fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Eutanazja? Rozważmy wszystkie stawki w tej dyskusji

Uznanie moralnej dopuszczalności eutanazji nie musi automatycznie oznaczać poparcia dla jej legalizacji. A już na pewno nie wystarcza, by nie zadać sobie wszystkich pytań związanych z jej konsekwencjami.
Eutanazja? Rozważmy wszystkie stawki w tej dyskusji
ilustr.: Karolina Burdon

Tekst Ignacego Dudkiewicza to jeden z artykułów poświęconych eutanazji, które powstały w odpowiedzi na trwającą na Węgrzech debatę o prawie do samobójstwa wspomaganego, zainicjowaną przez konstytucjonalistę Dániela Karsaiego. Przeczytaj także tekst Kingi Dunin.

***

W 1997 roku amerykański bioetyk i filozof John Hardwig napisał głośny artykuł, w którym wychodząc z klasycznie utylitarystycznych założeń – wspartych o refleksję nad relacjami między bliskimi sobie ludźmi – zasugerował, że istnieją sytuacje, w których mamy moralny obowiązek umrzeć, czyli w praktyce poddać się eutanazji. O jakie sytuacje chodzi? Na przykład gdy w krajach pozbawionych powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych dalsze podtrzymywanie życia nieuchronnie skazanego na koniec generuje olbrzymie koszty, które mogą skutkować ogromnymi długami rodziny chorego.

Propozycja Hardwiga spotkała się z wieloma reakcjami: rozwijającymi jego koncepcję, precyzującymi ją, ale także – rzecz jasna – na wskroś krytycznymi. Niezależnie jednak od tego, czy Hardwig miał rację, sugerując istnienie moralnego obowiązku śmierci, jego tekst naświetla zwykle pomijany aspekt rozmowy o legalizacji wspomaganego samobójstwa i eutanazji. Nie jest to dyskusja wyłącznie o indywidualnych prawach poszczególnych cierpiących osób. To sprawa, która dotyczy nas wszystkich – czy opowiadamy się za legalizacją eutanazji, czy też się jej sprzeciwiamy, powinniśmy więc rozważać wszystkie istniejące w tej sprawie stawki.

To rozmowa nie tylko o jednostce

Jakie są te inne stawki – oprócz fundamentalnie ważnej stawki poszanowania indywidualnej wolności! – które powinniśmy brać pod uwagę, dyskutując o eutanazji czy wspomaganym samobójstwie?

Jest ich wiele, bo wcale nie żyjemy w swojej indywidualistycznej próżni, w której nasze decyzje są – czy powinny być – warunkowane jedynie naszym własnym postrzeganiem sprawy, a nasze prawo do samostanowienia jest nieograniczone

Na ile możemy ocenić autonomiczność decyzji osoby, która prosi o eutanazję? Jakie procedury mogą sprawić, byśmy byli pewni, że prośba nie padła pod wpływem presji? Skąd wiemy, że ktoś decyduje się na śmierć z powodu swojego cierpienia, a nie dlatego, że czuje – bo mu to powiedziano wprost albo zasugerowano, albo tylko sam tak to postrzega – że jest nadmiernym ciężarem dla rodziny? Może chciałby żyć, ale nie chce „sprawiać kłopotu”?

W jaki sposób zabezpieczyć integralność moralną lekarza? Dániel Karsai, od którego walki o zmianę prawa zaczęła się ta wymiana tekstów, wskazuje, że jest to możliwe, ale jednocześnie trudno to zrobić, postulując – jak niektórzy zwolennicy legalizacji eutanazji – całkowite zniesienie, a nie niezbędną reformę, tak zwanej klauzuli sumienia. Poszanowanie dla autonomii pacjenta nie oznacza wszak realizacji wszystkich jego próśb. Gdzie wyznaczyć granicę między przestrzenią zasadnej decyzyjności lekarza a podejściem już paternalistycznym wobec cierpiącego człowieka, na jakie godzić się nie możemy?

Czy legalizacja eutanazji wpływa na zmianę społecznego postrzegania zawodu lekarza i lekarki i na zaufanie pacjentów i pacjentek do nich (badania robione w realiach holenderskich są w tej sprawie niejednoznaczne)?

Czy zgoda na czynną eutanazję i wspomagane samobójstwo zmieni – a jeśli tak, to w jaki sposób i czy na pewno korzystny – społeczne i kulturowe podejście do choroby i starości?

Jak podobna zgoda ma się do generalnie odwrotnego kierunku zmian, w którym zmierzają społeczeństwa Zachodu i Globalnej Północy? Zakaz uśmiercenia drugiego człowieka to uniwersalna podstawa większości kodeksów moralnych. Zawsze istniały od niego wyjątki, ale te są coraz bardziej i bardziej ograniczane – poprzez zakaz pojedynków, reglamentację dostępu do broni, znoszenie kary śmierci, regulacje dotyczące tego, co jest dopuszczalne podczas wojny, a co nie i tak dalej.

Jak zabezpieczyć prawa osób najuboższych, na przykład mieszkających w Domach Pomocy Społecznej, w sytuacji, gdy eutanazja jest procedurą zwyczajnie zdecydowanie tańszą niż wieloletnia opieka i leczenie? Jak sprawić, by osoby te nie były poddawane instytucjonalnej presji, by poddały się eutanazji? Jak rozwiązać tę sprawę w sytuacji osób nieubezpieczonych (choćby w kontekście amerykańskim), w przypadku których koszty paliatywnej opieki byłyby przeniesione na ich rodziny? W czasach późnego kapitalizmu, gdy ludzkie życie generalnie wyceniane jest nisko, powinniśmy więc także – w przypadku legalizacji eutanazji – patrzeć na ręce zarządzającym budżetami: systemu ochrony zdrowia, ubezpieczycieli czy poszczególnych placówek.

Między dopuszczalnością a legalizacją

Podobne rozważania można mnożyć. Rzecz w tym, by zauważyć, że w dyskusji o eutanazji nie może chodzić tylko o spór między indywidualistycznie postrzeganym prawem jednostki do samodecydowania a próbami jej kontroli przez system – uzasadnianymi religijnie czy nie, to ma mniejsze znaczenie. Sam Karsai wszak również z własnej wiary wyprowadza prawo do zakończenia swojego życia przez człowieka.

Nie chodzi także o naiwne przekonanie, że lepiej działający system leczenia, opieki i wsparcia wszystko załatwi. Może on pomóc – jak w przypadku wspominanego przez Kingę Dunin Janusza Świtaja – funkcjonować określonej grupie osób, które wcześniej domagały się prawa do eutanazji, ale Dunin ma absolutną rację, że nie wszyscy są w analogicznej sytuacji. Karsai mówi o potrzebie rozwijania podobnego systemu, a jednocześnie wie, że jemu żaden system nie wystarczy i wciąż postuluje przyznanie mu prawa do podjęcia decyzji o swojej śmierci.

Chodzi więc tylko o to, by zobaczyć wieloaspektowość zagadnienia i to, jak skomplikowane jest takie jego uregulowanie, by nie przyniosło niezamierzonych, a zdecydowanie negatywnych konsekwencji – związanych w skrajnej sytuacji z popychaniem do decyzji o śmierci osób, które mogą jej nie chcieć. Czy to oznacza, że legalizacja eutanazji nie powinna wchodzić w grę? Nie. Ale jednocześnie, co może wydawać się paradoksalne, nawet uznanie moralnej dopuszczalności eutanazji (czyli przekonanie, że jednostka ma prawo decydować o momencie swojej śmierci) nie musi jeszcze oznaczać poparcia dla jej legalizacji. A już na pewno nie wystarcza, by nie zadać sobie wszystkich pytań związanych z jej konsekwencjami.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×