dwutygodnik internetowy
07.01.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wepchnięci w bezdomność

Bardziej kompromitujący niż niedobory we wsparciu osób już bezdomnych, jest szerszy kontekst polityki rozwoju w Polsce, wpychającej ludzi w masowe bezrobocie, ubóstwo i wykluczenie, którego jedną z najcięższych, a zimą szczególnie dającą się we znaki, postacią jest właśnie bezdomność.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

 

Tegoroczna, warszawska zima przed świętami przyniosła nie tylko widok otulonych czystym śniegiem ulic, ale także konieczność twardej walki o przetrwanie dla wielu osób, które stały się bezdomne lub – nieco szerzej rzecz ujmując – żyją w miejscach niemieszkalnych. Czy w tej walce otrzymali publiczne wsparcie?

 

Pozarządowo, ale wciąż publicznie

Głównym podmiotem wsparcia dla osób bezdomnych są w Polsce organizacje pozarządowe, niejednokrotnie o proweniencji religijnej. To one prowadzą schroniska, noclegownie, jadłodajnie, magazyny z odzieżą czy inne punkty pomocy. Jednocześnie należy zauważyć, że zasadniczym (choć nie jedynym) źródłem finansowania tego typu działalności są środki pochodzące z funduszy samorządowych. Dla przykładu, władze Warszawy przeznaczają rocznie 9 mln złotych rocznie na pomoc bezdomnym. Można więc powiedzieć, że prowadzona polityka lokalna wobec bezdomnych jest prowadzona (zostawmy na razie na boku kwestię tego, na ile jest kompleksowa i skuteczna). Co więcej, także władze centralne poprzez wojewodów przekazują specjalne środki na programy wychodzenia z bezdomności. W 2012 roku przeznaczono choćby 600 tys. złotych na programy wychodzenia z bezdomności m.in. na dofinansowanie streetworkingu, aktywizacji społecznej i zawodowej oraz podnoszenie kompetencji kadr w placówkach. Te informacje prowadzą do wniosku, że kwestia bezdomności – mimo że w ogromnej mierze adresowana przez organizacje trzeciego sektora – stanowi przedmiot polityki publicznej, angażującej zasoby finansowe, zarówno te lokalne jak i pochodzące z centralnego budżetu.

 

W warunkach niedoboru

Pytanie brzmi jednak, na ile polityka ta jest adekwatna do istniejących potrzeb i optymalna w świetle istniejących możliwości?

Oprócz tego można także zapytać, czy sprawiedliwy jest obecny podział odpowiedzialności między różne szczeble władzy, a także między regiony i poszczególne miejsca. Ten społeczny problem osiąga szczególnie dużą skalę na terenie województwa mazowieckiego, przede wszystkim samej Warszawy, dokąd – zwłaszcza w okresie zimowym – przybywają liczni bezdomni z całej Polski, zwabieni choćby bardziej rozbudowaną na terenie miasta stołecznego infrastrukturą wsparcia.

Szacuje się, że na terenie całego województwa przebywa około 5 tys. bezdomnych, z czego 2/3 na terenie Warszawy. Jak te – pamiętajmy, że jedynie orientacyjne – liczby mają się do ściśle określonej i ograniczonej podaży miejsc, w których mogą znaleźć schronienie?

 

Jak czytamy w jednym z artykułów:

W 67 placówkach (w tym 42 w Warszawie)jest łącznie 3270 miejsc – 1466 w Warszawie, 95 w Radomiu, 42 w Ostrołęce, 69 w Płocku, 45 w Siedlcach oraz 160 w okolicach Ciechanowa. Są to: noclegownie, schroniska czasowe z wyżywieniem oraz hostele z wyżywieniem, możliwością czasowego lub stałego zamieszkania oraz opieką wspomagającą. Dodatkowo wyodrębniono oddzielne placówki dla kobiet, mężczyzn, matek z dziećmi i dorosłych”. I dalej:

Do dyspozycji osób bezdomnych pozostaje także 28 jadłodajni i punktów żywienia, w tym 12 w Warszawie. W miejscach tych wydawanych jest blisko 5,4 tys. posiłków dziennie (ok. 2,6 tys. w stolicy). Działają także trzy punkty pomocy medycznej (…). W stolicy do dyspozycji bezdomnych jest także pralnia”.

 

Dane pokazują zatem, że liczba miejsc noclegowych – nabierających znaczenia właśnie w czasie siarczystych mrozów – jest istotnie mniejsza niż szacowana liczba bezdomnych. Miejsca noclegowe (w noclegowniach i schroniskach) w liczbie około 1,5 tys. w Warszawie (przy założeniu, że tworzone są dodatkowe miejsca, co w najzimniejsze dni się czyni), przy populacji tych osób zbliżonej do 3,3 tys., oznaczają niedobór około 1800 miejsc! Mimo dostawiania dodatkowych łóżek, a także luzowania kryteriów trzeźwości na czas najostrzejszych mrozów, stanowiących zagrożenie dla życia i zdrowia tych ludzi, część z nich znajdzie się poza obrębem pomocy instytucjonalnej.

 

Pomocowe czy porządkowe?

Drugim zasadniczym aktorem działań na rzecz pomocy bezdomnym są służby porządkowe, a konkretnie straż miejska. Tego typu służby są jeszcze ściślejszym wyrazem zaangażowania polityki lokalnej w reagowanie na problem bezdomności, gdyż władza publiczna już nie tylko współfinansuje, ile w całości finansuje i świadczy określone usługi na rzecz najsłabszych mieszkańców, a pośrednio także całej społeczności, stojąc na straży porządku publicznego. Pojawia się jednak pytanie o sposób definiowania funkcji tych służb. Czy ma to być – w kontekście bezdomności – głównie funkcja zaprowadzenia porządku, realizowana przez interwencje o charakterze zarówno pomocowych, jak i siłowym, widziane jako sposoby realizacji celu, jakim jest spokój obywateli? Czy też bardziej odczytywalibyśmy misję tej instytucji wobec problemu bezdomności jako konieczność pomocy tym bezdomnym mieszkańcom, a dopiero przy okazji – także podnoszenia ogólnego bezpieczeństwa i porządku w przestrzeni miejskiej? Wówczas służby porządkowe upodobniałyby się pod tym względem do służb socjalnych (zachowując jednak kompetencje i narzędzie typowe dla służb siłowych) i powinny swoje działania prowadzić w sposób skoordynowany z innymi instytucjami wsparcia. Przychylałbym się do tej perspektywy, zwłaszcza że nie mamy równoległych, sprofesjonalizowanych służb socjalnych, zajmujących się docieraniem do osób bezdomnych w miejscach, w których przebywają, i kierowaniem ich do odpowiednich instytucji wsparcia oraz informowaniem o istniejących możliwościach. Streetworking jest w Polsce dopiero w powijakach i nic nie wskazuje na to, by stał się w najbliższym czasie systemowym narzędziem oddziaływania na szeroką skalę. Zresztą specyfika pracy streetworkera, także pracującego z bezdomnymi, jest z natury rzeczy inna niż straży miejskiej w tym zakresie – zarówno jeśli chodzi o cele, jak i metody ich osiągania.

Co zaś robi straż miejska? W zimne dni wozi posiłki do ludzi przebywających w miejscach niemieszkalnych. Patroluje też zidentyfikowane skupiska, w których przebywają takie osoby, niekiedy zabiera część z nich do noclegowni, schronisk czy izby wytrzeźwień. Oprócz tego interweniuje na zgłoszenie mieszkańców, gdy bezdomni przebywają w miejscach do tego „nieprzeznaczonych”, na przykład na klatkach schodowych.

 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Znaczenie instytucji i ich ludzkiej twarzy

Te ostatnie działania bywają konieczne, ale warto, by służby nie koncentrowały się głównie na tego typu interwencjach i nie były tylko przez ich pryzmat postrzegane, zwłaszcza ze strony samej społeczności bezdomnych. Może to bowiem rodzić nieufność, która utrudnia współpracę przy próbach pomocy. W kontekście takich sytuacji bezdomni występują w roli „intruza”, elementu podejrzanego i niepożądanego, a nie osób, którym przydałaby się pomoc. Oczywiście, ważny jest nie tyle sam fakt interwencji, co nastawienie funkcjonariuszy. Ważne, by było możliwie pomocowe i podmiotowe. Niestety, w oczach bezdomnych, z którymi dotąd przyszło mi rozmawiać, przedstawiciele straży miejskiej postrzegani byli bardziej jako reprezentanci aparatu opresji i represji, a nie służby, z rąk których można liczyć na pomoc. Mówię o doświadczeniach sprzed paru lat, gdy prowadziłem rozmowy z bezdomnymi na Dworcu Centralnym. Wówczas było ich tam jeszcze sporo. Ale też nie był to obraz reprezentatywny dla całości społeczności bezdomnych. Ci, którzy znaleźli się w sferze wsparcia instytucjonalnego, statystycznie rzecz biorąc, pewnie mają inne doświadczenia w konfrontacji ze strażą miejską. Kluczowy jest czynnik ludzki: by w momencie konfrontacji straży z osobami bezdomnymi, te ostatnie czuły się podmiotowo i godnie. Wiemy, że różnie z tym bywa.

Jakkolwiek byśmy ocenili – czego w tym momencie trudno mi się podjąć – skuteczność działalności straży miejskiej na rzecz bezdomnych i jakość z nimi kontaktów, nie ulega wątpliwości, że obecność tych służb pozostaje ważnym ogniwem pomocy. Dlatego propozycje jednego z posłów Ruchu Palikota, by w Lublinie zlikwidować straż miejską, wydają mi się mało odpowiedzialne. Wypowiedź ta wpisuje się w częstą w środowiskach liberalnych skłonność do nonszalanckiego rzucania idei likwidacji tej czy innej instytucji w celu szukania oszczędności. Często pomija się przy tym koszt alternatywy takiego rozwiązania. W tym wypadku jest to koszt utraconych możliwości dotarcia do bezdomnych pozostających poza systemem instytucji.

 

Potrzeba szerszego spojrzenia

Pamiętajmy jednocześnie, że uszczelnianie i rozwijanie – przy pomocy publicznych środków – sieci wsparcia bezdomnych, na którą składają się z jednej strony sprofilowane w tej dziedzinie podmioty społeczne (wymiar głównie opiekuńczo-socjalny), a z drugiej służby porządkowe (wymiar głównie interwencyjny), nie wyczerpuje wachlarza możliwych i pożądanych środków, jakich polityka publiczna winna użyć w mierzeniu się z kwestią wykluczenia mieszkaniowego. Potrzebne jest szersze spojrzenie, którego, jak się wydaje, polskim władzom bardzo brakuje.

Przede wszystkim należy walczyć z ponownie narastającym problemem ubóstwa, w tym skrajnego, które często powiązane jest z ryzykiem bezrobocia, ale nie tylko z nim. To brak środków do życia bywa jednym z powodów trudności w uregulowaniu swoich płatności mieszkaniowych, co może w konsekwencji skończyć się eksmisją. Po drugie zaś jest czynnikiem sprzyjającym różnym niekorzystnym społecznie formom odreagowywania, w tym sięganiu po zachowania patologiczne, co również często bywa czynnikiem prowadzącym do bezdomności. Bezdomność to często (zwłaszcza długotrwała) nie tylko sytuacja mieszkaniowa, ale niejednokrotnie także syndrom głębokiego wyalienowania i społecznego wykluczenia.

 

Patrząc pod tym kątem, polityka państwa polskiego, w tym poszczególnych samorządów, na które zrzucono odpowiedzialność za sporą część zadań społecznych, pozostawia wiele do życzenia. Kolejne raporty Eurostatu ukazują, że zarówno na walkę z bezrobociem i wykluczeniem społecznym, jak również na mieszkalnictwo, wydajemy jeden z najmniejszych udziałów PKB wśród krajów Unii. Powszechnie znana jest opieszałość polskich władz w zakresie budownictwa społecznego, komunalnego i socjalnego. Do tego dochodzi jeszcze systemowe ułatwienie w pozbywaniu się odpowiedzialności za sytuację mieszkaniową najsłabszych, jakie pojawiło się w związku z zeszłorocznymi zmianami w prawie lokatorskim. Obecnie pozwala ono gminom, w sytuacji braku lokali socjalnych, po pewnym czasie po prostu wskazać dla osób z wyrokiem eksmisyjnym pomieszczenie tymczasowe lub zwyczajnie noclegownię. Jest to de facto rozłożona w czasie eksmisja na bruk. W obliczu wspomnianych zmian legislacyjnych kwestia mieszkaniowa i kwestia bezdomności, zwykle adresowane i analizowane równolegle, zbliżyły się ku sobie bardziej niż dotąd.

 

Kompleksowa polityka

Konkludując, zdecydowałbym się na tezę, że bardziej kompromitujący niż pewne, wymagające uzupełnienia niedobory we wsparciu socjalnym osób już bezdomnych, jest szerszy kontekst polityki rozwoju w Polsce, wpychającej ludzi w masowe bezrobocie, ubóstwo i wykluczenie, którego jedną z najcięższych, a zimą szczególnie dającą się we znaki, postacią jest właśnie bezdomność.

Powinniśmy więc mierzyć się z tym palącym problem nie tylko w perspektywie polityki socjalnej na rzecz osób bezdomnych, ale szerokiej polityki społecznej, zapobiegającej procesom wykluczenia oraz przeciwdziałającej im zawczasu, gdy pojawiają się pierwsze symptomy ryzyka. Tak zarysowany cel nie wyklucza oczywiście bardzo konkretnych i pilnych działań na rzecz tych, którzy już znaleźli się w najcięższym położeniu, a jedynie nadaje im szerszy kontekst. Co więcej, owo osadzenie w szerszym kontekście daje większe szanse skuteczności walki z bezdomnością także w węższym sensie. Jeśli mniej osób będzie w nią popadać, łatwiej będzie wspomóc wszystkich zgłaszających się o wsparcie, a istniejące zasoby przeznaczyć na bardziej kompleksowe działania, które nie tylko złagodziłyby trudne warunki ich życia, ale pozwoliłyby także większej liczbie osób ponownie włączyć się do życia społecznego.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.