Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

K─ůcki: Nie ma afer, s─ů tajemnice

To ludzie konstruuj─ů moje opowie┼Ťci. Trzeba do nich p├│j┼Ť─ç, pogada─ç, wypi─ç trzy herbaty, ze┼╝re─ç blach─Ö ciasta. Wys┼éucha─ç i p├│┼║niej zapisa─ç. A przede wszystkim nie konfrontowa─ç si─Ö. To wymaga wysi┼éku, zw┼éaszcza dzi┼Ť, w naszym spolaryzowanym spo┼éecze┼ästwie.

ilustr.: Anna Gwiazda

ilustr.: Anna Gwiazda


Marcin K─ůcki w rozmowie z Janem Bi┼äczyckim opowiada o najnowszej ksi─ů┼╝ce ÔÇ×Pozna┼ä. Miasto GrzechuÔÇŁ, o metodach pracy z bohaterami, etosie reportera i ciekawo┼Ťci ┼Ťwiata.
JAN BI┼âCZYCKI: Zaczn─Ö po mieszcza┼äsku. ÔÇ×Tak panu dobrze z oczu patrzyÔÇŁ. Nikt by nie powiedzia┼é, ┼╝e tak wygl─ůda dziennikarz ┼Ťledczy, reporter podejmuj─ůcy najtrudniejsze tematy.
MARCIN K─äCKI: A jak wygl─ůdam?
Jak krytyk teatralny.
To by si─Ö zgadza┼éo, bo nigdy nie by┼éem dziennikarzem ┼Ťledczym. Napisa┼éem raptem dwa takie teksty.
Ale przecie┼╝ wi─Ökszo┼Ť─ç twoich tekst├│w jest o aferach.
Nie s─ů o aferach. S─ů o procesach spo┼éecznych. O tym, co si─Ö dzieje w spo┼éecze┼ästwie, gdy si─Ö milczy i przykrywa. Gdy pojawia si─Ö temat budz─ůcy kontrowersje, bo dotyka tabu lub intymno┼Ťci, to zwykle m├│wi si─Ö, ┼╝e to afera. I to s┼éowo ju┼╝ na samym wej┼Ťciu tworzy barier─Ö dla czytelnika, dla whistleblowera (sygnalisty), kogo┼Ť, kto jest zainteresowany spraw─ů. Za tym terminem kryj─ů si─Ö konsekwencje, jakie┼Ť sankcje, ostracyzm. Dla mnie afera to okrzyk z wiersza S┼éonimskiego. W dziennikarstwie interesuje mnie tajemnica, dekoracje, parawany, fasady. Kto i po co je przed nami stawia? To moje paliwo. Nie zawsze najwa┼╝niejsze jest rozwi─ůzanie. Interesuje mnie droga. To, co dzieje si─Ö w czasie mojej pracy niejako po drodze, to maszyna spo┼éeczna. Tak─ů maszyn─Ö stworzy┼é Wojciech Krolopp, pedofil, dyrygent ch├│ru Polskie S┼éowiki. W mojej ksi─ů┼╝ce o Bia┼éymstoku dzia┼éa mechanizm niepami─Öci, kt├│ra te┼╝ ma swoich funkcjonariuszy i stra┼╝nik├│w. W ┼╝adnej mojej ksi─ů┼╝ce nie ma nic aferalnego.
Ale wr├│─çmy do sprawy image’u…
Nie mam kreacji!
B─Öd─Ö si─Ö upiera┼é, ┼╝e ┼éatwiej ci wzbudzi─ç zaufanie ni┼╝ komu┼Ť, kto wygl─ůda jak bohater w┼éasnych reporta┼╝y. A chyba najtrudniejsza cz─Ö┼Ť─ç tej roboty to p├│j┼Ť─ç do ludzi i…
I wytrzyma─ç osiem godzin rozmowy. Rozmawiasz siedem godzin z faszyst─ů, kt├│ry ma swastyk─Ö na plecach. On ci opowiada, co by zrobi┼é z tymi, kt├│rych nienawidzi. Jakie by zastosowa┼é genialne metody zbrodni. Zieje potwornymi sloganami. A ty mu nie mo┼╝esz przerwa─ç. Musi si─Ö wygada─ç, powiedzie─ç, co go boli, jak widzi ┼Ťwiat. To ludzie konstruuj─ů moje opowie┼Ťci. Trzeba do nich p├│j┼Ť─ç, pogada─ç, wypi─ç trzy herbaty, ze┼╝re─ç blach─Ö ciasta. Wys┼éucha─ç i p├│┼║niej zapisa─ç. A przede wszystkim nie konfrontowa─ç si─Ö. To wymaga wysi┼éku, zw┼éaszcza dzi┼Ť, w naszym spolaryzowanym spo┼éecze┼ästwie.
I potrafisz zrozumie─ç takiego na przyk┼éad Krollopa, zrozumie─ç jak on widzi ┼Ťwiat?
