Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Dalej ni偶 Macondo

G艂贸wnymi ofiarami wojny s膮 tu wykluczeni: ch艂opi, biedacy, Indianie, kt贸rzy akurat znale藕li si臋 na linii ognia pomi臋dzy stronami konfliktu. Ten zapomniany region Kolumbii to tak偶e dogodne miejsce dla mafii narkotykowych, kt贸re co i rusz instaluj膮 tu, w 艣rodku g艂uszy, nielegalne fabryki kokainy z prowizorycznymi lotniskami.

Zdj臋cia: Pawe艂 Zerka
 
Nazwa P贸艂wyspu Guajira mo偶e wyda膰 si臋 znajoma. Wystarczy przypomnie膰 sobie refren 鈥濭uantanamery鈥, sals臋 鈥濭uajira, el son te llama鈥 albo film 鈥濪irty Dancing 2鈥 i piosenk臋 鈥濭uajira, I love you too much鈥. Zbie偶no艣膰 nazw jest jednak przypadkowa. Na Kubie guajira to jeden z tradycyjnych gatunk贸w muzycznych i nikomu nawet przez my艣l nie przejdzie, 偶e tak samo mo偶e nazywa膰 si臋 najdalej wysuni臋ty na p贸艂noc cypel Kolumbii: mo偶e nie tak odleg艂ej, ale jednak maj膮cej z Kub膮 niewiele wsp贸lnego.
P贸艂wysep po艂o偶ony jest za to niedaleko Macondo ze 鈥濻tu lat samotno艣ci鈥 Gabriela Garcii Marqueza. Co prawda, 偶adne Macondo w rzeczywisto艣ci nie istnieje, ale wiele wskazuje na to, 偶e Marquez wzorowa艂 si臋 na miasteczku Aracataca, w kt贸rym sp臋dzi艂 dzieci艅stwo, 80 kilometr贸w na po艂udnie od karaibskiego portu w Santa Marcie. Je艣li przemierzy膰 dalsze 165 kilometr贸w na p贸艂nocny-wsch贸d, w kierunku granicy z Wenezuel膮, dotrzemy do miejscowo艣ci Riohacha, strzeg膮cej wst臋pu na P贸艂wysep Guajira.
 

***

A na p贸艂wyspie: pustynia pe艂na k贸z. Kozy na prawo i lewo. Ko藕lina na kolacj臋 i na 艣niadanie. Kozy i krowy pas膮ce si臋 na ugorze lub w艣r贸d kaktus贸w. Kozy i 艣winie przed po艂o偶on膮 na 艣rodku bezludzia karczm膮, gdzie serwuj膮 ko藕lin臋 gotowan膮 albo z rusztu. A pomi臋dzy t膮 trzod膮, jak gdyby nigdy nic, przechadza si臋 po podw贸rzu surrealistyczny paw kr贸lewski.
Guajira to bezkresne pustkowie z labiryntem niewidocznych szlak贸w, kt贸rymi od wioski do wioski, pieszo, konno lub na rowerach, w臋druj膮 Indianie Wayuu. Ich osady rozmieszczone s膮 w takiej odleg艂o艣ci, aby nale偶膮ce do poszczeg贸lnych klan贸w stada k贸z nie miesza艂y si臋 ze sob膮.
 
Wayuu to najwi臋ksze w p贸艂nocnej cz臋艣ci kontynentu plemi臋 india艅skie, licz膮ce 150 tysi臋cy cz艂onk贸w w Kolumbii i kolejne 300 tysi臋cy na terytorium p贸艂nocnej Wenezueli. Wayuu ws艂awili si臋 wojowniczo艣ci膮, nie daj膮c si臋 podbi膰 hiszpa艅skim konkwistadorom. Dzisiaj wegetuj膮 na obrze偶ach nowoczesnego pa艅stwa, jakim powoli staje si臋 Kolumbia. Maj膮 w艂asny alfabet, bogat膮 tradycj臋 muzyczn膮 i sztuk臋. Wyr贸偶niaj膮 si臋 nietypowym na tle latynoskiego machismo matriarchatem: kobiety sprawuj膮 g艂贸wne funkcj臋 polityczne, a dziedziczenie przebiega w linii 偶e艅skiej. Instytucje pa艅stwa, tak samo jak woda i elektryczno艣膰, prawie tu nie docieraj膮.
Za to, niestety, dociera kolumbijska wojna domowa, kt贸rej jednym z punkt贸w spornych jest dost臋p do strategicznych szlak贸w przemytu narkotyk贸w. Tak jak w pozosta艂ej cz臋艣ci kraju, tak i tu g艂贸wnymi ofiarami wojny s膮 wykluczeni: ch艂opi, biedacy, Indianie, kt贸rzy akurat znale藕li si臋 na linii ognia pomi臋dzy stronami konfliktu. W 2004 roku prawicowe formacje zbrojne (paramilitares) dokona艂y masakry w Bahia Portete. Trzydzie艣cioro cz艂onk贸w plemienia Wayuu zosta艂o zabitych, sze艣膰dziesi臋cioro zagin臋艂o, a dwie艣cie pi臋膰dziesi膮t os贸b musia艂o schroni膰 si臋 w Wenezueli. W 2012 roku, lewicowi partyzanci z FARC zabili na p贸艂wyspie dwunastu policjant贸w. Zapomniany region to tak偶e dogodne miejsce dla mafii narkotykowych, kt贸re co i rusz instaluj膮 tu, w 艣rodku g艂uszy, nielegalne fabryki kokainy z prowizorycznymi lotniskami.
 

***

Obserwuj膮c 艣niadych Indian, odzianych w barwne suknie i w bezlitosnym upale przemierzaj膮cych pustyni臋 w drodze po wod臋, ulegam z艂udzeniu: czy to aby na pewno jeszcze Ameryka 艁aci艅ska, czy ju偶 mo偶e raczej saharyjska Afryka albo australijski interior?
Rozklekotanym d偶ipem telepiemy si臋 przez t臋 g艂usz臋 godzinami, kt贸re zdaj膮 si臋 nie mie膰 ko艅ca. Po drodze sporadycznie tylko napotykamy na 艣lady osadnictwa. Mijamy miniaturowe cmentarze, usytuowane na niewielkich wzniesieniach i w rozpalonym s艂o艅cu nabieraj膮ce odcieni bielszych od bieli. Par臋na艣cie razy musimy si臋 zatrzyma膰, bo na naszej drodze, ni z tego, ni z owego, wyrastaj膮 symboliczne barykady w postaci lichego sznura rozwieszonego mi臋dzy drzewami.
Autorzy przewodnika 鈥濴onely Planet鈥 z podnieceniem rozpisuj膮 si臋 o radosnych i 艣mia艂ych, india艅skich dzieciakach, kt贸re blokuj膮 drog臋, by wymusi膰 na kierowcy gar艣膰 cukierk贸w w charakterze haraczu. Nic z tego. Dzieci okazuj膮 si臋 bezz臋bnymi starcami lub kobietami w 艣rednim wieku, a sytuacja, w kt贸rej ze zm臋czeniem i zrezygnowaniem w oczach opuszczaj膮 szlaban, otrzymawszy po marnym lizaku lub kilku karmelkach, nie ma w sobie nic zabawnego. Czasami ca艂e rodziny strzeg膮 przejazdu: starzec podchodzi do szyby samochodu, a za nim, w cieniu drzewa, widzimy m艂od膮 matk臋 z dzieckiem oraz babk臋 lub prababk臋 roz艂o偶on膮 w hamaku, r贸wnie偶 wyci膮gaj膮c膮 r臋k臋 w nasz膮 stron臋, ze spojrzeniem wyra偶aj膮cym mieszanin臋 znudzenia i rozpaczy.
 

***

O Indianach Wayuu niewiele dowiem si臋 od Wilsona, naszego kierowcy. Podczas ca艂ego, dwudniowego przejazdu na skraj p贸艂wyspu i z powrotem, wypowie w nasz膮 stron臋 co najwy偶ej dwa zdania z艂o偶one. Jego zadaniem jest dowie藕膰 nas na Punta Gallinas, najdalej na p贸艂noc wysuni臋ty punkt Ameryki Po艂udniowej, i pokaza膰 nam g艂贸wn膮 turystyczn膮 atrakcj臋 regionu: monumentalne wydmy schodz膮ce wprost do oceanu. O wszystko inne musimy zatroszczy膰 si臋 sami. Nawet w贸wczas, gdy docieramy do jedynej w Punta Gallinas gospody, musimy sami negocjowa膰 z w艂a艣cicielk膮, aby rozwiesi艂a par臋 hamak贸w i pozwoli艂a nam sp臋dzi膰 noc w tym miejscu.
艢pimy w typowych dla tego regionu chinchorros, kt贸re tym r贸偶ni膮 si臋 od zwyk艂ych hamak贸w, 偶e s膮 szersze, wykonane r臋cznie i maj膮 鈥瀞krzyd艂a鈥, pod kt贸rymi noc膮 mo偶na skry膰 si臋 przed ewentualnym ch艂odem i owadami. Elektryczno艣膰 z generatora dost臋pna jest tylko przez dwie godziny dziennie, pod wiecz贸r. W 艂azience nie musimy, co prawda, polewa膰 si臋 wod膮 z wiaderka (jak w Cabo de Vela, sk膮d wyruszyli艣my w podr贸偶), ale mamy 艣wiadomo艣膰, 偶e nie wolno nam nadu偶ywa膰 luksusu k膮pieli. S艂odka woda transportowana jest tutaj 艂贸dkami ze 藕r贸de艂 oddalonych o kilkadziesi膮t kilometr贸w. A poniewa偶 w ci膮gu ostatnich kilku lat nie by艂o na p贸艂wyspie pory deszczowej z prawdziwego zdarzenia, woda 鈥 tradycyjnie nazywana przez Indian Wayuu ich 鈥瀦艂otem鈥 鈥 sta艂a si臋 dos艂ownie bezcenna.
 
W tych dniach nasza sz贸stka stanowi jedyn膮 grup臋 przyjezdnych, odwiedzaj膮cych to trudno dost臋pne miejsce o dyskusyjnych walorach turystycznych. Nieod艂膮czn膮 cz臋艣ci膮 przygody jest sam przejazd przez dziki bezkres; zetkni臋cie si臋 z peryferi膮; mo偶liwo艣膰 do艣wiadczenia autentycznej samotno艣ci i wyciszenia po艣r贸d gwiazd, kt贸re 艣wiec膮 wyra藕niej ni偶 gdziekolwiek indziej (dzi臋ki temu, 偶e z braku pr膮du nie ma innych 藕r贸de艂 艣wiat艂a oraz dlatego, 偶e trafili艣my akurat na ksi臋偶yc w nowiu); po艣r贸d olbrzymich wydm, w zetkni臋ciu z kt贸rymi trudno nie poczu膰 si臋 jak py艂ek we wszech艣wiecie.
 

***

Za spraw膮 zachodnich turyst贸w dwojakiego rodzaju: tych, kt贸rzy poszukuj膮 g艂臋bokich prze偶y膰 duchowych, oraz zwyk艂ych kitesurfer贸w, doceniaj膮cych tutejsze pla偶e i fale, P贸艂wysep Guajira do艣wiadcza w ostatnich latach przyspieszonej modernizacji. Cabo de Vela z niewielkiej wioski rybackiej zamieni艂o si臋 w zbiorowisko prowizorycznych hosteli. Coraz wi臋cej mieszka艅c贸w oferuje wycieczki po p贸艂wyspie, cho膰by opisywane przez nich atrakcje (na przyk艂ad os艂awiona 鈥瀕atarnia鈥, niewiele r贸偶ni膮ca si臋 od zwyk艂ego s艂upa energetycznego) mia艂y w膮tpliw膮 warto艣膰 turystyczn膮.
P贸艂wysep zmienia si臋 tak偶e dlatego, 偶e kolumbijski rz膮d zda艂 sobie spraw臋 ze strategicznego znaczenia portu Bolivar. Przez Guajir臋 przebiega jedna z nielicznych w kraju trakcji kolejowych, s艂u偶膮ca przewozowi surowc贸w naturalnych (zw艂aszcza wydobywanego w p贸艂nocnej Kolumbii w臋gla) i artyku艂贸w przemys艂owych. Prywatna firma z Medellin postawi艂a na pustyni kilka wiatrak贸w, dzi臋ki kt贸rym Guajira ma wkr贸tce sta膰 si臋 samowystarczalna energetycznie. Pr膮d ma szans臋 w ko艅cu dotrze膰 do tutejszych gospodarstw. P贸ki co, podziwianie wiatrak贸w stanowi jeden z obowi膮zkowych punkt贸w wycieczki.
 
A jednak trudno mi nie odczuwa膰 偶alu i obaw o to, czy w艂膮czenie Guajiry w obr臋b nowoczesnej gospodarki i kultury, cho膰 pewnie nieuniknione, a mo偶e nawet potrzebne, faktycznie wyjdzie jej i Indianom Wayuu na dobre. Pami臋tam o tym, 偶e Macondo z powie艣ci Marqueza prze偶y艂o swoje 鈥瀦艂ote lata鈥, zanim dotar艂a do艅 cywilizacja pod postaci膮 wielkiej plantacji bananowej. P贸藕niej nadszed艂 kryzys i kolejne plagi, a偶 w ko艅cu archetypiczne 鈥瀊yle miasto鈥 zosta艂o wymazane z mapy…
 
Przeczytaj inne teksty Autora.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie - w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej Polityka prywatno艣ci zamknij