dwutygodnik internetowy
22.12.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Żadna rodzina bez dachu nad głową

Wigilijna szopka powinna otworzyć nam oczy na skandal, którym jest to, że tak jak dzieciątko dwa tysiące lat temu, tak i dziś wiele dzieci wciąż rodzi się, żyje i umiera bez dachu nad głową.


W bożonarodzeniowym wydaniu naszego tygodnika znajdą Państwo także teksty Wacława Oszajcy SJ, Marty Woźniak i Karola Kleczki. Autorką wszystkich ilustracji w wydaniu jest Anna Libera.

Wieczór przy wigilijnym stole, kolędy, obfite potrawy, prezenty, ale również doświadczenie rodzinnego ciepła i czas spędzany z najbliższymi, wolniej niż wśród licznych obowiązków codzienności. Przede wszystkim to kojarzy się wielu z nas z tym specyficznym okresem Bożego Narodzenia. Takie święta odbieramy w kontraście do naszej codzienności, wypełnionej wiadomościami o wojnach, katastrofach, o głodzie i niesprawiedliwości społecznej, ale również w opozycji do naszych codziennych zmartwień o pracę lub jej brak; do życia w społeczeństwie, w którym panują konkurencja, wyścig o zdobycie pieniędzy, karierę. Przypominają nam one trochę o naszej cichej tęsknocie za lepszym życiem w lepszym świecie.

Początki w Betlejem

Czasem trudno nam o trzeźwe spojrzenie na biblijny tekst, tak bardzo kojarzy się on już z szopką, kolędami, całym folklorem świątecznym. Ale jednak wydarzenia przedstawione w opisie Ewangelii św. Łukasza same w sobie wcale nie dają powodów do zbyt ckliwych lub romantycznych uniesień: kraj pod okupacją rzymską, spis ludności służący do bardziej efektywnego ściągania podatków (szczególnie wobec biedy izraelskiej ludności były one olbrzymie, co stanowiło bardzo poważny problem społeczny) i rozgrywająca się na tym tle dramatyczna historia biednej rodziny; młodej kobiety w wysoko zaawansowanej ciąży, zepchniętej na margines społeczny, rodzącej dziecko, które zostanie później nazwane Mesjaszem, Synem Bożym; w skrajnej nędzy, wśród bydła i pasterzy, a więc ludzi z najniższych klas społecznych. Czy wszystko to nie wydaje się nagle bardzo bliskie rzeczywistości, z którą konfrontują nas codzienne wiadomości płynące z mediów?

Jezus Chrystus: jednym z ubogich

Biblijne opowiadanie o Narodzeniu Jezusa będziemy w stanie zrozumieć jedynie w kontekście całej Ewangelii św. Łukasza. Poprzedza je śpiew Maryi wielbiącej Boga, który „strąca władców z tronu” i „bogatych z niczym odprawia”. Jezus i jego Matka nie przychodzą do biednych ze swego niebieskiego Królestwa, po to by zawstydzić bogaczy nieprzejmujących się dobrami duchowymi. Nie, sami należą do najbiedniejszych i to właśnie wśród im podobnych rozgrywa się tajemnica wcielenia: w biednym dziecku z rodziny bez dachu nad głową, Jak wyznajemy, Bóg staje się człowiekiem.

Całe życie Jezusa będzie się rozgrywało właśnie tutaj: perspektywa tych, którzy stoją na dole piramidy społecznej, jest perspektywą, z której działa i naucza Jezus. Do tych biednych, prostych ludzi będzie mówił o Królestwie Bożym, o nadziei na koniec ucisku i na życie w sprawiedliwości, która może spełnić się tu i teraz. Ta perspektywa powinna więc być przewodnia dla każdego chrześcijanina, i przez jej pryzmat powinno się oceniać sytuacje społeczną i polityczną: czy dane działania ukierunkowane są na to, aby najbiedniejsi mogli żyć lepiej, sprawiedliwej? Czyim interesom służą przede wszystkim? Opcja na rzecz ubogich, o której mówi teologia wyzwolenia, staje się z tej perspektywy czymś innym niż działania czysto charytatywne: jest kryterium tego, po której stronie chcemy stać; dla kogo, z kim i o co walczyć.

Papież Franciszek: Biedni nie czekają, chcą być protagonistami

O wszystkim tym niezwykle trafnie przypomniał Papież Franciszek w czasie przemówienia skierowanego do uczestników światowego spotkania ruchów społecznych w październiku tego roku. Sam fakt, że doszło do takiego spotkania, jest już godny wspomnienia, niecodziennie ruchy społeczne spotykają się właśnie w Watykanie. Jeszcze bardziej zastanawiający i ciekawy jest tekst przemówienia Papieża, który zachęca do refleksji nie tylko nad nauczaniem społecznym Kościoła, ale nad samą istotą i przesłaniem Ewangelii.

Papież Franciszek podkreśla, że biedni nie są jedynie tymi, którzy cierpią wskutek panującej niesprawiedliwości, ale również tymi, którzy ją zwalczają. Według niego czynią to praktykując szczególną formę solidarności istniejącą właśnie wśród ubogich. Solidarność ta pozwala im opuścić role biernych obiektów cudzej dobroczynności i stać się grupą aktywnie zaangażowaną na rzecz zmiany struktur politycznych i społecznych. „Biedni nie zadowalają się iluzorycznymi obietnicami, wymówkami i alibi” – jak mówi Papież – „nie mogą czekać z założonymi rękoma na pomoc ze strony organizacji pozarządowych i rozwiązania, które nie nadchodzą, a jeśli przyjdą, to są niebezpieczne, bo ich celem jest uśpienie lub oswojenie”.

Nie chodzi więc jedynie o to, by Kościół czy chrześcijanie na święta obdarzyli współczuciem lub doraźną pomocą materialną tych najuboższych. Chodzi o to, by przesłanie Jezusa rodzącego się wśród najuboższych, jako jednego z nich, odmieniło nasze spojrzenie na rzeczywistość, w której żyjemy, na struktury gospodarcze, społeczne i polityczne, mobilizując nas do zaangażowania po stronie tych, którzy w różny sposób walczą o ich zmianę. Papież wyraża to w następujący sposób: „Biedni nie czekają, chcą być protagonistami, organizują się, uczą, pracują, protestują i przede wszystkim działają w duchu szczególnej solidarności, jaka panuje między tymi, którzy cierpią, między ubogimi, o której nasza cywilizacja zdaje się zapominać lub pragnie to zrobić”. Nie tylko więc fakt bycia biednym, pozbawionym dachu nad głową, nawiązuje tu do historii świętej Rodziny, ale i to że Maryja, Józef i Jezus są takimi biednymi, którzy wychodzą z cienia, z marginesu społecznego, o którym świat, tak samo dzisiaj jak 2000 lat temu, stara się zapomnieć. Stają się oni protagonistami historii.

Solidarność – centralne przesłanie Bożego Narodzenia

O co więc walczą dziś biedni zaangażowani w ruchy społeczne? Papież Franciszek podsumowuje to w prostych słowach: „żadna rodzina bez dachu nad głową, żaden rolnik bez ziemi, żaden pracownik bez praw, żadna osoba bez godności pracy”. O tych prawach Papież mówi jako o prawach świętych, stanowiących centrum całej Ewangelii. Ich urzeczywistnienie powinno być konsekwencją praktyczną wypływającą z miłości do ubogich.

Słowo miłość czasami może być tu źle zrozumiane, gdyż w naszej kulturze kojarzy się często z romantycznym uczuciem, ze sferą emocji i miłosnych wyznań. Papież więc odwołuje się do innego słowa, czasem może lepiej oddającego sens tego, co Biblia ma na myśli, kiedy mówi o miłości Boga do swojego ludu czy o miłości bliźniego. Tym słowem jest solidarność.

Solidarność to – przywołując ponownie słowa Papieża – „coś znacznie więcej niż sporadyczne akty wielkoduszności. Oznacza myślenie i działanie na rzecz wspólnoty, [przekonanie] że życie wszystkich jest ważniejsze od akumulacji dóbr przez nielicznych.” Dlatego wyrazem solidarności jest walka z strukturalnymi przyczynami ubóstwa, którymi według Papieża są „nierówność, brak pracy, ziemi i domów, odmawianie praw społecznych”. W ten sposób być solidarnym to „konfrontować się z destrukcyjnymi konsekwencjami imperium pieniądza”, wśród których Papież wymienia przymusową migracje, handel żywym towarem, wojny i przemoc. Solidarność z tymi, których w pierwszej kolejności dotykają konsekwencje tych zjawisk, wymaga od nas wspólnego z nimi przeciwstawienia się imperium pieniądza, a także walki o strukturalne przemiany.

Przyglądanie się szopce powinno więc otworzyć nasze oczy na skandal, którym jest to, że nie tylko Dzieciątko narodzone 2000 lat temu, ale i wiele dzieci dziś, rodzi się, żyje i umiera bez dachu nad głową, nękanych przez głód i skrajne ubóstwo. Powinno zachęcać nas do budowania nowego porządku społecznego i gospodarczego, w którym – inaczej niż niegdyś w Betlejem – jest miejsce dla wszystkich wykluczonych przez panujący system.

Blask świąt i trudy codzienności

Papież przypomina przedstawicielom ruchów społecznych, ale i nam wszystkim, że Ewangelia jest pięknym, „można by powiedzieć rewolucyjnym” programem działania dla wszystkich chrześcijan. Ma on służyć przemianie systemu ekonomicznego, który wytwarza biedę i przemoc dotykającą wielką liczbę ludzi na świecie, który wytwarza coraz to nowe konflikty zbrojne i przynosi ze sobą zniszczenie i śmierć.

Przyjście na świat Jezusa Chrystusa dla nas chrześcijan jest znakiem nadziei na przełamanie mocy śmierci. Nadzieję tę świętujemy, o niej śpiewamy, o niej mówią teksty biblijne i teksty liturgii. Świąteczna radość jedynie wtedy nie okaże się jednak pusta i ulotna, jeśli nauczymy się przekładać ją na konkretne formy działania i włączania się w proces przemian społeczno-politycznych. Wymaga to od nas codziennego otwierania oczu: gdzie w naszym otoczeniu dostrzegamy skutki działania imperium pieniądza? Gdzie widzimy ruchy w imię solidarności z ubogimi angażujące się w przemianę struktur polityczno-społecznych? W jaki sposób takie zaangażowanie może stawać się centrum wspólnot chrześcijańskich, w których żyjemy?

Na wszystkie te pytania brak na pewno szybkich i prostych odpowiedzi. Zachęcają nas one jednak do wyruszenia w drogę nie pojmowaną jako trud indywidualny, ale jako budowanie na nowo naszej chrześcijańskiej wspólnoty, w centrum której stać będzie solidarność z najuboższymi. Droga Jezusa, droga nauczania o zbliżaniu się Królestwa Bożego, królestwa sprawiedliwości, rozpoczyna się w Betlejem. Każde Boże Narodzenie może być dla nas zachętą, aby jeszcze głębiej starać się naśladować na tej drodze Mistrza, za którym idziemy.

Niech więc dzielenie się opłatkiem przy wigilijnym stole uczy nas dzielić nasze troski i radości wśród codziennych trudów budowania królestwa sprawiedliwości. Niech zachęca nas do solidarności z najuboższymi i przemiany struktur społecznych i gospodarczych, w których żyjemy. Niech napełnia nas nadzieją na świat, w którym wszyscy będą mogli żyć pełnią życia!