dwutygodnik internetowy
01.07.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Niekonsekwencja

Dziwna to rzecz, że przewodniczący KEP „nie mogąc milczeć” w sprawie aborcji i wspierając konkretne projekty ustaw ją regulujących (a w zasadzie: jej zakazujących), w przypadku kary śmierci „nie chce wchodzić na forum polityczne”, podkreślając, że dla niego ważna jest moralność.

W polskim Kościele nie zwykło się aprobować podejmowania przez chrześcijanina – czy to świeckiego, czy duchownego – dyskusji z Magisterium. Próby takie skutkują zazwyczaj oskarżeniami o stawianie się poza wspólnotą wiernych, o niestosowne pouczanie wspierającego się na Tradycji Urzędu Nauczycielskiego, w skrajnym przypadku – o maskowanie pytaniami własnych niegodziwych intencji (dodajmy, że chodzi najpewniej o intencje natury seksualnej). Wystarczy przypomnieć sobie gromy, które spadały i wciąż spadają na głowy krytyków kościelnego nauczania dotyczącego antykoncepcji, sformułowanego przez Pawła VI w encyklice Humanae vitae i podtrzymanego przez Jana Pawła II w Evangelium vitae.

Okazuje się jednak, że o ile nie wypada polskiemu chrześcijaninowi krytykować 13 punktu Evangelium vitae, w którym rozprawia się papież z antykoncepcją, o tyle wolno mu swobodnie interpretować punkt 56, dotyczący moralnego zakresu stosowania kary śmierci. Taki przynajmniej sygnał nadał dziś w TVN24 przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Powiedział on: „W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest powiedziane, że jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to – w bardzo wyjątkowych sytuacjach – nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka”. To prawda, że Katechizm coś takiego właśnie głosi, wyraźnie jednak zastrzegając (za Evangelium vitae), iż „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (2267).

Skoro Polska nie jest republiką bananową, skoro jej sytuacja wewnętrzna jest stabilna, to z punktu widzenia nauczania Kościoła nie ma żadnego powodu, by przywracać w naszym kraju karę śmierci. Kara ta nie jest niezbędna do zapewnienia bezpieczeństwa ludziom, do dyspozycji mamy cały arsenał innych środków prewencyjnych. Dlaczego więc nie usłyszeliśmy tego wprost od arcybiskupa Michalika, według którego nasza mowa powinna być „tak, tak; nie, nie”? Dlaczego zasłaniając się ogólnym hasłem świętości życia (osobliwie interpretowanym przez zwolenników przywrócenia kary śmierci), wygłosił on pogląd znakomicie służący za pożywkę populistycznym politykom, którzy naiwnie wierzą w magiczne rezultaty zaostrzania prawa karnego? Arcybiskup musiał wszak zdawać sobie sprawę z tego, że jego wypowiedź zostanie powiązana z ich postulatami.

Ostatnio wiele się mówiło w naszym Kościele o sianiu zamętu. Wszak za to właśnie ukarany został ksiądz Adam Boniecki. Nie za nadużycia doktrynalne, lecz za wygłaszanie, właśnie w TVN zresztą, twierdzeń, które przy obecnej sytuacji społeczno-politycznej nie służą jakoby misji Kościoła i dezorientują jego wiernych. Jak na tym tle ocenić wypowiedź jednego z najważniejszych pasterzy naszej wspólnoty, który nie skorzystał z okazji, by dać czytelny sygnał licznym polskim katolikom, którzy bez mrugnięcia okiem poprą teraz starania posłów PiS? Któż przekona tych ludzi, że restrykcje, jakimi Jan Paweł II obłożył moralnie dopuszczalne stosowanie kary śmierci, wykluczają popieranie przez chrześcijanina przywrócenie tej kary w Polsce?

Dziwna to rzecz, że przewodniczący KEP „nie mogąc milczeć” w sprawie aborcji i wspierając konkretne projekty ustaw ją regulujących (a w zasadzie: jej zakazujących), w przypadku kary śmierci „nie chce wchodzić na forum polityczne”, podkreślając, że dla niego ważna jest moralność. Jeśli tak, to dlaczego w przypadku aborcji „zdania polityków” tworzących prawo są jednak ważniejsze, w każdym zaś razie dość ważne, by warto było na nie wpływać? W jednym i w drugim przypadku chodzi o tę samą normę, zgodnie z którą nie wolno nam pozbawić życia drugiego człowieka w sytuacji innej niż obrona konieczna. Jeśli już Kościół postanowił wpływać na ustawodawstwo, to niech będzie w tym konsekwentny. Dziś, za pośrednictwem nad wyraz oszczędnego w słowach arcybiskupa Michalika, dał bowiem przyzwolenie na podwójne standardy. Nie wprost, ale dał – umywając ręce i odmawiając jasnego określenia się w sporze o karę śmierci. I w ten sposób zasiał zamęt (prawdziwy), bo Nergal w publicznej telewizji nikogo przynajmniej nie zabije.

 

Dyskusja pod tekstem dostępna:

http://kontakt-kik.blogspot.com/2011/11/niekonsekwencja.html