Krolopp te┼╝ by┼é ofiar─ů molestowania. Rozmawiaj─ůc ze mn─ů, zada┼é sobie pytanie: kim by by┼é, gdyby matka mu nie umar┼éa, gdyby nie trafi┼é pod opiek─Ö do suchotniczej zakonnicy, a potem pod skrzyd┼éa mistrza, kt├│ry go molestowa┼é? A kim by┼éby Gabry┼Ť, jeden z moich pozna┼äskich bohater├│w, gdyby ojciec nie pi┼é, matka nie by┼éa dewotk─ů i nie molestowa┼é go Krolopp? Podejrzewam, ┼╝e by┼éby fantastycznym, wra┼╝liwym m┼éodym artyst─ů. A dzi┼Ť jest m─Ösk─ů prostytutk─ů. Wiele w naszym ┼╝yciu zale┼╝y nie od nas, ale od naszego ┼Ťrodowiska. Zanim Staszyn z ÔÇ×Bia┼éegostokuÔÇŁ zosta┼é faszyst─ů, to w domu i na podw├│rku ci─ůgle s┼éysza┼é ÔÇ×┼╗ydki, ┼╗ydkiÔÇŁ. Potem nie m├│g┼é znale┼║─ç roboty, a na ulicach swojego miasta spotyka┼é obcych, kt├│rzy byli dla niego lustrem w┼éasnych niepowodze┼ä. To facet, do kt├│rego w pewnym momencie nie mia┼é kto wyci─ůgn─ů─ç r─Öki.
Czujesz si─Ö odpowiedzialny za swoich bohater├│w?
Stawiam dyktafon albo wyci─ůgam notes, kto┼Ť mi opowiada swoj─ů histori─Ö. Je┼Ťli kto┼Ť decyduje si─Ö na rozmow─Ö z reporterem, godzi si─Ö na to, ┼╝e poka┼╝e, kim jest. Cz─Östo mam problem z intymno┼Ťci─ů wyzna┼ä. Zdarza┼éo mi si─Ö namawia─ç bohater├│w do pomini─Öcia niekt├│rych spraw albo proponowa─ç anonimowo┼Ť─ç. Na przyk┼éad wtedy, gdy rozmowa dotyczy┼éa bolesnych spraw rodzinnych, bo wtedy istnieje ryzyko, ┼╝e ona ponownie ich skrzywdzi. Tak by┼éo w wypadku ojc├│w ch├│rzyst├│w z Polskich S┼éowik├│w. Sami byli molestowani, a wysy┼éali do ch├│ru swoich syn├│w. To by┼éy wielogodzinne rozmowy, czasami przy alkoholu. Musia┼éem im potem pokaza─ç ich zapis i wsp├│lnie z nimi zastanowi─ç si─Ö, jak to przedstawi─ç czytelnikom.
S─ů te┼╝ uczucia, kt├│re wykraczaj─ů poza skal─Ö rodzinn─ů. Na przyk┼éad lokalny patriotyzm. Kiedy wydajesz ksi─ů┼╝k─Ö tak─ů jak ÔÇ×Pozna┼ä. Miasto grzechuÔÇŁ, to naturaln─ů reakcj─ů spo┼éeczno┼Ťci jest obrona.
Andrzej Leder pisze o kulcie wizerunkowo┼Ťci, ÔÇ×amoralnym familizmieÔÇŁ. Wszyscy mamy naturaln─ů potrzeb─Ö, by czu─ç si─Ö dobrze, budowa─ç to┼╝samo┼Ť─ç. M├│wimy o sobie, ┼╝e pochodzimy z dobrej rodziny, z dobrego podw├│rka, dzielnicy i tak dalej. To wp┼éywa na polityk─Ö. Jacek Ja┼Ťkowiak, prezydent Poznania, uzna┼é, ┼╝e nowym has┼éem promocyjnym (w miejsce ÔÇ×miasto know howÔÇŁ) b─Ödzie ÔÇ×miasto otwarteÔÇŁ. Wydrukujemy ┼éadne koszulki, ubierzemy si─Ö w nie, nast─Öpnego dnia obudzimy si─Ö z dobrym samopoczuciem. Ale o tym, czy Pozna┼ä jest otwarty, nie decyduje przecie┼╝ ┼╝adna akcja promocyjna ani nasze samopoczucie, tylko wra┼╝enia tych, kt├│rzy przyjechali z zewn─ůtrz. To tak jak z knajp─ů. Nie da si─Ö za┼éo┼╝y─ç lokalu, kt├│ry od razu b─Ödzie kultowy i popularny. O tym zadecyduj─ů go┼Ťcie. Has┼éa nie maj─ů znaczenia. Bia┼éostoczanom przez wiele lat m├│wiono, ┼╝e mieszkaj─ů w mie┼Ťcie wielokulturowym i otwartym. Tylko jako┼Ť, kurwa, co chwil─Ö p┼éon─Ö┼éy mieszkania obcokrajowc├│w i obrywa┼é jaki┼Ť czarnosk├│ry. Nawet je┼Ťli mieszka┼é tam dwadzie┼Ťcia lat, jak Roger Cole-Wilson, lokalny prezenter radiowy.
Kiedy Ja┼Ťkowiak wygra┼é wybory, poznaniacy uwierzyli, ┼╝e ju┼╝ mog─ů oddycha─ç pe┼én─ů piersi─ů. Bo maj─ů otwartego na ┼Ťwiat prezydenta, kt├│ry sam pokazuje si─Ö na marszach r├│wno┼Ťci. Prezydent zaprosi┼é mnie do siebie, ┼╝eby porozmawia─ç o ksi─ů┼╝kach. Bo niedawno wyszed┼é wywiad rzeka o nim i jego drodze ÔÇ×D┼╝ej D┼╝ejÔÇŁ Violetty Szostak i W┼éodzimierza Nowaka. Spotkali┼Ťmy si─Ö i prezydent przekonywa┼é mnie, ┼╝e napisa┼éem o historii Poznania, o problemach, kt├│re ju┼╝ nale┼╝─ů do przesz┼éo┼Ťci. Kilka dni po naszej rozmowie okaza┼éo si─Ö, ┼╝e radni ÔÇ×miasta otwartegoÔÇŁ utr─ůcili bud┼╝et na warsztaty antydyskryminacyjne dla m┼éodzie┼╝y. Obowi─ůzkiem reportera jest sprawdza─ç, jak ┼╝ycie weryfikuje takie has┼éa i slogany reklamowe. Ma by─ç jak komar, kt├│ry bzyczy ko┼éo ucha i nie daje zasn─ů─ç. Reporta┼╝ ma by─ç o tym, co jest nie tak. Nie oczekuj─Ö, ┼╝e kto┼Ť, kto przeczyta, nast─Öpnego dnia wyjdzie na ulic─Ö z transparentem pi─Ötnuj─ůcym z┼éo. Wystarczy mi, ┼╝e wytr─ůc─Ö go z komfortu.
Kiedy zorientowa┼ée┼Ť si─Ö, ┼╝e ten komfort i samozadowolenie Wielkopolski zas┼éuguj─ů, by je zakwestionowa─ç?
Inspiracj─ů do ksi─ů┼╝ki o Poznaniu by┼é dla mnie Thomas Bernhard. Czyta┼éem jego ksi─ů┼╝ki, artyku┼éy o nim, a par─Ö lat temu obejrza┼éem ÔÇ×WymazywanieÔÇŁ w re┼╝yserii Krystiana Lupy. Wstrz─ůsn─Ö┼éo mn─ů, bo mia┼éem wra┼╝enie, ┼╝e na scenie zobaczy┼éem nie Wiede┼ä, a Pozna┼ä. Tak─ů mieszcza┼äsk─ů mentalno┼Ť─ç ÔÇ×wszystko jest dobrze, jeste┼Ťmy ok, niech nic si─Ö nie zmieniaÔÇŁ. Podstawowy zarzut, z jakim spotyka┼é si─Ö Bernhard, brzmia┼é: ÔÇ×O co ci chodzi? Przecie┼╝ ┼╝yjemy w nowoczesnym, demokratycznym i szcz─Ö┼Ťliwym spo┼éecze┼ästwie. Daj nam spokojnie i┼Ť─ç do teatru czy filharmonii, pos┼éucha─ç Straussa, BrahmsaÔÇŁ. W latach┬á70. to by┼éo jedno z najlepszych, najbardziej presti┼╝owych miast. Nawet dzi┼Ť, kiedy grasz w Monopoly, to Wiede┼ä jest najdro┼╝sz─ů lokalizacj─ů. Ten, kto kupi tam parcel─Ö i postawi hotel, ma wygran─ů w kieszeni. A Bernhardowi chodzi┼éo w┼éa┼Ťnie o ten dyskomfort, o to, by pokaza─ç, jak czyny k┼é├│c─ů si─Ö ze s┼éowami, a to┼╝samo┼Ť─ç z wizerunkiem.
Ale mo┼╝e ci mieszczanie maj─ů pewne zalety? Nawet Karol Marks pisa┼é o mieszczanach z pewnym rodzajem uznania, jako o klasie, kt├│ra by┼éa motorem historii, przynosi┼éa zmiany. Mam wra┼╝enie, ┼╝e pozna┼äskie cnoty to akurat te, na kt├│rych deficyt cierpi reszta Polski.
Marksistowski opis nie pasuje do Poznania. Problemy, kt├│rymi si─Ö zajmuj─Ö, narasta┼éy ju┼╝ po zaborach. Prusacy rugowali polskich mieszczan, blokowali mo┼╝liwo┼Ť─ç awansu zawodowego i rozwoju. Kiedy upad┼éy zabory, Pozna┼ä by┼é twierdz─ů. Tego dzi┼Ť nie wida─ç w krajobrazie, ale wydaje si─Ö znacz─ůce w sferze mentalno┼Ťci. Zrozumia┼éem to, kiedy Maciej Nowak przyjecha┼é do Poznania. To zreszt─ů wspania┼ée wydarzenie. Oto warszawski gej przyje┼╝d┼╝a do endeckiego miasta i t┼éumaczy jego mieszka┼äcom, kim tak naprawd─Ö s─ů. Robi┼é takie parateatralne performanse dokumentalne. Zobaczy┼éem dziewi─Ötnastowieczn─ů grafik─Ö przedstawiaj─ůc─ů mury ciasno okalaj─ůce miasto. Na zewn─ůtrz prowadzi┼éo ledwie kilka bram. Wtedy pomy┼Ťla┼éem, ┼╝e mo┼╝e te pruskie mury, cho─ç dawno ich nie ma i ma┼éo kto o nich pami─Öta, jednak pozosta┼éy w naszej pod┼Ťwiadomo┼Ťci.
Ale przecie┼╝ nie by┼éo a┼╝ tak ┼║le.
Kiedy padaj─ů zabory, Pozna┼ä nie ma mieszcza┼ästwa. By┼éo ziemia┼ästwo i najwytrwalsze, najbardziej zdeterminowane jednostki. O karier─Ö lekarza czy adwokata trzeba by┼éo ci─Ö┼╝ko walczy─ç. Kto mia┼é pieni─ůdze, uczy┼é si─Ö w Berlinie, Hanowerze lub Monachium. Gdy przysz┼éa niepodleg┼éo┼Ť─ç, zacz─Öto wzywa─ç mieszczan z innych region├│w, by zasiedlali Wielkopolsk─Ö, bo brakowa┼éo polskich lekarzy, nauczycieli, urz─Ödnik├│w. I oni zacz─Öli nap┼éywa─ç. Z Kongres├│wki, Galicji i tak dalej. Ale co┼Ť nie gra. Przyje┼╝d┼╝aj─ů na przyk┼éad arty┼Ťci i za chwil─Ö rejteruj─ů. Cho─çby Emil Zegad┼éowicz. Wsp├│┼ékierowa┼é radiem, kt├│re nadawa┼éo audycje katolickie, transmisje z mszy ┼Ťwi─Ötych i tak dalej. On by┼é uznany za pisarza katolickiego, ale jednocze┼Ťnie by┼é przecie┼╝ samodzielnie my┼Ťl─ůcym i otwartym facetem. A tu konserwatyzm w redakcji, wydawnictwo, z kt├│rym wsp├│┼épracowa┼é, wynaj─Ö┼éo szpiega, kt├│ry sprawdza┼é, czy Zegad┼éowicz aby na pewno moralnie si─Ö prowadzi. Napisa┼é s┼éynny ÔÇ×List pasterskiÔÇŁ i wyjecha┼é.
Pozna┼ä otrzyma┼é w dwudziestoleciu mi─Ödzywojennym ogromn─ů szans─Ö. M├│g┼é by─ç fantastycznym tyglem, wyci─ůgaj─ůcym to, co najlepsze, ze wszystkich stron kraju. Takim polskim Berlinem. A nie jest. Z Berlinem te┼╝ nie ma ┼╝adnych kontakt├│w. Do ksi─ů┼╝ki wybra┼éem bohater├│w, kt├│rzy s─ů trzonem elity Poznania. Tak jak ich ojcowie i dziadkowie. To te┼╝ o czym┼Ť ┼Ťwiadczy.
Ale Pozna┼ä jest te┼╝ miastem, kt├│re przoduje w og├│lnopolskich rankingach jako┼Ťci ┼╝ycia. Cz─Östo stawia si─Ö go za wz├│r dobrego zarz─ůdzania.
Pracuj─ůc nad ksi─ů┼╝k─ů, celowo nie zajmowa┼éem si─Ö aktualn─ů polityk─ů. Zrobili to za mnie jej bohaterowie. Prezydent Ja┼Ťkowiak pojawia si─Ö na ustach zawsze w tym samym kontek┼Ťcie ÔÇô PRZE ÔÇô CZE ÔÇô KAMY! ÔÇô m├│wi─ů ludzie pozna┼äskiej elity. ÔÇô To gorszyciel! ÔÇô stwierdza jeden z moich bohater├│w, kt├│rego jednak nie gorszy Juliusz Paetz. ÔÇô Niszczyciel! ÔÇô dodaje inny. To jest prawdziwa lokalna elita. W po┼éowie lat 90. na sesj─Ö rady miasta przysz┼éa kobieta, kt├│ra apelowa┼éa, by zaj─ů─ç si─Ö spraw─ů molestowania dzieci w ch├│rze Polskie S┼éowiki. Co zrobili radni? Utajnili obrady.
Ale za to bardzo pr─Ö┼╝nie dzia┼éaj─ů anarchi┼Ťci.
Zgoda. Doceniam i szanuj─Ö tych ludzi. Ale w tym kontek┼Ťcie akurat nie interesowa┼éa mnie ich pomoc wykluczonym czy kluboksi─Ögarnia Zemsta, ale to, ┼╝e profesor Polak, kt├│ry interweniowa┼é w sprawie Paetza, dzi┼Ť ma gabinet w piwnicy i pomimo swej pot─Ögi intelektualnej traktowany jest przez otoczenie jak ┼Ťmierdz─ůce jajo.
A sk─ůd pomys┼é na opisanie Ma┼égorzaty Musierowicz? Ci─Ö┼╝ar jej przewin ma si─Ö nijak do pozosta┼éych problem├│w opisanych w ksi─ů┼╝ce.
Ale ja nie widz─Ö u niej ┼╝adnych przewin.
Opisujesz jej relacje z bratem, Stanis┼éawem Bara┼äczakiem, oraz to, ┼╝e bywa nieprzyst─Öpna i antypatyczna.
B─Öd─ůc artystk─ů, pozywa innych artyst├│w, kt├│rzy stworzyli przedstawienie polemizuj─ůce z jej cyklem Je┼╝ycjada. Musierowicz zarejestrowa┼éa swoj─ů tw├│rczo┼Ť─ç jako znak towarowy, w klasach 41 i 42, czyli na przyk┼éad us┼éugi salon├│w fitness i si┼éowni, stylizacja, dekoracja wn─Ötrz, opakowa┼äÔÇŽ To wymowny gest. Zastanawiam si─Ö, dlaczego tak si─Ö sta┼éo. Tak naprawd─Ö nie chcia┼éem tego tematu, dwa razy go porzuca┼éem. Nie mog┼éem si─Ö dodzwoni─ç, a jej przyjaciele powiedzieli, ┼╝e nie chce rozmawia─ç. Pojecha┼éem pod jej dom, zadzwoni┼éem domofonem. Powiedzia┼éa, ┼╝e to nie ona. K┼éamstwo lekkie jak pi├│rko. Pomy┼Ťla┼éem sobie, ┼╝e dam spok├│j. Ale chwil─Ö p├│┼║niej stwierdzi┼éem ÔÇô zaraz, co tam tkwi? Czemu zamiast powiedzie─ç, ┼╝e nie chce ze mn─ů rozmawia─ç, ÔÇ×┼╝egnam panaÔÇŁ, k┼éamie, ┼╝e to nie ona? Ale nadal nie by┼éem przekonany. I chcia┼éem da─ç sobie spok├│j, dop├│ki w paryskiej ÔÇ×KulturzeÔÇŁ nie przeczyta┼éem o Wojciechu B─ůku, zapomnianym pozna┼äskim poecie. Pisa┼é pi─Ökne religijne wiersze. Po wojnie pad┼é ofiar─ů nagonki. Do jego zniszczenia przyczyni┼é si─Ö lekarz Jan Bara┼äczak. Trzydzie┼Ťci lat p├│┼║niej los B─ůka podzieli┼é Stanis┼éaw, syn Jana, brat Ma┼égorzaty Musierowicz. By┼é szykanowany przez parti─Ö, ┼Ťrodowisko, opresyjne pa┼ästwo. Zacz─ů┼éem si─Ö zastanawia─ç, czy Stanis┼éaw zna┼é histori─Ö Jana. Takie sprawy to dla mnie paliwo, nap─Ödzaj─ů mnie, cho─ç s─ů trudne, gryz─ů sumienie. Do dzi┼Ť zastanawiam si─Ö, czy dobrze zrobi┼éem, wchodz─ůc tak g┼é─Öboko w cudz─ů osobist─ů histori─Ö.
Zrobi┼ée┼Ť im terapi─Ö rodzinn─ů, cho─ç sami Bara┼äczakowie si─Ö na ni─ů nie zdecydowali.
Stara┼éem si─Ö to zrobi─ç z wra┼╝liwo┼Ťci─ů. Mam nadziej─Ö, ┼╝e to si─Ö uda┼éo. W miar─Ö pracy zrozumia┼éem, ┼╝e ta historia jest do cna pozna┼äska. Rejestracja ksi─ů┼╝ek jako towaru, pozwy wobec m┼éodych artystek, kt├│re chc─ů polemizowa─ç z ich przekazem.
My┼Ťla┼éem, ┼╝e wybra┼ée┼Ť Musierowicz ze wzgl─Öd├│w kompozycyjnych. Popularna pisarka jako kontrapunkt wobec Marii Rataj, pisarki zapomnianej, ubogiej, prawie bezdomnej. I przedstawiaj─ůcej miasto zupe┼énie inaczej ni┼╝ w ÔÇ×Je┼╝ycjadzieÔÇŁ.
Nie my┼Ťla┼éem o tym. W ksi─ů┼╝ce s─ů trzy bohaterki ÔÇô pisarki i matki. Bo zawar┼éem te┼╝ histori─Ö Marii Wicherkiewicz, zapomnianej dzi┼Ť autorki przewodnik├│w po mie┼Ťcie ze skaz─ů w ┼╝yciorysie. Ale nie mia┼éem takiego zamiaru. U┼Ťwiadomili mi to dopiero czytelnicy.
Wa┼╝nym tematem jest te┼╝ ┼╝ycie religijne. Nie mam tu na my┼Ťli skandali i konflikt├│w, ale relacje pomi─Ödzy religi─ů, w┼éadz─ů a ┼╝yciem codziennym.
Mocne zwi─ůzki zaczynaj─ů si─Ö w po┼éowie┬áXIX wieku. W latach 30. XIX wieku pozna┼äski arcybiskup katolicki stawia si─Ö zaborcom. Negocjuje w sprawie ma┼é┼╝e┼ästw prusko-polskich i przymusu wychowywania dzieci po linii ojca. Kiedy przychodzi niepodleg┼éo┼Ť─ç, katolicyzm si─Ö umacnia. Biskup August Hlond de facto rz─ůdzi Poznaniem. Blokuje na przyk┼éad inicjatyw─Ö stworzenia pla┼╝y miejskiej, bo uznaje j─ů za niemoraln─ů. Zegad┼éowicz musi chodzi─ç na kompromisy z Ko┼Ťcio┼éem, transmitowa─ç msze w radio. Panuje kult powsta┼äc├│w wielkopolskich, ale kiedy jeden z nich przystaje do wolnomy┼Ťlicieli, wspiera emancypacj─Ö kobiet i m├│wi, ┼╝e papie┼╝ jest najbogatszym cz┼éowiekiem na ┼Ťwiecie, to Hlond bez mrugni─Öcia okiem wsadza go do wi─Özienia. Silne pi─Ötno odciska na mie┼Ťcie endecja. A wsp├│┼éczesny Pozna┼ä jest pe┼éen kontrast├│w. Rz─ůdzi┼é prezydent, kt├│ry chodzi┼é na procesje, w czasie kt├│rych przykl─Öka┼é na chusteczce wyj─Ötej z marynarki, dzi┼Ť jest Ja┼Ťkowiak, kt├│ry bywa na marszach r├│wno┼Ťci. Ludzie wybrali go, wybrali, bo zm─Öczy┼é ich Ryszard Grobelny. Ale z drugiej strony Ko┼Ťci├│┼é walczy z miastem o budynek szko┼éy, a wybitny teolog ksi─ůdz W─Öc┼éawski musi zmieni─ç nazwisko, odej┼Ť─ç od kap┼éa┼ästwa i l─ůduje w uniwersyteckiej piwnicy. Pozna┼äska religijno┼Ť─ç to kult dominikan├│w. Borejkowy, mieszcza┼äski. Ka┼╝dy ma swoje miejsce w ┼éawie i co tydzie┼ä oczyszcza dusz─Ö.
Katolicki Pozna┼ä to monolit?
Nie ma tu laikatu krytycznego wobec Ko┼Ťcio┼éa. Gdy kto┼Ť si─Ö wychyla i pr├│buje co┼Ť zmieni─ç, l─ůduje w piwnicy. Pozna┼ä mo┼╝e zazdro┼Ťci─ç Krakowowi, te┼╝ przecie┼╝ koturnowemu, ÔÇ×Tygodnika PowszechnegoÔÇŁ. Gdy ksi─ůdz Boniecki dostaje zakaz wypowiedzi, to krakowianie si─Ö burz─ů, a gdy W─Öc┼éawskiego, kt├│ry dzi┼Ť nazywa si─Ö Polak, spotykaj─ů represje, poznaniacy milcz─ů.
Rodzina Zi├│┼ékowskich, rodzice pierwszej Polki urodzonej dzi─Öki in vitro…
Ojciec Agnieszki zosta┼é wyrzucony z wydzia┼éu teologicznego na uniwersytecie, gdy jako cz┼éowiek Ko┼Ťcio┼éa sprzeciwi┼é si─Ö krytyce tej metody.
Trudno jest badać życie duchowieństwa?
Trudniej ni┼╝ struktury mafijne. To bardzo hermetyczna struktura. Tajemnica konklawe rozci─ůga si─Ö na wszystkie poziomy. Mam swoje sposoby szukania ┼║r├│de┼é. To ┼╝adne dziennikarstwo ┼Ťledcze, a zwyk┼éa dociekliwo┼Ť─ç. Opieraj─ů si─Ö na kojarzeniu fakt├│w, pytaniu, czytaniu, szukaniu granic, wracaniu kominem, je┼Ťli wyrzuc─ů przez drzwi. A w przypadku Ko┼Ťcio┼éa im powa┼╝niejszy problem, tym wi─Öksza mord─Öga. Ma wizerunek budowany od dw├│ch tysi─Öcy lat. Wyobra┼║ sobie inn─ů instytucj─Ö. Na przyk┼éad firm─Ö. Je┼Ťli biurowiec ma sto pi─Öter, a na samej g├│rze siedzi prezes, to trzeba na ka┼╝dej kondygnacji przekona─ç ludzi, ┼╝eby wpu┼Ťcili dalej. Znale┼║─ç, uwiarygodni─ç, sprawi─ç, by przestali si─Ö obawia─ç. A w Ko┼Ťciele prezes nie jest konkretnym cz┼éowiekiem, z biurkiem i wizyt├│wk─ů na drzwiach. Wszyscy si─Ö boj─ů. Onie┼Ťmiela ich pot─Öga i dwa tysi─ůce lat historii.
Jeste┼Ť religijny?
Nie. Moje c├│rki wychowuj─Ö tak, by nikogo i niczego si─Ö nie ba┼éy. Katolicyzm to dla nich jedna z mitologii. Je┼Ťli same z siebie zaczn─ů szuka─ç duchowo┼Ťci, to b─Ödzie ich wyb├│r. Nie jestem antyklerykalny, ale religijny te┼╝ nie. Moj─ů religi─ů jest ciekawo┼Ť─ç. Fascynuj─ů mnie mechanizmy spo┼éeczne, a Ko┼Ťci├│┼é katolicki jest jednym z nich.
Pom├│wmy jeszcze o drodze do reporta┼╝u. Zaczynasz w latach 90. To czasy jednocze┼Ťnie straszne i wspania┼ée.
Jest rok 1996. Na Rynku ┼üazarskim trwa wielki handel kasetami video, okazuje si─Ö, ┼╝e tak┼╝e z pornografi─ů dzieci─Öc─ů. Robi─Ö prowokacj─Ö dziennikarsk─ů. Tak, troch─Ö przez przypadek, wchodz─Ö do zawodu. Bo mia┼éem by─ç chirurgiem.
Rodzina naciska┼éa, by┼Ť wybra┼é medycyn─Ö?
M├│j ojciec by┼é ┼Ťlusarzem, maszynist─ů z Zak┼éad├│w Naprawczych Taboru Kolejowego w Stargardzie. Matka by┼éa ekspedientk─ů w Gminnej Sp├│┼édzielni Samopomoc Ch┼éopska. Prosta rodzina. Na p├│┼éce dwie ksi─ů┼╝ki. Z encyklopedii powycina┼éem wszystkie flagi, ┼╝eby okleja─ç nimi kapsle do zabawy w Wy┼Ťcig Pokoju. Ksi─ů┼╝ki podrzuca mi siostra ojca. Fascynuj─Ö si─Ö biologi─ů, wi─Öc chc─Ö i┼Ť─ç na medycyn─Ö. Ale w klasie maturalnej p─Ökam. Chodz─ů s┼éuchy, ┼╝e tam mo┼╝na si─Ö dosta─ç wtedy, gdy ma si─Ö na przyk┼éad ojca ginekologa, kt├│ry skrobie p├│┼é regionu i ma super kontakty. Decyzj─Ö podejmuj─Ö prawie na dworcu. Zamiast jecha─ç do Szczecina i zdawa─ç na medycyn─Ö, jad─Ö do Poznania i wybieram studia humanistyczne.
Twoje pokolenie…
Wiesz, czym si─Ö r├│┼╝ni┼éo? Nikomu nie przychodzi┼éo do g┼éowy, ┼╝eby na przyk┼éad za┼éo┼╝y─ç stron─Ö w Internecie o niskich zarobkach. Pensja, etat ÔÇô to by┼éy rzeczy zupe┼énie niewa┼╝ne. Nasz etos to by┼éa wolno┼Ť─ç. I ┼╝eby robi─ç to, co si─Ö kocha. Przez trzy tygodnie nocowa┼éem w samochodzie kumpla, bo nie mia┼éem gdzie spa─ç. A by┼éa to dla mnie atrakcja, bo nieopodal by┼éa knajpa, gdzie zbiera┼é si─Ö lumpenproletariat, i mia┼éem ┼Ťwietny punkt obserwacyjny. Wszystko by┼éo dziennikarstwem i ciekawym tematem.
Dzi┼Ť ┼éatwo ocenia─ç lata 90. Mamy ju┼╝ historyczn─ů perspektyw─Ö. Gdyby kto┼Ť dwadzie┼Ťcia lat temu wystartowa┼é z has┼éem wyborczym ÔÇ×zajmijmy si─Ö socjalem, bo za jaki┼Ť czas zaniedbania b─Öd─ů nas kosztowa─ç bardzo wieleÔÇŁ, to nikt by nie uwierzy┼é. To oczywiste, ┼╝e Balcerowicz i inni pope┼énili mas─Ö b┼é─Öd├│w. Tylko kto by┼é wtedy na tyle m─ůdry, by ich unikn─ů─ç? Kiedy rodzice przyjechali z Berlina Zachodniego i przywie┼║li mi kolorowy magnetofon, to nie my┼Ťla┼éem o Balcerowiczu. Tylko o tym magnetofonie i o tym, ┼╝e widocznie ┼Ťwiat tak wygl─ůda. My┼Ťla┼éem o tym, ┼╝e mog─Ö z kumplem objecha─ç kawa┼é Europy za par─Ö marek. Nosili┼Ťmy powyci─ůgane swetry, podrywali┼Ťmy dziewczyny, palili┼Ťmy szlugi i zastanawiali┼Ťmy si─Ö, jak najlepiej by─ç wolnymi. Kto m├│g┼é wtedy przypuszcza─ç, ┼╝e w 2008 roku b─Ödzie wielki kryzys, a winni bankierzy i tak wyjd─ů z niego obronn─ů r─Ök─ů?
W tym, co m├│wisz, pobrzmiewa troch─Ö pokoleniowa ÔÇ×m─ůdro┼Ť─ç etapuÔÇŁ. Koledzy, kt├│rzy startowali wraz z tob─ů, bywaj─ů dzi┼Ť sybarytami i broni─ů si─Ö przed krytyczn─ů ocen─ů najnowszej historii. A ty w┼éa┼Ťnie w niej grzebiesz.
Mam takiego kumpla ze studi├│w, z kt├│rym czytali┼Ťmy Kunder─Ö. Potem odni├│s┼é wielki sukces biznesowy. Dzi┼Ť, gdy si─Ö spotykamy, to dr─Ö z niego ┼éacha. On wie, ┼╝e sporo zgubi┼é: wolno┼Ť─ç, nasze idea┼éy, nawet m├│j egzemplarz ÔÇ×Niezno┼Ťnej lekko┼Ťci bytuÔÇŁ z autografem autora. Nie wiem, co sprawi┼éo, ┼╝e wybra┼é pieni─ůdze, a ja wolno┼Ť─ç. Mia┼éem kiedy┼Ť ofert─Ö, by zosta─ç piarowcem du┼╝ego koncernu, ale nie skorzysta┼éem. Ba┼éem si─Ö, ┼╝e b─Öd─Ö si─Ö m─Öczy┼é, ┼╝e zostan─Ö niewolnikiem samochodu i telewizora, na kt├│re zarobi─Ö k┼éamstwem. Nie m├│j ┼Ťwiat.
Wszystkie twoje ksi─ů┼╝ki s─ů o p─Ökni─Öciach w systemie III RP.
Nie. S─ů o uniwersalnych nami─Ötno┼Ťciach: po┼╝─ůdaniu, chciwo┼Ťci, wsp├│┼ézawodnictwie, zazdro┼Ťci. Taki jest ┼Ťwiat.
***
Marcin K─ůcki ÔÇô reporter i pisarz. Redaktor ÔÇ×Du┼╝ego FormatuÔÇŁ. Autor g┼éo┼Ťnych ksi─ů┼╝ek reporterskich: Lepperiada (2013), ÔÇ×Maestro. Historia milczeniaÔÇŁ (2013), ÔÇ×Bia┼éystok. Bia┼éa si┼éa, czarna pami─Ö─çÔÇŁ (2015), ÔÇ×Pla┼╝a za szaf─ů. Polska kryminalnaÔÇŁ (2017), ÔÇ×Pozna┼ä. Miasto GrzechuÔÇŁ (2017) oraz powie┼Ťci ÔÇ×Fak maj lajfÔÇŁ (2017). Zwyci─Özca rankingu Dziennikarz Roku magazynu ÔÇ×PressÔÇŁ (2007), laureat dziennikarskich nagr├│d Grand Press (2007), Watergate (2007, 2010), Virtuti Civili (2004, 2005), MediaTory (2007). W 2016 roku nominowany do Nagrody Literackiej Nike.
***
Pozosta┼ée teksty z┬ábie┼╝─ůcego numeru dwutygodnika ÔÇ×KontaktÔÇŁ mo┼╝na znale┼║─ç┬átutaj.
***
Polecamy tak┼╝e:

Reporta┼╝ jako gest etyczny ÔÇô ÔÇ×┼╗eby nie by┼éo ┼Ťlad├│wÔÇŁ Cezarego ┼üazarewicza

Pisanie Ryszarda Kapu┼Ťci┼äskiego

Pablopavo: Ta syta Warszawa nie bardzo mnie interesuje

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś