli i słyszeli – ale nie wierzyli, a wręcz (jak wspomniani w nauce czwartej uczeni w Piśmie) interpretowali działania Jezusa jako bluźniercze, kłamliwe, grzeszne. Czy jeszcze inni – jak Jego własna rodzina – którzy próbowali powstrzymać Jezusa, uznając, że „odszedł od zmysłów”.

A zatem to nie same słowa ani czyny powodują przemianę myślenia. Nie jesteśmy biologiczną maszyną, która na dany impuls zareaguje koniecznie w określony sposób. Także samo przyjęcie nauki nie musi oznaczać zmiany życia – widzimy, jak uczniowie Jezusa rozpraszają się, gdy przychodzą doświadczenia Ogrodu Oliwnego, sądu, upokorzenia Jezusa i śmierci na krzyżu. Już po doświadczeniu pustego grobu i objawiania się Zmartwychwstałego widzimy w Dziejach Apostolskich i Listach, jak wśród tych, którzy uwierzyli, wydarzają się konflikty, spory, jak prócz wspólnoty dobra wydarzają się też nieporozumienia, nienawiść, oszustwa i inne zło.

Same myśli ani same uczynki nie są prawdziwym nawróceniem. Królestwo Boże, które głosi Jezus, nie jest ani teorią społeczną, ani systemem aktywności. Czym zatem jest?

Niedostrzegany zaczyn

Posłuchajmy samego Jezusa. Wybieram jedną z najprostszych i najkrótszych przypowieści, by pokazać kilka elementów głoszonej przez Niego nauki o Królestwie: „Z czym mam porównać Królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło” (Łk 13,20-21). Być może ta historia jest nam obecnie nieco bliższa, kiedy w początkach pandemii wiele osób zaczęło piec własny chleb na zakwasie?

Przypowieść ta wydaje się jedną z tych, które najmniej interesują kaznodziejów – nie mogę sobie przypomnieć żadnego kazania jej dotyczącego. Tymczasem warto poświęcić jej uwagę choćby z tego powodu, że jest jednym z fragmentów Ewangelii uznawanych za pochodzące z najwyższym prawdopodobieństwem od samego Jezusa, bez późniejszych interpretacji rozwijającej się teologii Kościoła. Nawet sceptyczni względem autentyczności wielu przypisywanych Mu słów utrwalonych w Ewangeliach uczestnicy tak zwanego Jesus Seminar nie mają co do tego wątpliwości. Jedną z przyczyn, dla których uznaje się tę przypowieść za własne słowa Jezusa, jest jej wywrotowy charakter. Czy kiedykolwiek zwróciliście na to uwagę?

Jeśli nie, to zobaczcie przynajmniej trzy elementy. Po pierwsze, bohaterką przypowieści o Królowaniu Boga jest kobieta, i to kobieta z ludu, zajmująca się czynnością codzienną, wręcz banalną: przygotowywaniem jedzenia. Po drugie, warto pamiętać, czym był zakwas dla Żydów – był to ferment, symbol zepsucia! Sam Jezus będzie ostrzegał swoich uczniów, by strzegli się zakwasu faryzeuszów! Przygotowanie do święta Paschy polega na pozbyciu się z domostwa wszelkiego zakwasu! Jeżeli dla współczesnych Jezusowi Żydów coś było profanum, był to z pewnością zakwas – to jego brak symbolizował sacrum, to, co święte. Po trzecie, jak pisze Anna Wierzbicka (z której książki „Co mówi Jezus? Objaśnianie przypowieści ewangelicznych w słowach prostych i uniwersalnych” obficie korzystam w dzisiejszej nauce), trzy miary mąki to ogromna ilość – można z tego upiec chleba dla stu osób.

Czego dowiadujemy się z porównania Królowania Boga z przygotowywaniem chleba na zaczynie? Wierzbicka wskazuje na „ukrycie” zaczynu w mące – zresztą tego właśnie słowa używa Ewangelista. Na razie nie widać, że zaczyn pracuje w mące, ale to się dzieje. Niewielka ilość zaczynu w porównaniu z ogromną ilością mąki powoduje wyrośnięcie ciasta – wystarczy cierpliwie poczekać, bo proces ten już został zapoczątkowany. Bóg już nas zbawia, już zaprowadza swoje Królowanie, nawet jeżeli z zewnątrz wydaje się, że wygrywa zło i brak miłości. Warto wciąż pamiętać, że tym, co sprawia, że z mąki wyrasta ciasto na chleb, jest niepozorny i „nieczysty” zakwas, a nie coś cieszącego się wielkim ludzkim uznaniem.

Wierzbicka podkreśla, że Bóg chce, by wszyscy ludzie żyli z Nim („aż wszystko się zakwasiło”). Wybrana przez Jezusa metafora zaczynu chlebowego wskazuje na to, że proces powstawania ciasta polega na całkowitej przemianie – w jej wyniku nie będzie zakwasu i mąki, ale chleb, w którym nie da się już rozdzielić składników.

Chociaż cel ten wydaje się po ludzku niemożliwy do osiągnięcia, to jednak tak jak odrobina zaczynu jest w stanie dokonać przemiany mąki w ciasto – i nie wymaga to żadnych szczególnych zabiegów czy trosk – tak i Bóg już rozpoczął swoje dzieło w świecie i doprowadzi je do końca. Wierzbicka, wyrażając przypowieść w jak najprostszych słowach, uniwersalnych ponad ograniczeniami kultur i języków, podsumowuje ją następująco: „(a) Bóg chce, żeby wszyscy ludzie żyli z Bogiem // (b) niektórzy ludzie myślą: to nie może się stać // (c) ja wam mówię: to może się stać, Bóg chce, żeby to się stało // (d) coś się dzieje tu, teraz // (e) wielu ludzi o tym nie wie // (f) kiedyś wszyscy ludzie będą o tym wiedzieć // (g) ponieważ to się dzieje tu, teraz, wszyscy ludzie mogą żyć z Bogiem // (h) Bóg tego chce”.

