Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Wojciech Tochman: Bieda-turystyka, czyli z iPhonem na n臋dzarza

Turystyka jest wyznacznikiem spo艂ecznego statusu. M贸wimy, gdzie sp臋dzamy wakacje, w jakich dalekich krajach, w jakich hotelach. Ale dzi艣 to ju偶 偶aden bajer powiedzie膰, 偶e by艂em w Bangkoku, Phnom Penh czy w Manili. Trzeba powiedzie膰: by艂em na slumsach w Manili!

ilustr.: Kasia Augustyniak


Niekt贸rzy lubi膮 sobie p贸j艣膰 na slums i zobaczy膰, jak totalna n臋dza wygl膮da. Zajrze膰 jej w twarz, z bliska. To ich kr臋ci. Nazywamy to poorismem. W og贸le nie wiedzia艂em, 偶e co艣 takiego istnieje. Postanowi艂em wi臋c o tym napisa膰 i odwr贸ci膰 obiektywy aparat贸w, kt贸rymi tury艣ci fotografuj膮 n臋dz臋.
Z Wojciechem Tochmanem rozmawiaj膮 Jan Mencwel i Pawe艂 Cywi艅ski. Wywiad pochodzi z najnowszego, 23. numeru naszego kwartalnika 鈥濸ost-turysta”, kt贸ry ju偶 wkr贸tce trafi do sprzeda偶y.
 
Kiedy pierwszy raz znalaz艂em si臋 w slumsie 鈥 by艂a to jedna z dzielnic Addis Abeby 鈥 czu艂em wszechogarniaj膮ce przera偶enie. To by艂 strach o siebie, strach o ludzi 偶yj膮cych w tak uci膮偶liwych warunkach i w ko艅cu pewien niepok贸j o kondycj臋 ludzko艣ci, kt贸ra dopuszcza do niewyobra偶alnego rozwarstwienia ekonomiczno-spo艂ecznego. Ciekaw jestem, jakie by艂y twoje pierwsze emocje, kiedy znalaz艂e艣 si臋 na Onyxie 鈥 slumsie, kt贸remu po艣wi臋ci艂e艣 swoj膮 najnowsz膮 ksi膮偶k臋?
Onyx w Manili nie by艂 pierwszym slumsem, jaki widzia艂em w 偶yciu. Pracowa艂em wcze艣niej w Rwandzie, gdzie p贸艂 stolicy to dzielnice biedy. Kto jej nie widzia艂, nie jest w stanie sobie tego wyobrazi膰. To n臋dza totalna. Gliniane 艣ciany, klepisko i rynsztok. Ale straszniejsze od n臋dzy by艂y tam ludzkie s艂owa, kt贸rych musia艂em s艂ucha膰, relacje ocala艂ych. Na nich koncentrowa艂em i my艣li, i emocje. Na ub贸stwo nie mia艂em ju偶 si艂y. Ono po prostu tam by艂o. W tym b艂ocie biedak贸w tkwi艂em po uszy przez wiele miesi臋cy. Bieda sta艂a si臋 dla mnie naturalnym 艣rodowiskiem. Mo偶e dlatego, kiedy przyjecha艂em na Onyx, warunki ludzkiej egzystencji mnie nie zaskoczy艂y. Z grubsza wiedzia艂em, czego si臋 spodziewa膰. Zero szoku.
 
A przed Rwand膮 mia艂e艣 do艣wiadczenia tego typu?
Pracowa艂em w Ciudad Ju谩rez, w p贸艂nocnym Meksyku. Tam z po艂udnia kraju przybywali n臋dzarze w poszukiwaniu pracy w maquiladorach. To fabryki 艣wiatowych koncern贸w, ich marki 艣wietnie znamy. Nie dla wszystkich przyjezdnych wystarcza艂o pracy, a ci, kt贸rzy j膮 dostali, harowali po dwana艣cie godzin dziennie za zupe艂ne grosze. Wszyscy musieli gdzie艣 spa膰, wydzierali wi臋c z pustyni kawa艂ek po kawa艂ku. Odganiali grzechotniki, stawiali na piachu jakie艣 sza艂asy z desek, opon i szmat, wod臋 magazynowali w metalowych beczkach po chemikaliach.

Tak powsta艂a ca艂a dzielnica miasta. Nazywa si臋 Anapra. Ulice bez adres贸w, bez komunikacji. Tylko piach i piach.

 
Tematem mojego meksyka艅skiego reporta偶u by艂y seryjne zagini臋cia i morderstwa m艂odych robotnic. Temat zagini臋膰 biednych dziewczyn nie by艂 zreszt膮 dla mnie nowy. Dokumentowa艂em podobne sprawy jeszcze wcze艣niej, bo w latach 90. na Litwie. Tamtejsze dziewczyny by艂y, ca艂kiem licznie, werbowane do prostytucji w Polsce i zachodniej Europie. Handlarze 偶ywym towarem nie mieli trudno, bo dobrze wiedzieli, gdzie naj艂atwiej z艂owi膰 zdobycz. Tam, gdzie najbiedniej. Widzia艂em na litewskiej wsi enklawy n臋dzy, jakiej w Polsce nie znali艣my od kilku pokole艅. Pewnie w niekt贸rych regionach postsowiecji trwa ona do dzisiaj.
 
Pierwsz膮 konfrontacj臋 z bied膮, pierwszy szok, prze偶y艂em w艂a艣nie tu偶 za nasz膮 wschodni膮 granic膮. Ale jeszcze wcze艣niej, na Bia艂orusi, kiedy w dniach moskiewskiego puczu, w roku 1991, tam pracowa艂em. Tylko czy postsowieck膮 bied臋 mo偶emy por贸wnywa膰 z t膮 w wielu krajach Globalnego Po艂udnia? Chyba nie. Nie tylko dlatego, 偶e jej przyczyny s膮 jednak odmienne, ale i skala nie jest taka sama.
 
Zatem przed wej艣ciem na Onyx niczego si臋 nie obawia艂e艣?
Reporter w pracy, a przynajmniej na pewno ja, zawsze jest pe艂en obaw, niepokoj贸w. Bo pracuje z 偶ywymi, realnymi lud藕mi albo z pami臋ci膮 po prawdziwych ludziach. To du偶a odpowiedzialno艣膰, st膮panie po kruchym lodzie. Autor, kt贸ry ma t臋 艣wiadomo艣膰, potrafi te przykre uczucia, te permanentne l臋ki wykorzysta膰 dla dobra tekstu. W rozmaity spos贸b, nie mam tu niczego szczeg贸lnego w tej chwili na my艣li. Im wy偶sze napi臋cie w autorze dokumentuj膮cym temat, tym wi臋kszy 艂adunek energii ma p贸藕niej tekst. Nazywamy to 鈥瀌rajwem鈥.
 
Ale z Onyxem by艂o inaczej, nie wiem, czy 艂atwiej. Przede mn膮 sp臋dzi艂 tam wiele czasu Grzegorz We艂nicki, fotograf i autor zdj臋膰 w mojej ksi膮偶ce, a 鈥 jak si臋 z czasem okaza艂o 鈥 tak偶e jeden z jej bohater贸w. Mieszka艅cy slumsu ju偶 dobrze znali Grze艣ka, lubili go i mu ufali. Kiedy wi臋c przyjecha艂em tam z nim po raz pierwszy, nie musia艂em utwardza膰 偶adnego grz膮skiego gruntu. Grzesiek zrobi艂 to wcze艣niej. Mogli艣my mocno i pewnie st膮pa膰 po tamtejszych zaszczanych ulicach i loobanach. To w膮skie korytarze, ciemne, 艣liskie chodniki mi臋dzy ruderami, w kt贸rych mieszkaj膮 najbiedniejsi.

Czy nie czu艂em obaw? Mia艂em opisa膰 osiemdziesi膮t tysi臋cy n臋dzarzy 艣cie艣nionych na kilku kilometrach kwadratowych. Inny kolor sk贸ry, inny j臋zyk, wszystko inne.

 
Musia艂em nawi膮za膰 z tymi lud藕mi jakie艣 g艂臋bsze relacje. Podszed艂em do sprawy spokojnie i z pokor膮.
 
