dwutygodnik internetowy
9.10.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

O Śląsku bez Ślązaków

Ekspozycje muzealne powinny interesować nas nie tylko jako źródła wiedzy o przeszłości, ale przede wszystkim jako elementy skomplikowanego systemu politycznych odniesień uwikłane w dyskursy władzy i narodowe interpretacje. Szczególnie ciekawy w tym kontekście wydaje się przykład Muzeum Śląskiego – instytucji na swoistym pograniczu historii regionalnej i narodowej.

fot.: Roman Kaczor

fot.: Roman Kaczor

Muzeum i jego historia

Muzeum Śląskie nie jest instytucją młodą – jego historia sięga dwudziestolecia międzywojennego. Zostało powołane przez Sejm Śląski w 1929 roku w celu przechowywania i prezentowania pamiątek kultury materialnej i sakralnej związanych z regionem. Przed wojną rozpoczęto budowę nowoczesnego gmachu muzealnego w stylu modernistycznym, budynek nie został jednak nigdy otwarty. W 1939 roku zbiory Muzeum zostały przejęte przez Niemców, a sam budynek rozebrano. Tak zwana „restytucja” nastąpiła dopiero w 1984 roku, kiedy to na potrzeby otwartego ponownie Muzeum przekazano gmach przy Alei Armii Czerwonej (obecnie Aleja Korfantego). W zbiorach muzealnych znalazła się kolekcja obrazów polskiego malarstwa dawnego, a także eksponaty archeologiczne czy etnograficzne.

Prawdziwym zwieńczeniem historii Muzeum Śląskiego było otwarcie przed dwoma laty nowej siedziby na terenie dawnej Kopalni „Katowice” przy ulicy Tadeusza Dobrowolskiego (notabene pierwszego dyrektora Muzeum). W budynku znalazło się miejsce zarówno na wystawę sztuki (w kolekcji znajdują się między innymi obrazy Stanisława Ignacego Witkiewicza, Andrzeja Wróblewskiego czy Zdzisława Beksińskiego), jak i na ekspozycję historyczną pod tytułem „Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów”. Warto zwrócić uwagę na architekturę budynku. Cała część ekspozycyjna została umieszczona pod ziemią, gdzie kiedyś znajdowała się kopalnia. Sama lokalizacja ma więc symboliczne znaczenie, potwierdzające górniczą przeszłość i teraźniejszość regionu. Z powierzchnią łączą część ekspozycyjną tylko przeszklone kubiki, doświetlające przestrzeń wystawienniczą i tworzące ciekawy, nowoczesny pejzaż na powierzchni. Poza tym zachowana została część oryginalnych dziewiętnastowiecznych budynków kopalni, pełnią one funkcje administracyjne i użytkowe. Dzięki temu, popularnemu ostatnio w polskim muzealnictwie, zabiegowi umieszczenia ekspozycji pod ziemią, jej twórcy mogli dowolnie kształtować przestrzeń wystawienniczą i wykorzystywać swobodnie różne elementy scenograficzne.

fot. Roman Kaczor

Od współczesności do starożytności

Wystawa poświęcona historii Górnego Śląska posiada wszystkie cechy narracyjnego muzeum historycznego. Charakterystyczna jest z pewnością rozbudowana scenografia, duża liczba multimediów, a także nagromadzenie bodźców (wizualnych, dźwiękowych, przestrzennych). Od samego wejścia na ekspozycję historyczną jasne jest, że główną osią narracji będzie górnicza tożsamość regionu. Przechodzimy bowiem przez bramę do Kopalni Węgla Kamiennego „Katowice”, a pierwszymi eksponatami są przedmioty związane z pracą górnika – mundur, czako czy lampa sztygara. Realistycznej scenografii towarzyszy animacja przedstawiająca górników przychodzących do pracy i wsiadających do windy, która zwiezie ich w dół. Całość umiejscowiona jest w bardzo szczególnym kontekście historycznym. Plakaty wyborcze z Lechem Wałęsą i znaczki „Solidarności” nie pozostawiają wątpliwości – jest 4 czerwca 1989 roku. To ciekawy zabieg narracyjny, pokazujący niejako punkt dojścia i zdradzający zakończenie historii Śląska opowiadanej na ekspozycji. Tworzy kodę narracyjną, ale też sugeruje określoną interpretację.

Po wyjściu ze scenografii dwudziestowiecznej kopalni gość muzealny może czuć się nieco zaskoczony, kiedy za zakrętem czeka na niego romańska rotunda z Cieszyna. Ten przeskok wprowadza nas w główną oś narracji, czyli chronologiczną opowieść o ziemiach śląskich. Rotunda ma symbolizować historię średniowieczną, otoczona jest jednak eksponatami archeologicznymi z epok jeszcze dawniejszych. Nie do końca jasne jest, co mają ze sobą wspólnego zabytki architektury romańskiej ze śladami ludzkiego osadnictwa sprzed naszej ery. Konfuzja staje się jeszcze większa, kiedy po wejściu do następnej sali okazuje się, że nagle znaleźliśmy się w epoce wojen śląskich. Od tego momentu narracja jest już w miarę linearna i prowadzi od osiemnastego wieku do historii najnowszej. Warto jednak zastanowić się, z czego wynika ten zabieg. Wydaje się mieć on na celu potwierdzenie tezy o wiecznym związku Śląska z polskością. Stąd nawiązania do średniowiecza, a nawet starożytności (sugerujące ciągłość „polskiego” osadnictwa na tym terenie). Podobnie tłumaczyć można też skupienie na wojnach śląskich (ważnych z perspektywy politycznej przynależności Śląska), a nie wcześniejszej wojnie trzydziestoletniej, która miała wpływ na sytuację mieszkańców tego regionu, ale wymyka się prostym narodowym interpretacjom.

Polskie doświadczenie, polska perspektywa

W dalszej części ekspozycji widz dowiaduje się o charakterystyce śląskiej rewolucji przemysłowej. Warto docenić tutaj równoległe pokazanie rozwoju śląskich miast – zarówno tych zamieszkanych przez Polaków, jak i ośrodków, w których większość stanowili Niemcy. Kolejne pomieszczenia poświęcone są charakterystyce życia społecznego na Śląsku. Dowiemy się również, jak wyglądało życie codzienne tradycyjnej górniczej rodziny. Ważnym aspektem podjętym w tej części ekspozycji jest rodzenie się świadomości narodowej wśród mieszkańców regionu, powiązane z kontekstami wyznaniowymi. W ten sposób narracja płynnie prowadzi do następnego tematu, być może najważniejszego w całym Muzeum – przynależności państwowej Śląska po I wojnie światowej. Dużo uwagi poświęcono powstaniom śląskim i plebiscytowi z 1921 roku. Choć podkreślenie znaczenia tych wydarzeń w historii regionu nie budzi zastrzeżeń, można mieć wątpliwości, czy perspektywa prezentowania kwestii plebiscytowych nie jest zbyt jednostronna. Razi to chociażby w sposobie prezentacji plakatów zachęcających do głosowania – w plakatach niemieckich wyeksponowano właściwie wyłącznie negatywną, antypolską kampanię, w przypadku polskich – narracja jest dużo bardziej pozytywna.

Kolejna przestrzeń poświęcona jest dwudziestoleciu międzywojennemu. Z jednej strony umieszczona została informacja o historii polskiej części Śląska, z drugiej o tym, co działo się wtedy w części niemieckiej. W ten sposób połączono opowieść o historii regionu z wyjaśnieniem genezy II wojny światowej. Na uwagę zasługuje również makieta gmachu Muzeum Śląskiego, który, jak już wspominałam, miał zostać oddany do użytku tuż przed wojną. W dalszej części wystawy poświęconej okresowi okupacji zobaczymy tę makietę z drugiej strony – budynek już po zniszczeniu przez hitlerowców. Jednak jeszcze zanim przejdziemy do ekspozycji o II wojnie światowej, podjęty zostaje temat aneksji Zaolzia przez Polskę w 1938 roku. Obejrzeć możemy fragment kroniki filmowej dokumentujący przejęcie władzy przez polską administrację. Wątpliwość budzić może fakt, że film nie został opatrzony żadnym komentarzem. Widzowie, którzy nie posiadają rozbudowanej wiedzy historycznej, mogą nie skojarzyć „powrotu Zaolzia do Macierzy” z udziałem Polski w rozbiorze Czechosłowacji. Współczesna instytucja muzealna powinna edukować i pobudzać do refleksji nad trudnymi tematami w naszej historii, a nie bezkrytycznie przekazywać narrację propagandową polskiego rządu z 1938 roku.

Przejście do części wystawy poświęconej wybuchowi wojny zostało zaaranżowane z wykorzystaniem chwytu znanego z innych muzeów (na przykład POLIN) – korytarz nagle zakręca, a na ścianach pojawiają się niemieckie obwieszczenia i sylwetki samolotów Luftwaffe. Dla twórców ekspozycji ważne było jednak podkreślenie odrębności wojennej historii Śląska. Osią tej opowieści jest Volkslista i dramat ludności cywilnej, często przymusowo wpisywanej do niemieckich kategorii narodowościowych. W tej części wystawy pokazano również terror niemieckiej okupacji. Jednym z eksponatów jest gilotyna wykorzystywana przez Niemców do wykonywania wyroków śmierci. Warto zwrócić uwagę na ciekawe rozwiązanie ekspozycyjne – gilotyna jest prezentowana w czarnej gablocie. Szyba, przez którą zobaczyć można wnętrze gabloty, umieszczona została na wysokości oczu dorosłego człowieka. W ten sposób autorzy wystawy jasno sugerują, że eksponat nie jest przeznaczony dla oczu dzieci. Również pozostałe elementy w tej sali budują narrację o martyrologii narodu polskiego w czasie II wojny światowej i szczególnej tragedii Górnoślązaków, zmuszanych do porzucania polskości.

Ostatnia duża część wystawy „Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów” poświęcona została historii PRL. Jest to zdecydowanie najsłabsza i najmniej przemyślana część ekspozycji. Mimo skupienia się na wydarzeniach regionalnych, takich jak powołanie województwa stalinogrodzkiego, strajki w Jastrzębiu-Zdroju czy pacyfikacja kopalni „Wujek”, narracja wydaje się nie odbiegać daleko od konwencjonalnych sposobów przedstawiania tej epoki historycznej w kulturze popularnej. Zobaczymy więc bloki z wielkiej płyty, meblościankę czy małego Fiata. Nieco nostalgiczna narracja o czasach świetności polskiego górnictwa wydaje się nie oddawać złożoności śląskiej historii po II wojnie światowej. Podobna ekspozycja mogłaby pojawić się we właściwie każdym miejscu w Polsce. Warto więc zastanowić się, na ile muzealnicy posługują się pewnymi kliszami narracyjnymi dotyczącymi historii PRL-u, które zamiast ją tłumaczyć, utwierdzają powszechne mity na temat epoki. Może być to część szerszego problemu związanego z nieprzepracowaniem najnowszej historii Polski w powszechnej świadomości. Epoka ta wydaje się tak bliska i tak uwikłana we współczesne spory, że nie opracowano jeszcze żadnej spójnej muzealnej strategii narracyjnej, która opisywałaby polskie doświadczenie czasów komunizmu. Dopóki taki społeczny konsensus nie zostanie osiągnięty, ekspozycje siłą rzeczy ograniczać będą się do sztampowych eksponatów i niepogłębionych interpretacji.

Historia przemilczana

Muzeum Śląskie pozwala analizować, w jaki sposób ogólnonarodowa wizja historii może wpływać na historię regionalną, a nawet ją tłamsić. Goście, którzy odwiedzą tę placówkę z planem dowiedzenia się czegoś o regionalnej tożsamości Śląska, wyjdą zawiedzeni. Cała ekspozycja zorientowana jest na potwierdzanie tezy o odwiecznej polskości tych terenów. Narodowa perspektywa sprawia, że twórcy wystawy właściwie nie dostrzegają istnienia Ślązaków jako odrębnej grupy etnicznej. Z wystawy nie dowiemy się o fakcie istnienia języka śląskiego ani o współczesnym ruchu autonomicznym. Uderzające jest to szczególnie w porównaniu ze sposobem traktowania w narracji muzealnej Niemców – których odrębność jest podkreślona, a historyczne zamieszkiwanie na tych terenach potwierdzone. Osoby identyfikujące się jako Ślązacy zostają wykluczone ze wspólnoty mieszkańców regionu, która musi być jasno określona narodowościowo – jako polska, niemiecka, ewentualnie czeska. Muzeum Śląskie nie jest więc muzeum regionalnym, ale narzędziem narodowej polityki historycznej prowadzonej z perspektywy Warszawy. Trudno nie rozpatrywać go również jako jasnego głosu we współczesnej debacie o autonomii Śląska. Niestety, ucierpiała na tym muzealna narracja, niedostrzegająca etnicznego i kulturowego bogactwa regionu.

Muzeum milcząco bierze udział również w innej debacie – o współczesnej tożsamości Śląska. Milczenie przejawia się w konstrukcji wystawy stałej, której narracja kończy się na roku 1989. W przypadku Śląska to niedopowiedzenie wydaje się szczególnie znaczące. Transformacja lat 90. mocno uderzyła w podstawy gospodarcze regionu, a dla wielu jego mieszkańców cały czas nie jest zakończonym rozdziałem historii. Zamknięcie kopalń dla rzesz Ślązaków oznaczało bezrobocie i utratę życiowego punktu odniesienia. Procesy przekształcania wielkich zakładów pracy trwają do dzisiaj i cały czas wzbudzają ogromne napięcia społeczne. O wszystkich tych strukturalnych problemach nie dowiemy się na wystawie Muzeum Śląskiego. Oczywiście w obronie twórców ekspozycji można by wysunąć argument, że przecież mówią oni o historii, nie teraźniejszości. Jednak po pierwsze, nie można zrozumieć przeszłości bez świadomości współczesnych debat i konfliktów. Sentymentalna wizja górniczej przeszłości Śląska jest obecnie budowana między innymi na ogromnej frustracji wywołanej przez ustrojową i ekonomiczną transformację. Po drugie, autorzy wystawy sami zachęcają gości muzeum do refleksji nad teraźniejszością, zadając na koniec pytanie „Jaki jest współcześnie Górny Śląsk i jaki ma być w przyszłości?”. W ich oczach transformacja była szansą, która otworzyła Śląskowi nowe perspektywy rozwoju. Ta optymistyczna, ale pełna przemilczeń narracja nie pozostawia miejsca na dyskusję o problemach społecznych czy o ogromnych wyzwaniach ekologicznych, jakie stoją przed regionem w obliczu zanieczyszczenia środowiska.

Rola eksponatu, rola muzeum

Wystawę historyczną Muzeum Śląskiego warto rozpatrywać również jako przykład pewnych tendencji w polskim muzealnictwie. Ze względu na sposób prowadzenia opowieści o przeszłości Muzeum z pewnością możemy zaklasyfikować jako nowoczesne muzeum narracyjne. Twórcy wystawy wykorzystali niemal wszystkie dostępne techniki uatrakcyjnienia przekazu i wciągnięcia widza w opowiadaną historię. Teatralizacja przestrzeni muzealnej, która dwanaście lat temu była wielką atrakcją i zadecydowała o sukcesie Muzeum Powstania Warszawskiego, dziś może wydawać się nieco przestarzałą techniką, a przede wszystkim budzi wiele wątpliwości metodologicznych. Warto zastanowić się, czy takie nagromadzenie bodźców, osiągnięte za pomocą scenografii i multimediów, nie oddala nas od prawdziwego celu, jakim jest przybliżenie przeszłości. Z Muzeum Śląskiego trudno zapamiętać chociaż jeden eksponat. Oczywiście nie znaczy to, że na wystawie nie znajdziemy żadnych historycznych artefaktów. Nie zostały one jednak wystarczająco wyeksponowane i nie stanowią podstawy do opowiadania o wydarzeniach historycznych. Jeśli już, to tworzą raczej tło głównej narracji. Znacznie ważniejsza jest scenografia i multimedia. Paradoksalnie w ten sposób twórcy wystawy powracają do sposobu prezentowania eksponatów kojarzącego się raczej z tradycyjnymi muzeami. Przedmioty zostają zamknięte w gablotach, nie opowiadają żadnej historii i nie zyskują znaczenia w oczach patrzących na nie gości muzealnych. Kontakt z przeszłością w takim muzeum jest doświadczeniem z natury sztucznym, jedynie zainscenizowanym za pomocą nowoczesnych technik. Wartość przedmiotów i historia, którą mogą one opowiadać, nie zostały w wystawie Muzeum Śląskiego docenione. Nasuwa się więc pytanie, na ile nowoczesne muzea nie poszły za daleko w unowocześnianiu ekspozycji i nie zatraciły najważniejszej swojej cechy – umożliwiania zwiedzającym kontaktu z autentycznymi artefaktami historycznymi.

Prezentowana w Muzeum Śląskim wystawa historyczna z pewnością jest atrakcyjna dla widzów i entuzjastycznie przez nich oceniana. Na pierwszy rzut oka trudno dziwić się tym pozytywnym opiniom – narracja wystawy wciąga i zachęca do zainteresowania się historią Śląska. Wszystkie te zalety nie powinny jednak przesłaniać w naszych oczach wątpliwości, które wzbudza opowiadana na niej historia i sposób wykorzystania muzealnych technik. Warto więc potraktować tę ekspozycję jako punkt wyjścia do refleksji nad kondycją współczesnych muzeów narracyjnych i perspektywami na przyszłość.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.