dwutygodnik internetowy
24.06.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pracuj całą dobę

Taktyka wspierania wyłącznie jednej grupy społecznej cementuje w Polsce szalony kapitalizm, który na zasadzie walca „rozgniata” kolejne sfery życia społecznego i ekonomicznego. Uśmiechnięte twarze akuszerów polskiej transformacji w pewnym momencie doprowadzą do wybuchu społecznego niezadowolenia. Strajk to w końcu powstanie z kolan.

Ilustr.: Antek Sieczkowski

Taktyka wspierania wyłącznie jednej grupy społecznej cementuje w Polsce szalony kapitalizm, który na zasadzie walca „rozgniata” kolejne sfery życia społecznego i ekonomicznego. Uśmiechnięte twarze akuszerów polskiej transformacji w pewnym momencie doprowadzą do wybuchu społecznego niezadowolenia. Strajk to w końcu powstanie z kolan. 

 

Ośmiogodzinny dzień pracy jest mitem – osoby podpisujące tzw. umowy śmieciowe, których według doniesień jest w Polsce 20,9% wszystkich pracujących, często spędzają w miejscu zatrudnienia kilkanaście godzin. Nie mają też możliwości skorzystania z płatnego urlopu, nie przysługują im świadczenia zdrowotne, nie mogą liczyć na płatne nadgodziny, a tradycyjny podział na sferę pracy i wypoczynku stracił na znaczeniu, ponieważ nagminną praktyką jest przenoszenie obowiązków zawodowych do domu. Liczba prekariuszy rośnie z miesiąca na miesiąc, a Platforma Obywatelska, zamiast promować progresywne zmiany kodeksu pracy, które stawiałyby na pierwszym miejscu interes pracowników, wydłuża okres rozliczeniowy czasu pracy z 4 do 12 miesięcy, tym samym narażając Polaków na nadużycia pracodawców.

Jak możemy bowiem przeczytać na portalu lewica.pl, „zgodnie z projektem pracodawca, mając mniej zleceń, będzie mógł ograniczyć czas pracy pracowników np. do 2 godzin dziennie. Kiedy pojawi się więcej zamówień, załoga zostanie w pracy dłużej – na przykład 13 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu. Ważne, żeby wszystko sumowało się w 12-miesięcznym okresie rozliczeniowym. Jedyne ograniczenie tygodniowego czasu pracy wynika z odrębnych przepisów, które dają pracownikowi możliwość odpoczynku 11 godzin na dobę, a do tego 35 godzin tygodniowo. Jednym z efektów wprowadzenia wydłużonego okresu rozliczeniowego będzie możliwość czasowego obniżania wynagrodzenia. Wprowadzenie w życie nowych rozwiązań spowoduje, że w ramach wydłużonych okresów rozliczeniowych zniknie wypłacanie pracownikom dodatkowego wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych. Gdy zatrudnieni będą pracować 12 godzin dziennie, ich pensje nie zmienią się. Tymczasem w okresie braku zleceń, pracownicy mają otrzymywać jedynie płacę minimalną”.

 

Związki zawodowe zwracają też uwagę, że obecna nowelizacja Kodeksu Pracy jest niezgodna z dyrektywą Parlamentu Europejskiego z 2003 roku o niektórych aspektach organizacji czasu pracy. Dokument nie stwarza możliwości wydłużenia czasu rozliczeniowego powyżej 4 miesięcy. A wprowadzony zapis przewiduje, że okres rozliczeniowy będzie można wydłużyć, „jeżeli jest to uzasadnione przyczynami obiektywnymi lub technicznymi, lub dotyczącymi organizacji pracy”. Enigmatyczny zapis może doprowadzić do zmuszania pracowników do wykonywania bezpłatnej pracy.

Powodem wprowadzenia nowelizacji jest kryzys ekonomiczny – rząd ma pomóc przedsiębiorcom przejść suchą nogą przez morze zawirowania światowych rynków. Taktyka wspierania wyłącznie jednej grupy społecznej cementuje w Polsce szalony kapitalizm, który na zasadzie walca „rozgniata” kolejne sfery życia społecznego i ekonomicznego. Uśmiechnięte twarze akuszerów polskiej transformacji (nie oszukujmy się – ona nadal trwa; nie jesteśmy nawet w przedsionku nowoczesności) w pewnym momencie doprowadzą do wybuchu społecznego niezadowolenia. Strajk to w końcu powstanie z kolan.

 

PS Robert Mazurek: Pytam, dlaczego oni [oburzeni] was nie słuchają. I nie chcą iść na barykady, a w każdym razie wybrać lewicy.
Kinga Dunin: Pamiętam zebrania Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w Łodzi w maju, czerwcu 1980 roku, na którym była pełna sala, bo występowała Jadwiga Staniszkis, która powiedziała, że w Polsce nie ma żadnego potencjału rewolucyjnego i nic tu się nie wydarzy. („Rzeczpospolita” z 15-16 czerwca 2013)

 

Przeczytaj inne teksty Autora.

  • Stanisław

    To jest wyłącznie punkt widzenia pracobiorcy. A ja mam pytanie jak pokonać azjatycką konkurencje, bo to ona kryzys / bezrobocie na zachodzie powoduje (USA/UE). Przedsiębiorca wszystkie koszty, także pracy musi w cene wliczyć. Skutek: chińska patelnia teflonowa kosztuje w Tesco 10zł. Podobna z Tefalu 110 zł. Jeśli we wszystkim tę konkurencje przegramy, to pracobiorcy będą mieli wyłącznie wolny czas. Tylko niektórzy będą mieli szansę zostać kustoszami muzeum zwanego Europą.

  • Apasz Stasiek

    Bardzo słuszne podejście, obawiam się tylko, że autor (nie do końca celowo?) zreprodukował w zdaniu “(…) nie jesteśmy nawet w przedsionku nowoczesności” liberalną wizję “doganiania” zachodu.

  • Ignacy

    Co za demagogiczny i nierzetelny artykuł!

    Nieprawdą jest, że pracownikom będzie można zmniejszyć wynagrodzenie dzięki dłuższym okresom rozliczeniowym – jeśli w jakichś miesiącach pracują mniej, otrzymują proporcjonalnie niższą pensję, podobnie jeśli pracują więcej. Tak samo jest w dotychczasowym systemie. Co więcej, nowelizacja wprowadza wypłatę płacy minimalnej gdy inne wynagrodzenie nie przysługiwałoby – czyli można by zakładać, że w takich sytuacjach łączne wynagrodzenie pracownika wzrośnie (liczone w całym okresie rozliczeniowym).

    Autor nie wspomina też, że wydłużenie okresu rozliczeniowego musi być uzgodnione ze związkami zawodowymi bądź przedstawicielami pracowników, musi być też zgłoszone do inspekcji pracy – nie ma więc tu mowy o niewolnictwie.

    Twierdzenie, że jest to rozwiązanie jest wspieraniem tylko jednej grupy społęcznej jest absurdalne. Brak pomocy dla przedsiębiorców nie wpłynie w żaden sposób korzystnie na pracowników. Natomiast zmiany w czasie pracy ustalane wspólnie przez pracowników i pracodawców mają sens – w Polsce dialog pracownicy-pracodawcy jest bardzo nieefektywny.

    Nieprawdziwe jest też stwierdzenie, że nowelizacja jest sprzeczna z dyrektywą unijną. Warto w tym celu przeczytać przywoływane teksty, a nie tylko powtarzać czyjeś nieprawdziwe stwierdzenia. Artykuł 19 dyrektywy pozwala na wydłuzenie czasu pracy do 12 miesięcy, w takich okolicznościach jak opisane w ustawie. W uzasadnieniu do ustawy jest to też wyjaśnione.

    http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/84960/85023/dokument64482.pdf?lastUpdateDay=28.06.13&lastUpdateHour=18%3A36&userLogged=false&date=pi%C4%85tek%2C+28+czerwiec+2013

    http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=DD:05:04:32003L0088:PL:PDF

    Przykre, że tu ukazał się taki tekst.

    Ignacy

  • radeks11

    Jezu co za bełkot. Zwłaszcza początek – jakbym cofnął się w czasie albo oglądał film Barei czy. Autorze – idź, załóż własną firmę, zaryzykuj swój majątek i zatrudnij pracowników a dopiero potem napisz, że stosowana jest taktyka wspierania tylko jednej grupy społecznej. Jak już zobaczysz jak “wspierany” jest mały biznes.

    Chciałbym zauważyć, że MSP jest największym pracodawcą i ponosi największe ryzyko a mimo to przez prawo nie jest wspierany prawie wcale. Jakakolwiek zmiana luzująca kodeks pracy i pozwalająca tym, którzy dają pracę przetrwać trudny okres jest traktowana jak zamach stanu.

  • Piotrek

    Widzę, że według osób, które komentują artykuł interes pracodawcy jest ważniejszy od tego, że niektórzy ludzie wyrabiają nadgodziny charytatywnie. To zwykłe złodziejstwo. Ja w tym burdelu nie widzę przyszłości ani chęci poprawienia czegoś.

    • ziomal

      komentatorzy 25 lat temu naoglądali się Dynastii i dalej wierzą, że po zbudowaniu “prawdziwego kapitalizmu” będą żyć jak Carringtony