Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Do kogo nale偶y miasto?

W ostatnich dekadach polskie miasta odreagowywa艂y okres PRL, kt贸ry wielu mieszka艅com zohydzi艂 warto艣膰 przestrzeni wsp贸lnych. Dzi艣 budzi si臋 艣wiadomo艣膰, 偶e istota miasta polega nie tyle na abstrakcyjnej wsp贸lnocie, ile na realnej, wsp贸lnej kontroli nad granicami tego, co prywatne.
Do kogo nale偶y miasto?
ilustr.: Piotr Karski

Wychowa艂em si臋 na warszawskim blokowisku, typowej 鈥瀢ielkiej p艂ycie鈥 z lat 70. Bloki jak bloki 鈥 ca艂e dzieci艅stwo up艂yn臋艂o mi na niedoskona艂ych, zaniedbanych, brudnych podw贸rkach. Murki, piaskownice, trzepaki, hydrofornie, skwerki, prowizoryczne boiska pi艂karskie, zwykle 鈥瀗a jedn膮 bramk臋鈥. Zamiast zadbanych trawnik贸w, du偶e po艂acie betonu i klepiska, kt贸re jesieni膮 zamienia艂y si臋 w b艂oto.

W liceum przeprowadzi艂em si臋 na nowe osiedle w tej samej dzielnicy. Teraz zamiast murk贸w, piaskownic i klepiska, mia艂em dooko艂a trawniki, klombiki i krzewy. No i porz膮dne, o艣wietlone boisko ze sztuczn膮 traw膮. Rzecz jasna 鈥 wszystko szczelnie ogrodzone, dost臋pne tylko dla mieszka艅c贸w. Gdy ju偶 powoli zacz膮艂em przyzwyczaja膰 si臋 do tej idylli, sta艂o si臋 co艣, co popsu艂o dobr膮 atmosfer臋. Mo偶e nie powinienem by艂 si臋 martwi膰, w ko艅cu to zdarzy艂o si臋 nie u nas, tylko u tych tam, z osiedla po drugiej stronie ulicy. A jednak, pokonuj膮c codzienn膮 drog臋 do autobusu, bi艂em si臋 z my艣lami, czy nie powinienem sforsowa膰 bariery w postaci p艂otu i budki z ochroniarzem, 偶eby przynajmniej dowiedzie膰 si臋, co dok艂adnie si臋 sta艂o.

鈥濪EWELOPER NAS OSZUKA艁鈥, 鈥濩ZUJEMY SI臉 OSZUKANI鈥 鈥 takie has艂a, wymalowane niepewn膮 r臋k膮 na prze艣cierad艂ach, zawis艂y na co drugim balkonie blok贸w od strony dziel膮cej nas ulicy. W kulisy ca艂ej sytuacji wprowadzi艂a mnie przypadkiem znaleziona, dzielnicowa gazetka. Ku mojemu zdziwieniu nie chodzi艂o, jak to bywa艂o w tamtych czasach, o nag艂e bankructwo firmy deweloperskiej ani te偶 o zagra偶aj膮ce 偶yciu i zdrowiu uchybienia podczas budowy. Sprawy mia艂y si臋 nast臋puj膮co: do osiedla przylega艂 bezpo艣rednio tak zwany kana艂ek Br贸dnowski, zwany potocznie 鈥瀞mr贸dk膮鈥, na kt贸r膮 to nazw臋 z pewno艣ci膮 zas艂u偶y艂. Na etapie sprzeda偶y mieszka艅 deweloper wypu艣ci艂 prospekt reklamowy, w kt贸rym pokazywa艂 osiedle wraz z jego nieod艂膮czn膮 cz臋艣ci膮 鈥 zrewitalizowanym fragmentem kana艂ku, z alejkami spacerowymi, o艣wietleniem i pi臋knym brzegiem. Oczywi艣cie wszystko prywatne i zamkni臋te za p艂otem osiedla. Ufni mieszka艅cy nie sprawdzili dok艂adnie stanu w艂asno艣ci teren贸w i kupili mieszkania, by ze zdziwieniem odkry膰, 偶e rewitalizacj臋 tego samego kana艂ku obiecuje鈥 urz膮d dzielnicy Targ贸wek. Okaza艂o si臋, 偶e deweloper nie mia艂 偶adnych praw do terenu wok贸艂 kana艂ku, a ju偶 na pewno nie do zamkni臋cia go w ramach osiedla i uczynienia z niego wzorowo zadbanej przestrzeni prywatnej. W艂a艣nie to tak wzburzy艂o mieszka艅c贸w, 偶e zdecydowali si臋 na protest. Nie byli w stanie pogodzi膰 si臋 z faktem, 偶e kana艂ek, kt贸ry maj膮 za oknami i kt贸ry mia艂 wypi臋knie膰 jako cz臋艣膰 ich zamkni臋tego 艣wiata, wypi臋knieje jako element przestrzeni publicznej. To, 偶e mieliby oni do niego tak samo dobry dost臋p, nie mia艂o znaczenia. Znaczenie mia艂o to, 偶e przestrze艅 ta b臋dzie publiczna, a nie prywatna. Czy bali si臋 tego, 偶e w konsekwencji b臋d膮 z niej korzysta膰 tak偶e mieszka艅cy starych dwunastopi臋trowc贸w, le偶膮cych po drugiej stronie kana艂ku? A mo偶e tego, 偶e skoro rewitalizacj臋 obiecuje urz膮d, to znaczy, 偶e nic z tego nie b臋dzie 鈥 bo gdyby sta艂 za tym prywatny podmiot, na pewno wykona艂by j膮 w trymiga?

