dwutygodnik internetowy
10.04.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Lasy Nasze Narodowe – studium przypadku

W Tatrzańskim Parku Narodowym jak w zwierciadle odbija się nasze podejście do lasów i do ochrony przyrody. Z jednej strony widzimy jej wartość i próbujemy ją chronić. Z drugiej strony – pokusa łatwego zysku, chęć działania na dużą skalę oraz zwykła ludzka nieudolność i bylejakość doprowadzają do skutków mrożących krew w żyłach.

zdj1

Widok z przełęczy Kominiarskiej na Giewont i masyw Czerwonych Wierchów (autorem wszystkich zdjęć jest Szymon Fulara)

Tatrzański Park Narodowy

W ostatnich latach w Polsce rośnie popularność wycieczek w wysokie góry. Strony tatrzańskich blogerów pękają w szwach, góry eksplorowane są przez rzesze wspinaczy, speleologów oraz zwykłych turystów. Tłum odwiedzających Tatry systematycznie rośnie, co dobrze widać po liczbie biletów sprzedawanych w Tatrzańskim Parku Narodowym (TPN).

Czego ludzie szukają w górach? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Wybitny badacz Tatr i bywalec gór, Ferdynand Goetel, twierdzi, że pędu w góry nie da się uzasadnić jakimkolwiek racjonalnym czynnikiem. Zdobywanie szczytów można według niego zaliczyć do rozrywek nieprzynoszących wymiernych korzyści. A jednak każdy, kto choć raz w górach był, mógł doświadczyć tego, co wielu ciągnie na szlaki: przestrzeni (lub ekspozycji, jak mówią bardziej doświadczeni wysokogórcy), widoków, walki z własnym zmęczeniem, przygody oraz obcowania z nieokiełznaną przyrodą. Dla ludzi, którzy uzależnili się od czystego górskiego powietrza, podniebne wycieczki są paliwem dającym energię na kolejne tygodnie i miesiące, a opowieści o przeżyciach ze szlaków pobudzają ich do kolejnych wypraw. Gdzie ich znaleźć? Wystarczy udać się do jednego ze schronisk i porozmawiać z ich gośćmi. Można również wejść na jedną z wielu stron dla miłośników wypraw wysokogórskich w mediach społecznościowych. Tam okaże się, że niebagatelne znaczenie ma również potrzeba doświadczeń osobistych i oryginalnych, odczucia na własnej skórze tego, co znamy z opisów.

Wykres na podstawie danych ze strony internetowej TPN

Wykres na podstawie danych ze strony internetowej TPN

Tatry nadają się do tego celu znakomicie. Nie są tak przepaściste jak Alpy, cały ich łańcuch zmieściłby się pod jednym ze szczytów Himalajów, a rzeki, wodospady czy wiatry nijak się mają do tych z Ałtaju czy gór Sierra Nevada. Niemniej jednak są to góry wyjątkowe. Ferdynand Goetel w „Tatrach” tak o nich pisał: „Są to góry, rzec można, doskonałe, jednoczą bowiem na niewielkim obszarze tak wiele czynników, którymi zaskakuje i porywa człowieka świat górski, że trzeba by objechać pół kuli ziemskiej, aby je znaleźć i pozbierać. Wyrazistość Tatr jest dzięki temu niezrównana. Krajobraz ich na ciasnej przestrzeni splata las i łąkę, potok i staw, skalne urwisko i usypisko kamienne, i śnieżne pola”. Do tego są to jedyne w Polsce góry typu alpejskiego (czyli takie, które wypiętrzone zostały w czasie ostatniej orogenezy i charakteryzują się wyraźnym podziałem na piętra). To jeden z wielu powodów, dla których należy o nie dbać.

Z podobnych założeń wyszedł w drugiej połowie XIX wieku Sejm Galicyjski, ustanawiając pierwszy zakaz chroniący tatrzańskie świstaki i kozice. Kilka lat później powstało Towarzystwo Tatrzańskie, a kolejne próby ochrony gór trwały aż do początku II wojny światowej. Ostatecznie Tatrzański Park Narodowy (TPN) utworzono po wojnie, w 1954 roku. Jego misja sformułowana została następująco: „Chronimy i pomagamy zrozumieć przyrodę i kulturę Tatr, umożliwiając doświadczanie ich przez obecne i przyszłe pokolenia”. Cóż jednak z tego, skoro rzeczywistość jest zgoła inna? W 2013 roku i w roku obecnym wiał szczególnie mocny halny, który powalił wiele drzew. Kolejne drzewa usuwa się dziś w milczeniu, ale też przy drażniącym uszy odgłosie pił łańcuchowych. Wszystko dzieje się w majestacie prawa. Martwe i powalone drzewa są wycinane (łatwiej zwieźć same pnie) lub zrywane, jak ostrzegają liczne znaki w parku.

