dwutygodnik internetowy
21.05.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Paradoks Utopii. O (nie)rewolucyjnym charakterze chrześcijaństwa i wiarołomnym klerze

Nie powinna nas dziwić próba podejmowana przez klasy średnie i wyższe, by chrześcijaństwo odrzeć z jego rewolucyjnego gniewu, by przenieść je z praktyki w przestrzeń „utopii”.

ilustr.: Zofia Różycka

ilustr.: Zofia Różycka

Tekst pochodzi z 36. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Biblia dziesięciolecia”.

***

Iz 61,1-4:

Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej i dzień pomsty naszego Boga; abym pocieszał wszystkich zasmuconych, bym rozweselił płaczących na Syjonie, abym im wieniec dał zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast przygnębienia na duchu. Nazwą ich terebintami sprawiedliwości, szczepem Pana dla Jego rozsławienia. Odbudują prastare rumowiska, podniosą z gruzów dawne budowle, odnowią miasta zburzone, świecące pustkami od wielu pokoleń.

Ap 21,1-5b:

I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, 
bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, 
i morza już nie ma. 
I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe 
ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, 
przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. 
I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: 
«Oto przybytek Boga z ludźmi: 
i zamieszka wraz z nimi, 
i będą oni Jego ludem, 
a On będzie „BOGIEM Z NIMI”. 
I otrze z ich oczu wszelką łzę, 
a śmierci już odtąd nie będzie. 
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu 
już [odtąd] nie będzie, 
bo pierwsze rzeczy przeminęły». 
I rzekł Zasiadający na tronie: 
«Oto czynię wszystko nowe».

***

Teksty tej rangi co biblijne były czytane i komentowane przez stulecia przez setki tysięcy, a może i miliony ludzi. Jak uniknąć aroganckiej bezczelności, pisząc w kontekście dwóch powyższych cytatów? Szczególnie, gdy nie ma się wiedzy i kompetencji, by do komentarzy narosłych przez stulecia się odnieść? Jedyna dopuszczalna strategia czytania, a przede wszystkim komentowania, która przychodzi mi na myśl, to przyjęcie postawy dziecka i ignoranta, to czytanie tych słów tak, jakby były wypowiedziane tu i teraz i jakbym to ja był ich adresatem.

Tym, co mnie uderza w tych tekstach, jest napięcie pomiędzy transcendentnym a obecnym w świecie Bogiem. W obu przypadkach Bóg działa albo poprzez ludzi, albo poprzez bezpośrednią interwencję, której ludzie są częścią i podmiotem. W obu tych tekstach (trudno zresztą spodziewać się, by było inaczej) ludzie są niemi, są pasywnymi narzędziami lub wprost przedmiotami Bożej interwencji. Ta bierność i przedmiotowość ludzi jest kluczem do zrozumienia napięcia, jakie tkwi w każdym projekcie zmiany świata w chrześcijańskim kontekście. Podmiotowość ma jedynie Bóg, który udziela sprawczości swoim stworzeniom. Jaki jednak jest status takiej zapośredniczonej sprawczości i podmiotowości? Bóg wymaga od ludzi działania, ale wyraźnie (?) określa jego ramy i cele. Czy więc wciąż mamy do czynienia z ludzką podmiotowością? Czy może chrześcijaństwo jednak ją unieważnia? Zostawmy na chwilę te pytania i wróćmy do powyższych cytatów.

Są w tych tekstach miło brzmiące obietnice, ale jest i groźba („dzień pomsty naszego Boga”). Tę lekko skrywaną groźbę czyta się prawdopodobnie wyraźniej, gdy nie jest się wybrańcem Boga ani adresatem jego obietnic (ubogim, więźniem i tak dalej). Z perspektywy (liberalnej, wierzącej we własną podmiotowość i sprawczość) klasy średniej trudno te teksty (szczególnie starotestamentowy) przyjąć z życzliwością. Są one rewolucyjne w tym sensie, że kwestionują zastany porządek – albo łagodnie, poprzez uwolnienie więźniów i jeńców (to przecież popierany przez te właśnie klasy społeczne aparat państwowy ich zniewolił!), albo radykalnie, przez ustanowienie nowego świata i całkowite zniszczenie Starego (czyli „naszego”!) świata.

Lewicowy amerykański magazyn Jacobin opublikował w minionym roku dwa artykuły, które ustawiają święta (ale tak naprawdę całe chrześcijaństwo) w kontekście stricte politycznym. Z jednej strony artykuł „Paradoks Świąt Bożego Narodzenia” nawiązuje do społecznej hierarchii i pasywności adresatów Bożego przesłania: „Raz w roku bogaci uznają, że «niezasługujący na pomoc biedni» jednak tę pomoc powinni otrzymać” (to amerykańscy bogacze wchodzą w rolę bożych posłańców). Z drugiej strony Jacobin publikuje tekst o świętach Bożego Narodzenia jako o wezwaniu do rewolucji. W kontekście wspomnianych wyżej cytatów nie powinno to dziwić. W obu jest zapowiedź nowego początku, początku lepszego życia (dla wybranych). Jeśli bowiem mowa jest o wyzwalaniu jeńców i uwolnieniu więźniów, to przecież ktoś ich wcześniej zniewolił, ktoś ich skazał i ktoś na owych jeńców i więźniów niewoli korzysta. Ich pozycja (podobnie jak pozycja biednych i smutnych) jest efektem działania systemu, który klasy średnia i wyższa (co najmniej) akceptują i popierają.

Nie powinna nas więc dziwić próba podejmowana przez klasy średnie i wyższe, by chrześcijaństwo odrzeć z jego rewolucyjnego gniewu, by przenieść je poza tu i teraz, by zamiast programem działania stało się marzeniem, etycznym horyzontem, do którego należy zmierzać, ale do którego się nigdy nie dotrze, by przenieść chrześcijaństwo z praktyki w przestrzeń „utopii”. Utopia staje się tu literalnie nie-miejscem, bytem niemożliwym; snem, do którego można wzdychać, ale próba jego realizacji nie tylko nie może, ale i nie powinna się powieść. Do pewnego stopnia przeciwnicy rewolucyjnego charakteru chrześcijaństwa mają rację – oba wspomniane biblijne cytaty wyraźnie wskazują, kto jest podmiotem ustanawiającym lepszy świat – jest nim Bóg tudzież jego posłańcy. Jeśli więc biedni sami chcieliby się o siebie zatroszczyć, jeśli jeńcy sami chcieliby się uwolnić, stają się uzurpatorami.

W tym kontekście zawsze zdumiewały mnie słowa biskupa Camaro: „Gdy daję biednym chleb, nazywają mnie świętym. Gdy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba, nazywają mnie komunistą”, który jakby nie zdawał sobie sprawy z absurdalności własnego pytania. Jako duchowny, a więc Boży posłaniec, jest on przecież zobowiązany, by nieść pomoc i wyzwolenie; ale jakakolwiek próba nadania podmiotowości tym, którzy pomocy potrzebują, okazuje się herezją.

Hierarchia ustanowiona w chrześcijaństwie (Bóg – Apostołowie/Kościół – wierni) jest jego siłą – na dobre i złe. Moment, w którym Kościół stał się ustabilizowaną instytucją o określonej pozycji politycznej i ekonomicznej, był oczywiście końcem chrześcijaństwa jako ruchu rewolucyjnego. Z tego też powodu próby reformacji (czy reformy) były i są podejmowane z jednej strony z wnętrza samego Kościoła, z drugiej zmierzały i zmierzają do tegoż Kościoła demokratyzacji, do rozmycia granicy pomiędzy instytucją a wiernymi. Myślę, że doskonale rozumie to Papież Franciszek. Że jeśli marzy mu się chrześcijaństwo żywe, które wykracza poza konserwatywną reprodukcję istniejącego porządku społeczno-ekonomicznego (a przecież tylko takie chrześcijaństwo ma sens), zmiana musi przyjść z wnętrza instytucji Kościoła przy równoczesnym uczynieniu granicy pomiędzy Kościołem instytucjonalnym a wiernymi czymś, co kiedyś nazwałem granicą|instytucją, to znaczy membraną aktywnie mediującą pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem. Ta granica jednak nigdy nie może zostać całkowicie obalona, jest ona bowiem rdzeniem chrześcijańskiego porządku świata.

Podobnie ma się rzecz z granicą pomiędzy światem, w którym jesteśmy jeńcami, w którym umieramy, a tym, który ustanowi Bóg wraz z nastaniem Nowego Jeruzalem. Utopia nie może zostać zrealizowana w tym świecie, ponieważ nie jest z tego świata i to On, Bóg, jest jedynie władny, by granicę pomiędzy światami przekroczyć. Utopia jednak nie jest mrzonką, nie jest snem, o którym można zapomnieć. Utopia jest obietnicą i groźbą, jest rzeczywistością, która się spełnia, i nic na to nikt z nas, ludzi, nie może poradzić. Nieprzekraczalność granicy pomiędzy pierwszą Ziemią a Ziemią Nową jest tymczasowa i słaba. Jeśli wcielenie dokonało się wraz z narodzinami Chrystusa, oznacza to, że granica została już (co najmniej raz) przekroczona i naruszona. Posłańcy Boga są z nami, ich rolą jest zniszczenie Starego Świata i przygotowanie ziszczenia się Nowego. Jeśli tego nie czynią, sprzeniewierzają się zadaniu, które powierzył im Bóg, i za swą zdradę Bożego planu przyjdzie im drogo zapłacić. Nowe Jeruzalem nadejdzie, ale nikt z nas, przedstawicieli (liberalnej) klasy średniej, tego nadejścia nie przeżyje.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Boska ekonomia

Będziesz pościł