Magia tego, co prywatne

Niezale偶nie do tego, jaka by艂a ich motywacja, gdyby mogli spojrze膰 na siebie z zewn膮trz, jedna rzecz powinna da膰 im do my艣lenia. Cho膰 dramatyczne wiadomo艣ci wywieszone by艂y na ich prywatnych balkonach, jedyn膮 racj膮 ich istnienia pozostawa艂 fakt, 偶e krzyk skierowany by艂 w stron臋 jedynej otaczaj膮cej ich osiedle nieogrodzonej, miejskiej ulicy. Okaza艂o si臋, 偶e tak po偶膮dana prywatno艣膰 sprawdza si臋 tylko tak d艂ugo, jak d艂ugo wszystko dzia艂a zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Gdy pojawia si臋 problem, istnienie sfery publicznej jest konieczne, by w og贸le m贸g艂 on ujrze膰 艣wiat艂o dzienne.

Sytuacja mieszka艅c贸w tego osiedla to mikrolaboratorium zmiany, jaka w艂a艣nie zachodzi w my艣leniu wsp贸艂czesnych polskich mieszczan. Przez ostatnie dwie dekady w艂adze, mieszka艅cy oraz du偶a cz臋艣膰 opiniotw贸rczych elit podziela艂a spos贸b my艣lenia mieszka艅c贸w znad kana艂ku. W najwi臋kszym skr贸cie mo偶na go stre艣ci膰 w nast臋puj膮cy spos贸b: miasta mog膮 rozwija膰 si臋 prawid艂owo jedynie w oparciu o gr臋 prywatnych interes贸w, z pomini臋ciem sfery publicznej. A je艣li ju偶, to sfera publiczna powinna rozwija膰 si臋 pod dyktando potrzeb wyznaczanych przez prywatne interesy. Nic w tym zaskakuj膮cego 鈥 by艂o to pok艂osie my艣lenia, kt贸re po 1989 roku determinowa艂o rozw贸j ca艂ego kraju, podporz膮dkowanego 鈥瀗iewidzialnej r臋ce rynku鈥, z ograniczonym prawie do minimum interwencjonizmem instytucji publicznych.

Ten sam mechanizm, wydawa艂o si臋, przyniesie tak偶e szybki rozw贸j miast: g艂贸wne nadzieje wi膮zano z przyci膮gni臋ciem prywatnych inwestor贸w, kt贸rzy mieli poci膮gn膮膰 ca艂o艣膰 do g贸ry i wprowadzi膰 miasta na 艣cie偶k臋 rozwoju. By艂 w tym my艣leniu element racjonalny 鈥 trudno by艂o oczekiwa膰, by w okresie transformacji ustrojowej miasta mog艂y si臋 rozwija膰 w oparciu o 艣rodki publiczne, bo tych, jak wiadomo, wiecznie brakowa艂o (i cz臋sto nadal brakuje). Nie by艂o jeszcze funduszy unijnych, kt贸re dzi艣 zasilaj膮 spor膮 cz臋艣膰 miejskich inwestycji (w Warszawie to oko艂o 9% wp艂yw贸w do bud偶etu), o stanie bud偶etu pa艅stwa nie ma co wspomina膰 (dzi艣 w Warszawie z bud偶etu centralnego pochodzi 16% 艣rodk贸w). Trudno by艂o te偶 liczy膰 na wp艂ywy z podatku dochodowego (dzi艣 pochodzi z niego niemal jedna trzecia 艣rodk贸w w sto艂ecznej kasie). Co jednak charakterystyczne, pragmatycznemu my艣leniu towarzyszy艂 w tamtym czasie element my艣lenia magicznego. Coraz bardziej uciera艂o si臋 przekonanie, 偶e jedynie przestrze艅 zarz膮dzana przez podmioty prywatne ma szans臋 by膰 zadbana, bezpieczna i prawdziwie nowoczesna, za艣 to, co wsp贸lne, staje si臋 balastem ci膮gn膮cym ca艂e miasto w d贸艂.

