dwutygodnik internetowy
29.12.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pułapki szlachetnej paczki

Tym, co uderza w wystąpieniach wokół „Szlachetnej Paczki”, jest neoliberalna narracja, która powiela stereotypowość dotyczącą biedy. Przesłania ona to, co mogłoby stać się lodołamaczem indywidualistycznych postaw, a być może nawet zalążkiem nowej solidarności.

ilustr.: Tomek Kaczor


Tym, co szczególnie uderza w wystąpieniach wokół „Szlachetnej Paczki”, jest jednoznaczność neoliberalnej narracji powielającej negatywne stereotypy dotyczące biedy. Przesłania ona to, co mogłoby stać się lodołamaczem indywidualistycznych postaw, a być może nawet zalążkiem nowej solidarności.
 
Bieda była, jest i będzie – to jedno z najbardziej powszechnych przekonań, które towarzyszy naszemu myśleniu o świecie społecznym. Jednak o ile samo zjawisko postrzegane jest jako niezbywalne, to można zauważyć, że w zależności od miejsca i czasu przyjmuje różne formy, zawsze związane z danym modelem porządku społecznego. Zatem, jak twierdził Bronisław Geremek, jeden z bardziej znamienitych badaczy tego zjawiska, każde społeczeństwo ma swoich ubogich.
 
To kontekst społeczny, ów duch epoki, wypełnia znaczeniem rozumienie biedy i przyzwolenie lub jego brak na jej istnienie. Historycznie możemy dostrzec, że pozycja biednych zmieniała się: od życia na marginesie – który był jednak przynależną do społeczeństwa częścią, dzięki czemu tym samym biedni byli w nim akceptowani i z różnych powodów postrzegani jako pożyteczni – aż do widzenia biednych jako problemu społecznego zagrażającego porządkowi społecznemu, destabilizującego go, ale też utożsamiania biedy z niepowodzeniem, niezaradnością i słabością. Współcześnie bieda to stan niepożądany, coś, czego być nie powinno, a jest.
 
Tym, co wzbudza kontrowersje, jest zatem odpowiedź na pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za jego występowanie – niesprawny i „odwirowujący” ponoszących porażki system (tych, którzy do niego nie pasują) czy cechy i atrybuty poszczególnych jednostek, ich wola, a właściwie jej brak, działania, sprawczości, walki o sukces? Od tej odpowiedzi zależy także sposób, w jaki będziemy projektować działania pomocowe i wspierające.
 
Ciągle stawiać pytania
 
Obecność biedy wiąże się bowiem również z obecnością pomocy tym, którzy owej biedy doświadczają. Tak, jak powszechna jest bieda, tak również działania zmierzające do jej złagodzenia, ograniczenia lub wyeliminowania pojawiają się nieustannie. Trudno sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym nie wytworzyłyby się żadne formy pomocy tym, którzy znaleźli się w trudnych życiowo sytuacjach.
 
Pomaganie tworzy niejako odwrotną stronę postrzegania i określania tego, czym jest bieda i kim jest osoba biedna, inną perspektywę w ramach owego złożonego i wielowymiarowego zjawiska. A wielość i odmienność postaci biedy pociąga za sobą różnorodne sposoby pomagania i pomysły na to, jak się z nią uporać. To, w jaki sposób społeczeństwo reaguje na obecność osób biednych, i to, jak pomagamy, zależy od tego, jaka rola jest im przypisywana i jakie znaczenie nadaje się tej obecności. Pomoc może bądź stabilizować i utrwalać sytuację ubóstwa, współgrać z systemem, bądź faktycznie prowadzić do odzyskiwania przez osoby biedne samodzielności i sprawczości. Za każdą pomocą stoi zatem określona ideologia poznawcza i interpretacja obecności biedy.
 
Przyjmując powyższą perspektywę, że pomaganiu towarzyszy zawsze określone wartościowanie biedy, a ono samo może prowadzić tak do włączania, jak i wykluczania lub marginalizowania, to pomagając tym, którzy owej pomocy potrzebują, powinniśmy zawsze zastanowić się, jaki może być faktyczny rezultat naszych dobrych chęci. Pomaganie wymaga refleksji i namysłu. Ciągłego stawiania pytań o to, jak pomagać, żeby nie szkodzić, czy pomagając nie wywołujemy przypadkiem odwrotnych skutków. Rozstrzygania wielu wątpliwości, nieustającego niepokoju o to, jaka jest relacja pomiędzy pomagającym a potrzebującym.
 
Inaczej ten, który pomaga, może bardzo szybko zejść na manowce zgodnie z przysłowiem, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. A jeśli jeszcze towarzyszy mu głębokie przekonanie, że owe intencje są jedynymi słusznymi, to prowadzi to go nie tylko do pychy, ale także do zamknięcia się na rozumienie tego, co robi i jak to wpływa na tych, którym pomaga.
 
Zamiast nowej solidarności
 
Taka sytuacja, niestety, przytrafiła się działaniom związanym ze „Szlachetną Paczką”. Nie zwróciłabym na nie prawdopodobnie większej uwagi – ot, akcja jakich wiele przed Bożym Narodzeniem, tyle że robiona z większym rozmachem i pod względem marketingowym doskonale zaplanowana – gdyby nie właśnie, wręcz explicite wyrażane, określone przekonania i poczucie z dumy z ich głoszenia.
 
Tym, co szczególnie mnie uderzyło, gdy obserwowałam w grudniu publiczne wystąpienia wokół akcji, jest właśnie ów kompletny brak refleksji i jednoznaczność neoliberalnej narracji, niezwykle silnie powielającej negatywne stereotypy dotyczące biedy i przerzucającej na osoby biedne pełną odpowiedzialność za ich los. Czyniącej je winnymi. Niestety, szlachetne okazało się w konsekwencji wykluczające, stygmatyzujące i piętnujące tak sytuację biedy, jak i osoby jej doświadczające, a szczególnie te, które nie są w stanie się ze swoim doświadczeniem uporać. Owa narracja przesłania w działaniach „Szlachetnej Paczki” to, co w niej wartościowe i co mogłoby się stać swoistym lodołamaczem indywidualistycznych postaw i przekonań, a być może nawet zalążkiem nowej solidarności.
 
Z punktu widzenia pejoratywnych stereotypów dotyczących biedy, dwie rzeczy w działaniach „Szlachetnej Paczki” są wyjątkowo cenne – tyle tylko, że znikają w zalewie publicznych wystąpień jej lidera dotyczących osób biednych, które de facto przeczą temu, co wynika z samych działań pomocowych. Najpierw więc wolontariusze szukają rodzin i osób potrzebujących wsparcia, następnie spotykają się z nimi i poprzez rozmowę rozpoznają ich sytuację, poznają konkretne potrzeby i podejmują decyzję o włączeniu do projektu. Na stronie internetowej opisują poszczególne przypadki (oczywiście anonimowo) wraz z listą potrzebnych rodzinie rzeczy. Następnie każdy może wybrać sobie rodzinę lub osobę, dla której chciałby przygotować paczkę. Przygotowana paczka jest – znowu przez wolontariuszy – przekazywana adresatowi.
 
Tym, co jest szczególnie ważne w takim sposobie organizacji pomocy, jest zatem przede wszystkim „unormalnienie” czy „ucodziennienie” sytuacji biedy, pokazanie, że bieda nie jest patologią i nie powinna być z nią utożsamiana. Historie przedstawiane na stronie stowarzyszenia opisują sytuację biedy jako pasmo codziennych zmagań z trudami życia, pokonywania barier, na jakie napotyka osoba biedna. Bieda jest ukazana jako stan, który może się przytrafić każdemu, a jak się już przytrafi, to powoduje, że człowiek nie jest w stanie samodzielnie sobie z nim poradzić i dlatego wymaga pomocy. Osoba biedna to w takim ujęciu taka sama osoba jak każdy z nas, a tym, co ją odróżnia, jest fakt, że znalazła się, z różnych powodów, w nienormalnych, nietypowych warunkach.
 
Druga rzecz, która jest wartościowa w „Szlachetnej Paczce”, wiąże się z uznaniem prawa osób biednych do definiowania swoich potrzeb i sposobów ich zaspokajania. Wspomnianą listę zakupów dla robiących paczkę układają przede wszystkim jej adresaci. Każdy dostaje taką paczkę, jaką sobie zamówił, jest w niej to, co jest dla niego niezbędne. Osoba biedna nie dostaje zatem produktów czy artykułów, które innym zbywają albo są im niepotrzebne, ale to, co rzeczywiście będzie dla niej przydatne i użyteczne. Pomoc ma służyć potrzebującemu, a nie być ochłapem rzuconym na pocieszenie. Cenna jest zatem indywidualizacja i konkretyzacja pomocy.
 
Zapraszamy do lektury bożonarodzeniowego wydania naszego tygodnika. Znajdą w nim Państwo teksty Wacława Oszajcy SJ, Julii Lis, Marty Woźniak i Karola Kleczki.
 
„Szlachetność” i megalomania
 
„Szlachetna Paczka” bardzo silnie upowszechnia też – i mam tu na myśli sferę działania organizacji, a nie sferę deklaracji i haseł – ideę współdziałania i solidarności. Pokazuje, że pomoc to nie indywidualny odruch serca, ale przede wszystkim zbiorowe współdziałanie. Nie da się przygotować paczki bez zebrania grupy osób i wspólnego jej skompletowania. Paczka i pomaganie potrzebującym wymaga współpracy i zaangażowania wielu ludzi – zebrania pieniędzy, zrobienia zakupów, pakowania, przewożenia, a nie prostego wrzucenia banknotu do puszki.
 
Trzeba jednak zdawać sobie również sprawę ze słabości tego przedsięwzięcia. Charakterystyczną dla wielu tego typu działań jest ich akcyjność, a tym samym doraźność. Tym samym przekonanie jej twórcy, księdza Jacka Stryczka, że paczka, którą otrzymują osoby biedne, ma stanowić punkt zwrotny w procesie wychodzenia z biedy, pobudzać do zmiany, być szansą na nowe życie, jest z założenia błędne, a w konsekwencji też szkodliwe. Żadna paczka, nawet największa, nie zmienia życia, może jedynie łagodzić jego trudy, uprzyjemniać je i ułatwiać, ale sama z siebie nie ma mocy znoszenia sytuacji biedy. Tak czy inaczej pozostawia bowiem osoby biedne samym sobie – z ich sytuacją i ich problemami. Przedsięwzięcie to mogłoby stać się zaczątkiem budowania wspólnoty opartej na solidarności i współodpowiedzialności, zdolnej do przekształcania rzeczywistości, właśnie wtedy, gdyby miało ciąg dalszy, a nie ograniczało się wyłącznie do jednorazowej akcji, mającej przelotne skutki.
 
Szkodliwość przekonania, że jednorazowa pomoc ma stanowić rewolucję w życiu osoby biednej, prowadzi bowiem do przerzucenia na osoby biedne odpowiedzialności za ich powodzenie lub jego brak. Razem z paczką osoba biedna otrzymuje wtedy, oczywiście w sensie symbolicznym, nakaz właściwego prowadzenia się. Pomoc staje się zatem instrumentem dyscyplinowania – paczka daje prawo do formułowania wymagań i oczekiwań. Problem polega na tym, że osoba biedna nie będzie w stanie się z tych zobowiązań wywiązać, bo zawartość paczki nie znosi tego, co ją naprawdę ogranicza i hamuje, nie dotyka przyczyn, a jedynie dotkliwych skutków sytuacji biedy.
 
Owo niewywiązywanie się prowadzi jednak do przeświadczenia, że nie warto pomagać biednym, gdyż nie wykorzystują oni pomocy tak, jak należy, co w tym wypadku oznacza: tak, jak oczekiwaliby tego od nich pomagający. Dlatego też ksiądz Stryczek nie rozumie, dlaczego osoba biedna w 2010 roku jest również biedna w 2014. A odpowiedź jest bardzo prosta – pomoc, którą otrzymywała, nie była pomocą właściwą. W piersi bić się zatem powinien nie biedny, ale właśnie organizator pomocy.
 
„Szlachetna Paczka” nie tworzy solidarnej wspólnoty jeszcze z jednego powodu, co było widoczne szczególnie w ostatniej edycji – z 2013 roku. Ważniejsi stają się mianowicie ci, którzy pomagają, a osoba biedna staje się jedynie pretekstem do „fajnej zabawy”, przyjemności i możliwości poczucia się lepszym – ksiądz Stryczek, stając się jedyną twarzą i ideologiem akcji, wielokrotnie powtarza, że kocha pomagać. Samo działanie, pomaganie staje się zatem ważniejsze od tego, komu się pomaga i dlaczego.
 
Dlatego też razi mnie przymiotnik „szlachetna”. Pomaganie tam, gdzie oparte jest na idei solidarności i równości, w żaden bowiem sposób nie uszlachetnia, nie czyni pomagających lepszymi ludźmi. Jest po prostu jednym ze społecznych obowiązków, który może sprawiać przyjemność – nie jest ona jednak najważniejsza. Pomaganie oznacza więc współodpowiedzialność za kształt rzeczywistości społecznej. Jeśli w pomaganiu koncentrujemy się na samym akcie pomagania, to z jednej strony stajemy się megalomanami, z drugiej zaś przejawiamy często postawy pełne protekcjonalizmu i paternalizmu.
 
Wyjść poza stereotypy
 
Jednak to, co wyjątkowo razi, nawet nie tyle w „Szlachetnej Paczce”, co właśnie w publicznych, wielokrotnie powtarzanych i przywoływanych wypowiedziach jej głównego – i jedynego – ideologa, to przede wszystkim neoliberalna narracja o biedzie. Dzieląca biednych na dobrych i złych, zasługujących na pomoc i niezasługujących, niewinnych i winnych, uczciwych i nieuczciwych. A tym samym utrwalenie szeregu negatywnych klisz i obrazów życia w biedzie.
 
Wiedza, którą upowszechnia ksiądz Stryczek, pełna jest potoczności, uproszczeń, a także fałszów – tak prostych, jak mówienie, że 12% osób żyje w skrajnej biedzie, a 12% w bogactwie (nie znam żadnych danych ani statyk, które by ten rozkład potwierdzały) – ale też bardziej złożonych, odwołujących się do apriorycznych wyobrażeń na temat tego, jak wygląda życie w biedzie: pełne oszustw, nieuczciwości, wyzysku pomagających. Ksiądz Stryczek nigdy nie mówi o codziennych zmaganiach z sytuacją biedy, doświadczanych trudnościach, czyli o tym, co znaleźć można w historiach przedstawianych na stronie, ale określa biedę właśnie przez jej patologizowanie. I, niestety, ten przekaz jest znacznie bardziej widoczny.
 
W owych wypowiedziach opisujących biedę uderza i budzi sprzeciw także zupełny brak refleksji nad tym, skąd się bieda bierze i jakie są jej przyczyny. Zwłaszcza w tym widać zgodę księdza Stryczka z perspektywą neoliberalną. Słuchając jego wypowiedzi, mam wrażenie, że mentalnie przenoszę się do Anglii XVII czy XVIII wieku, z czasów obowiązywania restrykcyjnego Poor Law. Odpowiedź na nakreślone wyżej pytania zdaje mu się jednoznaczna – to osoby biedne są odpowiedzialne za swoją biedę: nie starają się, nie chce im się pracować (a powinny nawet bez wynagrodzenia, jak twierdzi ksiądz Styczek), żerują na innych, przerzucają odpowiedzialność na pomagających.
 
Wprawdzie ksiądz Stryczek przyznaje, że jego pasją jest szukanie prawdy i wychodzenie poza stereotypy, którymi żyją ludzie, jednak prawdę tę znajduje niestety wyłącznie w sobie samym, swoje doświadczenie czyniąc obiektywnym. W spojrzeniu na biedę zupełnie nie uwzględnia szerszych uwarunkowań i kontekstów, które prowadzą do jej powstawania i które niekoniecznie są związane z wolą poszczególnych osób. W rezultacie prowadzi to do poznawczej ślepoty i zafałszowania obrazu biedy i osób biednych, ale też dyletanctwa w pomaganiu.
 
W działalności „Szlachetnej Paczki” bardzo dobrze widoczne są nie tylko pułapki, w jakie można wpaść, chcąc być szlachetnym, ale także to, że pewne sposoby myślenia i schematy dotyczące biedy są niezmienne.
 
Niezwykle trafne jest zatem twierdzenie Zygmunta Baumana, który przekonuje, że chociaż „każde społeczeństwo tworzyło swoich ubogich na własny obraz, oferując odmienne wyjaśnienia ich obecności, znajdując dla nich rozmaite zastosowania i wykorzystując różne strategie stawiania czoła problemowi ubóstwa”, to jednak również każde „przyjmowało wobec swoich ubogich charakterystycznie ambiwalentną postawę, nieprzyjemną mieszankę strachu i odrazy z jednej strony oraz żalu i współczucia – z drugiej”. Owa mieszanka emocji widoczna jest szczególnie w przypadku „Szlachetnej Paczki”, mając duże przełożenie na jej sposób i postrzegania biednych, i praktykę pomagania.
 

Tekst pochodzi z 25. numeru kwartalnika „Kontakt” zatytułowanego “Niemoc pomocy”
 
 

  • http://tylkoswiat.pl/ To tylko świat!

    Co to jest neoliberalizm?

  • ppp

    Koń by się uśmiał! A co autorka robi, aby pomóc biednym? No tak, bada ich, bo to im na pewno pomoże… Żałosne. Przy wszelkich wadach “Szalchetnej paczki”, to ludzie w nią zaangażowani przynajmniej coś robią, w przeciwieńśtwie do zblazowanej autorki, która leczy swoje fobie i głaszcze swoje ego codzienną, tak naprawdę bezwartościową, działalnością.

    • lebaim

      Argument “ad hominem” zasadniczo wskazuje na brak innych argumentów…

      • ppp

        A jej argumenty są niby merytoryczne? Ciekawe. Zresztą sama wystawia się do odstrzału przedstawiając się jako badaczka biedy (o zgrozo!), ale bez jakichś większych sukcesów. Widać, że bieda może i jej przeszkadza, ale sama jakoś nie chce jej zwalczać – w końcu, co by później badała?

      • logik

        To nie jest argument ad hominem, bo ad hominem jest argumentem NIEZWIĄZANYM z przedmiotem dyskusji. A tu dyskusja dotyczy konkretnie tejże rzeczy, o której mówimy. Autorka stawia się w pozycji moralizatorskiej, chce negatywnie oceniać jakieś działania i imputuje megalomanię twórcom charytatywnej akcji. Odpowiedź “a co Ty zrobiłeś dobrego dla biednych” to w takiej sytuacji argument jak najbardziej na miejscu.

        • ppp

          To tak naprawdę “Krytyka Polityczna” z doklejonym koślawo i pospiesznie krzyżem – oczywiście ad decorum. Więc logiki się nie spodziewaj, bo tu liczą się tylko głupawe emocje – ot, logika lewicy wszelakiej.

          • santiago

            Emocje powodują twoim wpisem ppp. Autorka wskazuje na to co jest niewłaściwe w tego typu doraźnych akcjach jednocześnie eksponując rzeczy dobre. Nikt, nawet autor artykułu nie twierdzi, że nie należy pomagać w podobny sposób. Jedynie krytykuje podejście do osób biednych. Brak systemu pozwalającego wyjść z biedy i nastawienie podane w artykule jest faktem! Jednocześnie system bez chęci do takich doraźnych akcji też skazany jest na porażkę lub niewydolność. Taka prawda. Nie ma co potępiać wszystkiego w czambuł. Nie tędy droga. PS. Argument “a co ty zrobiłeś dla biednych” jest nie na miejscu jeżeli rozmawiamy na forum internetowym gdzie prawdopodobieństwo znajomości adwersarza jest bliskie zeru. Pozdro!

    • as

      Rzeczywiście dość żałosne. Żałosne jest tak atakować autora tekstu, którego najwyraźniej atakujący nie zrozumiał. Jak się nie rozumie, to się nie komentuje.

      • ppp

        Czego niby nie zrozumiałem, jesli mogę zapytać? Autorka poświęca długi i nudny wywód, nic nie wnoszący i do tego kompletnie niekonstruktywny, na krytykowanie czegoś, w czym nie bierze udziału i czego nie rozumie. “Szlachetna paczka” jest jedną z wielu inicjatyw Stowarzyszenia WIOSNA prowadzonego przez ks. Stryczka. Nigdy nie miała rozwiązywać problemów strukturalnych, ale być doraźną pomocą, która z jednej strony ma uwrażliwiać ludzi na los innych (co świetnie robi), a z drugiej być początkiem dyskusji i działań mających na celu redukcję biedy. Zresztą, brak konkretnych propozycji jest chyba najpoważniejszym zarzutem, jaki można wytoczyć przeciwko temu artykułowi.

    • Seb

      Troche czytania ze zrozumieniem by sie przydalo. Dzialania autorki nie sa tematem artykulu.

  • Erwin

    Artykuł wygląda na marną próbę wybicia się pseudo-redaktorki tak jak zrobił to pseudo-redaktor Matka Kurka pisząc o WOŚPie. Takie czasy, że byle redaktorzyna może sklecić kilka zdań które na pierwszy rzut oka wydają się być mądre i próbować zmieszać z błotem to, na co inni pracują. Rozumiem, że Pani “redaktor” wie, jak się powinno pomagać i robi to na co dzień? Zastanawiam się z iloma osobami ze Szlachetnej Paczki redaktorka rozmawiała, próbując skonfrontować swoje domysły. Pewnie z żadnym. Czekam na artykuł mówiący o tym, że wolontariusze kradną paczki do domu ;)

    • ppp

      Popłynąłeś trochę, bo Matka Kurka w swej krytyce jest przynajmniej konkretny i merytoryczny – w przeciwieństwie do autorki tego monstrum, z którego niewiele wynika poza tym, że “Szlachetna Paczka” jest strasznie złaaaa…

  • sss

    za długie, za rozwlekłe, za bardzo rozwodnione. Autorka z jednej strony szafuje słowami wytrychami typu perspektywa neoliberalna – tu jest bardzo oszczędna w słowa – z drugiej zaś zanim dojdzie do sedna wylewa potoki słów.

  • Nieneoliberał

    Jako ktoś kto nie jest bezpośrednio związany z paczką ale wie komu i jak ona pomogła a także komu nie pomogła, częściowo muszę się zgodzić z tym co Pani Górniak opisała a dokładnie z niewłaściwą pomocą jaką udzielają darczyńcy. Pani Górniak zapewne nie zdaje sobie sprawy, że część rodzin które zostają włączone do projektu mają wysokie kredyty na dom czy innego rodzaju długi które rosną. W tegorocznej akcji jeden z darczyńców pokrył prawie 50 tyś takiego kredytu. Jak dla mnie jest to pomoc która choć jednorazowa, raczej na pewno odwróci sytuację rodziny i pozwoli jej wyjść na prostą. Oczywiście to nie jedyny pozytywny przykład a i zdarzają się darczyńcy którzy potrafią wysłać śmieci danej rodzinie. Także zamiast genaralizować i krytykować działania innych, radził bym Pani redaktor włączyć się w akcję Paczki i użyć swojej wiedzy i talentów do uświadamiania i rodzin i darczyńców o tym jaka forma pomocy będzie skutecznym impulsem do wyjścia ze stany biedy.

  • nsz

    Ścierwo zwane zygmunta baumana ma zawsze rację. Tfuuu

  • Daria Magdalena Marzec

    Czy tylko mi się wydaje, że gdyby akcję organizował jakiś lewicowiec, a nie ksiądz, ze swoją prokatolicką organizacją to Szlachetna Paczka była by cacy i do rany przyłóż?! Społeczeństwo nigdy nie było jednolite, może zaskoczę Was – nigdy nie będzie i pomoc płynąca prosto z serca zawsze będzie potrzebna. I to właśnie synonimem serca, jest w nazwie tej akcji słowo “szlachetna”. Pomaganie, dobroć i szlachetność nie jest mainstreamowa tylko najzwyczajniej w świecie p o t r z e b n a. Proszę nie zapominać, że fundacja księdza Stryczka działa i pomaga przez cały rok, a nie tylko przed świętami! Pod kątem marketingowym to majstersztyk, i dobrze! Autorka tekstu porusza temat integralności społecznej… To piękna idea, ale utopijna. Integralność musi zajść najpierw w małych grupach i musi być rozpatrywana jednostkowo. Najbliższy mi przykład z własnego podwórka… Szlachetna paczka, którą organizowaliśmy wraz z przyjaciółmi – to czego dokonaliśmy w czasie 3 dni, można spokojnie nazwać cudem. W tej szarej codzienności potrzeba nam wzruszeń, także proszę wierzyć, że relacja z odbioru paczki przenika duszę i serce na wskroś.

  • m

    “-To nie ja jestem winny, to społeczeństwo jest winne!
    – W takim razie aresztujmy społeczeństwo” Monty Python

  • konto

    Chętnie posłucham pomysłów Autorki na lepszy sposób pomagania biednym. Czy dobrze rozumiem, że zdaniem Autorki “nieneoliberalne” programy wydawania przymusowo pieniędzy podatników na utrzymywanie ludzi w biedzie, to będzie prawdziwa szlachetność?

  • 100ko

    Bardzo dobry, konkretny tekst. Pani Górniak ma zupełną rację rozdzielając jasno to, co w Paczce jest wartościowe od tego, co jest wątpliwe. Robię paczki już chyba z pięć lat i z roku na rok widzę w bazie coraz więcej rodzin potrzebujących wsparcia systemowego odpowiednich instytucji, profesjonalnego sprzętu rehabilitacyjnego, czy innych form pomocy, której nie zapewni największa nawet paczka z konserwami i kocami. Taka paczka może jedynie chwilowo ulżyć w trudnościach, dać komuś trochę dobrej energii i sił, żeby dalej powalczyć z losem. Taki jedynie widzę sens tej akcji. Nikogo rzeczywiście z biedy to nie wyciągnie i mówienie, że tak jest to po prostu mijanie się ze złożoną prawdą. Ważne w tym tekście wydaje mi się jeszcze jedno – zwrócenie uwagi na to, że bieda też może mieć marketing, że biedę i pomaganie też można różnie “sprzedawać”. I nie powinno nas to w żadnym razie powstrzymywać od pomagania, ale powinno uwrażliwić na manipulacje zawarte w przekazach medialnych (szczególnie podczas akcji 1%!). To jedna z podstawowych umiejętności współczesnego odbiorcy mediów i warto poddać chwili refleksji przekazy, które odbieramy także pod tym kątem.
    Dziękuję za ten ważny tekst w czasach, kiedy tak trudno jest poddawać krytyce rzeczy działające na emocje.

  • Pingback: Pułapki szlachetnej krytyki | Magazyn Kontakt()

  • Pingback: Paczka tylko dla szlachetnych | Magazyn Kontakt()

  • Wojciech Wróblewski

    Znakomity tekst docierający do sedna problemu, a przy tym nie oferujący łatwych odpowiedzi. Zmuszający do myślenia, choć chyba nie osobę będącą przyczyną jego powstania.

  • abcd

    Niestety, ktoś tu nie rozumie podstawowej sprawy: człowiek któremu całe życie się pomaga staje się niesamodzielny, niezaradny, niezdolny do niczego. Wyręczanie ludzi z dbania o swój własny robi im wielką krzywdę. To jest tak samo jak z dziećmi żyjącymi pod kloszem, które potem w realnym świecie bez opieki rodziców nie potrafią sobie poradzić z życiowymi problemami. Nie można dziecka uczyć chodzić całe życie trzymając go by nie upadło, jeżeli samo nie nauczy się chodzić, nigdy nie stanie na nogi. Tak samo jest z ludźmi żyjącymi w biedzie. Można im pomóc, dając lepsze szanse: na edukację, znalezienie lepszej pracy itd. Ale nie można wychodzić z założenia że należy pomagać ludziom utrzymując ich, oni w ten sposób zawsze będą biedni, zależni od pomocy innych, to nie jest żadne rozwiązanie.

  • Pingback: Złota dwunastka | Magazyn Kontakt()

  • halina098j

    W tym roku wzielam udzial w SzP i to zmienilo moja opinie o biedzie i ludziach biednych bardzo mocno.Oprocz tego co przygotowalam dla rodziny zaproponowalam konkretna pomoc.Jestem pielegniarka,z racji swojej pracy zajmuje sie leczeniem ran.W paczce oprocz zyczen byl tez list do osoby ,ktora ja otrzymala.Poniewaz cierpi ona na owrzodzenia zylakowate podudzi,jest na rencie z tego powodu,niedawno tez miast przyznalo jej dlatego,ze choruje lepsze mieszkanie komunalne. Zaproponowalam jej konkretna pomoc.To schorzenie jest trudne do leczenia,ale jesli ktos bardzo sie postara to sa efekty.Pomyslalam,ze pozbycie sie problemow ze zdrowiem umozliwi tej kobiecie powrot do pracy,zmieni cos na lepsze w jej zyciu.I co? Nikt sie do mnie nie odezwal.
    Wiec jak to jest z bieda?Dlaczego ludzie nie wykorzystuja szans na zmiane?moze rola beneficjenta pomocy nie jest taka zla,nie trzeba brac za nic odpowiedzialnosci,to inni cos powinni.Czy ta Pani chce wyzdrowiec,aby pojsc do pracy.Bardzo watpie.Czy warto takim ludziom pomagac,a ona zazyczyla sobie wyposazenie tego mieszkania do ktorego bedzie sie przenosic,moim zdaniem nie.