magazyn lewicy katolickiej

Ta wojna była od zawsze i nigdy jej nie było – dziennik wojenny z Kijowa

Moja mama w którymś momencie traci cierpliwość i zaczyna powtarzać: „wojna, wojna, wojna”. Po rosyjsku to słowo ma dwie sylaby, mama wymawia je osobno; ich rytm, kiedy są powtarzane, brzmi jak odgłos łopaty w środku sezonu ogrodniczego: ВОЙ-НА, ВОЙ-НА, ВОЙ-НА.
Ta wojna była od zawsze i nigdy jej nie było – dziennik wojenny z Kijowa
ilustr.: Stanisław Gajewski

Publikujemy drugą część dziennika wojennego Asi Bazdyrievej, ukraińskiej artystki, historyczki sztuki, członkini duetu artystycznego Geocinema, która od ataku Rosji na Ukrainę pisze z Kijowa o codziennym doświadczeniu wojny. Oryginalny dziennik można śledzić na instagramie. Tekst przetłumaczył Filip Kania, będziemy go aktualizować w kolejnych tygodniach.

***

20.03.2022, dzień 25

Od dzisiaj mam 36 lat.

***

21.03.2022, dzień 26

Kiedy czytałam dziennik J.M., nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego po wielu dniach nalotów ignorował syreny i zwyczajnie kładł się spać. Jak to możliwe, że się nie bał? To było w obozie pracy przymusowej; to nie tak, że już się nie bał, był po prostu zbyt zmęczony. Teraz robię to samo; wyłączam aplikację. Wciąż boję się zasnąć w nocy, uważam na wszystkie dźwięki, moja głowa znów produkuje wiadomości, których nie piszę. Czekam do rana, żeby móc zasnąć ze zmęczenia.

Teraz w Ukrainie, na pytanie „jak się masz?” odpowiada się (jeżeli ma się szczęście!): jest cicho.

Syreny wyją, ale nie ma tu rakiet (jak dotąd!). Odpowiadam więc: jest cicho.

Inni mają inaczej. E. pisze, że jej dom się trzęsie. Mówi: słowo „ludobójstwo” jest jak całun, zakładasz, że nigdy nie będziesz musiała go przymierzyć. To ubranie, które nigdy nie pasuje. Kończy swój codzienny artykuł dla Spiegla. Mówi, że o niektórych rzeczach łatwiej mówić w obcym, odległym języku. (Myślę, że tak, też zazwyczaj nie piszę po angielsku).

Coraz częściej znajduję się w sytuacjach, w których nie chciałam być. Kiedy muszę jakby pocieszać tych, którzy czują się winni, że wciąż mają normalne życia „na zewnątrz”. Mówię im: „nie trzeba, życie to coś, czym należy się cieszyć, wyjdźcie na słońce, zapewniam was, że też staram się najlepiej jak potrafię”. (Co jest prawdą).

Wczoraj było słonecznie i spokojnie; bukiet tulipanów od przyjaciół i dobre wino (!!!) od S.

Tata zrobił ciasto (Napoleonkę!), usiedliśmy przy stole. Wieki minęły, odkąd moja mama, ja i mój tata świętowaliśmy nasze urodziny w jednym miejscu. Kolacja została zakłócona około 18:30 przez syrenę. Wyszliśmy na dwór. Miałam dobry humor i słuchałam tego dźwięku wyobrażając sobie, że to część naszego święta. Nagle tata poczuł się winny naszego małego przyjęcia; zaczął mówić o wszystkich tych, którzy głodują w piwnicach albo zostali zabici, albo stracili wszystko. I po raz pierwszy rozpłakał się.

Powiedziałam, że nie mogę znieść pokojowej retoryki. Rosjanie śpiewający o pokoju pod Bramą Brandenburską, kiedy Ukraina tonie we krwi, co za absurd.

  1. pyta: myślisz, że to nie jest to, co należy robić? Okej, wszyscy mówią, że chcą pokoju, co właściwie mają na myśli?

Co oznacza pokój w tym kontekście? Nie sugeruje się dialogu między ciałem a komórkami rakowymi. Nie licząc się z kosztami, całkowicie usuwa się te ostatnie. Jeżeli nie jest to jedyna dopuszczalna logika wobec putinizmu-stalinizmu-faszyzmu, jaka jest? Inaczej tylko się rozprzestrzeni.

W piątek dwudziestego czwartego obudził mnie odgłos eksplozji i wiedziałam, że to „to”. Jeszcze przez kilka sekund nie otwierałam oczu, opóźniając moment, od którego wiedziałam, że rzeczy zmienią się raz i na zawsze. Teraz, kiedy widzę te nawoływania do pokoju i dialogu, wszystko o czym mogę myśleć, to to, że ludzie wciąż mają nadzieję ocalić swoje „życia-jak-dawniej”. Odmawiają przyznania, że sytuacja uległa zmianom, pomimo ich wysiłków zamknięcia tej siły wewnątrz Ukrainy, pogrzebania jej tu.

Istotnie, może później się spotkamy, ale nie ma już żadnego „jak dawniej”.

***

22.03.2022, dzień 27

Matka mojego ojca jest bardzo stara. Ma również demencję. Zapomina, co jej się mówi, to jest o wojnie. Codziennie, a czasem co kilka godzin, złości się na nas wszystkich, że nie chcemy zabrać jej z powrotem do Donbasu. Mieszka z nami od dwóch lat i od dwóch lat ma miejsce ta sama scena. Wyjaśnianie wojny to codzienny dramat. Moja mama w którymś momencie traci cierpliwość i zaczyna powtarzać: „wojna, wojna, wojna”. Po rosyjsku to słowo ma dwie sylaby, mama wymawia je osobno; ich rytm, kiedy są powtarzane, brzmi jak odgłos łopaty w środku sezonu ogrodniczego:

ВОЙ-НА

ВОЙ-НА

ВОЙ-НА

Nie przeszkadza mi to, ale słucham tego słowa wciąż i wciąż, wciąż i wciąż. Zastanawiam się, czy tak wielokrotnie powtórzone traci, czy zyskuje znaczenie.

Dowiedziałam się, że ONZ polecił swoim współpracownikom nie używać tego słowa. W takim starym, schizo-radzieckim stylu. Nienazywanie rzeczy takimi, jakimi są, jako sposób uniknięcia odpowiedzialności. Ale inaczej niż metafora, która dodaje rzeczom głębszego znaczenia, przeciwnie – podtrzymuje on złudzenie. Nazywamy to językiem ezopowym. ONZ, używające słowa „świat” w każdej ze swoich operacji monetarnych, odkryło, że słowu „pokój” brakuje antonimu. To puste słowo dla pustego świata.

Rozmawiałyśmy o tym z S. któregoś dnia. Jest to oczywiście umyślna ślepota, od dawna upolityczniona. Ale w tym jest coś więcej – ograniczenia słownika, niedostosowanego do zachodzących procesów. Nie ma wyrytej w kamieniu i powszechnie uznanej definicji słowa „wojna”. Najprostsza sugeruje, że to „stan otwartego i nazwanego, wrogiego konfliktu zbrojnego między państwami lub narodami”. Ale jeżeli pomyślimy o wszystkich aspektach obecnych procesów – rosyjska napaść na Ukrainę jest częścią większej machiny wojennej zawierającej techno-polityczne i energetyczne manipulacje, rozpad narzędzi poznawczych, komunikacyjny militaryzm i wiele więcej. Podmioty tej wojny nie muszą być otwarcie nazwane ani świadome swojego uczestnictwa.

Myślałam o języku i terminologii i o tym, czy można wyjść poza porównania z użyciem medycznej terminologii. Jak nazwiemy tę przemysłowo-militarną-hiper-hybrydę – wiązką? węzłem?

Słowo „wojna” obiecuje jasną demarkację linii, ale te linie to tylko narzędzia, mogą fałdować się i wykręcać. Możemy marzyć o niezmiennych miejscach albo możemy zostać nomadami. To znaczy kwestionować zastane kategorie, żeby móc wziąć udział.

***

23.03.2022, dzień 28

Przerwy dołączyły do równania.

***

24.03.2022, dzień 29

Od czterech dni powietrze jest wystarczająco ciepłe, żeby się opalać. Dwa dni temu siedziałam na zewnątrz, kiedy syreny zaczęły się wcześnie, około południa. Zauważyłam, że zmienił się pejzaż dźwiękowy. Jeżeli wcześniej syrenom towarzyszyło szczekanie psów – zawsze słabnące i niespokojne – teraz te odgłosy niemal zagłuszyły ptaki, które urządziły koncert.

W domu polityczny rozłam. Wszyscy w zasięgu alarmu przeciwlotniczego powinni wyłączyć światła na czas sygnału (który może trwać godzinami). Około dziesięć minut po tym, jak syreny zaczną wyć, światła uliczne gasną i miasto tonie w ciemności. Popularne wyjaśnienie jest takie, że jeżeli w mieście będzie ciemno, piloci nie będą mogli nawigować ani celować. Sądzę, że to strategia z drugiej wojny światowej i nie ma ona już dziś zastosowania: piloci używają innych narzędzi nawigacji, rakiety zupełnie się nie przejmują. Moja mama jednak denerwuje się za każdym razem i poleca wyłączyć światła. Nie lubię podążać za zasadami bez akceptowalnych wyjaśnień, chociaż lubię ciemność.

Często wychodzimy na zewnątrz, stoimy na ganku, każdy myśli swoje myśli w ciszy, to dość przewrotne – stanie tak po prostu, bez zamiaru udania się do schronu. Wojna to doświadczenie związane bardzo z odczuwaniem: nawet jeżeli jest cicho, zawsze jakoś jesteś на измене (obawiasz się zdrady) albo po prostu uważasz – inaczej dostrajasz się do zapachów, dźwięków i obrazów.

Wczoraj syreny wyły od 18 do północy. „Asia, Asia!” – mama wbiegła do pokoju – „wyjdź na zewnątrz, musisz to zobaczyć!”. Tata przyszedł powiedzieć coś podobnego. „Musisz zobaczyć gwiazdy, są niesamowite”. Teraz, kiedy wiosenne niebo jest bezchmurne, a wszystkie źródła zanieczyszczeń światłem całkowicie gasną, to miasto jak nigdy dotąd doświadcza czerni.

Nie uważam, że wojny powinno się romantyzować (nakładanie wagnerowskiego scenariusza na sceny płonącego po wojnie w Zatoce Perskiej Kuwejtu u Wernera Herzoga jest niedopuszczalne). Jest jednak coś innego w tym patrzeniu w gwiazdy wobec kosmicznego zniekształcenia przestrzeni. Wojna jawi się jako totalność, ale każda totalność – nawet jeżeli znajdujesz się w jej wnętrzu – to tylko mit.

Po pierwszym tygodniu kilka osób z moich dalszych kręgów mówiło, że boją się normalizacji wojny. Nie pytałam wtedy, co mieli na myśli. Nadal nie rozumiem. Ta wojna była od zawsze i nigdy jej nie było.

Jestem bardzo dobrze ukształtowanym drzewem owocowym.

***

25.03.2022 

Zrzut ekranu Pezduzy (satyrycznego konta na Twitterze udającego meduza.io – rosyjską niezależną redakcję):

Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej zabroniła słońcu zachodzić na Zachodzie.

Podpis:

dzień 30

Zmęczyłam się, długo spacerowałam, po raz pierwszy w tym czasie piję dobre wino, szydzę, podziwiam, czytam powieść, rozmawiam sama ze sobą.

***

26.03.2022, dzień 31

Trzy dni przed atakami napisałam w dzienniku:

„21 lutego 2022

Obudziłam się – wypadły mi wszystkie zęby! Wyplułam je na dłoń, niektóre były zupełnie pokruszone, tylko wielkie trzonowce pozostały nienaruszone.

Z długiej listy moich koszmarów ten jest najbardziej niepokojący. W latach 90. przeczytałam w pop-ezoterycznej książce mojej matki, że takie sny oznaczają śmierć. Nie umiem nie pamiętać, że ten sam sen miałam przed Majdanem.

Niewiele się wtedy spało. Na weekendy planowało się spędzanie czasu ze znajomymi jako środek przeciwlękowy. Jednak miało to odcień obcości: w wyludnionym Kijowie; w rozerwaniu między tym, co czujemy i czego doświadczamy tutaj i światami innych ludzi po drugiej stronie zdzwonek na zoomie.

W piątek połączyliśmy dwa domy na Bulvarno-Kudryavskiej. W sobotę poszłyśmy obejrzeć Licorice Pizza, a później nie poszłam bawić się, jak planowałam. Zamiast tego poszłam się napić z Tetą, Ulianą, Saszą”.

Wysłałam im ten fragment (nie widziałyśmy się już miesiąc), Teta odpowiedziała:

„To jak wracać na chwilę do domu. Jakby to było inne życie, chcę otulić się w te wspomnienia”.

Nie wydaje mi się, że potrzebuję dłużej liczyć dni. To było istotne w ciągu pierwszych trzech tygodni: szok był cielesny. Mówimy tu „отшибло память”, kiedy tracisz pamięć, ponieważ/jakby coś mocno uderzyło cię w głowę. To nie tak, że nic nie pamiętam, ale czuję, jakby całe moje życie było mi obce, jakbym nie miała pamięci o tym, jak czułam się wcześniej. Przyszłość również nie była uczuciem. Żadnej pamięci, żadnego oczekiwania – jedynie bardzo jasne poczucie teraźniejszości. Mimo wszystko to uczucie było wyzwalające.

Powiedziałam, że wojna wkroczyła do mojego obecnego dziennika w listopadzie i stopniowo zmieniała się w tło moich niespokojnych snów, w których słyszę syreny i samoloty. Jakbym dwudziestego czwartego już wszystko wiedziała.

Sasza odpowiedziała: „Wciąż przerażają mnie te pętle przyczynowo-skutkowe, kiedy przeżywasz hipotetyczną przyszłość, jakby była przeszłością, i dziwi cię nie tyle teraźniejszość, co nadchodzące zniszczenie”.

W zeszłym roku we trójkę każdej nocy wychodziłyśmy odwiedzać kwitnące drzewa w sąsiedztwie i w ogrodzie botanicznym.

Ekspert* powiedział na Twitterze: jeszcze miesiąc, nie więcej.

Myślę, że w ciągu dwóch tygodni nasz ogród będzie zielony, za miesiąc rozkwitnie.

Którą z moich przyjaciółek zobaczę pierwszą?

***

27.03.2022, dzień 32

  1. zauważyła, że często „myśli o Mariupolu”. „Po prostu myślę o Mariupolu” – powiedziała – „nic konkretnego. Po prostu myślę o Mariupolu i nie są to wyrażone myśli albo pełne zdania”.

Jestem w tym miejscu już jakiś czas. Czytam wiele świadectw – od osób, które zdołały się wydostać albo wysłały swoje historie z okupowanych miast, od tych, którzy stracili swoje rodziny; doniesienia o zgwałconych kobietach. I wtedy uświadamiam sobie, że siedzę i wpatruję się w jeden punkt, „po prostu myśląc”.

Czytałam historię kobiety, która została ewakuowana z Mariupola z czwórką dzieci, z których tylko jedno było jej własne. Drugim był jej siostrzeniec – jego matka, siostra tej kobiety, wyszła z piwnicy po wodę i nigdy nie wróciła; trzecie złapała biegnąc z piwnicy do autobusu ewakuacyjnego, siedział przy swoich zabitych rodzicach. O czwartym nie pamiętam dokładnie, próbowałam znaleźć to świadectwo wśród wielu innych, ale przepadło.

Może to dobrze, że te świadectwa pisane są po ukraińsku i po rosyjsku. Resztę świata przed słyszeniem tych historii chroni język. Jeżeli je usłyszysz, nie możesz nie myśleć.

To najlepiej udokumentowana wojna w historii, ale nie wiem, co to znaczy. Do lata zniknie z mediów, zredukowana do comiesięcznego podkastu z zachodnimi ekspertami. Wielu zachowa nadzieję na jakiegoś rodzaju sprawiedliwość dziejową – na próżno. Myślę o nich teraz, nie odwracam wzroku, zapraszam ich ból, żeby przeszedł przeze mnie – to najmniej co mogę zrobić.

***

28.03.2022, dzień 33

Zdjęcia tulipanów podpisane: towarzysze.

***

29.03.2022, dzień 34

syreny wyją jak wilki w nocy

biegną całą gromadą

bardzo blisko

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×