Choroba tocz膮ca miasto

Wr贸膰my na chwil臋 na t臋 sam膮, miejsk膮 ulic臋, kt贸ra by艂a ostatnim skrawkiem przestrzeni publicznej otaczaj膮cej zbuntowane osiedle. W jej obr臋bie zmiany, kt贸re by艂y wynikiem wypierania 鈥瀢sp贸lnego鈥 przez 鈥瀙rywatne鈥 z przestrzeni miast, by艂y i do dzi艣 s膮 wyra藕nie widoczne. Niemal wszystkie objawy choroby mo偶na zdiagnozowa膰, spaceruj膮c na odcinku nie d艂u偶szym ni偶 500 metr贸w.

Co wi臋c wida膰? To zale偶y, o jakiej porze dnia si臋 tam zjawimy. Je艣li jest to poranek lub popo艂udnie w dzie艅 roboczy, widzimy rzek臋 tkwi膮cych w korku samochod贸w. Z ka偶dym rokiem jest ich coraz wi臋cej. To zrozumia艂e 鈥 ulica prowadzi na przedmie艣cia, na kt贸rych intensywnie rozrastaj膮 si臋 nowe osiedla mieszkaniowe. Jeszcze do nich wr贸cimy, a tymczasem ciekawostka: nasza ulica (pod tym wzgl臋dem jest wyj膮tkowa!) pe艂na jest aut nie tylko w tygodniu, ale tak偶e w sobot臋. To dlatego, 偶e u jej wylotu powsta艂a galeria handlowa, kt贸ra z czasem przybra艂a tak monstrualne rozmiary, 偶e zyska艂a godne miano 鈥瀙arku handlowego鈥. W mi臋dzyczasie w okolicy parku handlowego w niekontrolowany spos贸b wyros艂a ca艂a masa billboard贸w i innego 鈥瀘utdooru鈥. Wzd艂u偶 ma艂ego, ale sympatycznego lasku osiedlowego powsta艂a ca艂a ich aleja. Drzewa przesta艂y ju偶 w艂a艣ciwie by膰 widoczne z ulicy.

To, co najwa偶niejsze i najbardziej spektakularne, dzia艂o si臋 nieco dalej, u wylotu ulicy, w miejscu, w kt贸rym jeszcze niedawno prowadzi艂a ona w艣r贸d dzikich ost臋p贸w i chaszczy. Ca艂y ten teren w ci膮gu niemal dekady zosta艂 zabudowany osiedlami mieszkaniowymi budowanymi przez prywatnych deweloper贸w. Osiedla te w niczym nie przypomina艂y monotonii starego blokowiska. Tu co kwarta艂 ulic, to odmiana, bo ka偶dy inwestor mia艂 sw贸j pomys艂 na styl, wielko艣膰 i kolorystyk臋 budynk贸w.

Wszystkie te zjawiska, kt贸re by艂y prost膮 konsekwencj膮 kapitulacji interesu publicznego przed prywatnym, zosta艂y od tego czasu opisane i zdiagnozowane jednocze艣nie jako przyczyny i objawy choroby, kt贸ra trawi wsp贸艂czesne miasta. I prowadzi wprost do tego, 偶e ju偶 nied艂ugo b臋d膮 one naprawd臋 koszmarnym miejscem do 偶ycia.

