Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Rekolekcje na Wielki Post 2. Między inicjacją a religijnością

Sensem ludzkiego życia jest samo życie, doświadczanie tego, co nas tworzy, rozwija i zmienia nas. Inaczej: droga powstaje, kiedy zaczynasz iść.
Rekolekcje na Wielki Post 2. Między inicjacją a religijnością
Ilustr.: Marta Basak

„Jeśli nie jestem dla siebie, kto będzie dla mnie? A jeśli jestem tylko dla siebie, to kim jestem? A jeśli nie teraz, to kiedy?”

Hiller the Elder

Słowo „inicjacja” sugeruje nam okazję, nowe spotkanie, poznawanie – początek czegoś, co wprawia w ruch wydarzenia lub rozpoczyna nowy etap w życiu. Rumuński historyk religii Mircea Eliade stwierdza, że w trakcie inicjacji człowiek ma przeżyć (chociaż przez krótki moment) swoją liminalną przestrzeń*. Psychologia określa podobne stany jako przeżycia graniczne – moment, w którym przeszłe jest już pozostawione, a nowe jeszcze nie nastąpiło. W takim momencie i w takiej wewnętrznej przestrzeni człowiek nie może niczego kontrolować, niczego poznawać rozumem, nie może niczego wiedzieć. Eliade podkreśla, że nie jest to przyjemne doświadczenie, ale owocne. Innymi słowy: nowe nie pojawia się natychmiast, kiedy wiesz, co masz robić. Nowe przychodzi wtedy, kiedy tego nie oczekujesz rozumowo i świadomie.

Juris Rubenis w swojej książce podaje piękny przykład labiryntu z katedry w Chartres jako symbolu inicjacji, czyli początku prawdziwego, pełniejszego ludzkiego życia. Według niego labirynt obrazuje ideę, że sensem ludzkiego życia jest samo życie, doświadczanie tego, co nas tworzy, rozwija i zmienia nas. Inaczej: droga powstaje, kiedy zaczynasz iść. Idąc taką drogą-labiryntem do celu, miewam takie momenty, kiedy znajduję się bardzo blisko niego, ale są i takie, kiedy się od celu oddalam, mimo pozornego postępu. Labirynt jest obrazem ludzkiego życia: są jasne, proste odcinki dające radość pięknych chwil, ale są także ślepe zaułki rozczarowań, zmartwień – tego, co symbolika chrześcijańskiej duchowości nazywa pustynią.

Dwa podstawowe doświadczenia: sukces i porażka wzmacniają nas, także poprzez to, że są swoistym dowodem na realność świata zewnętrznego i wyjątkowość nas samych, naszego indywidualnego życia.

Co to ma wspólnego z rozważaniami na Wielki Post?

Jest pewien wspólny obszar antropologii kultury, religii, psychologii, historii i duchowości. Wspólny, ale nie tożsamy: duchowość to nie psychologia, wiara to nie religia, relacja z Bogiem/Boginią/Duchem/Absolutem to nie przynależność wyznaniowa.

Wspólne i kluczowe jest to, że – jak pisze Richard Rohr – zadaniem „dobrej” religii jest zmienianie człowieka, jednostki, i prowadzenie do wolności, nawet od samej religii, jeżeli jest to potrzebne. Simone Weil z kolei twierdziła, że „o wiele łatwiej jest uczynić niechrześcijan chrześcijanami niż chrześcijan – chrześcijanami”. Religia, jakkolwiek w pierwszym odruchu można to uznać za paradoks, może w najbardziej subtelny sposób odbiegać od autentycznej relacji z Bogiem (Richard Rohr). Bywa wszak tak, że największe nieszczęścia mają źródła w przynależnościach religijnych, zaspokajających potrzebę bycia we wspólnocie – ale niekoniecznie opartej na osobistych relacjach z Absolutem. Osoba „religijna” nie myśli, że jej własne przekonania mogą prowadzić do nienawiści, nawet – dosłownie – zabijać. Kiedy własne, indywidualne czy zbiorowe ego przyodziewa „szaty religijności”, może stawać się „bezdyskusyjnie świętym” – rzekomo dzięki „automatycznemu” błogosławieństwu Boga. Zapewne wielu z nas pomyśli teraz o haśle na klamrach pasów nazistów – ale nawet bez tego skojarzenia można twierdzić, że tego typu duchowość jest bardzo niebezpieczna, także dlatego, że nie jest wynikiem prawdziwej inicjacji i dialogu w bezpiecznej przestrzeni. Są sytuacje, kiedy religia może być tylko pozorem, wzmacniającym projekcje ego.