Operacja została zlecona przez Radę Naukową TPN, a przyświeca jej idea „przebudowy drzewostanu”. Świerki, obecnie tak jednoznacznie kojarzące się z Tatrami, zostały tam sztucznie wprowadzone przez człowieka na początku XX wieku w celu zwiększenia zysków z wycinki drzewa. Prowadzono intensywne nasadzenia szybko rosnących świerków, przy okazji eliminując gatunki naturalne – jodłę, buk, modrzew. Niestety, współcześnie jednorodne lasy iglaste łatwo padają łupem kornika drukarza oraz grzybów. Chore drzewa o płaskim ukorzenieniu nie wytrzymują naporu nagłych porywów wiatru. Wiatrołomy szpecą krajobraz, a jednocześnie rozpalają wyobrażenia lokalnych działaczy. Wymyślili oni, że martwe drzewa należy usunąć (przy użyciu ciężkiego sprzętu, oczywiście) i „odbudować” naturalny drzewostan – drzewa rosnące w Tatrach przed wiekami.

Dolina Lejowa – jak wygląda przebudowa?

Jednym z obszarów Tatr najbardziej dotkniętych skutkami halnego z 2013 roku są okolice Doliny Lejowej. Wiodący nią czarny szlak dopiero w tym roku został otwarty dla turystów – po czterech latach wielkiego sprzątania. Nieopodal wejścia na niego od strony Doliny Chochołowskiej znajduje się niepozorna tablica TPN o jakże znaczącym tytule: „Dlaczego las potrzebuje martwych drzew?”.

Tablica TPN w Dolinie Chochołowskiej

Tablica TPN w Dolinie Chochołowskiej

Ponieważ tekst tablicy jest znaczący, a zarazem stoi w jawnej sprzeczności z działaniami obserwowanymi na terenie Parku, pozwolę go sobie przytoczyć oraz opatrzyć zdjęciami z Doliny Lejowej. Opis zaczyna się następująco:

„Las to najbardziej złożony ekosystem w Tatrzańskim Parku Narodowym. Zwykle kojarzymy las z drzewami, ale pod tym pojęciem kryje się miejsce życia rozmaitych organizmów, ściśle ze sobą powiązanych. Rośliny, grzyby i zwierzęta nie występują w lesie przypadkowo, każdy gatunek ma bowiem określone wymagania”.

Już na początku marszu ku Przełęczy Kominiarskiej, za którą rozciąga się Dolina Lejowa, możemy natknąć się na pierwszego przedstawiciela gatunku ściśle związanego z polskimi lasami – leśny ciągnik kołowy, popularnie zwany traktorem. Z jego pomocą TPN dba o lokalny ekosystem. Ma on szczególny wpływ na wspomniane rośliny i grzyby tworzące niskie piętra lasu: ściółkę, runo, podszyt. Jak widać na zdjęciu, nadają się one znakomicie na parking.

zdj4

Ciągnik w okolicach Doliny Lejowej, luty 2017

Czarny szlak wspina się dalej stromo, pomiędzy nienaruszonymi przez halny drzewami. Dochodząc do przełęczy, warto przypomnieć sobie kolejny fragment tablicy z doliny:

„W lasach naturalnych na warunki życia różnych organizmów szczególnie mocno wpływają zamierające i martwe drzewa – zarówno stojące, jak i leżące. Są one siedliskiem licznej grupy roślin, grzybów i zwierząt. Dla wielu z nich, głównie grzybów i owadów, jest to jedyne miejsce, gdzie mogą się rozwijać. Gdy usuwa się zamierające lub martwe drzewa, niektóre gatunki po prostu giną”.

Z Przełęczy Kominiarskiej otwiera się widok na Giewont i masyw Czerwonych Wierchów. Oraz na połacie wyciętych drzew. Było ich tu tak dużo, że do zwiezienia konieczne okazało się utworzenie szerokich dróg dojazdowych dla ciężkiego sprzętu. Po przewróconych drzewach zostały jedynie martwe pnie i korzenie. „Niektóre gatunki” mogące rozwijać się wyłącznie w martwym drzewostanie okazały się widocznie zbędne.

Nowo utworzone drogi do „zrywki” drewna

Nowo utworzone drogi do zrywki drewna

Gdyby ktoś wątpił w sens zostawiania martwych drzew w lesie, leśnicy wyjaśniają: „Martwe drzewa kształtują lokalny mikroklimat: osłaniają przed wiatrem, dają cień i zatrzymują wilgoć w glebie. Leżące, rozkładające się kłody i gałęzie zapobiegają nadmiernej, nienaturalnej erozji gleby, czyli niszczeniu jej przez deszcze czy wiatry. Użyźniając podłoże, tworzą lepsze warunki do rozwoju młodszego pokolenia drzew”.

Patrząc na smaganą wiatrem nagą przełęcz, nie sposób pojąć, czy oficjalne stanowisko Parku i jego działania mają jakikolwiek wspólny mianownik. Czy autor tekstu tablicy z Doliny Chochołowskiej nie wspiął się na przełęcz? Czy drwale z góry nigdy nie trudzili się przeczytaniem tych kilku zdań? Odpowiedź na te pytania kryje się w kolejnych akapitach tatrzańskiej propagandy:

„Pamiętajmy, że jedną z funkcji parków narodowych jest dostarczanie wiedzy o ekosystemach naturalnych, w tym także o lasach. Aby poznać prawa rządzące życiem przyrody i skutecznie wykorzystywać tę wiedzę w lasach gospodarczych, musimy mieć do dyspozycji lasy naturalne – również te, w których są martwe drzewa”.

Są to ostatnie zdania na tablicy informacyjnej. Rzucają nowe światło na rolę parków narodowych. Jedną z ich funkcji – warto dodać, że jedyną wymienioną na tablicy – jest „dostarczanie wiedzy o ekosystemach” naturalnych. W jakim celu? Abyśmy mogli „poznać prawa rządzące życiem przyrody i skutecznie wykorzystywać tę wiedzę w lasach gospodarczych”. Czy w takim razie główną, prawdziwą rolą Parków Narodowych jest dostarczanie wiedzy, jak uprawiać drzewa na potrzeby przemysłu? Czy względy zdrowotne, dbanie o naturę lub banalne piękno przyrody, propagowane przez Parki Narodowe, są tylko celami pobocznymi, bynajmniej nie najważniejszymi? Po analizie tekstu z tablicy informacyjnej oraz obejrzeniu filmu Lasów Państwowych, wiadomo jedno: liczy się las gospodarczy. Jego dobro jest stawiane na piedestale.

Jeśli na małej powierzchni zbadało się wpływ martwych drzew – po co zostawiać je w innych miejscach? Odpowiedź aż ciśnie się na usta. Pamiętamy przecież: rośliny, grzyby, mikroklimat, nienaturalna erozja. W kwestiach ochrony przyrody polscy leśnicy i parkowcy nie patrzą jednak tak daleko.

Idąc ku Lejowej, szlakiem rozoranym kołami maszyn, zobaczymy wiele śladów przemysłu leśnego: zgubione rękawice, ślady po ognisku, przy którym ogrzewali się robotnicy, oraz zdrowe drzewa, poranione tylko dlatego, że stały zbyt blisko drogi.

Zdrowe drzewo uszkodzone w trakcie „zrywki” połamanych drzew

Zdrowe drzewo uszkodzone w trakcie zrywki połamanych drzew

Ochrona przyrody

Lasy Państwowe propagują obecnie tzw. czynną ochronę przyrody. Polega ona na aktywnej działalności człowieka w wymagających jej miejscach – na przykład w tych, które zostały zaatakowane przez kornika drukarza. Leśnicy zgadzają się z twierdzeniem, że przyroda najlepiej poradzi sobie sama. Nie są jednak w stanie czekać długich lat na naturalne odrodzenie lasu. TPN dodaje do tej ideologii jeszcze jeden element – opisaną „przebudowę drzewostanu” ze świerkowego na buczynowy. Uzasadnia ją tezą, że współczesne lasy, przerzedzone przez człowieka i ubogie (w porównaniu z lasami pierwotnymi), nie poradzą sobie same bez ludzkiej ingerencji. Leśnicy twierdzą, że natura pozostawiona sama sobie będzie zamierać. Padnie ofiarą plagi korników bądź grzybów i w okresie krótkoterminowym ulegnie znacznemu zniszczeniu. Jedyną radą jest centralnie zarządzana aktywność człowieka polegająca między innymi na usuwaniu chorych i martwych drzew. Takie są argumenty leśników.

