dwutygodnik internetowy
3.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

PiS bierze wszystko

Od początku swoich rządów PiS naruszał zasadę trójpodziału władzy. Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym jest ukoronowaniem tego bezprawia.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Tekst ukazał się na naszej stronie 13 lipca jako „komentarz bieżący”.

Pamiętacie, jak mówiło się, że Platforma Obywatelska ma pełnię władzy? Dzisiaj te słowa brzmią jak żart. Prawo i Sprawiedliwość ma nie tylko prezydenta, rząd, premiera, większość w Sejmie i większość w Senacie. Sędziowie i dublerzy wyłonieni przez PiS stanowią także większość składu Trybunału Konstytucyjnego, zajmują też stanowiska prezesa i wiceprezesa. Wczoraj w Sejmie uchwalono również dwie skandaliczne ustawy, które umożliwią Ministrowi Sprawiedliwości arbitralne odwołanie setek prezesów i wiceprezesów wszystkich sądów powszechnych (rejonowych, okręgowych, apelacyjnych) i sądów wojskowych, a Sejmowi – powołanie na nowo większości członków Krajowej Rady Sądownictwa. Dzięki temu rządzący będą mogli wpływać na przebieg pracy sądów oraz proces powoływania nowych sędziów (więcej o tych dwu nowelizacjach – tutaj).

Jeżeli prezydent podpisze nowe ustawy, to będziemy mieli do czynienia z kolejnym naruszeniem konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy. Otworzy się pole do pośredniego wpływania na wyroki sądów przez tak godnych zaufania ludzi, jak Zbigniew Ziobro czy Jarosław Kaczyński. W połączeniu z kontrolą nad Trybunałem Konstytucyjnym sprawi to, że obywatele stracą ochronę przed nadużyciami rządzących i ich przedstawicieli. Tymczasem – jak pisał Marcin Matczak – już teraz uchwalone w bieżącej kadencji prawo „pozwala agentowi w cywilu uwieść twoją córkę, nagrać ją w intymnej sytuacji, a potem szantażować tym nagraniem, żeby zachęcała cię do wystawienia kilku lewych faktur VAT na rzecz firmy swojego znajomego […]. [P]ozwala państwu za niewielkie pieniądze wykupić twój majątek, który zdecydowałeś się przekazać swoim dzieciom w testamencie. […] [P]ozwala prokuratorowi uderzyć twojego brata w czasie przesłuchania, oblać go zawartością nocnika i nagrać to wszystko smartfonem”.

Ale będzie jeszcze gorzej. Ostatniej nocy na stronie internetowej Sejmu ukazał się projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Najprawdopodobniej jest to jedynie z nazwy projekt poselski, zgodnie z rozpowszechnionym przez PiS zwyczajem: treść ustaw przygotowanych przez rząd przedstawia się jako efekt pracy posłów, co jest furtką prawną umożliwiającą bardzo późne podanie projektu do wiadomości publicznej (o sposobie stanowienia prawa w obecnej kadencji parlamentarnej mówił w wywiadzie dla „Kontaktu” Bohdan Widła). Krytyczne omówienia od rana ukazują się w mediach, a na gruntowną analizę prawną obejmującą również wielostronicowe uzasadnienie projektu nie było jeszcze czasu; zwrócę więc tutaj uwagę jedynie na niektóre fragmenty przygotowywanego prawa.

Zgodnie z artykułami 87 i 108 już dwa tygodnie po ogłoszeniu ustawy wszyscy dotychczasowi sędziowie Sądu Najwyższego przejdą w stan spoczynku – wszyscy oprócz tych, których wskaże minister sprawiedliwości. Nie ma żadnych dodatkowych kryteriów określających, kto może zostać dopuszczony do dalszego orzekania; będzie to indywidualna decyzja Zbigniewa Ziobry. Następnie według artykułu 92 minister w ciągu tygodnia ogłosi liczbę wolnych miejsc w Sądzie Najwyższym i zaprezentuje Krajowej Radzie Sądownictwa jednego kandydata na każde stanowisko (kandydatury nie muszą być z nikim konsultowane, muszą tylko spełniać warunki opisane w artykule 24, takie jak odpowiedni staż pracy w jednym z podanych zawodów prawniczych). Rada „rozpatrzy i oceni” kandydatury oraz „przedstawi” je prezydentowi, a najpóźniej po dalszych dwu tygodniach wyłonieni zostaną prezesi poszczególnych izb oraz Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego (to już artykuł 93). W przyszłości zaś – w myśl artykułu 23 – nowych sędziów powoływać będzie prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa.

Całkowita wymiana składu Sądu Najwyższego oprócz osób zaakceptowanych przez ministra sprawiedliwości? Wyłanianie nowych sędziów przy udziale członków upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa (możemy się domyślać, że KRS będzie wykonywać opisane wyżej czynności już w nowym składzie, wybranym w większości przez obecny Sejm)? Przejmowanie wszystkich kluczowych instytucji władzy sądowniczej? Co może pójść źle?

Owszem, nasze sądownictwo zdecydowanie odbiega od ideału, i wynikająca stąd frustracja jest w pewnym stopniu uzasadniona. Bez wątpienia podwyższa ona również skalę społecznego poparcia dla polityki PiS-u. Ale czy naprawdę mamy się zgodzić na ręczne sterowanie władzą sądowniczą przez polityków, obecnych i przyszłych? Mamy się zdać na samowolę Zbigniewa Ziobry i usłużną niekompetencję Julii Przyłębskiej? Przyjąć lekarstwo, które prawdopodobnie okaże się gorsze od choroby?

Ludzie PiS-u często mówią, że wypełniają wolę suwerena, jakim jest naród. Tymczasem to właśnie ten suweren w 1997 roku uchwalił konstytucję, która obejmuje również procedury zmieniania podstaw ustroju państwowego. Próby uzależnienia władzy sądowniczej od ustawodawczej za pomocą zwykłych ustaw nie są sposobem reprezentowania suwerena, lecz sprzeniewierzeniem się jego woli. A większości konstytucyjnej PiS nie ma, gdyż wybory parlamentarne w 2015 roku dały mu tylko nieznaczną samodzielną większość w Sejmie i Senacie. Zresztą i tej większości by nie było (innymi słowy, przewaga nad pozostałymi partiami byłaby mniejsza), gdyby nie zbieg okoliczności: znaczna liczba głosów oddanych na inne komitety wyborcze nie przełożyła się na miejsca w parlamencie z powodu wysokości progu wyborczego.

Partia Jarosława Kaczyńskiego ma prawo w nazwie, ale jej antykonstytucyjne działania to zwykłe bezprawie.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.