dwutygodnik internetowy
28.10.2013
magazyn papierowy


Chleba naszego powszedniego…

Żyjemy w świecie, w którym powoli naczelnym problemem związanym z wyżywieniem, staje się to, jak zrzucić dodatkowe kilogramy. Nikt z nas nie wie, czym jest prawdziwy głód, nikt z nas nie potrafi sobie nawet go wyobrazić.


 
Chciałbym Ci zadać pytanie z serii tych egzystencjalnych: czy wiesz, co to jest „noma”?
Nie wiesz? Ja też do niedawna nie wiedziałem.
 

***

 
Każdy z nas posiada w jamie ustnej niezliczoną ilość mikroorganizmów, zazwyczaj nie są to najprzyjemniejsze bakterie. Spokojnie, nie ma powodu do obaw, nam nic nie grozi. Jeżeli się dobrze odżywiamy i regularnie myjemy zęby, zdolności immunologiczne naszego organizmu bez jakiegokolwiek problemu zwalczają owe bakterie.
 
Nie wszyscy jednak mogą czuć się równie bezpiecznie jak my – zagrożone są dzieciaki cierpiące na długotrwały głód lub niedożywienie. Im słabszy jest ich system immunologiczny, tym bardziej patogenna staje się bakteryjna flora ich małych buź. Wątłe i niedożywione ciałka zaczynają przegrywać wojnę z bakteriami, rychło pojawiają się owrzodzenia i zapalenie dziąseł. Na tym etapie wojnę da się jeszcze wygrać, wystarczy zacząć serwować im pożywny pokarm i dezynfekować usta. Zanim się obejrzymy, wzmocniony w ten sposób organizm nabierze sił do walki i pokona bakteryjnego wroga. Sytuacja znacznie pogorszy się, jeżeli przez kilkanaście dni w codziennej diecie dziecka brak będzie kalorii, witamin i składników mineralnych. Owrzodzenia przekształcą się w krwawiące rany, zapalenie dziąseł w martwicę, mały człowiek zacznie gorączkować. Wtedy to, poza zdrowym odżywianiem, trzeba rozpocząć kurację antybiotykową. Jej koszt to około 3 euro – dla milionów ludzi na świecie stanowi to barierę nie do przeskoczenia.
 
Jeżeli rodzicom nie uda się zebrać 3 euro lub zbagatelizują sytuację, sprawa wydaje się być już przesądzona. Dziecięca twarzyczka szybko puchnie, martwica zaczyna się rozprzestrzeniać. Z czasem choroba zżera usta, potem zanikają policzki, na twarzy pojawiają się dziury, wraz ze zniszczeniem kości oczodołu zapadać zaczynają się oczy. Efektem okropnej deformacji twarzy jest szczękościsk, dziecko nie jest w stanie powiedzieć już ani słowa, aby je nakarmić rurką, trzeba mu wybić zęby. Szybko pojawia się gangrena, ropnica, krwawa biegunka, zapalenie płuc. Gdy minie 5 tygodni od pierwszej afty, nie żyje już czworo na pięć chorujących dzieciaków. Każdego roku umiera w ten sposób 120 tysięcy małych ludzi, którzy nie skończyli jeszcze szóstego roku życia. Z kolei żywot tych, którym udało się przeżyć, będzie już na zawsze naznaczony stygmatyzacją społeczną wynikającą ze zniekształcenia twarzy.
To jest właśnie „noma” (cancurum oris) – choroba będąca następstwem głodu.
 

***

 
O czym może świadczyć nasz brak świadomości, że istnieje choroba taka jak noma? O czym świadczyć może to, że nie mamy pojęcia, czym jest inna choroba głodowa, czyli kwashiorkor? A to, że nie wiemy, iż w ludzkim organizmie neurony kształtują się od momentu urodzenia do około piątego roku życia i jeżeli w tym czasie dziecko nie będzie regularnie otrzymywać odpowiedniej ilości jedzenia, ma wielką szansę pozostać do końca życia, mniej lub bardziej upośledzone? Oto jeden z najokropniejszych mechanizmów reprodukcji pokoleń nędzy.
 
Przykre pytania bardzo często rodzą przykre odpowiedzi. Niewiedza, czym jest „noma”, to zwykłe ignoranckie świadectwo naszego dostatku, symbol skrajnego charakteru globalnych nierówności, zarówno w wymiarze materialnym, jak i tożsamościowym. Owa niewiedza odsłania w pełnej krasie charakter naszego bytu, który, jak zauważył klasyk, określa naszą świadomość. Żyjemy w świecie, w którym powoli naczelnym problemem związanym z wyżywieniem staje się to, jak zrzucić dodatkowe kilogramy. Nikt z nas nie wie, czym jest prawdziwy głód, nikt z nas nie potrafi sobie nawet go wyobrazić. A jeżeli czegoś nie znamy, to diabelnie trudno uruchomić jakiekolwiek pokłady empatii wobec tych, których brak pokarmu jest chlebem powszednim.
 

***

 
Przez cały XIX i połowę XX wieku ideologia malthuzjańska (głód jako element naturalnej selekcji, wręcz dziejowa konieczność) siała swoiste spustoszenie w świadomości sytych decydentów. Thomas Malthus, przeciwnik jakiejkolwiek pomocy ludziom głodującym, odsunął swoimi teoriami jakiekolwiek brzemię odpowiedzialności moralnej od mieszkańców Zachodu. Wielkie przebudzenie świadomości nastąpiło dopiero po doświadczeniach II wojny światowej. Na fundamentach „nigdy więcej”, czyli niepodważalnego punktu wyjścia, głoszącego, że wszyscy ludzie są sobie równi, Josue de Castro, brazylijski badacz głodu, tchnął w myśl społeczną zupełnie inną perspektywę. To wtedy prawo do wyżywienia uznano za jedno z praw człowieka.
 
Tylko co z tego. Współczesne rolnictwo na świecie mogłoby zapewnić żywność dla 12 mld ludzi – czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie żyje nas na tej planecie – a miliard nadal głoduje. Najwyższa pora potrząsnąć sumieniami – jesteśmy pozbawieni jakiejkolwiek wymówki.  Najwyższa pora uprzytomnić sobie również, że głód bierze się z prowadzonej przez człowieka polityki, a zatem może być także przez człowieka pokonany. Oczywiście, wiele różnych czynników, w tym te naturalne, mają wpływ na geografię głodu, jednakże w dzisiejszych czasach jest on przede wszystkim kwestią polityczną. Zwłaszcza głód strukturalny, wynikający z tego, jak zorganizowana jest produkcja.
 
Nasz brak wiedzy, świadomości i empatii sprawia, że dzień w dzień odwracamy wzrok od masowej zagłady. Co 5 sekund z głodu umiera dziecko poniżej dziesiątego roku życia. Czy nasza obojętność nie czyni nas współwinnymi?
 

***

 
Często można usłyszeć optymistyczne dane. Raporty wskazują, że od dwóch dekad spada odsetek głodujących (z 20% ludności świata, do 16%). To tylko część prawdy. Wraz ze wzrostem demograficznym na świecie, liczby bezwzględne głodujących rosną (z 827 milionów do ponad 900 milionów). To sprawia, że popularne w Ameryce Południowej przysłowie jest wciąż aktualne: „Stół biedaka jest ubogi, ale łoże ubóstwa jest płodne”.
 
Ponad 900 milionów to nie wszystko – ta przerażająca liczba jest niedoszacowana. Zawiera się w niej wyłącznie liczba ofiar niedożywienia ilościowego (deficyt kalorii), nie znajdziemy w niej ofiar niedożywienia jakościowego (niedobór mikroelementów, witamin). W tym drugim przypadku, gdy organizm człowieka nie otrzymuje potrzebnych do życia mikroelementów, ciało ofiary powoli słabnie, jej duch wygasa. Głodujący jakościowo nie umierają „efektownie”, niczym dzieci chore na nomę, ich problem jest bardziej niewidzialny, dużo trudniej go zdiagnozować, często nawet nie wiadomo, że umarli z głodu.
 

***

 
W doskonałej serii książek biblioteki Le Monde Diplomatique, pojawiła się ostatnio bardzo ważna pozycja, dzięki której dowiedziałem się, czym jest „noma”. Najnowsza książka Jeana Zieglera, szwajcarskiego socjalisty, nosi tytuł: „Geopolityka głodu. Masowa zagłada”. Trudno o lepsze źródło informacji. Jean Ziegler, profesor paryskiej Sorbony i uniwersytetu w Genewie, przez dziewięć lat pełnił funkcję Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Prawa do Wyżywienia oraz członka Komitetu Doradczego Rady Praw Człowieka ONZ. Przez ten okres odwiedził niezliczoną ilość głodujących na całym świecie, zapoznał się z niezliczoną ilością raportów i konkretnych ludzkich przypadków oraz nadepnął na odcisk wielu rządom, korporacjom i instytucjom międzynarodowym.
 
Ta doskonale napisana książka jest czymś więcej niż zbiorem olbrzymiej ilości przykładów, danych statystycznych, nazwisk polityków, nazw instytucji i firm oraz procesów ekonomicznych i ideologicznych odpowiedzialnych za masową śmierć głodową. Przede wszystkim jest ona potężnym aktem oskarżenia wobec możnych współczesnego świata, ale i po części wobec nas wszystkich. Z każdą kolejną stroną, trzeba się wzmagać z własnym wstydem wynikającym z bezczynności. A wstyd jest – jak zauważył cytowany już tu Karol Marks – uczuciem rewolucyjnym. Oby.
 

***

 
Jean Ziegler miota oskarżenia w wielu kierunkach. Wskazuje na przykład na to, że obecnie 200 największych przedsiębiorstw rolno-spożywczych kontroluje czwartą część światowych zasobów produkcyjnych. Korporacje te, osiągając gigantyczne zyski, dysponują rezerwami finansowymi znacznie przewyższającymi zasoby większości państw, na terenie których działają. Zwraca uwagę  także i na to, że 10 przedsiębiorstw kontroluje trzecią część rynku nasion oraz 80% rynku pestycydów na świecie. Przy czym, wszystkie te firmy łożą gigantyczne pieniądze na instytucje wspierające mit wolnego handlu – mimo, że wolny handel zakłada przecież konkurencję. Nie w tym przypadku. Słowo monopol nie oddaje już nawet charakteru działalności tych firm, ONZ zaczął je w swoich raportach nazywać oligopolem.
 
Dostaje się też wielu innym podmiotom. Między innymi pracodawcy Zieglera – czyli ONZ – za program „Oil for Food” w Iraku, WTO za próbę wstrzymania rozdawania krajowych nadwyżek żywnościowych w szpitalach, obozach dla uchodźców czy miejsc katastrof naturalnych, pod pozorem zakłócania równowagi cen na „wolnym rynku”. Ziegler bardzo krytycznie wskazuje również na problem spekulacji na rynku produktów rolnych. Fundusze spekulacyjne, które w czasach ostatniego kryzysu porzuciły instrumenty finansowe na rzecz podstawowych produktów żywnościowych nazywa spekulantami śmierci. Jasno wskazuje, że traktowanie przez spekulantów podstawowych produktów żywnościowych – takich jak ryż, kukurydza, pszenica – w ten sam sposób jak wszystkie inne produkty, odpowiada za wzrost cen żywności na świecie w ostatnich latach. Przeciwstawiając się ideologii wolnego rynku w tym przypadku, twierdzi, że trzeba natychmiast i całkowicie zaprzestać spekulacji na podstawowych artykułach spożywczych.
 
Dużo miejsca Jean Ziegler poświęca również biopaliwom. „Pojemność baku średniego samochodu na bioetanol to 50 litrów. Dla wyprodukowania 50 litrów bioetanolu trzeba spalić 358 kilogramów kukurydzy.”  Meksykańskiemu lub zambijskiemu dziecku taka ilość pozwoliłaby przeżyć rok. Warto  zastanowić się, czy produkowanie biopaliw z jadalnych roślin, podczas gdy miliard ludzi głoduje, nie jest przypadkiem zbrodnią? Takich pytań i przykładów pojawia się w „Geopolityce głodu” bardzo wiele. Na pewno nie jest to książka delikatna. I w tym jej wartość.
 

***

 
Powróćmy do pytania sprzed kilku akapitów – czy nasza bezczynność w sprawie głodu na świecie czyni nas współodpowiedzialnymi? Sądzę, że pytanie o „nomę” wskazuje na pierwszy krok, który powinniśmy podjąć. Skoro nie doświadczyłeś głodu, tym większą pracę domową masz do odrobienia. Zacznij się tym tematem interesować, sięgać do świadectw, źródeł, raportów. Książka Jena Zieglera może w tym pomóc, ale na pewno nie można na niej poprzestać. Należy poznawać różne perspektywy i w codziennym życiu przyczyniać się do tego, by co pięć sekund nie umierało na świecie dziecko. N­ie zapominaj – głód to przede wszystkim sprawa polityczna. A zatem masz na nią wpływ.
 

Jean Ziegler. Geopolityka głodu. Masowa zagłada. Książka i Prasa. 2013. 370 stron.
 
 
 

Wszystkie oczy na południe! Zapraszam do czytania pozostałych tekstów z odsłony poświęconych pomocy charytatywnej i rozwojowej – wywiadu o pożądanych odpowiedziach na problem pomocy Cohen: Dobroczynność nie zastąpi polityki oraz rozmowy o budowaniu studni w Afryce Somalijczycy wołają mnie po imieniu.