Wi臋cej aut, wi臋cej problem贸w

Zacznijmy od ko艅ca. Zjawiskiem typowym dla wsp贸艂czesnych miast jest ich niekontrolowane rozlewanie si臋 na obrze偶a. Jego motorem jest oczywi艣cie prywatny interes 鈥 na obrze偶ach wi臋cej jest wolnego terenu, kt贸ry mo偶na tanio kupi膰, 艂atwiej zatem przeprowadzi膰 tam du偶膮 inwestycj臋. To zjawisko, znane lepiej pod angielskim terminem urban sprawl, zosta艂o ju偶 dosy膰 dobrze zdiagnozowane przez urbanist贸w i badaczy miasta. W skr贸cie rzecz ujmuj膮c, k艂opot polega na tym, 偶e problemy generowane w konsekwencji dominacji prywatnego interesu musz膮 by膰 rozwi膮zywane przy pomocy publicznych 艣rodk贸w. Wraz z rozlewaniem si臋 przedmie艣膰, trzeba budowa膰 now膮 infrastruktur臋 miejsk膮 鈥 drogi, chodniki, urz臋dy, przedszkola, sieci komunikacji. To wszystko nie mo偶e powsta膰 bez nak艂ad贸w ze 艣rodk贸w publicznych.

Nie chodzi jednak o sam膮 konieczno艣膰 inwestowania miejskich 艣rodk贸w po to, by obs艂ugiwa膰 czyje艣 marzenie o 鈥瀙rywatnym raju鈥. Istotne jest to, jakiego typu s膮 to inwestycje i jak wp艂ywaj膮 na jako艣膰 偶ycia w ca艂ym mie艣cie. Poniewa偶 budowane bez 艂adu i sk艂adu osiedla s膮 miejscami nadaj膮cymi si臋 jedynie na sypialnie (oraz na zakupy 鈥 ze wzgl臋du na blisko艣膰 galerii handlowych), aby spe艂ni膰 inne podstawowe potrzeby 偶yciowe, mieszka艅cy musz膮 jecha膰 do centrum miasta. Tam bowiem znajd膮 miejsca pracy, szko艂y, o艣rodki kulturalne. Przemieszczaj膮 si臋 najcz臋艣ciej prywatnymi samochodami 鈥 stan komunikacji publicznej na tego typu osiedlach na og贸艂 jest op艂akany, podobnie zreszt膮 jak i innych us艂ug publicznych. Ale to r贸wnie偶 kwestia wybranego przez mieszka艅c贸w stylu 偶ycia, kt贸rego prywatny samoch贸d jest nieod艂膮cznym elementem. Badania pokazuj膮, 偶e nap艂yw ruchu samochodowego do miast zwi膮zany z ich rozlewaniem si臋 na obrze偶a stanowi zjawisko o olbrzymiej skali. Wed艂ug Warszawskiego Badania Ruchu z 2015 roku, liczba samochod贸w wje偶d偶aj膮cych ka偶dego dnia do miasta spoza jego granic zwi臋kszy艂a si臋 w ci膮gu ostatnich dziesi臋ciu lat o 700 tysi臋cy.

Odpowiadaj膮c na t臋 potrzeb臋, w艂odarze miast, zamiast usprawnia膰 komunikacj臋 publiczn膮, do tej pory decydowali si臋 najcz臋艣ciej na poszerzanie dr贸g wjazdowych do miasta w imi臋 zasady 鈥瀙rzepustowo艣膰 przede wszystkim鈥. Oznacza to, po pierwsze, pogorszenie jako艣ci 偶ycia w dzielnicach znajduj膮cych si臋 po drodze. Ofiar膮 poszerzania dr贸g padaj膮 cz臋sto tereny zielone, spacerowe, chodniki. Szerokie arterie generuj膮 ha艂as i zmniejszaj膮 bezpiecze艅stwo, na co wskazuje zwi臋kszona liczba wypadk贸w. Wi臋ksza liczba samochod贸w w centrum to tak偶e konieczno艣膰 tworzenia kolejnych miejsc parkingowych, kt贸re poch艂aniaj膮 nast臋pne fragmenty przestrzeni 偶yciowej.

