dwutygodnik internetowy
07.01.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Byłoby lepiej, gdybyś się nie narodził

Ratzinger odrzuca dokonania współczesnej teologii, koncentrując się na zbudowaniu pomostu pomiędzy wiarą a nauką teologiczną. Skutkuje to jednak stworzeniem atmosfery braku pluralizmu: papież twierdzi, że nie zgadza się z różnymi teologami, jednocześnie nie przedstawiając argumentów.

Skoro już mamy mówić o wierze (…), to powiedzmy, że wydaje się nam rzeczą absolutnie niemożliwą wiara w zmartwychwstanie ukrzyżowanego”. Dopowiadając, za Alainem Badiou, od siebie – sprawą absolutnie niemożliwą jest zajmowanie się dzieciństwem Jezusa bez oparcia w dokonaniach współczesnej teologii. A to właśnie zrobił Joseph Ratzinger w swojej najnowszej książce Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo.

 

Próba przełożenia opowieści papieża na język, który został zaproponowany przez francuskiego filozofa, wydaje mi się ciekawy: odrzucam więc całą baśniowość historii Jezusa z Nazaretu, a skupiam się na uniwersalnym przekazie Ewangelii. Szerokim łukiem omijam rozważania Ratzingera o niepokalanym poczęciu, gwieździe, mędrcach ze wschodu, proroczych snach Józefa, obecności zwierząt w grocie (co ciekawe – ostatni wątek wywołał falę oburzenia wśród mieszkańców Europy; zarzucali papieżowi odarcie Bożego Narodzenia z ważnego mitu). Ratzinger próbuje udowodnić, że narodzenie Jezusa stało się wypełnieniem Starego Testamentu – czyni to głównie omawiając Ewangelię Mateusza. Wpada przy tym w pułapkę konserwatywnego odczytania opowieści: przedstawia koncepcję Jezusa wypracowaną w ramach pierwotnego chrześcijaństwa. Świadczą o tym cytaty: „W każdym razie był [Łukasz] jeszcze bliżej źródeł i wydarzeń, niż my – mimo całej historycznej erudycji – możemy sobie do tego rościć pretensje” oraz w innym miejscu, pisząc o przedstawicielach współczesnej egzegezy, którzy uważają narodzenie Jezusa w Betlejem za teologiczne opracowanie historii na kanwie obietnic: „Jeżeli trzymamy się źródeł i nie powołujemy się na własne pomysły, jasne pozostaje, iż Jezus narodził się w Betlejem, a dorastał w Nazarecie”.

Jaki jest sens owego zacietrzewienia Ratzingera? Dlaczego odrzuca dorobek współczesnej egzegezy? Na to pytanie raczej nikt nie zna odpowiedzi. Tomasz Polak w głośnym tekście Spór o Jezusa. Spór o realność zadał podobne pytanie Benedyktowi: „co każe komuś pomijać rzeczy, które dla sporu przezeń prowadzonego są tak istotne. Skoro rysuje alternatywę z pominięciem takich elementów, a nie może (a przynajmniej powinien, biorąc pod uwagę stopień swojego fachowego przygotowania) o nich nie wiedzieć, dokonuje albo świadomego fałszerstwa, albo trudno zrozumiałego zafałszowania swojego własnego obrazu wiedzy koniecznej, by podejmować temat, który podejmuje. Jedno i drugie powinno budzić istotne pytania”. Nawet jeżeli głównym zadaniem książki Ratzingera miała być ewangelizacja zlaicyzowanej Europy – przypomnienie o jej korzeniach itd. – to nie można zapominać, że jej odbiorcy nie zastanawiają się na co dzień nad tym, czy przy narodzeniu Jezusa pojawili się mędrcy ze Wschodu. Ten element opowieści jest drugoplanowy. Nieważny.

 

W podobnym do Polaka tonie wypowiada się prof. Tadeusz Bartoś w wywiadzie przeprowadzonym przez Cezarego Michalskiego: „W teologii współczesnej, którą on zwalcza, konieczna jest na przykład zgoda na pewną metaforyzację, np. na metaforyzację prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa. Nie powinno nas obrażać, że mówimy o symbolu. To powstawało w innym momencie, teraz my żyjemy jednak w nieco innym czasie, kiedy nie używamy już tego typu języka. I teologia musi podjąć nad tym refleksję, musi się zastanowić nad statusem tego, czym jest religijność, czy w ogóle coś przetrwało religijnego, a jeśli tak, to w jaki sposób i w jakich formach w tym odczarowanym, współczesnym świecie. Nie jesteśmy przecież Żydami z pierwszego wieku, więc musi się dokonać jakiegoś przekładu. Przynajmniej przy założeniu hermeneutyczności, bo to zawsze jest przecież nałożenie się interpretacji, my nie odkrywamy żadnego pierwotnego znaczenia, bo my tu jesteśmy jako myślący, mówiący, inaczej upodmiotowieni. W związku z czym nie ma żadnej niezmiennej ponadczasowej doktryny. Dzieje się historia, historia zbawienia, w bardzo odmiennych epokach. Dostęp do wiecznej i niezmiennej doktryny jest fantazją, myśleniem życzeniowym, uzurpacją, bo ta jest jedynie możliwa, zgodnie z katolicką doktryną, jedynie w Bogu. A ludzie tworzą sobie obrazy, odzwierciedlenia, przybliżenia”.

Tak, jak napisałem wcześniej – Ratzinger odrzuca dokonania współczesnej teologii, koncentrując się na zbudowaniu pomostu pomiędzy wiarą a nauką teologiczną. Skutkuje to jednak stworzeniem atmosfery braku pluralizmu: papież twierdzi, że nie zgadza się z różnymi teologami, jednocześnie nie przedstawiając argumentów. Czyni to z pozycji miłościwego króla: możecie sobie myśleć, co chcecie, ale przecież to ja jestem papieżem. Prowadzi to do instytucjonalnego zamknięcia wybitnych jednostek w gettach progresywnego myślenia: jeżeli nie ma oficjalnego przyzwolenia, nawet wyrażonego w tak subtelny sposób, na podważanie religijności i wiary, to teologom nie pozostaje nic innego, jak pisanie do szuflady, gnicie na uniwersytetach, intelektualną śmierć. Czy o to właśnie chodzi papieżowi? Czy chce budować nieskazitelny przekaz kościoła – bez kłopotliwych pytań, buntów i merytorycznej dyskusji?

 

Papież doszedł do ściany. Mam nadzieję, że kolejny następca Piotra tę ścianę zburzy. „Postawmy bowiem sprawę jasno: jeśli o nas chodzi, to mamy do czynienia po prostu z bajką (fable)”.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.

  • Wit-b2

    kto to jest teolog?

  • http://www.facebook.com/belugowaty Krzysztof Rusin

     Beckett0wskie URODZIŁ SIĘ I TO GO ZGUBIŁO jest mi bliższe.

  • Tomasz

    Papieżowi chodzi o Prawdę!