Przypowieści a przeformułowywanie

Kiedy Jezus używa obrazu czegoś codziennego i łatwego do wyobrażenia dla słuchaczy, jednocześnie nadaje temu obrazowi własny charakter – dodaje coś nietypowego, niespodziewanego albo prowadzi przypowieść w nieco innym kierunku, niż można było oczekiwać. Dla nas to czasem trudne do zauważenia, bo z jednej strony słabo znamy realia ówczesnej Palestyny, a z drugiej – większość z nas słyszała te przypowieści już wiele razy i trudno nas zaskoczyć. Słuchając Ewangelii czy czytając ją, warto szukać w słowach i czynach Jezusa elementu tego, co Jego własne, wykraczające poza oczekiwania tych, do których mówił.

Jednocześnie to, co odnosimy do przypowieści, możemy odnieść do własnego życia. Przydarzają się nam z pewnością zarówno rzeczy codzienne i powtarzalne, jak i zaskakujące – często wymieszane ze sobą tak dobrze jak drożdże z mąką w cieście. Zdarza się nieraz, że przez wiele lat przyjmujemy coś jako oczywistość, a dopiero z czasem przychodzi do nas nowe rozumienie – czasem pogłębiające czy poszerzające to pierwotne, a czasem stawiające je na głowie.

Nagłe zmiany wiążą się zwykle z przykrymi emocjami albo z przeładowaniem emocjonalnym, nawet jeżeli są pozytywne. Możemy to wyraźniej zaobserwować czy to u dzieci, czy, jeśli jesteśmy typowi neuronalnie, u osób neuronalnie nietypowych, na przykład w spektrum autyzmu. Nie oznacza to, że zmiany są złe ani że należy ich unikać. To, co chcę przekazać, to łagodne podejście do siebie w procesie zmian i szukanie tego, co nas w nich wspiera. Wiem, że przyjmowane bezwiednie przekonania, że każdy jest kowalem własnego losu i co nas nie zabije, to nas wzmocni, tak jak i niektóre szkoły duchowości oparte na przekonaniach, że jesteśmy źli i egoistyczni, wskazują inną drogę.

Chcę jednak zaproponować ćwiczenie się w odmienianiu myślenia – nawet jeśli miałby to być dla Ciebie tylko eksperyment. Czy możesz przez godzinę przyjąć roboczo hipotezę, że ludzie są z natury dobrzy? Albo że nasze działania stanowią próbę zaspokajania potrzeb, które to potrzeby nigdy nie są złe? Albo że do trwałej zmiany zachowania nie są konieczne kary ani nagrody? Może pierwszy raz czytasz takie stwierdzenia, a może już na nie natrafiłaś. Czy któreś z nich jest choć po części Twoje? A może z którymś nie zgadzasz się zupełnie i trudno Ci nawet wyobrazić sobie, że można by tak myśleć?

Otóż można i są tacy, którzy właśnie tak sądzą. Ja także do nich należę. Pierwsze z przekonań to podstawa chrześcijańskiej antropologii – zwłaszcza sprzed kontrowersji dotyczących wzajemnych relacji natury i łaski. Drugie – jedno z podstawowych założeń w porozumieniu bez przemocy (Non-Violent Communication). Trzecie – wynik współczesnych badań nad skutkami kar i nagród.

Nawet jeśli te przekonania budzą w Tobie opór, czy możesz spróbować przyjąć roboczo któreś z nich i w jego świetle zreinterpretować coś, co Ci się dzisiaj przydarzy? Na przykład – kolega zapomni o umówionym spotkaniu online. Czy któreś z tych przekonań może pomóc Ci zobaczyć to w nowy sposób i uniknąć osądu nad nim (nie zależy mu, jest nieodpowiedzialny itp.)? A może pozwoli Ci nie wpaść w poczucie winy („zawaliłam, nie dopilnowałam, jestem beznadziejna”) albo lęk przed tym, że czyjeś działanie jest odwetem za jakieś Twoje błędy („tak, ja zapomniałam tydzień temu i teraz się mści”)?

Dla niektórych z nas może to być ćwiczenie łatwiejsze, dla innych trudniejsze – spróbuj dostosować je do swoich możliwości i powtórzyć kilkakrotnie w kolejnych dniach. Jeśli żadne z zaproponowanych zdań nie jest dla Ciebie kontrowersyjne, otwórz szeroko uszy do słuchania i oczy do patrzenia. Bardzo możliwe, że niebawem natrafisz na coś innego, co sprzeciwi się Twoim nawykom myślowym – popracuj z takim przekonaniem.

Przemiana myślenia może być katorgą, bo sama wiedza nie leczy – przekonali się o tym Adam i Ewa w Księdze Rodzaju, przekonują także klientów psychoterapeuci na przykład w podejściu poznawczo-behawioralnym. No i znów wracamy do połączenia duszy i ciała, tego, co powszechne, i tego, co osobiste. Jeżeli wierzymy, że łaska i natura nie są rzeczywistościami zupełnie niepowiązanymi, to trenowanie elastyczności myślenia, poznawania punktu widzenia innych, nieoceniania – wszystkie pomagają nam ćwiczyć się w nawracaniu. Co jeszcze może nam w nim pomóc? O tym w kolejnej i zarazem ostatniej nauce na ten najzwyklejszy z czasów.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×