Mimo wszystko lektura twojej ksi膮偶ki 鈥 鈥濫li, Eli” 鈥 by艂a dla mnie obarczona dosy膰 mocnym 艂adunkiem emocjonalnym. Zreszt膮 w tej ksi膮偶ce bardzo mocno wida膰 r贸wnie偶 twoje emocje.
Emocje?
 
呕al, z艂o艣膰, momentami przygn臋bienie. Przez to jest bardziej ludzka, bo do艣wiadczenia obcowania z beznadziej膮 musz膮 wywo艂ywa膰 silne emocje. I te, kt贸re zasia艂e艣 we mnie, kt贸re zrodzisz w czytelnikach, s膮 zazwyczaj czym艣 pochodnym, wt贸rnym do twojego sposobu patrzenia na ten slums.
Mam nadzieje, 偶e to nie egzaltacja. My艣l臋, po mojej ksi膮偶ce o Rwandzie, 偶e niekt贸rzy czytelnicy, jest ich sporo, boj膮 si臋 silnych emocji, kt贸rych reporta偶 jest 藕r贸d艂em. Czytelnicy maj膮 w艂asne zmartwienia, wi臋c si臋 chroni膮 przed cierpieniem innych prawdziwych ludzi. Uczucia nad ksi膮偶k膮 owszem 鈥 ale tylko, je艣li to jest fikcja. Czyli, w jakim艣 sensie, emocjonalna 艂atwizna, w przeciwie艅stwie do literatury non fiction, kt贸ra nie jest lekkostrawn膮 papk膮 dla emocjonalnych leniuch贸w.
 
My艣l臋 zreszt膮 nie tylko o emocjach w stosunku do samych slums贸w, ale du偶e wra偶enie na mnie zrobi艂o to, w jaki spos贸b opisujesz turyst贸w, kt贸rzy zwiedzaj膮 te slumsy.
Niekt贸rzy lubi膮 sobie p贸j艣膰 na slums i zobaczy膰, jak totalna n臋dza wygl膮da. Zajrze膰 jej w twarz, z bliska. To ich kr臋ci. Nazywa si臋 to poorismem. W og贸le nie wiedzia艂em, 偶e co艣 takiego istnieje. Postanowi艂em wi臋c o tym napisa膰 i odwr贸ci膰 obiektywy aparat贸w i iPhone’贸w, kt贸re tury艣ci trzymaj膮 tam w d艂oniach.
 
Cofnijmy si臋 jeszcze do czasu przed wyjazdem do Manili. Piszesz, 偶e wszystko zacz臋艂o si臋, gdy dosta艂e艣 mail od Mariusza Szczyg艂a z linkiem do zdj臋cia Grze艣ka We艂nickiego przedstawiaj膮cego chor膮 Josephine. Kobieta ta jest mieszkank膮 Onyxu, kt贸rej sk贸ra w potocznym odbiorze upodabnia艂a si臋 do drzewa pokrytego kor膮. Odpisa艂e艣 Mariuszowi, 偶e to nie jest zwyk艂a ciekawostka i 偶e chcesz si臋 tym zaj膮膰. Co takiego zobaczy艂e艣 w tej historii?
To by艂a osobista motywacja.
 
Zdradzisz nam j膮?
Patrzy艂em na te dziwne obrazy przywiezione z Filipin przez m艂odego fotografa, na t臋 dziwn膮 kobiet臋 z drugiego ko艅ca globu i pomy艣la艂em, 偶e trudno by艂oby mi si臋 z ni膮 przywita膰. I sam sob膮 si臋 zdziwi艂em. Zrobi艂o mi si臋 chyba wstyd. Postanowi艂em wi臋c zda膰 ten osobisty egzamin, przynajmniej spr贸bowa膰. Oczywi艣cie znajd膮 si臋 m膮drale, kt贸re powiedz膮, 偶e paskudnie u偶y艂em Josephine do jakich艣 w艂asnych, pokr臋conych cel贸w. I mo偶e b臋d膮 mieli racj臋. 鈥濫li, Eli” m贸wi r贸wnie偶 i o tym: o u偶ywaniu jednych przez drugich.
 
W takim razie czym r贸偶ni si臋 twoja motywacja, je艣li sprowadzimy j膮 do jakiego艣 typu ciekawo艣ci czy egzaminu 鈥 opr贸cz tego oczywi艣cie, 偶e jeste艣 reporterem 鈥 od motywacji ludzi, kt贸rych nazywamy turystami? Oni r贸wnie偶 wchodz膮 do slums贸w, aby zobaczy膰 co艣 ciekawego, prze偶y膰 jakie艣 do艣wiadczenia graniczne.
Turysta jest na z g贸ry przegranej z pozycji. Reporter niekoniecznie.
 
Dlaczego?
Reporter, tak mi si臋 przynajmniej wydaje, jedzie na slums, by si臋 dowiedzie膰 i spr贸bowa膰 zrozumie膰. Ma na to, a przynajmniej powinien mie膰, sporo czasu. Dni, tygodnie, miesi膮ce. Turysta ich nie ma i chyba nie chcia艂by mie膰. Znajd藕cie mi takiego, kt贸ry chcia艂by tam zosta膰 d艂u偶ej ni偶 chwil臋, ni偶 kilka godzin. Gdyby zosta艂, mo偶e by tym samym przesta艂 by膰 turyst膮 i sta艂 si臋 jakim艣 towarzyszem biednych ludzi, mo偶e badaczem, researcherem.

Turysta 艣lizga si臋 po powierzchni, uprawia podgl膮dactwo, ocieractwo. To mu wystarcza, to go zaspokaja.

 
Ma swoje do艣wiadczenie graniczne i chce wraca膰 do hotelu albo do klubu na piwo. Wiele razy my艣la艂em o tym, jak wygl膮da艂oby spotkanie bia艂ych turyst贸w id膮cych przez Onyx z nasz膮 chor膮 Jospehine. Czy ludzie podaliby jej r臋k臋? Czy ona chcia艂aby ich u艣cisk d艂oni odwzajemni膰? Czy oparliby si臋 pokusie fotografii? Nie wiem. Tymczasem reporter鈥
 
Zapyta艂em o to nie dlatego, 偶e chc臋 ocenia膰.
Ale to jest dobre pytanie. Reporter ma czas na nawi膮zanie relacji ze spotkanym w slumsie cz艂owiekiem. Ma jasne i uczciwe uzasadnienie pierwszego kontaktu. Powinien je otwarcie ludziom przedstawi膰, kiedy przedstawia si臋 sam. Czy turysta id膮cy przez slumsy si臋 komukolwiek przedstawia? Rzadko albo nigdy. Reporter musi wyja艣ni膰 rozm贸wcom, dlaczego si臋 przy nich zatrzymuje i jakie, ewentualnie, ma do nich pro艣by. Bo to zawsze powinny by膰 pro艣by.
 

ilustr.: Kasia Augustyniak


Bo widzisz, szukamy jakiej艣 granicy, za kt贸r膮 wybranie si臋 w podr贸偶 za poszukiwaniem prze偶y膰 granicznych 鈥 na przyk艂ad ogl膮dania ludzi 偶yj膮cych w skrajnych warunkach lub bardzo cierpi膮cych 鈥 nie jest ju偶 czym艣 nieetycznym lub, jak sam powiedzia艂e艣, paskudnym. Czy podczas obserwacji turyst贸w, z kt贸rymi chodzi艂e艣 na zorganizowane wycieczki po slumsach, uchwyci艂e艣 momenty, w kt贸rych rodzi艂o si臋 w nich co艣 wi臋cej ni偶 po prostu ch臋膰 zdobycia kadru?
Ale偶 tak! Co艣 na pewno tak. 艁za w oku turystki patrz膮cej na dzieci slums贸w to normalka. Ale to raczej zwyk艂e ludzkie wzruszenie, a nie silny, emocjonalny wstrz膮s, kt贸ry zaowocuje konkretnym dzia艂aniem. Na pewno s膮 tacy, kt贸rzy wsp贸艂czuj膮, ale to wsp贸艂czucie 鈥 teraz generalizuj臋 鈥 jest zwykle ma艂o warte, bo trwa tylko tyle, ile ta wycieczka, lub kr贸cej. A to za ma艂o. Pisa艂a o tym Susan Sontag. Oczywi艣cie zdarza si臋 i tak, 偶e kto艣 przyjecha艂, zobaczy艂, wyjecha艂, po jakim艣 czasie wr贸ci艂 na slums i zbudowa艂 tam szko艂臋 albo zamieszka艂 w艣r贸d n臋dzarzy i uczy ich angielskiego. To s膮 prawdziwi bohaterowie.
 
