dwutygodnik internetowy
24.11.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

My i oni?

Miasto jest pojmowane przez Bęc Zmianę jako nieustanny ruch koncepcji i ścieranie się różnych grup interesów.

Nie do końca jasna tożsamość jest atutem Fundacji – nie działa w strukturze hermetycznego świata sztuki, ani nie jest przedstawicielką ruchów miejskich. Tym samym może sobie pozwolić na opis problemów za pomocą kodów sztuk wizualnych, jednocześnie tworząc „tunel” między artystami a innymi grupami społecznymi.

Synchronizacja. Projekty dla miast przyszłości to wieloletni projekt Fundacji Bęc Zmiana, który skupia się na wizjach architektury, urbanistyki i społecznych konsekwencji projektowania współczesnych miast i tego, jak mogłyby wyglądać w kolejnych latach. W tym roku w Centrum Alzheimera Bogna Świątkowska zastanawia się nad projektowaniem dla wspólnoty.

 

Fundacja Bęc Zmiana zajmująca się przede wszystkim kulturą miejską kolejny raz przygląda się współczesnemu miastu. W warszawskim Centrum Alzheimera – spektakularnym budynku na dolnym Mokotowie – podejmuje temat wspólnoty i przestrzeni wspólnych. Nie jest to nowe terytorium Bęc Zmiany. Już wcześniej zajmowała się sanatoryjnym wymiarem miast, sztuką w przestrzeni publicznej (pierwsza realizacja w Warszawie po 1989 roku, czyli Różowe Jelonki na Powiślu, wyprodukowała właśnie ekipa Bogny Świątkowskiej), architekturą XXI wieku skupionej wokół protestów społecznych i arabskiej wiosny, czy w końcu pomysłom na zagospodarowanie Wisły. Miasto jest pojmowane przez Bęc Zmianę jako nieustanny ruch koncepcji i ścieranie się różnych grup interesów. „Tytuł wystawy My i oni odnosi się do ścierających się w przestrzeni miasta grup: użytkowników i projektantów, obywateli i polityków, osób „sprawnych” i „niepełnosprawnych”, zdrowych i chorych, lokatorów czynszówek i czyścicieli kamienic, pracujących i bezrobotnych, mieszkańców sąsiadujących ze sobą gierkowskich bloków z wielkiej płyty i strzeżonych osiedli”.

 

Wystawy Synchronizacji odbywają się w miejscach nie wystawienniczych: drewnianym domku fińskim, klubokawiarni czy Bibliotece Narodowej. Ta przewrotność pozycjonuje Fundację na styku organizacji zawodowo zajmującej się sztukami wizualnymi a miejskimi aktywistami eksplorującymi kolejne tematy i przestrzenie Warszawy. Nie do końca jasna tożsamość jest atutem Fundacji – nie działa w strukturze hermetycznego świata sztuki, ani nie jest przedstawicielką ruchów miejskich. Tym samym może sobie pozwolić na opis problemów za pomocą kodów sztuk wizualnych, jednocześnie tworząc „tunel” między artystami a innymi grupami społecznymi.

 

Wchodząc do budynku Centrum Alzheimera nie zachowuje się jak kolonizator. Działa na zasadach gościa, zgadzając się na panujące zasady. My i oni nie jest więc inwazyjna, działa jakby obok, jako dodatek do codziennego rytmu życia budynku, w którym swój czas spędzają chorzy ludzie. Przez to wystawa wydaje się bałaganiarska, złożona z przypadkowych, na szybko zebranych elementów, który z pozoru nie tworzą satysfakcjonującej całości.

 

Witający każdego przy wejściu ochroniarz na pytanie, gdzie jest wystawa, odpowiada: na drugim piętrze, winda jest obok. Nie słuchajcie go! Lepiej wejść po schodach i natknąć się na pracę Kongresu rysowników. To projekt realizowany od kilku lat przez Pawła Althamera – biorą w nim udział na tych samych zasadach zarówno artyści, jak i osoby niezajmujące się zawodowo sztuką. Przez kilka godzin lub dni wspólnie malują. Tym razem Althamer zaprosił pacjentów Centrum Alzheimera. Kolorowy, intensywny obraz nie zapowiada niestety tego, co dzieje się dwa piętra wyżej. To jedyny gest radyklanej partycypacji obecny na wystawie.

 

Dalej już bez fajerwerków. Grupa artystów od lat biorąca udział w projektach Bęc Zmiany. Konrad Pustoła pokazujący dwa wielkoformatowe zdjęcia kibuców. Agnieszka Szreder tworzy nowe flagi wspólnoty europejskiej. Michał Gayer powiesił rysunki z kopenhaskiej dzielnicy Christiana – zajęta w 1971 roku przez hipissów i skłotersów. Mikołaj Grospierre wybrał się w podróż do Estonii i Izraela, żeby sfotografować popadające w ruinę domy kultury. Mikołaj Długosz telefonem komórkowym nagrał podróż po chińskiej prowincji Sinciang. Franciszek Buchner prezentuje zdjęcia z Alei Sportów Miejskich na warszawskim Bemowie. WWAA powiesił projekt Służewskiego Domu Kultury, a Fundacja „Na miejscu” Archipelag z Woli.

 

Dwa projekty wzbudzają moje zainteresowanie w sposób szczególny. Termomodernizm Benona Malowańca to prowokacyjna praca wymierzona w kolorowe fasady polskich budynków, związane z ich termomodernizacją. Artysta zadaje pytanie: jak wyglądałyby Zamek Królewski i inne ważne budynki publiczne po typowej, polskiej termomodernizacji? Prezentuje grafiki, które w doskonały sposób to wizualizują. Malowaniec jest blisko Katarzyny Przezwańskiej i jej Makiety sejmu, w której artystka zaproponowały użycie nowych kolorów w polskim parlamencie. Termomodernizm podejmuje istotny dla wspólnoty temat wyglądu ikon architektury. I niejako mści się na władzy, każąc jej podejmować decyzje w brzydkich budynkach.

 

Projekt Włodzimierza Sobonia i WWAA namawia warszawiaków do budowania… domów na garażach. Nierealny pomysł wbija szpilkę w bańkę spekulacyjną rynku nieruchomości. Jeżeli możliwe byłoby budowanie tanich mieszkań na garażach, to ceny innych domów zostałyby radyklanie obniżone. I co wtedy?

 

 Przestrzenie wspólne opisane przez Fundację Bęc Zmiana nie wychodzą poza te opisane i przyswojone. Są to przede wszystkim: budynki użyteczności publicznej, niewspomniane przeze mnie, a obecne na wystawie kościoły, domy kultury, dziedzictwo modernizmu i nowe miejsca do spędzania wolnego czasu. Przecinają to dyskusje o tworzeniu mikro-wspólnot, tożsamości wyrażanych w architekturze, ekonomicznych i społecznych skutkach braku przestrzeni publicznych. Brakuje opisu komercyjnych miejsc publicznych takich jak supermarkety, galerie handlowe i bazary. Gdzie się podziały muzea, jako instytucje mogące pełnić rolę wielofunkcyjnego centrum? A klatki schodowe, kluby seniora, boiska, szkoły?

 

Kuratorce towarzyszy zasada Waltera Benjamina, by postępować radykalnie, nigdy zaś konsekwentnie. Brzmi kusząco, ale jak wtedy wyglądałyby miasta?