Zostawmy jednak na chwilę ich osąd. Widzieliśmy efekty porządkowania przez nich lasu. Propagowane dbanie o bioróżnorodność ma poważne skutki uboczne: ingerencję ciężkiego sprzętu, parkingi, drogi dojazdowe i zniszczenia roślin, które są „po drodze”. Zrywka drewna prowadzi do wyjałowienia i erozji objętych nią terenów, zniszczenia niskich pięter lasu i wymierania gatunków żyjących w martych drzewach, a co za tym idzie, również tych zwierząt, które się nimi żywią. Dla lasu jest to hekatomba. Jakie działania podejmiemy za dwadzieścia–trzydzieści lat, kiedy już dojdziemy do wniosku, że zmiany są nieodwracalne, a to, co obecnie przypomina las naturalny, diametralnie zmieni swoją postać? Być może wreszcie w powszechnej świadomości dojdziemy do wniosku, że las to nie łazienka, którą można przebudować wedle nowej mody.

Co jednak zrobić, by taką świadomość rozpowszechnić? Po pierwsze, należy zastanowić się nad prawdziwymi motywami obecnych działań Parku Narodowego. Jaką rolę gra w nich prozaiczna chęć zysku? Według danych TPN łączne straty spowodowane halnym tylko w 2013 roku wynoszą 153 tysięcy metrów sześciennych drewna. Zakładając niską cenę metra sześciennego iglastego drewna opałowego na poziomie 108 złotych, otrzymujemy sumę 16,5 milionów złotych leżących na ziemi. Jeśli założymy, że 20 procent z pozyskanego surowca zostanie sprzedane jako nieobrzynana tarcica klasy drugiej o grubości do 27 milimetrów (deski, bale i tak dalej) po cenie 1026 złotych za metr sześcienny, kwota ta wzrośnie do 44,5 milionów złotych.

Ferdynand Goetel jeszcze w rok po ustanowieniu TPN pisał: „Walka o zamianę Tatr w park przyrody nie została uwieńczona jakimś zdecydowanym wynikiem. […] Przeciw parkowi powstała nie tylko «publiczność» […], ale i górale. Jedni i drudzy uważali góry za swoją własność”.

W Tatrzańskim Parku Narodowym jak w zwierciadle odbija się nasze podejście do lasów i do ochrony przyrody. Z jednej strony widzimy jej wartość, potępiamy dewastację i próbujemy ją chronić,  propagując światłe i naukowe teorie. Z drugiej strony rzeczywistość bierze górę. Pokusa łatwego zysku, chęć działania na dużą skalę oraz zwykła ludzka nieudolność i bylejakość doprowadzają do mrożących krew w żyłach efektów. Dlaczego nie możemy Tatr, po tylu latach troskliwej opieki, zostawić wreszcie samym sobie, a ingerować mądrze tylko tam, gdzie to rzeczywiście konieczne?

Odpowiedź na to pytanie łączy się z podstawowym problemem społecznym, z jakim mamy obecnie do czynienia: głębokim podziałem i nieumiejętnością porozumienia. Miejscowi górale, leśnicy i właściciele lasów częściowo żyją z wyrębu. Natomiast miejscy ekolodzy, turyści i naukowcy chcą widzieć lasy nietknięte i zupełnie naturalne – najlepiej, żeby zakaz ingerencji obowiązywał wszędzie, a park był rezerwatem ścisłym obejmującym jak największy teren. Pogodzenie tych dwóch z pozoru sprzecznych głosów stanowi klucz do skutecznej ochrony środowiska. Jeśli chcemy chronić przyrodę, należy zadbać o wykształcenie oraz pomoc w znalezieniu odpowiedniej pracy dla społeczności związanych z lasami. Natomiast zapędy „publiki”, jak Goetel nazywał turystów i gości Zakopanego, warto ograniczać, jednocześnie uświadamiając im rolę ochrony przyrody i sposób życia lokalnych społeczności, które często nierozerwalnie związane są z lasami i ich eksploatacją. Nie chodzi więc o wyeliminowanie interakcji człowieka z lasami poprzez ustanowienie radykalnej i zupełnej ochrony ścisłej, ale o ucywilizowanie jej i ograniczenie, prowadzące nie tylko do utrzymania obecnego bogactwa przyrodniczego, ale również do jego wzrostu. Może wtedy będziemy w stanie zapobiec nierozważnym i niszczycielskim działaniom w obszarach o szczególnej wartości? Może uda się skutecznie oddzielić obszary gospodarcze od tych, w których przyroda będzie rządzić sama? Dzięki takim ograniczeniom możemy uzyskać impuls do wzrostu innowacyjności w gospodarce, ograniczając nadmierną ekspansję, a stymulując efektywne użytkowanie tych zasobów, które już i tak są wykorzystywane.

***

O wycinaniu drzew pisała w „Kontakcie” również Maria Rościszewska („A wióry lecą”).

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.