Ten m艂ody Niemiec, o kt贸rym pisz臋 w 鈥濫li, Eli”, bierze jakiego艣 malca na r臋ce, drugi Niemiec go fotografuje. Czy podni贸s艂 dziecko z ziemi dla zdj臋cia? Mo偶e jednak by艂 to jaki艣 ludzki odruch? Odruch m艂odego ojca? Nie wiem. Ale, cho膰 chcia艂bym si臋 myli膰, wiem, 偶e on tam raczej nie wr贸ci. O malcu, kt贸rego podni贸s艂 z betonu 鈥 dawno zapomnia艂. Na dziesi臋膰 tysi臋cy takich Niemc贸w, Francuz贸w czy Polak贸w powr贸ci mo偶e jeden. Ten nawet nie spyta艂 dziecka, kt贸re mia艂 w ramionach, jak mu na imi臋. Stara艂em si臋 opisa膰 t臋 wycieczk臋 tak, jak j膮 widz膮 mieszka艅cy slums贸w. Nie pyta艂em turyst贸w w zasadzie o nic. Tak, jak mieszka艅cy slums贸w nie pytaj膮, bo nie maj膮 takiej mo偶liwo艣ci. Kto by na to pozwoli艂? Biali ich przyszli ogl膮da膰, a nie rozgadywa膰 si臋 z nimi. Je艣li turysta chce 鈥 zagaduje, ale przewodnik i tak go od razu pop臋dza. N臋dzarz bia艂ego nie pyta, tylko patrzy. Tyle mu wolno.
 
A bia艂emu wszystko wolno?
Tak mu si臋 przynajmniej wydaje. A czy bia艂emu wolno wstawia膰 na Facebooka sfotografowane twarze n臋dzarzy bez ich zgody? Twarze ich dzieci? Robi tak wielu bia艂ych zaraz po powrocie ze slums贸w do hotelu. Znajomi, bli偶si i dalsi, w dalekich zachodnich miastach siedz膮 przed swoimi kompami, trzymaj膮 w r臋kach iPady i podziwiaj膮 trofea z filipi艅skiego safari 鈥 ojej, graniczne prze偶ycia przyjaci贸艂, mog膮 je polubi膰, udost臋pni膰 albo skomentowa膰: wspania艂e macie wakacje! Tylko uwa偶ajcie na siebie! Wracajcie cali i zdrowi! Zar膮biste zdj臋cia! Pe艂na akceptacja.

Na to bieda-tury艣ci strudzeni swoj膮 bieda-wycieczk膮 odpowiadaj膮 lajkiem, bior膮 z baru filipi艅skie piwo i zapominaj膮 o dzisiejszych n臋dzarzach.

 
Rozmawiaj膮 o pi臋knej Tajlandii. I ja to rozumiem. To bezradno艣膰.
 
Wycieczki True Manila, o kt贸rych piszesz, organizowane s膮 na masow膮 skal臋?
Organizuje je Edwin 鈥 czarny charakter mojej ksi膮偶ki, on ju偶 wie, dlaczego, a czytelnik 鈥濫li, Eli” si臋 dowie. Ten cz艂owiek przeprowadzi艂 przez Onyx chyba ju偶 ze sto takich bieda-wycieczek i nadal to robi. Ale nie tylko on. W trakcie pracy nad 鈥濫li, Eli” by艂em w Bangkoku, Mumbaju i Cape Town? W ka偶dym z tych miast mo偶na si臋 na taki spacerek zapisa膰. Zapisa艂em si臋 i ja, aby sprawdzi膰, czy jest podobnie jak w Manili.
 
