dwutygodnik internetowy
21.01.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

ZTM, czyli jak poruszać się po Warszawie?

W najnowocześniejszych, czystych, szybkich, ekologicznych i bezpiecznych autobusach białe kołnierzyki poruszać się będą po mieście. Nie może być jednak tak, że transport publiczny staje się dostępny wyłącznie dla jednej grupy społecznej.

Ilustr.: Antek Sieczkowski

Od niedzieli 13 stycznia zebrano blisko 5000 podpisów pod obywatelskim projektem uchwały znoszącej podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej w Warszawie, które weszły w życie wraz z początkiem roku. Wystarczy 15 tys., żeby projektem zajęła się Rada Miasta.

 

Dwa tygodnie wcześniej, tuż przed Sylwestrem, na przystankach tramwajowych i autobusowych pojawiły się informacje, że planowana podwyżka została odwołana. Pod tymi słowami podano numer infolinii Zarządu Transportu Miejskiego. Była to oddolna akcja nieznanej grupy aktywistów miejskich, która spowodowała wydanie oficjalnego oświadczenia przez ZTM oraz zapowiedziała niejako reakcję społeczną na podwyżki. To nie koniec – od stycznia 2014 planowane są kolejne. Obecnie bilet 20-minutowy kosztuje 3,40 PLN, jednorazowy, ważny w pierwszej strefie 4,40 PLN, bilet dobowy, również w pierwszej strefie, 15 PLN, 30-dniowy – 100 PLN, a 90-dniowy – 250 PLN. Za jazdę bez biletu warszawiacy zapłacą obecnie 250 PLN. Nowelizacja cen zakłada wzrost cen biletów na poziomie blisko 24,31%. Wszystkie ceny biletów można znaleźć na tej stronie.

Inicjatywa Stop podwyżkom cen biletów ZTM wskazuje, że mieszkańcy i mieszkanki Warszawy chętnie korzystają z usług transportu publicznego. W wyniku podwyżek cen biletów, wielu z nich będzie zmuszona do wyboru alternatywnych środków poruszania się po mieście lub oszczędności w budżecie domowym. Warszawa nie proponuje obecnie mieszkańcom i mieszkankom innych niż transport publiczny sposobów przemieszczania. System ścieżek rowerowych jest niepełny, a z rowerów miejskich, które okazały się hitem (ich system został wprowadzony latem ubiegłego roku; w obecnym planowane jest uruchomienie kolejnych wypożyczalni), nie można korzystać ze względu na warunki atmosferyczne jesienią, zimą i wczesną wiosną. Związane z podwyżką jest również poczucie, że władza nie rozumie problemów zwykłych mieszkańców.

 

Kwestia podwyżek cen biletów na pierwszy rzut oka może wydać się populistyczna, dlatego warto przywołać fragment uzasadnienia do obywatelskiego projektu uchwały: „W budżecie miasta założono wpływy ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej na poziomie 848 072 766 zł, co oznacza wzrost w stosunku do roku 2012 o 11,7%, czyli kwotę o wartości 88 554 055 zł. Proponowane w przedkładanej uchwale propozycje zmian prowadzą do spadku wpływów ze sprzedaży biletów. Szacowana przez mieszkańców i mieszkanki składających proponowaną uchwałę wartość wpływów ze sprzedaży biletów wynieść będzie mogła ok. 760 000 000 zł. Kwota zmniejszonych wpływów do budżetu stanowić będzie ok. 0,64% wartości dochodów miasta. Wnioskodawcy szacują, że w roku 2013 proponowane zmiany będą mogły obowiązywać przez 10 miesięcy. Jednocześnie w związku z powiązaniem w 2013 roku przez m. st. Warszawę dochodów ze sprzedaży biletów z finansowaniem transportu zbiorowego, spadek wpływów do budżetu miasta z tytułu sprzedaży biletów, może negatywnie wpłynąć na realizację zadań miasta związanych z zapewnieniem mieszkańcom i mieszkankom sprawnego systemy systemu komunikacji publicznej. W związku z powyższym brakującą kwotę, niezbędną do funkcjonowania jednej z kluczowych usług publicznych w Warszawie, proponujemy uzyskać w wyniku zastosowania zryczałtowanych oszczędności budżetowych, polegających na ograniczeniu pozostałych wydatków miasta o 0,65%, ze szczególnym wskazaniem proponowanych oszczędności w zakresie kosztów zarządzania i obsługi. Mieszkańcy i mieszkanki Warszawy wskazują jednocześnie na konieczność wyłączenia z planowanych ograniczeń wydatków obszarów edukacji oraz ochrony zdrowia i pomocy społecznej. W opinii mieszkanek i mieszkańców Warszawy przedkładających poniższy projekt proponowane rozwiązanie zapewnienia finansowania komunikacji zbiorowej pozwala miastu na zachowanie elastyczności w zarządzaniu finansami oraz skuteczną alokację środków publicznych”.

Zniesienie podwyżek wiąże się również z polityką zrównoważonego rozwoju, zwiększeniem dostępności do usług publicznych oraz postawienia władz miasta przed wyborem świadomej polityki miejskiej nastawionej na dobro mieszkańców Warszawy.

 

Jarosław Osowski zadał we wtorkowej „Gazecie Stołecznej” pytanie: dlaczego dopiero teraz rozpoczęto zbieranie podpisów, jeżeli o podwyżce wiadomo było od dawna? Otóż dlatego, że dopiero w momencie bezpośredniego doświadczenia wysokości cen biletów mieszkańcy i mieszkanki Warszawy odczuli je na własnej skórze. Atmosfera w mieście jest niewiarygodna: wszyscy rozmawiają o podwyżkach. Jedni są niezadowoleni („dlaczego władza przerzuca na nas koszty związane z utrzymaniem transportu publicznego, skoro i tak jest utrzymywany z naszych podatków?”), drudzy kierują się zasadą, że mieszkańcy muszą w większym stopniu partycypować w utrzymaniu autobusów, natomiast trzecia grupa domaga się natychmiastowego sprywatyzowania ZTM.

Pojawia się również pytanie, jaką politykę przyjęło miasto. Jestem skłonny twierdzić (za Maciejem Gdulą i Przemysławem Sadurą – na podstawie wywiadu, który ukaże się w książce Chwała miasta), że Warszawa jest obecnie projektowana jako idealne miejsce dla klasy średniej: marmurowe chodniki, szklane budynki, równo przycięta trawa, zadbane skwery, rozbudowany system monitoringu, osłabienie sojuszu władzy i Kościoła (głośno było o tym, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zaprasza biskupów na otwarcia ważnych miejsc użyteczności publicznej). Warto również zwrócić uwagę na fakt, że władza zachęca klasę średnią do poruszania się po mieście komunikacją miejską: buduje drugą linię metra, które jest dla nowoczesnych, młodych i przedsiębiorczych ludzi znakiem zachodniego świata, wytycza buspasy, wymienia sukcesywnie tabor, uruchamia połączenia kolejowe z lotniskiem. W najnowocześniejszych, czystych, szybkich i ekologicznych autobusach, które, co ważne dla klasy średniej, będą bezpieczne, białe kołnierzyki będą się poruszały po mieście. Nie może być jednak tak, że transport publiczny staje się dostępny wyłącznie dla jednej grupy społecznej.

 

Kiedy zbierałem w niedzielę podpisy pod stacją Metro-Centrum, wysłuchałem w przeciągu dwóch godzin wielu opowieści, których wniosek był zawsze jeden: władza się z nami nie liczy. Hanna Gronkiewicz-Waltz bała się protestów po zapowiedzi zlikwidowania nocnych kursów metra w weekendy. Być może, kiedy zobaczy kilkadziesiąt tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem uchwały znoszącej podwyżki cen biletów ZTM – również ugasi pożar. Ale czy to o to nam tak naprawdę chodzi?

 

PS Podpisy zbierać można samemu. Lista jest do ściągnięcia ze strony internetowej www.stoppodwyzkom.pl. Wypełnione formularze zostawić można w trzech punktach: w sklepiku Fundacji Bęc Zmiana (otwarte poniedziałek-piątek od 13.00 do 20.00, Mokotowska 65), siedzibie Krytyki Politycznej (Foksal, 16, II piętro), klubokawiarni Państwomiasto (ul. Andersa 29) lub odesłać pocztą do Zielonego Centrum (ul. Marszałkowska 1, lok. 160).

 

Przeczytaj inne teksty Autora.

 

  • Misza Tomaszewski

    Wydaje mi się, że ważny jest jeszcze jeden wątek tej sprawy. Znani mi użytkownicy czterech kół sygnalizują, że w licznych przypadkach dojazd samochodem stał się obecnie tańszy niż dojazd komunikacją miejską. Zasadniczo nie mam nic przeciwko temu, żeby autobusy były ekologiczne – pod warunkiem, że (1) nie ma pilniejszych wydatków budżetowych i że (2) nie uniemożliwia się dostępu do nich ludziom gorzej sytuowanym (im bardziej nowoczesny jest pojazd, tym mniej pasuje do niego bezdomny, prawda?). Jeśli jednak podwyższanie standardu (i cen) wiązać się ma z mało ekologicznym zakorkowaniem miasta, to zaczynam mieć problem ze zrozumieniem logiki inwestycji. W końcu każdemu będzie najwygodniej we własnym samochodzie, do którego bezdomny się raczej nie dosiądzie.