Ale najpowa偶niejsza, cho膰 w Polsce wci膮偶 ignorowana, konsekwencja rozlewania si臋 miast jest inna: dramatycznie pogarsza si臋 jako艣膰 powietrza, co jest zwi膮zane tak偶e z wci膮偶 zwi臋kszaj膮cym si臋 ruchem samochodowym (nie wsz臋dzie jest to g艂贸wna przyczyna, ale na przyk艂ad w Warszawie ruch samochodowy odpowiada za 63% zanieczyszczenia powietrza). Stan powietrza w polskich miastach nale偶y do najgorszych w Unii Europejskiej, co ma konsekwencje nie tylko dla jako艣ci 偶ycia, ale tak偶e zdrowia 鈥 zanieczyszczenia powietrza odpowiadaj膮 za 430 tysi臋cy zgon贸w rocznie w ca艂ej Unii. Je艣li kto艣 chce koniecznie przelicza膰 tego typu dane na realne koszty, mo偶e domy艣la膰 si臋, 偶e takie statystyki oznaczaj膮 rokrocznie gigantyczne obci膮偶enia bud偶etu przeznaczonego na opiek臋 zdrowotn膮. Jak podaje agencja HEAL, sam tylko listopadowy atak smogu kosztowa艂 s艂u偶b臋 zdrowia w pi臋ciu najbardziej do艣wiadczonych nim miastach 艂膮cznie 2,265 milion贸w z艂otych.

Miasto w mie艣cie

Okazuje si臋 zatem, 偶e prywatne zyski (deweloper贸w) i prywatne marzenia o podmiejskiej idylli i ucieczce od koszmaru niezadbanej publicznej przestrzeni s膮 w rzeczywisto艣ci obs艂ugiwane przez pa艅stwo (i jego przed艂u偶enie, jakim jest samorz膮d). Podobnie, jak to by艂o w przypadku zbuntowanego osiedla 鈥 gdy pojawi艂 si臋 problem, istnienie sfery publicznej okaza艂o si臋 niezb臋dne. K艂opot polega na tym, 偶e odwr贸cenie si臋 od prywatnego w stron臋 鈥瀢sp贸lnego鈥, czyli publicznego, w obydwu przypadkach nie jest 艣wiadomym wyborem, ale reakcj膮 wynikaj膮c膮 z bezradno艣ci, z zap臋dzenia w 艣lep膮 uliczk臋. 艢wiadomo艣膰, 偶e nie da si臋 stworzy膰 鈥瀙rywatnego raju鈥, bo sfera publiczna jest konieczna do normalnego funkcjonowania, budzi si臋 dopiero p贸藕niej 鈥 je艣li w og贸le.

Konsekwencje oddawania pola (dos艂ownie i w przeno艣ni) interesowi prywatnemu widoczne s膮 tak偶e w innych sferach ni偶 mieszkalnictwo i transport publiczny. Wr贸膰my na chwil臋 do galerii handlowej i jej okolic zas艂oni臋tych wielkimi no艣nikami outdoorowymi. Te ostatnie do tego stopnia zaw艂adn臋艂y przestrzeni膮 miejsk膮, 偶e zacz臋艂a ona w niezwykle szybki spos贸b ulega膰 wizualnej degradacji. Degraduje si臋 architektura, skoro nawet taki zabytek jak s艂ynny Dom Handlowy 鈥濻myk鈥 przez kilka lat s艂u偶y膰 mo偶e za stojak reklamowy. Degraduje si臋 tkanka miasta, gdy widok pierzei ulic, nawet tych ikonicznych, mo偶e zas艂ania膰 wielkoformatowa siatka. Dosz艂o do tego, 偶e dzi艣 synonimem syfu i zaniedbania w miastach nie s膮 ju偶 bezbarwne, betonowe przestrzenie blokowisk, ale pstrokate i chaotyczne arterie, wzd艂u偶 kt贸rych pi臋trz膮 si臋 coraz mniej zwracaj膮ce uwag臋 no艣niki reklamowe. Oczywi艣cie, generuj膮 one zyski, kto艣 na nich zarabia i kto艣 za nie p艂aci 鈥 c贸偶 jednak z tego, skoro jednocze艣nie ca艂e miasto traci walory architektoniczne i symboliczne, a przestrze艅 publiczna sprowadzona zostaje do roli powierzchni og艂oszeniowej.

Galerie handlowe stanowi膮 odr臋bny problem. Dop贸ki umieszczane s膮 na obrze偶ach miast, konsekwencje nie s膮 dramatyczne, cho膰 z ca艂膮 pewno艣ci膮 lokalne, osiedlowe sklepiki na blokowisku obok 鈥瀙arku handlowego鈥 nie maj膮 艂atwego 偶ycia. Prawdziwy problem zaczyna si臋 jednak, gdy wielkopowierzchniowe obiekty handlowe powstaj膮 w dzielnicach 艣r贸dmiejskich. Kto chcia艂by prze艣ledzi膰, jaki wp艂yw na jako艣膰 偶ycia ma lokalizowanie ich nie na przedmie艣ciach, ale w centrach miast, powinien przyjrze膰 si臋 historii degradacji ulicy Targowej na warszawskiej Pradze, swego czasu g艂贸wnej alei prawobrze偶nej Warszawy, na kt贸rej koncentrowa艂o si臋 偶ycie tej cz臋艣ci stolicy. Po powstaniu galerii Wile艅ska sklepy przy Targowej zacz臋艂y szybko upada膰, a ulica zatraci艂a sw贸j, nomen omen, 鈥瀟argowy鈥 charakter. Konkurencja z ta艅szymi sklepami w galerii handlowej okaza艂a si臋 dla lokalnych przedsi臋biorc贸w, cz臋sto zakorzenionych w tym miejscu od lat, po prostu zab贸jcza. Nie trzeba dodawa膰, jak odbija si臋 to na tkance ulicy, jak wysysa z niej 偶ycie i w konsekwencji prowadzi do degradacji przestrzeni miejskiej, pompuj膮c ruch w zamkni臋t膮 przestrze艅 stanowi膮c膮 atrap臋 miasta. Nie bez znaczenia jest te偶 fakt, 偶e w galeriach handlowych prym wiod膮 sieciowe sklepy, najcz臋艣ciej bazuj膮ce na kapitale zagranicznym, cz臋sto omijaj膮ce podatki i stosuj膮ce niepewne formy zatrudnienia. Pozostaje jeszcze kwestia jako艣ci architektury samych obiekt贸w. Z ponad 450 galerii handlowych, jakie powsta艂y w Polsce do 2015 roku, na palcach jednej r臋ki mo偶na wymieni膰 takie, kt贸re zosta艂y dostrze偶one i wyr贸偶nione w konkursach architektonicznych czy sta艂y si臋 ikonami architektonicznymi swoich miast. Te agresywne i masywne budynki nie s膮 zatem w najmniejszym stopniu miastotw贸rcze, cho膰 za wszelk膮 cen臋 staraj膮 si臋 udawa膰 swego rodzaju 鈥瀖iasto w mie艣cie鈥.

Kurs na katastrof臋

Opisane tu aspekty rozwoju miast, wynikaj膮ce z nadmiernego rozrostu szeroko rozumianej prywatno艣ci, nie s膮 wcale marginalnym zjawiskiem. Wr臋cz przeciwnie: rozlewanie si臋 miast, ich degradacja wizualna poprzez chaos reklamowy, rozrost galerii handlowych i sklep贸w wielkopowierzchniowych czy te偶 lawinowy przyrost prywatnych samochod贸w jako g艂贸wnego 艣rodka transportu to jedne z g艂贸wnych zmian, jakie zasz艂y w polskich miastach w ostatnich dw贸ch dekadach. Po PRL-u odziedziczyli艣my miasta, kt贸rych podstawowym motorem rozwoju by艂 przemys艂. Symbolem 鈥瀝ozwoju鈥 miast po transformacji s膮 za艣 galerie handlowe, zamkni臋te osiedla, wysyp reklam i zalew samochod贸w.

Powoli jednak budzi si臋 w wielkomiejskich elitach 艣wiadomo艣膰, 偶e ta droga rozwoju nie jest w艂a艣ciwa i 偶e tylko powr贸t do my艣lenia w kategoriach dobra wsp贸lnego i wsp贸lnego zarz膮dzania mo偶e wyprowadzi膰 miasta z kursu na katastrof臋. Wystarczy spojrze膰 na chwil臋 na metropolie i mniejsze miasta zachodniej Europy, kt贸re tak bardzo chcemy 鈥瀏oni膰鈥. W Pary偶u, Berlinie czy Amsterdamie ka偶dy z przejaw贸w fa艂szywie pojmowanego przez nas 鈥瀝ozwoju鈥 jest zdiagnozowany jako objaw choroby. Lekarstwo wskazuje si臋 jedno: wi臋cej wsp贸lnotowo艣ci, wi臋cej polityczno艣ci, wi臋cej planowania, regulowania i zarz膮dzania publicznego. Wszystkie te my艣li brzmia艂yby jak herezje w latach 90., ale na szcz臋艣cie, parafrazuj膮c premiera Kanady Justina Trudeau, dzi艣 mo偶emy da膰 im wybrzmie膰, 鈥瀊o jest rok 2015鈥.

Ilustr.: Piotr Karski

Ilustr.: Piotr Karski

A zatem, lekarstwem na wymienione choroby mo偶e by膰, po pierwsze, dowarto艣ciowanie idei planowania miejskiego, kt贸re nie jest niczym innym, jak ograniczaniem prywatnej w艂asno艣ci w imi臋 publicznego interesu. Ograniczanie to nie odbywa si臋 oczywi艣cie w wymiarze samego posiadania prawa do danego terenu, ale w wymiarze kontroli nad tym, co i w jaki spos贸b mo偶na z t膮 w艂asno艣ci膮 zrobi膰. Tak zwane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego s膮 podstawowym narz臋dziem, jakim dysponuj膮 samorz膮dy, by regulowa膰, jakiego typu obiekty mog膮, a jakie nie mog膮 powsta膰 na danym obszarze. Co istotne, plany obejmuj膮 zar贸wno dobra publiczne, jak i tereny prywatne. Os艂od膮 ci臋偶kiego losu ich w艂a艣cicieli jest fakt, 偶e w miejscach, w kt贸rych taki plan obowi膮zuje, du偶o 艂atwiej rozpocz膮膰 inwestycj臋 i otrzyma膰 wszystkie niezb臋dne zgody. Co r贸wnie wa偶ne, na etapie tworzenia planu miejscowego samorz膮d musi obowi膮zkowo przeprowadzi膰 konsultacje spo艂eczne, czyli da膰 mieszka艅com mo偶liwo艣膰 zg艂aszania uwag i potrzeb odno艣nie danego terenu. Uwagi te nie musz膮 by膰 uwzgl臋dnione, ale ka偶da z nich musi by膰 rozpatrzona, a odpowied藕 upubliczniona.

A w Polsce bez zmian

Wykorzystywanie istniej膮cych narz臋dzi to nie koniec. Musz膮 te偶 nast膮pi膰 takie zmiany w prawie, by samorz膮dy mog艂y w wi臋kszym stopniu regulowa膰 kwestie w艂asno艣ci w miastach. Dobrym przyk艂adem jest wprowadzona w 2015 roku ustawa krajobrazowa, kt贸rej g艂贸wnym celem by艂o u艂atwienie walki z chaosem reklamowym. Daje ona w艂adzom miast narz臋dzia, by decydowa膰 o tym, jakiego typu i jakiej wielko艣ci reklamy mog膮 by膰 umieszczane na danym terenie 鈥 niezale偶nie od tego, kto jest jego w艂a艣cicielem. Ustawa przez zwolennik贸w profesora Balcerowicza 鈥 i jego samego 鈥 zosta艂a natychmiast okre艣lona jako zamach na 艣wi臋te prawo w艂asno艣ci. Blady strach pad艂by na poplecznik贸w profesora, gdyby wiedzieli, jak daleko we w艂asno艣膰 prywatn膮 potrafi膮 ingerowa膰 w艂adze miast na Zachodzie. Najs艂ynniejszy jest przyk艂ad francuskiego Grenoble, kt贸re w 2014 roku podj臋艂o decyzj臋 o鈥 likwidacji wszystkich outdoorowych no艣nik贸w reklamowych w mie艣cie. Po prostu.

Najbardziej 鈥瀌rastyczne鈥 (z polskiego punktu widzenia) przyk艂ady takich ingerencji dotycz膮 jednak polityki mieszkaniowej, kt贸ra dla wielu w艂odarzy miast jest dzi艣 najwi臋kszym wyzwaniem. Nie polega ona oczywi艣cie 鈥 tak jak w Polsce 鈥 na pompowaniu zdolno艣ci kredytowej mieszka艅c贸w i zarazem utrzymywaniu wysokich mar偶 deweloper贸w. Podstawowym celem jest zapewnienie jak najwi臋kszej liczby tanich mieszka艅 socjalnych oraz niedopuszczenie do tworzenia si臋 oddzielonych od siebie enklaw luksusu i enklaw biedy. Aby to osi膮gn膮膰, francuskie gminy nak艂adaj膮 na deweloper贸w obowi膮zek budowy w nowych inwestycjach cz臋艣ci mieszka艅 na cele socjalne. Tak膮 mo偶liwo艣膰 daje samorz膮dom zapisanie odpowiednich wymog贸w w planie zagospodarowania przestrzennego. Na gminach wymusza to z kolei ustawa, kt贸ra m贸wi, 偶e co najmniej jedn膮 czwart膮 zasob贸w mieszka艅 musz膮 stanowi膰 lokale socjalne. Wyobra藕my sobie teraz takie prawo 鈥 i jego egzekucj臋 鈥 w warunkach polskich. Oznacza艂oby to, 偶e w nowo powstaj膮cych Marinach czy Eko Parkach musi znale藕膰 si臋 miejsce na mieszkania komunalne przeznaczone dla ubo偶szych warstw spo艂ecze艅stwa. Z pewno艣ci膮 straszono by nas, 偶e to 鈥瀉ntyrynkowe鈥 rozwi膮zanie sprawi, 偶e 鈥瀌eweloperzy wynios膮 si臋 do innych miast鈥. Podobne, a mo偶e nawet wi臋ksze protesty w nadwi艣la艅skiej oazie my艣lenia antywsp贸lnotowego mog艂oby wzbudzi膰 prawo wprowadzone kilka lat temu przez w艂odarzy Amsterdamu. Walcz膮c z wysokimi cenami mieszka艅, nakazali oni w艂a艣cicielom drugiego mieszkania zap艂at臋 comiesi臋cznego podatku, gdy mieszkanie stoi puste i nie jest wynajmowane. Mia艂o to nap臋dzi膰 konkurencj臋 na rynku mieszka艅 na wynajem, a jednocze艣nie zniech臋ci膰 do traktowania mieszkania jako 鈥瀟owaru luksusowego鈥, kt贸ry mo偶e le偶e膰 od艂ogiem, podczas gdy tak wiele os贸b nie jest w stanie samodzielnie zaspokoi膰 tej podstawowej potrzeby.

Zupe艂nie odr臋bn膮, i zapewne mniej kontrowersyjn膮, kwesti膮 s膮 sposoby na walk臋 z nap艂ywem samochod贸w. Tak偶e tutaj, nawet przy najszczerszych ch臋ciach, trudno w polskich miastach znale藕膰 jakiekolwiek objawy jej prowadzenia. Wynika to po cz臋艣ci z niedoskona艂ego prawa, kt贸re nie pozwala samorz膮dom cho膰by na zwi臋kszanie op艂at za parkowanie wed艂ug w艂asnych potrzeb, a po cz臋艣ci ze strachu w艂adz przed 鈥瀗ara偶eniem si臋鈥 kierowcom. Tymczasem w 2015 roku w艂adze Pary偶a w reakcji na kryzys smogowy wprowadzi艂y radykalne ograniczenie w ruchu samochod贸w. Do centrum na zmian臋 wjecha膰 mog膮 samochody z parzyst膮 lub nieparzyst膮 rejestracj膮. Jeszcze dalej id膮 takie miasta jak Hamburg czy Oslo, kt贸re ju偶 rozpocz臋艂y dzia艂ania w kierunku ca艂kowitego wyeliminowania ruchu samochod贸w w obr臋bie centrum. Trudno w og贸le przek艂ada膰 te decyzje na polskie realia. Pami臋tajmy jednak, 偶e jeszcze niedawno takie rozwi膮zania jak buspasy wzbudza艂y protesty i by艂y u nas traktowane jako zbrodnia wobec 鈥炁泈i臋tej przepustowo艣ci鈥.

***

Powr贸t my艣lenia o mie艣cie jako o dobru wsp贸lnym widoczny jest w Europie czy niekt贸rych miastach Ameryki Po艂udniowej w realnych dzia艂aniach. W Polsce to wci膮偶 tylko przewr贸t w sferze 艣wiadomo艣ci 鈥 przede wszystkim samych mieszka艅c贸w, ale coraz cz臋艣ciej tak偶e decydent贸w. Nawet w enklawach dostatku, takich jak warszawski Wilan贸w, powstaj膮 organizacje mieszka艅c贸w, kt贸re chc膮 walczy膰 narz臋dziami politycznymi o zmiany w swoim otoczeniu. Polskie miasta nie maj膮 innego wyj艣cia, ni偶 zacz膮膰 my艣le膰 w kategoriach dobra wsp贸lnego i postrzega膰 prywatny interes jako tyle偶 szans臋, co zagro偶enie dla ich rozwoju. Inaczej, zamiast strategicznego zarz膮dzania rozwojem miast, pozostanie nam tylko zarz膮dzanie kryzysowe.

***

Jan Mencwel聽jest animatorem kultury i aktywist膮 miejskim. Zwi膮zany m.in. z Pracowni膮 Bada艅 i Innowacji Spo艂ecznych 鈥濻tocznia鈥 oraz stowarzyszeniem Miasto Jest Nasze. Cz艂onek redakcji 鈥濳ontaktu鈥.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij