dwutygodnik internetowy
02.06.2014
magazyn papierowy


Nasza katolicka schizofrenia

Kilka dni temu środowiska prawicowe, podające się za katolickie, świętowały podpisanie przez ponad dwa tysiące lekarzy deklaracji wiary, w której zobligowali się działać zgodnie ze swoim sumieniem i Prawem Bożym.

Sumienie przed prawem państwowym

 

To zadziwiające, jak na przestrzeni zaledwie kilku dni te same środowiska prezentują skrajnie różne poglądy dotyczące rozdziału świeckiego porządku od nadprzyrodzonego. Jeszcze kilka dni temu środowiska prawicowe, podające się za katolickie, świętowały podpisanie przez ponad dwa tysiące lekarzy deklaracji wiary, w której zobligowali się działać zgodnie ze swoim sumieniem i Prawem Bożym. Pomijając już teologiczne zastrzeżenia co do niektórych fragmentów, jak i idei takiej deklaracji w ogóle, warto zaznaczyć, że takie inicjatywy mają jednak z perspektywy eklezjalnej pedagogiczną wartość, choćby poprzez jednoznaczne wskazanie na pewne priorytety. I żywię też nadzieję, że lekarze, podpisujący się pod takimi listami będą w stanie dotrzymać swych obietnic, nawet jeśli będzie kosztować to ich utratę pracy, honorariów, czy pewnych korzyści związanych z pełnieniem służby państwowej.

 

Bo nie oszukujmy się – każdego dnia, zwłaszcza pracując w służbie publicznej, mamy dylematy czy służyć Bogu czy Lewiatanowi. Czasem idziemy z Lewiatanem na kompromis, starając się utrzymać status quo i zapewnić tymczasowy porządek pomiędzy swoimi obywatelami. Niekiedy Lewiatan podejmuje decyzje po „naszej” myśli (np. penalizując aborcję, eutanazję, związki homoseksualne itp.). W takich sytuacjach żyjemy złudzeniem, że Lewiatan działa po myśli Boga, podczas gdy w rzeczywistości wszelkie jego działania są skierowane na legitymizację władzy – która zawsze związana jest z przemocą i wyzyskiem.

 

John Milbank, jeden z głównych przedstawicieli chrześcijańskiego ruchu radykalnej ortodoksji przestrzega przed naiwnym „przebóstwianiem” takiego państwa, które proponuje nam konstantyńskie rozwiązania, poprzez odwołanie do autonomicznego prawa naturalnego. Jest to typowy zabieg Lewiatana, polegający na złudnym pomieszaniu tego co religijne z tym co świeckie i państwowe, w celu skolonizowania przestrzeni religijnej przez myślenie sekularne. W rzeczywistości dochodzi do momentu, kiedy państwo może w końcu zainstalować swoją własną soteriologię (zapewniając „pokój” jako status quo w wojnie wszystkich przeciwko wszystkim) zamiast soteriologii chrześcijańskiej.

 

Naucz się rozdzielać porządek eschatologiczny, Boski od ziemskiego prawa i porządku!

 

Prawda jest taka, że Kościół Boży musi się mieszać do polityki. Tylko, że przeciwieństwie do nowoczesnych rozwiązań, które często proponuje prawica w postaci odnowienia projektu konstantyńskiego, Kościół jest sam w sobie polityczny, czy jak pisze James K. A. Smith: „Polityka [Kościoła] jest eklezjologią”. Graham Ward w swojej książce Cities of God pokazuje, że chrześcijańskie polis jest radykalnie inne i przeciwstawne wszelkim innym polis. Dlaczego? Jest to jedyne prawdziwe, archetypiczne polis. Jest zbudowane przez Logos i podtrzymywane przez Ducha Świętego, jest dynamiczne, nie ma granic, a urzeczywistnia się w postaci Nowego Jeruzalem. Wszelkie inne polis są jego parodiami – i na parodiach kończą się też wszystkie próby prawodawczego ustanowienia Bożego Prawa na ziemi. Dlatego, że spełnieniem tego polis jest uczestnictwo w miłości Trójcy Świętej – ekscesu miłości, miłości darmowej i samo-dającej się. Wspólnota eklezjalna, która nie może stworzyć temporalnej, nienaruszalnej struktury, z natury swej jest krytyczna i kontrkulturowa w stosunku do świeckiego porządku (który nie jest neutralny a budowany na bazie niechrześcijańskiej, heterodoksyjnej teologii). Kościół ma ciało polityczne, bo to my, dosłownie i rzeczywiście, jesteśmy ciałem Kościoła. Działamy jako jedno ciało i jeden Kościół. Jak mamy oddzielać sprawy Kościoła, które dotyczą naszego życia wewnętrznego, ale nie są indywidualne (gdyż wszyscy partycypujemy w życiu Kościoła i stanowimy jego jedno ciało), od życia politycznego, w które jesteśmy na co dzień rzuceni?

 

Prawda jest taka, że nauczyliśmy się selektywnie oddzielać to, co ma przynależeć do Prawa Bożego, a co do prawa naturalnego, państwowego, czy narodowego. I tak sprawy aborcji, eutanazji, związków partnerskich, obyczajowości, krytyki konkretnych ideologii (komunistycznej, czy tzw. „ideologii gender”) podchodzą pod jurysdykcję legalistycznie pojmowanego „Bożego Prawa”. Z kolei gdy chodzi o krytykę nadużyć systemu kapitalistycznego, indywidualizmu, pazerności, kary śmierci, działań wojennych, to słyszy się „Ale Kościoła w to nie mieszaj!”. Gdy mamy do czynienia wydarzeniami nacechowanymi niezwykle emocjonalnie, tymi które naruszają honor naszej ojczyzny (tej w której mieszkamy tymczasowo, a nie do której jesteśmy przeznaczeni) zapominamy o tym, że dwóm Panom nie można służyć. Gdy pojawia się sprawa honoru państwa, ojczyzny, narodu, nagle okazuje się, że Kościół nie może się wtrącać w te sprawy, a myślenie teologiczne staje jest niewskazane, wręcz wzbronione. Musimy zrezygnować z soteriologii chrześcijańskiej na rzecz soteriologii świeckiej, gdzie nie ma miłosierdzia, a zdrada stanu i narodu nie może nigdy zostać wybaczona. Teologia, w której przykazanie o miłowaniu wroga zastąpione jest przez „oko za oko”.

 

I tu przechodzimy do najbardziej bulwersującej wszystkich sprawy ostatnich dni. W ostatnią niedzielę umarł Wojciech Jaruzelski, pojednując się na łożu śmierci z Bogiem i przyjmując święte sakramenty. Co więcej, postanowiono urządzić państwowy pogrzeb, podczas którego okazano mu szacunek – pomimo zbrodni których dokonał osobiście, lub za które odpowiadał jako głowa państwa. Głosy, które się odezwały w związku z tym (w pewnym sensie stojące w kontrze do deklaracji lekarzy) pokazują jak bardzo schizofreniczni są polscy katolicy. Gdzie ten radykalizm chrześcijański i ortodoksja w momencie, gdy zbłąkany syn Boży powraca do niego skruszony i prosi o wybaczenie? Jest to największy powód do radości, jaki może mieć chrześcijanin. Decyzja gen. Jaruzelskiego o nawróceniu nie jest decyzją indywidualną i wewnętrzną, czymś tylko pomiędzy nim a Bogiem. Jest to sprawa całego Kościoła. W momencie swojego nawrócenia, gdy przyjął ciało Chrystusa, stał się on jednym ciałem z nami wszystkimi. Krzyczenie, że z perspektywy politycznej to skandaliczna decyzja chować go z honorami, dla katolików jest absurdalne. Z perspektywy prawdziwie politycznej (gdy mówimy o prawdziwym polis – chrześcijańskim) – eklezjologicznej, jesteśmy zobowiązani świętować jego włączenie do Kościoła, to że możemy wspólnie chwalić jedynego Boga, który jest miłością i chce, by wszystkie Jego dzieci wróciły do Niego.

 

Nie wiem, jaka przypadnie rola Jaruzelskiemu w narracji państwa polskiego. Świeckie polis rządzi się swoimi prawami i swoją mitologią. Wiem tylko, że w prawdziwym polis, gdzie budującą go narracją jest Boże Objawienie, jest to człowiek, który pomimo tego, że bardzo zbłądził i odszedł od Boga, w końcu powrócił do Ojca. Bo „większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.” (Łk 15,7).

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.

  • Mateusz Krzysztof Dziób

    Byłby to bardzo dobry tekst gdyby nie passus o Jaruzelskim. Za nawrócenie (i tylko za to!) należał mu się katolicki pochówek – z księdzem i w poświęconej ziemii. Natomiast nie należał my się pogrzeb z honorami, a ten w żadnym wypadku mu się nie należy bo na ten winniśmy pracować całe życie i przypowieść o gościach weselnych – jako, ze dotyczy ona innego porządku!- nie ma tu zastosowania!

  • Pingback: http://magazynkontakt.pl/nasza-katolicka-schizofrenia.html | subiektywnieoddo()

  • Ślązak

    Osobiście również uważam, że tekst bardzo dobry – choć dygresja o pogrzebie Jaruzelskiego nie do końca trafiona. Jak najbardziej się zgadzam, że jego nawrócenie powinno być dla nas powodem do radości, jak również boleję nad samym zakłóceniem pogrzebowej ceremonii. Uważam jednak, podobnie jak mój Przedmówca, że honory państwowe były tu wielkim nadużyciem.