Jeśli religia staje się powodem nienawiści innych, wtedy trzeba śmiało powiedzieć, że taka forma religijności jest niepotrzebna (Rubenis). Miłość w swojej istocie jest życiem duchowym, a bez niej wszystkie inne praktyki duchowe czy religijne, bez względu na to, jak szlachetnie wyglądają, tracą swoją treść, zamieniając się w nagą iluzję (Merton).

Jak zatem odkryć zdrową miłość i wejść w dialog w życiu duchowym? Kluczowe jest świadome przejście przez własny, indywidualny dla każdego i każdej z nas, proces inicjacji.

W naszej rzeczywistości inicjacja oznacza niejednokrotnie przejście ponad czy obok pewnych uwarunkowań kulturowych. Najprostszy przykład: mężczyzna, którego nie nauczono odnajdywać w sobie wewnętrznej siły, jest narażony na pokusę (a może i kulturowy przymus), aby szukać jej na zewnątrz – co w łatwy sposób może, przy braku skierowania we właściwym, twórczym kierunku, działać destrukcyjnie i na samego mężczyznę, i na jego otoczenie. Poprzez odkrycie własnego wewnętrznego świata mężczyzna odkrywa swoją siłę, osiąga mądrość życiową i – co jest niezwykle istotne – jest w stanie wyrazić to słowem. Siła w tym znaczeniu to także umiejętność dzielenia się uczuciami, wyrażanymi w budujący sposób. W moim rodzinnym domu – a jestem pewien, że w wielu milionach domów także – Tata często mi powtarzał, że „prawdziwy mężczyzna” nie płacze, bo łzy to oznaka słabości. Natomiast moja Mama mawiała, że tylko „prawdziwy” i odważny mężczyzna może sobie na płacz pozwolić. To wspomnienie jest dla mnie bardzo istotne, bo wciąż pokazuje, że mężczyzna ma odkrywać swoje serce. W tym procesie pomaga kobieta, która – nie czas i miejsce na spór, czy z natury, czy z kultury – ma inną, głęboką wiedzę i umiejętność przeżywania świata wewnętrznego. Kulminacją odkrywania wnętrza jest miłość – nie tylko w znaczeniu relacji dwóch ludzkich osób, ale także relacji z Tym/Tą-co-istnieje (Wszechmogący, Absolut, Uniwersum…).

W uproszczeniu, w naszej kulturze dla mężczyzny w procesie jego inicjacji kluczowym jest spotkanie z własną bezsilnością i słabościami. Dla kobiety odwrotnie: spotkanie ze swoją wewnętrzną siłą. Proces inicjacji pomaga odkryć kobiecie, że ma zasoby i możliwość korzystania z o wiele większej siły, niż się jej wydaje. Inicjacja mężczyzny to odkrywanie, że nie jest taki silny, jak sobie to wyobraża. Przy czym warto podkreślić, że proces inicjacji to nie zacieranie różnic między tymi rzeczywistościami, które określamy umownie jako „męskie” i „kobiece”. Inicjacja to proces znajdywania równowagi między wewnętrznymi aspektami. Po przejściu inicjacji każdy i każda staje się jednością tylko wtedy, kiedy włącza w sobie cechy i umiejętności przypisywane płci przeciwnej.

„Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”, mówi Jezus w Ewangelii według Mateusza. Te słowa pokazują osobie, która przechodzi ten proces, że nie ma miłości bez prawdziwego odkrywania i poznawania samego siebie. Kontekst teologiczny wskazuje równowagę Boga: ojcowskie i macierzyńskie w Bogu to równowaga prawdy i miłosierdzia. Prawda bez miłosierdzia może być okrutna, a miłosierdzie bez prawdy – ślepe (Rubenis).

*Liminalność – fizjologiczny, neurologiczny lub metafizyczny termin oznaczający „próg” lub stan przejściowy między dwoma etapami rozwoju człowieka lub społeczności)

Materiały użyte i rozwinięte w rozważaniach pochodzą z książki: Юрис Рубенис, „”Она и Он”. Любовь, Отношения, Секс”. Zvaigzne ABC: Рига, 2018 (Juris Rubenis, „Ona i On”. Miłość, Relacje, Seks”) – tłumaczenie własne.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×