dwutygodnik internetowy
01.12.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Oni wciąż walczą…

Oglądam „Człowieka z żelaza”. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Sceneria pierwszorzędna. Świeżo odremontowany fort w warszawskim Parku Żeromskiego. Tynk na ścianach przykrytego szklanym kloszem dziedzińca skrzy się białością.

 

ilustr.: Antek Sieczkowski

 

Oglądam „Człowieka z żelaza”. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Sceneria pierwszorzędna. Świeżo odremontowany fort w warszawskim Parku Żeromskiego. Tynk na ścianach przykrytego szklanym kloszem dziedzińca skrzy się białością. Elegancko rozstawione gazowe grzejniki z gustownymi, okrągłymi daszkami emitują domowe ciepło. W doborowym towarzystwie piję grzane wino i daję się ponieść wzruszeniom, które towarzyszą mi każdorazowo przy odbiorze tego filmu. Przeżywam każdy ruch papierosa do i od ust Krystyny Jandy. Z odrazą wyczuwam niesmaczne ciepło kolejnego „malucha” wychylanego przez Mariana Opanię. Rozrywa mnie płacz Krystyny Zachwatowicz nad losem syna i wzdycham nad aktorskim i literackim kunsztem sceny, w której Jerzy Radziwiłłowicz gra Birkuta i Tomczyka jednocześnie.

Z zapałem tłumaczę współtowarzyszom projekcji meandry historii PRL wpajane mi w domu od dzieciństwa. Po raz kolejny nie mogę pojąć, jak piękna i zwykła, patetyczna i prosta zarazem jest ta opowieść, której kwintesencją są słowa stoczniowca przynoszącego skromne efekty zbiórki kolegów dziennikarce z Warszawy – młodej matce, pozostającej bez środków do życia. „To nie jest jałmużna, to taka nasza… solidarność”, powtarzam równolegle z głosem Adama Ferencego z ekranu, aby kilkadziesiąt minut później podziwiać na nim czysty jak łza triumf „Solidarności” pisanej przez duże „S”. Triumf mający jedną wąsatą twarz, a zarazem te miliony wiwatujących, radosnych polskich twarzy…

 

Lecz wcale nie złowieszczy uśmiech gburowatego ubeka, dająca do myślenia, prorocza pointa filmu, niszczy tę wewnętrzną idyllę i przypływ miłości do rodaków, w które wpadam, ilekroć oglądam ten pełen emocji i kręconych na szybko historycznych obrazów, potwornie długi film.

Po projekcji zaczyna się krótkie spotkanie z reżyserem. Nobliwy zdobywca Oskara „za całokształt twórczości” wśród rzęsistych oklasków staje wraz z żoną pod ekranem. Sypie dykteryjkami. Wspomina o nieporozumieniu przy udzielaniu Tomczykowi i Agnieszce ślubu na potrzeby filmu (podobno ksiądz nie wiedział o tej ostatniej okoliczności i odprawił dwojgu wybitnych polskich aktorów pełnoprawne, sakramentalne nabożeństwo), mówi o kontrowersjach dotyczących dodawania wspomnianej złowróżbnej sceny. Tryska humorem. Na koniec prosi publiczność, „która wytrzymała już trzy godziny, o wytrzymanie jeszcze trzydziestu sekund” i prezentuje zwiastun filmu o Lechu Wałęsie. Jego wyświetlenie podsumowuje obietnicą, że jako pierwsza film obejrzy społeczność Żoliborza. Zgromadzeni przyjmują zapowiedź mistrza zrozumiałym aplauzem, po czym nieśpiesznym krokiem udają się użyć jeszcze trochę jednego z ostatnich ciepłych wieczorów w Warszawie.

 

Ilustr.: Antek Sieczkowski

 

Patrzę na pachnące jeszcze imbirem, pozostawione przez nich kieliszki po grzanym winie i myślę o bezrobotnych gdańskich stoczniowcach, przeklinających dziś byłego prezydenta RP i szukających schronienia pod skrzydłami tych, którzy nocą pokrzykują przy ekshumacji jego towarzyszki z ławy świadków filmowego ślubu. Oni wciąż walczą o „tę sprawiedliwość, która jest zapisana w tych wszystkich konstytucjach”. Nie wiem, czy nie zbyt łatwo przychodzi lekceważyć ten fakt w przykrytych szklanym kloszem dziedzińcach warszawskich fortów.

  • Krsnl

    no no, a jakos kontak ne publikuje tego tekstu na facebook-u. ważne pytanie na koniec, znając życie wszyscy siez nim zgodzą, potem bedzie kłotnia o samego wałęse i okragły stół.

    ave

    jak dla mnie autor chciałzwróć uwage, że saciągle sprawy nie rozwiązane, istotne (dyskusja dla kogo istotne) na któe można by poważnie podyskutować, ale nie którzy już uznali te tematy za zamknięte(dyskuja czy są zamkniete i do czego doporowadzi ich otwieranie). :)

    • Misza Tomaszewski

      Krasnalu, odpowiem w imieniu Ignacego, że Kontakt publikuje na Facebooku teksty ze swojej odsłony przez kilka kolejnych dni, żeby nie spamować. Pozdro!