Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Par臋 belek z duchem

Spa艂o si臋 na s艂omie, cz臋sto razem ze zwierz臋tami. Je艣膰 co nie by艂o, wi臋c mo偶na si臋 by艂o naj膮膰 do zbierania ziemniak贸w. I jak si臋 zebra艂o wi臋cej koszyk贸w, to jeden bauer dawa艂 na w艂asno艣膰. Albo i nie dawa艂. Bo my niby banderowcy, a kto banderowcom uwierzy, 偶e ich Polak oszuka艂?
Par臋 belek z duchem
fot. Dawid Zieli艅ski

Cerkiew w Godkowie wygl膮da jak z folderu podkarpackiej organizacji turystycznej. Z niewielkiego pag贸rka wyrasta solidny fundament z polnych kamieni. Na nim wspieraj膮 si臋 masywne, cho膰 troch臋 nier贸wno pociemnia艂e dechy. Z krytego gontem dachu w niebo strzelaj膮 cebulaste wie偶yczki. W 艣rodku przedsionek i nawa, ikonostas i o艂tarz. Tylko co wizyt贸wka dawnej Galicji robi przy biegn膮cej przez powiat elbl膮ski drodze wojew贸dzkiej 513, na styku historycznych pruskich krain Warmii i Oberlandu?

Ze wschodu na zach贸d

Przyje偶d偶ali kilkoma rzutami. Pierwsza grupa, mniej liczna, pojawi艂a si臋 w okolicy w maju 1947 roku. M贸wi si臋, 偶e mieli nie najgorzej. Akcja Wis艂a dopiero si臋 rozkr臋ca艂a, wi臋c 鈥瀙ropozycja鈥 wyjazdu bli偶sza by艂a zdecydowanej sugestii ni偶 czystemu przymusowi. Podr贸偶 mog艂a si臋 wydawa膰 kr贸tka i w miar臋 komfortowa, cho膰 tylko pod warunkiem, 偶e por贸wna si臋 j膮 do trwaj膮cych po trzy tygodnie odysei przesiedlanych w kolejnych miesi膮cach. No i najwa偶niejsze 鈥 po przyje藕dzie by艂 jeszcze czas, by zatroszczy膰 si臋 o pola. W po艂owie maja jest jeszcze szansa na obsianie i obsadzenie ziemi, by nie cierpie膰 g艂odu w zimie.

Najwi臋ksza fala przymusowych przesiedle艅c贸w ruszy艂a ze wschodu kilka miesi臋cy p贸藕niej, w drugiej po艂owie lipca. Po chudych wojennych latach najwa偶niejsze by艂o jedzenie, wi臋c wiele os贸b ocenia tamte czasy przede wszystkim z perspektywy regularno艣ci posi艂k贸w. Dlatego olbrzymie niedogodno艣ci d艂ugiej podr贸偶y, odbywanej w towarzystwie hodowlanego byd艂a, mo偶na by jeszcze znie艣膰, gdyby nie my艣l o gotowych do 偶niw p贸l, kt贸re trzeba by艂o porzuci膰. 鈥 Mia艂am jedena艣cie lat, jak przyjechali do naszej wsi z wojskiem i wozami 鈥 wspomina Maria Potrapeluk, kt贸ra wraz z rodzin膮 dosta艂a 24 godziny na opuszczenie rodzinnego gospodarstwa w W贸lce Tarnowskiej. 鈥 Wszystko by艂o ju偶 w polu. Kopy zbo偶a, ziemniaki, wszy艣ciutko. Za艂adowali nas na wozy. Wzi膮艂 mnie 偶o艂nierz pod pachy i posadzi艂 na w贸z. Brali艣my g艂贸wnie chleb. Ale 偶o艂nierz zdj膮艂 obraz i przyni贸s艂 nam do wozu. Moja mama m贸wi: 鈥濸anie, gdzie my to b臋dziemy bra膰?鈥. Bo plotka r贸偶na sz艂a. A 偶o艂nierz m贸wi: 鈥濸rosz臋 pani, my was wieziemy na ziemie odzyskane. Tam b臋dziecie 偶yli, tam b臋dziecie mieli domy鈥.

Prawdopodobnie 偶o艂nierze rzeczywi艣cie nic wi臋cej nie wiedzieli. Polityka osiedle艅cza akcji Wis艂a rz膮dzi艂a si臋 swoimi regu艂ami, kt贸re by艂y okre艣lane na samych szczytach w艂adzy, a potem realizowane niekonsekwentnie i bez wtajemniczania lokalnej administracji. Wiadomo by艂o tylko, 偶e s膮siad贸w powinno si臋 rozdziela膰, nie dopuszcza膰 do powstawania du偶ych spo艂eczno艣ci z dominuj膮c膮 jedn膮 nacj膮 czy religi膮 i unika膰 zasiedlania teren贸w przygranicznych. Przy takich priorytetach trudno jednak zrozumie膰, jak to si臋 sta艂o, 偶e w okolicach nadgranicznego Godkowa powsta艂a prawdziwa enklawa, w kt贸rej m贸wi膮cy po ukrai艅sku i chodz膮cy w niedziel臋 do cerkwi byli mniejszo艣ci膮 tylko z nazwy.

S膮siedzi

W pierwszych dniach sierpnia 1947 roku poci膮g towarowy dowi贸z艂 rodzin臋 Marii Potrapeluk do Olsztyna. Tam przesiedli si臋 na wozy, kt贸rymi przebyli ostatnie kilkadziesi膮t kilometr贸w. Od tego momentu kontrol臋 nad akcj膮 osadnicz膮 przejmowa艂y w艂adze lokalne. Decyzje podejmowali miejscowi notable, z艂o艣liwie zwani 鈥瀢贸jtami鈥, 鈥瀊ambrami鈥 lub 鈥瀊auerami鈥. W realiach gigantycznych powojennych migracji sp臋dzenie nawet nieca艂ych dw贸ch lat w tym samym miejscu pozwala艂o uchodzi膰 za starego mieszka艅ca i przy w艂a艣ciwej orientacji politycznej dawa艂o szans臋 na awans do nowej lokalnej elity. W dawnych Prusach Wschodnich nale偶eli do niej przede wszystkim przybysze z Mazowsza i centralnej Polski. Pocz膮tkowo, jeszcze w 1945 roku, przyci膮ga艂 ich szaber. Potem wielu z nich zdecydowa艂o si臋 zosta膰 na sta艂e. Kusi艂y ich murowane domy, 偶yzna ziemia czy przej臋te w spadku po Niemcach nowoczesne maszyny rolnicze.

Gdy w okolicy zacz臋艂y pojawia膰 si臋 wielkie rzesze nowych mieszka艅c贸w, ludzie, kt贸rzy przyjechali tam chwil臋 wcze艣niej, naturalnie weszli w rol臋 gospodarzy. Cho膰 zd膮偶yli ju偶 pozajmowa膰 najbogatsze i najlepiej zachowane domy, w przybyszach widzieli zagro偶enie dla swojej 艣wie偶ej pozycji spo艂ecznej i zacz膮tk贸w stabilizacji. 鈥 R贸偶nie to bywa艂o 鈥 wspomina Maria Potrapeluk, kt贸ra jak wszyscy inni skazana by艂a na 艂ask臋 i nie艂ask臋 鈥瀢贸jt贸w鈥. 鈥 Wiadomo, 偶e nikt nie by艂 wtedy bogaty, ale nas 藕le traktowali. Najpierw przywie藕li nas i wywalili na drog臋. Kazali szuka膰 mieszkania. Co lepsze by艂y ju偶 zaj臋te. To, co zosta艂o, by艂o rozszabrowane, nie by艂o okien, drzwi, pod艂ogi. Spa艂o si臋 na s艂omie, cz臋sto razem ze zwierz臋tami. Je艣膰 nie by艂o co, wi臋c mo偶na si臋 by艂o naj膮膰 do zbierania ziemniak贸w. I jak si臋 zebra艂o wi臋cej koszyk贸w, to jeden bauer dawa艂 na w艂asno艣膰. Albo i nie dawa艂. Bo my niby banderowcy, a kto banderowcom uwierzy, 偶e ich Polak oszuka艂?

鈥濨amber鈥 sprzedaj膮cy za grube pieni膮dze drzwi, kt贸re jakoby przypadkiem idealnie pasuj膮 do framugi i da si臋 je otworzy膰 p臋kiem kluczy znalezionym w zdewastowanym domu. Przywiezione ze wschodu krowy, kt贸re, oddane na kilka pierwszych dni do stodo艂y s膮siada, nie wr贸ci艂y do dzi艣. Aresztowania na dwa tygodnie pod absurdalnym zarzutem przynale偶no艣ci do bli偶ej nieokre艣lonej bandy. Przezywanie 鈥瀠powcami鈥 czy 鈥瀊anderowcami鈥 偶o艂nierzy przedwojennego Wojska Polskiego, uczestnicz膮cych w kampanii wrze艣niowej i akcji Burza.
Dla przesiedlonych w ramach akcji Wis艂a powojenny terror i bezprawie trwa艂y d艂u偶ej ni偶 w reszcie kraju. Zatacza艂y te偶 szersze kr臋gi, w艂膮czaj膮c w kr膮g do艣wiadczonych wojenn膮 trwog膮 osoby urodzone ju偶 w czasach pokoju. Aleksander 鈥濻艂awek鈥 Bruszewski sw贸j rodzinny Jaworzec zna tylko z opowie艣ci rodzic贸w. Edukacj臋 zaczyna艂 ju偶 w Polsce Ludowej. Szybko okaza艂o si臋, 偶e uk艂adami w szkole rz膮dzi膰 b臋dzie ta sama przemoc i hierarchia, co w urz臋dzie, miejscu pracy czy na zebraniu wiejskim. 鈥 By艂a ludno艣膰 zbierana. Byli przyjezdni z聽centrali. Potem ci zza Buga i od Wilna. No na koniec byli艣my my 鈥 pierwsza klasa S艂awka Bruszewskiego przypad艂a na pocz膮tek lat 50. Mimo to o powodzeniu uczni贸w w szkole decydowa艂y nie wyniki, ale adres zamieszkania. I to sprzed kilku dobrych lat.

鈥 Ka偶dy mia艂 jakie艣 zdanie o innych, napi臋cia by艂y, szczeg贸lnie na pocz膮tku. Ale to trzeba powiedzie膰: najpro艣ciej i bez strachu by艂o wy偶y膰 si臋 na nas. Ja mia艂em dwa kilometry poln膮 drog膮 do szko艂y, a zimy by艂y ostre, z zamieciami i zaspami. Kt贸rego艣 dnia sp贸藕ni艂em si臋 przez to do szko艂y. Nauczyciel zawo艂a艂 mnie do siebie. 鈥濶a kt贸r膮 si臋 przychodzi do szko艂y?鈥. Ja co艣 t艂umacz臋. A on m贸wi tylko: 鈥濪awaj r臋k臋鈥. I tak膮 grub膮 linijk膮 oberwa艂em. 鈥濻iadaj鈥. A za mn膮 przyszed艂 taki Kazik. Z聽Garwolina pochodzi艂. Do szko艂y mia艂 bli偶ej i lepsz膮 drog膮. Nauczyciel m贸wi: 鈥濷, jeszcze jeden sp贸藕nialski鈥. I na tym si臋 sko艅czy艂o, nawet specjalnie nie wrzeszcza艂. By艂o nas w klasie kilkoro z akcji Wis艂a i nikt nie zda艂 na nast臋pny rok. Troch臋 przez to, 偶e s艂abo po polsku m贸wili艣my, ale te偶 za pochodzenie.
Wzgl臋dne poczucie bezpiecze艅stwa pojawi艂o si臋 dopiero w drugiej po艂owie lat 50. Zmiany polityczne i atmosfera odwil偶y zbieg艂y si臋 z naturalnym procesem nawi膮zywania s膮siedzkich stosunk贸w. Trudno oceni膰, czy bardziej do z艂apania oddechu przyczyni艂o si臋 wydanie przesiedle艅com zgody na odwiedzenie rodzinnych stron czy te偶 poznawanie si臋 z polskimi s膮siadami. Poprawa stosunk贸w budowana by艂a jednak na polskich zasadach. W szkole uczono tylko j臋zyka polskiego. A jak kto艣 nie chcia艂 lub nie m贸g艂 jecha膰 w niedziel臋 kilkunastu kilometr贸w na nabo偶e艅stwo do cerkwi w Pas艂臋ku lub w Ornecie, to zostawa艂a modlitwa w domu albo katolicka msza. Ko艣ci贸艂 鈥 z wygody i z ch臋ci pojednania 鈥 wybiera艂o wiele os贸b. Ka偶dy mia艂 jednak poczucie, 偶e cerkiew jest mu potrzebna. Chocia偶by po to, by ekumenizm nie by艂 konieczno艣ci膮, a wyborem. No i po to, by symbolicznie spr贸bowa膰 wyr贸wna膰 dawne krzywdy, kt贸rych dozna艂a ludno艣膰 pochodzenia ukrai艅skiego.

Aleksander 鈥濻艂awek鈥 Bruszewski, fot. Dawid Zieli艅ski

Aleksander 鈥濻艂awek鈥 Bruszewski, fot. Dawid Zieli艅ski

Podw贸jne 艣wi臋ta

By trafi膰 do domu Marii 呕uk wystarczy, jad膮c t膮 sam膮 drog膮 513 od strony Pas艂臋ka, kilka kilometr贸w przed Godkowem skr臋ci膰 w prawo. Zadbane gospodarstwo jest domem wielopokoleniowej rodziny, kt贸rej Maria jest nestork膮. Przyjecha艂a, tak jak wszyscy z jej okolic, w ostatnich dniach lipca 1947 roku. Cerkiew w 偶yciu Marii 呕uk odgrywa niezwykle wa偶n膮 rol臋. Nie tylko dlatego, 偶e jest osob膮 g艂臋boko wierz膮c膮. J臋zyk, w kt贸rym si臋 modli, i obrz膮dek, w kt贸rym zosta艂a ochrzczona, zawa偶y艂 na ca艂ym jej 偶yciu 鈥 od najm艂odszych lat by艂 przyczyn膮 wielu zdarze艅, tak偶e takich zdecydowanie spoza 艣wiata religii.

Po raz pierwszy odczu艂a to kilkadziesi膮t lat wcze艣niej i kilkaset kilometr贸w dalej. To wtedy, kilka lat przed II wojn膮 艣wiatow膮, sanacyjna Polska rozprawia艂a si臋 brutalnie z prawos艂awnymi i grekokatolickimi obywatelami. Na po艂udniowym Podlasiu i Che艂mszczy藕nie zap艂on臋艂y setki cerkwi. Tak偶e ta, kt贸ra znajdowa艂a si臋 w niewielkim Zahorowie. 鈥 W samym 艣rodku miejscowo艣ci by艂a taka 艂adna cerkiewka i placyk przed ni膮. Na Piotra by艂 zawsze odpust 鈥 wydarzenia tamtego lata s膮 jednymi z pierwszych wspomnie艅 Marii 呕uk. 鈥 Tego dnia tata pos艂a艂 mnie do babci do Po艂oczek, pi臋膰 kilometr贸w dalej. Po drodze mijali艣my takie czarne maszyny, jakby ci膮gniki. Ale nie zastanawia艂am si臋 po co to. Jak przyjecha艂am na miejsce, to babcia nerwowo chodzi艂a tam i z powrotem. I zaraz zaczyna p艂aka膰.

Pytam si臋 babci: 鈥濨abciu, czego ty p艂aczesz?鈥. A babcia m贸wi: 鈥瀂obaczysz, to te偶 b臋dziesz p艂aka膰鈥. I zaraz s艂ycha膰 by艂o z oddali trzaski. Najpierw jak rozje偶d偶ali cerkiew ci膮gnikami, potem jak j膮 podpalili. I szed艂 dym, czarny, prosto do nieba. S艂ycha膰 by艂o p艂acz ludzi. Z pi臋ciu kilometr贸w. Na nast臋pny dzie艅 pojechali艣my tam, to popio艂u by艂o dos艂ownie jak do sufitu. Wszystko spalili, Chor膮gwie, krzy偶e, presto艂y. Drzewa, grube lipy, zd膮偶yli te偶 wyci膮膰. I zosta艂 pusty plac z dziur膮 po艣rodku.

W Godkowie na Warmii odpust przypada 14 pa藕dziernika, w 艣wi臋to Opieki Bogurodzicy. Tak jak w Zahorowie, cerkiew stoi w 艣rodku miejscowo艣ci i otaczaj膮 j膮 stare drzewa. Po bluszczu i pozosta艂o艣ciach nagrobk贸w mo偶na pozna膰, 偶e kiedy艣 w tym miejscu znajdowa艂 si臋 niemiecki cmentarz. Dzi艣 poch贸wki odbywaj膮 si臋 kawa艂ek dalej, za miejscowo艣ci膮, ale ko艂o cerkwi wyr贸s艂 niedawno dom pogrzebowy, w kt贸rym odbywaj膮 si臋 pobo偶ne czuwania przy ciele zmar艂ego. Kiedy艣 mary odbywa艂y si臋 w domach, ale jaki艣 czas temu wprowadzone zosta艂y rygory sanitarne, kt贸re tego zabraniaj膮. Dom pogrzebowy pozwala kontynuowa膰 tradycj臋 w zgodzie z przepisami. 鈥 My przez t臋 wiar臋 du偶o prze偶yli艣my. I j膮 utrzymali艣my. Kiedy艣 by艂y wielkie pr贸by, teraz mniejsze. Ale wszystkie s膮 r贸wnie wa偶ne 鈥 m贸wi Maria 呕uk, kt贸ra od wielu lat wszystkie 艣wi臋ta obchodzi po dwa razy. 鈥 Nie chodzi o to, by z katolikami rywalizowa膰, tylko by trzyma膰 si臋 tego, co si臋 wybra艂o. Ciesz臋 si臋, 偶e zi臋ciowie chodz膮 do ko艣cio艂a, ale te偶 ciesz臋 si臋, 偶e wnuk wybra艂 cerkiew.

Zabytkowa cerkiew na nowo

Pomys艂, by oczekiwanej przez wszystkich cerkwi nie budowa膰 od zera, tylko przenie艣膰 ze wschodu, rzuci艂a profesor Romana Ciel膮towska, kt贸ra zajmowa艂a si臋 konserwacj膮 cerkiewnych polichromii w niedalekim Dzierzgoniu. Idea pad艂a na podatny grunt. Podchwycili j膮 zar贸wno hierarchowie ko艣cielni, jak i przedstawiciele samorz膮du. Wa偶na by艂a symbolika, wa偶ny by艂 konkret. Wok贸艂 skomplikowanego, ale dzia艂aj膮cego na wyobra藕ni臋 przedsi臋wzi臋cia uda艂o si臋 skrzykn膮膰 du偶o os贸b. Zada艅 nie brakowa艂o. Trzeba by艂o zorganizowa膰 zbi贸rk臋 i odr臋cznie przygotowa膰 dwuj臋zyczne cegie艂ki. Kto艣 inny musia艂 si臋 zaj膮膰 sprawami formalnymi, bo przeniesienie sakralnego zabytku na odleg艂o艣膰 kilkuset kilometr贸w to zadanie wymagaj膮ce wielu zg贸d w艂adz 艣wieckich i duchownych. Wreszcie, trzeba by艂o znale藕膰 odpowiedni budynek. Po kr贸tkich poszukiwaniach pad艂o na cerkiew z Kupnej pod Przemy艣lem. Sceptyk m贸g艂by powiedzie膰, 偶e by艂a to sztuka dla sztuki. Cerkiew po wojnie s艂u偶y艂a jako magazyn, a potem przez d艂ugie lata sta艂a opuszczona. W efekcie osiemnastowieczny zabytek znajdowa艂 si臋 w stanie gro偶膮cej zawaleniem ruiny.

鈥 Gdy dzi艣 wchodzi si臋 do cerkwi, to wida膰, 偶e niekt贸re drewniane elementy s膮 ja艣niejsze 鈥 opowiada S艂awomir 艁esyk, kt贸ry by艂 jedn膮 z bardziej zaanga偶owanych w akcj臋 przenosin cerkwi os贸b. 鈥 To drewno, kt贸re nie zd膮偶y艂o jeszcze si臋聽zestarze膰. Po tym mo偶na 艂atwo rozpozna膰, kt贸re bele s膮 nowe. Albo raczej: kt贸re s膮 stare, bo jest ich zdecydowanie mniej. Wszystko, co da艂o si臋 uratowa膰 z Kupnej, zosta艂o ponumerowane i zabezpieczone. Ostatecznie nie by艂o tego du偶o, w sumie pojedyncze belki. Ale co by nie m贸wi膰, to s膮 belki z dusz膮. Historia by艂a trudna, przenosiny bolesne, ale uda艂o si臋 i cerkiew 艣wietnie si臋 tutaj wpisa艂a. Z lud藕mi w sumie by艂o podobnie.
W Godkowie wiele os贸b uwa偶a, 偶e przenosiny cerkwi zmieni艂y spo艂eczno艣膰 lokaln膮. Bo cel by艂 pozytywny, ludzie zamiast si臋 k艂贸ci膰 i rozpami臋tywa膰 dawne urazy dzia艂ali rami臋 w rami臋. Odby艂o si臋 s膮siedzkie pospolite ruszenie, a efekt przeszed艂 naj艣mielsze oczekiwania.

鈥 Ta cerkiew to jest prawdziwa pere艂ka Godkowa, nasza wizyt贸wka. W okolicy nie ma drugiego takiego budynku 鈥 cho膰 S艂awomir 艁esyk stara si臋 zachowa膰 obiektywizm wywa偶onego organizatora, to nie potrafi ukry膰 entuzjazmu. 鈥 Jest nie tylko pi臋kna i przyci膮ga wzrok przyjezdnych, ale te偶 dobrze 艣wiadczy o naszej miejscowo艣ci i o relacjach mi臋dzy s膮siadami. Wiele mo偶e ich dzieli膰, ale wida膰 te偶, 偶e co艣 ich 艂膮czy. Chodzi o miejsce, w kt贸rym mieszkaj膮.

Mniej optymistycznych opinii nie trzeba oczywi艣cie d艂ugo szuka膰. Bo tak naprawd臋 nie wszyscy byli szczodrzy, spontaniczno艣膰 zaanga偶owanych przypomina艂a czyn spo艂eczny s艂usznie minionej epoki, a sprawa by艂a polityczna. Ale nawet sceptycy przyznaj膮, 偶e przeniesiona cerkiew robi wra偶enie.

Maria 呕uk, fot. Dawid Zieli艅ski

Maria 呕uk, fot. Dawid Zieli艅ski

Kresowe sentymenty?

Cho膰 od lat 50. nic nie stoi na przeszkodzie, by odwiedzi膰 czy nawet wr贸ci膰 w rodzinne strony, to przesiedlonych raczej tam nie ci膮gnie. Par臋 os贸b zdecydowa艂o si臋 na powr贸t, ale zdecydowana wi臋kszo艣膰 zosta艂a na miejscu. Maria 呕uk nigdy nie by艂a w Zahorowie i nie wie, czy pusty plac po cerkwi zosta艂 zabudowany. Maria Potrapeluk wybra艂a si臋 do W贸lki Tarnowskiej raz, przed wielu laty. Znalaz艂a sw贸j dom, kt贸ry przez lata osiad艂 i skurczy艂 si臋, a strzech臋 zast膮pi艂a blacha. Nawet nie pr贸bowa艂a wej艣膰 do 艣rodka. S艂awek Bruszewski odwiedzi艂 okolic臋 kilka razy, bo brat wr贸ci艂 na Podkarpacie. Ale osiad艂 po drugiej stronie Sanu, bo w okolice Jaworca nie by艂o po co je藕dzi膰. Wszystko spalone.

Wsch贸d i mityczne Kresy zaprz膮taj膮 dzi艣 wyobra藕ni臋 g艂贸wnie nastawionego patriotycznie m艂odszego pokolenia. Tak偶e tych, kt贸rych przodkowie pochodzili nie ze wschodu, a na przyk艂ad z p贸艂nocnego Mazowsza. Przesiedle艅cy z Akcji Wis艂a, jak sami m贸wi膮, przez siedemdziesi膮t lat zdo艂ali z偶y膰 si臋 鈥瀦 tymi naszymi ziemiami odzyskanymi鈥. Nowa-stara cerkiew w Godkowie jest tego najlepszym 艣wiadectwem.

***
Wywiady z osobami przesiedlonymi w ramach Akcji Wis艂a zosta艂y przeprowadzone podczas projektu Muzeum Migracji, realizowanego przez stowarzyszenie Krajobraz. Projekt dofinansowany zosta艂 przez Muzeum Historii Polski w ramach programu Patriotyzm Jutra.
***

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij