dwutygodnik internetowy
21.05.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dokument ma łączyć. O 59. Krakowskim Festiwalu Filmowym

Jaka jest ta współczesna Polska, utkana z marszów ONR-u oraz manifestacji antyfaszystowskich, ze zbierania w pełnym słońcu truskawek i marzeń o scenicznej karierze na miarę Zenka Martyniuka?

„Mój kraj taki piękny”, reż. Grzegorz Paprzycki, materiały prasowe

„Mój kraj taki piękny”, reż. Grzegorz Paprzycki, materiały prasowe

Konkurs polski Krakowskiego Festiwalu Filmowego to jak zwykle zwierciadło, w którym możemy przejrzeć się jako naród. Zwierciadło panoramiczne, bo chwytające różne, czasem wręcz sprzeczne oblicza naszego dzisiaj i naszego dawniej. Jaka jest ta współczesna Polska, utkana z marszów ONR-u oraz manifestacji antyfaszystowskich, ze zbierania w pełnym słońcu truskawek i marzeń o scenicznej karierze na miarę Zenka Martyniuka? I jakie znaczenie dla teraźniejszości ma historyczna podszewka w postaci heroizmu Żabińskich czy co najmniej wątpliwych etycznie eksperymentów na ludziach Jana Terelaka?

Chciałoby się użyć słowa-klucza i powiedzieć, że jest spolaryzowana. Jednak polaryzacja to dzisiaj nie klucz, a wytrych – nie otwiera na rzeczywistość, lecz się do niej włamuje. Niby coś o niej mówi, ale szybko i chaotycznie, jak posługujący się wytrychem i działający w pośpiechu złodziej. Na szczęście dokumentaliści przyglądają się dłużej i uważniej. Świat, który pokazują, nie jest jaskrawy, a pełen półcieni i tonów pośrednich.

Nawet w zwycięskim filmie „Mój kraj taki piękny”, który traktuje o zaostrzeniu radykalnych nastrojów w Polsce i przenoszeniu się tej atmosfery na ulice, rzeczywistość nie jest czarno-biała. Zarówno tak zwani narodowcy, jak i uczestnicy marszów antyfaszystowskich zachowują się agresywnie lub prowokacyjnie. Po obu stronach ideologicznej barykady rośnie napięcie, którego eskalację kilka razy do roku można obserwować na ulicach polskich miast. A w formie bardziej skondensowanej – w filmie Grzegorza Paprzyckiego, który pokazuje te wydarzenia, montując czyste obserwacje, niczym w telewizyjnych materiałach no comment. Zestawiając niechronologicznie wybrane demonstracje, marsze i zamieszki, nawiązuje do obserwacyjnych dokumentów Sergieja Łoźnicy, który w podobnej estetyce opowiadał choćby o Majdanie. U Paprzyckiego wydarzenia są jednak znacznie bardziej intensywne i zmontowane tak, by wyeksponować wyraźną linię podziału przebiegającą przez polskie społeczeństwo.

Jednocześnie reżyser nie opowiada się wprost po żadnej ze stron wewnętrznego konfliktu Polaków. Za pośrednictwem rejestracji spotkania, które odbyło się w auli, nie na ulicy, pokazuje, że dialog jest możliwy, a wojna na argumenty bywa znacznie ciekawsza od tej na cegły, pięści, transparenty i okrzyki. W ten sposób staje po stronie tych, którzy są przeciw agresji i przemocy. I zostawia nas z pytaniem, czy są jeszcze szanse, by ideologiczny spór mógł się toczyć na poziomie debaty, a nie ulicy.

Mniej drastyczne oblicza codzienności odbijają się w krótkich filmach, które delikatnie szkicują fragmenty rzeczywistości znajdujące się na marginesach uwagi mediów. Agata Baumgart w filmie „Love 404” opowiada o matce i córce, w których życiu ważną rolę odgrywa internet. Córka ucieka tam do świata, w jakim chciałaby funkcjonować; kreuje fantazyjne wizje siebie odnoszącej sukcesy, choć w tak zwanym realu nie może znaleźć pracy. Gnieździ się z mamą w ciasnej klitce i obawia się samotności, ponieważ jest aseksualna. Natomiast matka karmi się nadziejami, jakie dają samotnym ludziom serwisy randkowe. I chociaż obie korzystają z internetu w zupełnie inny sposób, okazuje się on dla nich doskonałym pretekstem do rozmowy i pomocy sobie nawzajem.

„Love 404”, reż. Agata Baumgart, materiały prasowe

„Love 404”, reż. Agata Baumgart, materiały prasowe

Z kolei w „Strawberry Boys” chłopak z prowincji pomaga rodzicom w zbieraniu truskawek, mając w perspektywie odziedziczenie całkiem nieźle prosperującego gospodarstwa. Marzy mu się jednak kariera discopolowca na miarę Zenka Martyniuka. Po pracy robi więc wszystko, by dopiąć swego: nagrywa, miksuje, kręci teledysk, koncertuje po gminnych festynach. Pasję wspiera ojciec, który nie naciska na syna, by zajął się gospodarstwem, ponieważ sam zrezygnował kiedyś z pasji do muzyki na rzecz pewniejszego źródła dochodu. I to właśnie relacja ojca i syna jest w tym filmie najbardziej ujmująca.

Natomiast Aleksandra Maciejczyk w znakomitych „Połączonych” przybliża świat dwojga ludzi, których pasją jest narciarstwo. Krzysztof stracił wzrok i na stoku zdaje się na wskazówki Wioli, jadącej za nim i instruującej go dzięki łączności radiowej. W krytycznych sytuacjach dojrzałemu małżeństwu nie pozostaje nic innego, jak wzajemne zaufanie i umiejętność porozumiewania się bez nadmiaru słów. Ze zdawkowych komunikatów, krótkich rozmów i dyskretnych gestów wyłania się obraz bliskości dwojga ludzi, której nie widać na pierwszy rzut oka. A skoro już mowa o tym, czego nie widać, to napięcie świetnie budują ujęcia, podczas których widzowie (nie) patrzą oczami sunącego po stoku Krzysztofa, płynąc w gęstej, białej mgle, i słyszą wyłącznie komunikaty przekazywane mu przez Wiolę. To pozwala poczuć niemal na własnej skórze, jak głębokie jest ich wzajemne zaufanie.

„Summa”, reż. Andrei Kutsila, materiały prasowe

„Summa”, reż. Andrei Kutsila, materiały prasowe

Dłuższe metraże niekoniecznie gonią za teraźniejszością, a stanowią raczej okazję do różnego rodzaju podsumowań. „Summa” (reż. Andrei Kutsila) to wkomponowana w ujmujący obraz Suwalszczyzny historia spotkania znakomitego polskiego malarza Andrzeja Strumiłły z kilkadziesiąt lat młodszą białoruską malarką. Dla niej to okazja, by zmienić swoje życie, dla niego – by życie podsumować. „Syndrom zimowników” (reż. Piotr Jaworski) mówi natomiast o jednym z najbardziej doniosłych eksperymentów psychologicznych w historii, za którym stoi polski badacz, Jan Terelak. Wyniki były niezwykle wartościowe, ponieważ inni naukowcy nie odważyli się lub nie mogli prowadzić przez pół roku eksperymentów w warunkach stresowych na ludziach… Czy było warto? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Kontrowersje trwają do dzisiaj, a rezultaty są również po dziś dzień cytowane. Z kolei Łukasz Czajka w filmie „O zwierzętach i ludziach” opowiada o niezwykłych losach rodziny Żabińskich, którzy prowadzili przed wojną warszawskie zoo, a w trakcie wojny udzielali tam schronienia Żydom i innym osobom zagrożonym prześladowaniami. Wszystko w nieco surrealistycznym otoczeniu dzikich zwierząt. Wyjątkowo filmowa historia złożona z archiwaliów i współcześnie przywoływanych wspomnień, a jednocześnie poruszająca opowieść o odwadze, sprycie i bohaterstwie czasu wojny.

„Syndrom zimowników”, reż. Piotr Jaworski, materiały prasowe

„Syndrom zimowników”, reż. Piotr Jaworski, materiały prasowe

Dlaczego najlepsze długie filmy uciekają od głównego nurtu życia? To forma eskapizmu czy raczej dążenie ku uniwersalności? Dokument to gatunek na tyle pojemny, że może chwytać ducha czasu, a jednocześnie wędrować w przeszłość, przymykając oko na to, czym żyją masy. Silniej oddziałuje oczywiście współczesność, ale pytanie, co będzie mocniej rezonowało po latach, pozostaje otwarte. Zarówno donośne świadectwa przeszłości, jak i bogactwo teraźniejszości zostały jednak uchwycone w sprawnie zrealizowanych obrazach. A to kolejny dowód na to, że polski dokument radzi sobie znakomicie z uwiecznianiem i opisywaniem rzeczywistości. Skłania do myślenia i pomaga zrozumieć ją lepiej niż media, które są coraz bardziej spolaryzowane i coraz bardziej dzielą społeczeństwo. „Mój kraj taki piękny” pokazuje, że można inaczej. Wiele filmów z tego festiwalu tego dowodzi, nawet jeśli traktuje o intymnych historiach spoza głównego nurtu zdarzeń. Czasem wystarczy pokazywać świat i zostawiać ocenę widzom. Skłaniać do debaty, a nie wzajemnie podjudzać. Chyba właśnie taka misja stoi przed współczesnym polskim dokumentem. A rosnąca popularność kina dokumentalnego budzi nadzieję, że będzie to robił coraz skuteczniej.

***

Działalność Kontaktu można wspierać finansowo w serwisie Patronite.

Pozostałe teksty z bieżącego internetowego wydania Kontaktu można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Kim jesteś, Ricardo? Jeszcze jedna bzdura o Kapuścińskim

Polskie kino eksportowe

Co po OFF-ie?