Czyli masz spore do艣wiadczenie. Jest podobnie?
Mam niech臋膰 do generalizowania. Nie ka偶dy slums na 艣wiecie jest taki sam. Nie m贸wi臋, 偶e ka偶dy turysta odwiedza slumsy. Nie m贸wi臋, 偶e ka偶dy, kt贸ry je odwiedza, u偶ywa tych n臋dzarzy do w艂asnych, pokr臋conych cel贸w albo 偶e ka偶demu tury艣cie ludzka bieda zwisa. Ale wydaje mi si臋, 偶e w wi臋kszo艣ci przypadk贸w tak jest.
 
A w twoim?
Ca艂a dzielnica wiedzia艂a, 偶e z fotografem pracujemy nad ksi膮偶k膮 o Onyxie. Tak samo, jak w Rwandzie czy Bo艣ni wiedzieli, 偶e dokumentuj臋 traum臋 tamtych spo艂ecze艅stw. Ludzie to rozumiej膮 i wi臋kszo艣膰 z nich chce pom贸c. Rodzi si臋 g艂臋bsza relacja, jest prawdziwy szacunek, prawdziwie 偶yczliwe zaciekawienie, prawdziwy u艣miech, 艂zy, jakie艣 piwo, jaki艣 obiad, czasem przyja藕艅. Tego turysta nie do艣wiadcza.
 
No dobrze, ale co ten cz艂owiek ze slums贸w z tego ma?
I o tym te偶 jest moja ksi膮偶ka. Reporter zabiera bohaterowi jego los, fotograf 鈥 twarz. Przyjechali艣my po te zdobycze lotem z Europy za tysi膮c euro. Ten cz艂owiek w 偶yciu tysi膮ca euro na oczy nie zobaczy. Po powrocie fotograf obrobi艂 zdj臋cia, reporter napisa艂 ksi膮偶k臋, ruszy艂a wydawnicza machina. Zaraz wejdzie w to Empik, agent handluj膮cy prawami autorskimi, mo偶e uda si臋 wyda膰 ksi膮偶k臋 w Pary偶u, mo偶e w Londynie. Kosztuje to wszystko ogromne pieni膮dze.A nasz bohater, dawca tej opowie艣ci, zosta艂 z tym, co mia艂, zanim nas spotka艂. Czyli z niczym.
 
Oczywi艣cie mo偶na inaczej spojrze膰 na t臋 relacj臋 i uzna膰, 偶e bohater wiele od reportera dostaje. No, ale nie b臋d臋 tu opowiada艂 ca艂ej ksi膮偶ki. Wr贸膰my do turysty, do jego motywacji.
 
Jaka jest wed艂ug ciebie ta motywacja?
Zapewne nie ma jednakowej motywacji. Ludzie s膮 r贸偶ni. Ch臋膰 szpanu? Turystyka jest wyznacznikiem spo艂ecznego statusu. M贸wimy, gdzie sp臋dzamy wakacje, w jakich dalekich krajach, w jakich hotelach. Ale dzi艣 to ju偶 偶aden bajer powiedzie膰, 偶e by艂em w Bangkoku, Phnom Penh czy w Manili. Trzeba powiedzie膰: by艂em na slumsach w Manili!
 
Ale w ksi膮偶ce przywo艂ujesz za Susan Sontag por贸wnanie zwiedzania dzielnic n臋dzy do zwalniania samochodu podczas mijania wypadk贸w. Ludzie zwalniaj膮, bo wiedz膮, 偶e mog膮 zobaczy膰 co艣 makabrycznego. Tury艣ci, kt贸rzy jad膮 do Manili, gdy na miejscu dowiaduj膮 si臋, 偶e tu obok jest co艣, czego si臋 boj膮, co艣 strasznego, co艣, co wykracza poza ich nudn膮 norm臋鈥
…chc膮 si臋 napatrze膰 na co艣, czego nie ma na trasie Lonely Planet. Po co? Czy zrobiliby to, gdyby wra偶enia ze slums贸w mieli zatrzyma膰 tylko dla siebie? Gdyby nie by艂o Facebooka? My艣l臋, 偶e cz臋艣膰 jednak by zrezygnowa艂a. Fetyszem s膮 facebookowe lajki. Liczba lajk贸w te偶 jest wyznacznikiem spo艂ecznego statusu. Nasi facebookowi znajomi, skacz膮c po internecie, nagle zwolni膮, zatrzymaj膮 si臋 nad naszym postem, naszymi fotografiami ludzkiego upokorzenia. Polubi膮, a mo偶e nawet kto艣 si臋 rozczuli i skomentuje, 偶e to 鈥瀞traszne鈥 albo kr贸cej 鈥 馃檨 鈥, zajmie mu ta emocja pi臋膰 sekund, mo偶e pi臋tna艣cie. Ale najwa偶niejsze jest to, 偶e nasz znajomy zapami臋ta: on by艂 na slumsach w jakiej艣 Manili! Niez艂y go艣膰! My艣liwy powracaj膮cy z safari! Szacun!
 
Czy ludzie w slumsach zdaj膮 sobie spraw臋 z tego, 偶e tury艣ci przychodz膮 do nich w艂a艣nie dlatego, 偶e oni s膮 biedni, traktowani jako gorsi?
Oczywi艣cie. S膮 tacy, kt贸rzy sobie tego nie 偶ycz膮.
 
Nikt nie chce by膰 u偶ywany. Wielu turyst贸w nie pomy艣li o tym nawet przez moment. Niekt贸rzy biedni ch臋tnie by si臋 jednak na taki uk艂ad z bia艂ymi zgodzili, ale za co艣. Nie maj膮 wielu okazji do zarobienia kasy i licz膮, 偶e co艣 im od bia艂ego przy okazji skapnie. Bia艂a wycieczka, kiedy pojawia si臋 po raz pierwszy, niesie nadziej臋. Bo ka偶dy bia艂y sporo ma 鈥 tak my艣li wi臋kszo艣膰 ludzko艣ci. Bia艂a grupa pojawia si臋 w slumsie po raz drugi, trzeci, czterdziesty. I nic nie kapie albo kapie tylko nielicznym. To budzi w ludziach rozczarowanie i sprzeciw, wi臋c niekt贸rzy na widok zbli偶aj膮cych si臋 bia艂as贸w chowaj膮 si臋 w swoich sza艂asach, nie chc膮 by膰 ma艂pami w cyrku. A inni wci膮偶 godz膮 si臋 na trwanie w tym upokorzeniu, bo czasem jednak jaki艣 Niemiec czy Szwedka da dziecku gum臋 do 偶ucia, mo偶e kanapk臋. W slumsie kanapka wiele znaczy.
 
Cz臋sto model takiej atrakcji turystycznej jest tak skonstruowany, 偶e i n臋dznik co艣 na tym zarobi, i turysta poratuje swoje syte sumienie.
Niecz臋sto. Najwi臋cej zyskuje organizator. Cho膰 w Manili jest to akurat s艂abo wymy艣lone. Natomiast w Cape Town przemys艂 ogl膮dania biedy 艣wietnie prosperuje. Przychodzisz do jakiej艣 chaty, 艣piewaj膮 ci tam piosenk臋, po chwili przewodniczka m贸wi g艂o艣no, 偶e mo偶esz z艂o偶y膰 donacj臋 na te biedne i utalentowane dzieci. Nie masz wyboru, bo dzieci patrz膮, co zrobisz. Potem idziesz do nast臋pnego miejsca i to samo. Turysta czuje si臋 naci膮gany, z艂apany w pu艂apk臋, ale daje. Cho膰 wcze艣niej zap艂aci艂 za wycieczk臋 sze艣膰dziesi膮t euro. Wcale mi go nie 偶al.
 
Renzo Martens, autor filmu dokumentalnego Enjoy Poverty zbudowa艂 w Kongo park rozrywki biedy i uczy艂 mieszka艅c贸w, jak 艣wiadomie korzysta膰 z faktu, 偶e s膮 biedni. Ca艂y jego projekt mia艂 na celu u艣wiadomienie ich oraz odwr贸cenie sytuacji 鈥 nieposiadaj膮cym niczego pokaza艂, 偶e maj膮 doskona艂y produkt, swoisty zas贸b, czyli w艂asn膮 bied臋. Czy wyobra偶asz sobie, aby mieszka艅cy slums贸w na Onyxie sami si臋 zorganizowali i stwierdzili, 偶e zak艂adaj膮 biznes i udaj膮 takich biednych, jakich chc膮 zobaczy膰 bogaci tury艣ci?
Spotka艂em ostatnio w Mumbaju grup臋 sympatycznych dwudziestolatk贸w, kt贸rzy urodzili si臋 w gigantycznym slumsie Dharavi i tam dorastali. Zrobili stron臋 internetow膮 i tak powsta艂a agencja, kt贸ra oprowadza turyst贸w po slumsie. Z jej us艂ug korzystaj膮 najdro偶sze hotele w mie艣cie, 艣wiatowe hotelowe marki, takie po kilkaset euro za noc. Zatem to jest mo偶liwe. Ale slums slumsowi nier贸wny. Na Onyksie trudno sobie podobn膮 agencj臋 turystyczn膮 wyobrazi膰. Cho膰 jeden z naszych bohater贸w, Edwin, jest cz艂owiekiem z Onyxu i pr贸buje co艣 takiego robi膰. Ale to na odleg艂o艣膰 wieje oszustwem i 偶aden drogi hotel go nie zatrudnia.
 
A co on dok艂adnie robi?
Zaprasza bia艂ych na wycieczk臋 pod has艂em True Manila. 呕eby by艂o ciekawiej, t臋 nazw臋 wymy艣li艂 mu Grzegorz, fotograf z Polski. Mia艂a powsta膰 oficjalna organizacja pozarz膮dowa pod t膮 nazw膮, z transparentnymi zasadami dzia艂ania i finansowania. Wielu Europejczyk贸w i Amerykan贸w chcia艂o Edwinowi pom贸c, a przez niego pom贸c dzieciom slums贸w. Organizacja nie powsta艂a. Dzia艂a na dziko. Tury艣ci za udzia艂 w wycieczce nie p艂ac膮 ani jednego peso. Tak im si臋 to przedstawia i na pocz膮tku wycieczki faktycznie tak jest.

Id膮 i karmi膮 n臋dzarzy, jak karmi si臋 g艂odne zwierz臋ta. Pstryk! Pstryk!

 
U kresu wycieczki rodzi si臋 jakakolwiek solidarno艣膰, czy widzowie jeszcze bardziej si臋 od nich odcinaj膮 i m贸wi膮: to nie nasz 艣wiat?
Turysta w slumsie w ko艅cu m贸wi: ale ju偶 st膮d wyjd藕my. Wy艂膮czmy ju偶 ten film, bo to jest za ci臋偶kie. Odcina si臋.
 
Jak my艣lisz, dlaczego nast臋puje odci臋cie?
Nikt nas nie uczy艂, jak sobie radzi膰 z widokiem cudzego cierpienia, z widokiem cudzej n臋dzy. Jeste艣my, jak ju偶 powiedzia艂em, bezradni. Mo偶emy wyj艣膰 z slumsu i si臋 nie ogl膮da膰 za siebie. Mamy ten luksus. Przywilej zamkni臋cia drzwi.
 
 
Wojciech Tochman jest reporterem, autorem min. ksi膮偶ek 鈥濻chod贸w si臋 nie pali鈥, 鈥濲akby艣 kamie艅 jad艂a鈥, 鈥濪zisiaj narysujemy 艣mier膰鈥 i, ostatnio, 鈥濫li, Eli鈥 (facebook.com/FilipinyTochmanWelnicki). Przez wiele lat pracowa艂 w dziale reporta偶y 鈥濭azety Wyborczej鈥 w kt贸rej do dzi艣 publikuje. Prowadzi艂 program 鈥濳tokolwiek widzia艂, ktokolwiek wie鈥. Z jego inicjatywy powsta艂a Fundacja Itaka 鈥 Centrum Poszukiwa艅 Ludzi Zaginionych. Razem z Paw艂em Go藕li艅skim i Mariuszem Szczyg艂em za艂o偶y艂 Instytut Reporta偶u, gdzie wyk艂ada w Polskiej Szkole Reporta偶u.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij