dwutygodnik internetowy
23.06.2014
magazyn papierowy


Hegel, Haiti i historia uniwersalna

Susan Buck-Morss wbija szpilę w zadowolonych z siebie, swojej historii filozofii i historii gospodarczej, orędowników europocentrycznej wersji dziejów uwalniania wszystkich i wszystkiego.

 

„Seria Idee” – jedna z najważniejszych w Polsce książkowych serii publicystycznych – wzbogaciła się niedawno o tom czterdziesty drugi. Dzieło to całkiem niepozorne, autorki szerzej w Polsce nieznanej, a i tematyka raczej nie z tych, co na potęgę porywają prężne studenckie umysły podążające za intelektualnymi modami w zupełnie inne rejony czarnobiałego świata papieru, farby drukarskiej i wszystkiego co pomiędzy. A jednak, pozory mylą. Darowanie sobie dwóch, no góra trzech, godzin na zapoznanie się z „Hegel, Haiti i historia uniwersalna” Susan Buck-Morss zaliczyłbym do jednej z mniej trafnych decyzji tych nielicznych, co czytają jeszcze książki po to, by sobie nad nimi zwyczajnie podumać. Mój egzemplarz – tak dla przykładu – cały jest już pokreślony, pokomentowany i wszędzie widnieją pionowe kreski z niedbałą kropą na środku, które przypominać mi powinny wszystkie wątki warte zaanektowania do tajemnego katalogu myśli skradzionych.

 

Na początku warto wiedzieć, że książka dzieli się na dwie części. Tej drugiej bardzo dużo słów, zarówno w wywiadzie z autorką, jak i własnych felietonach, poświęciła już Agata Bielik-Robson. Słów – dodać należy – jak zwykle tak mądrze brzmiących, że nietrudno poczuć się wykluczonym z „dyskursu”. Co by nie ścigać się z Bielik-Robson w literackim konkursie piękności, skądinąd oczywiście bardzo ciekawym i spostrzegawczym, mówię pas „subwersywnym przekonaniom”, „aletermodernizmowi” czy „rekolekcji faktów”. Po więcej o części drugiej, tej bardziej kontrowersyjnej i nie zawsze przekonującej – albowiem poświęconej obronie uniwersalności – odsyłam do konkursowej zwyciężczyni. Lepiej wszak tego i tak nie napiszę.

 

Ja z kolei pragnę pozachwycać się częścią pierwszą: „Hegel i Haiti”. W dość zwartym nurcie eseju pojawia się bowiem kilka bardzo ciekawych i bliskich memu sercu oraz umysłowi, spostrzeżeń. Zwłaszcza wtedy, gdy Susan Buck-Morss wbija szpilę w zadowolonych z siebie, swojej historii filozofii oraz historii gospodarczej, orędowników europocentrycznej wersji dziejów uwalniania wszystkich i wszystkiego. Bo jak udowadnia Susan Buck-Morss, to wcale nie zachodni twórcy globalnej gospodarki kapitalistycznej, opartej od samego początku na nierównościach i wyzysku, przystąpili w swojej wspaniałomyślności do wprowadzania w czyn szlachetnych teorii antyniewolniczych. Nie byli to również europejscy filozofowie doby oświecenia – Hobbes, Locke, Rousseau czy Kant – jegomoście odpowiedzialni za stan umysłu ówczesnych elit. Dla nich niewolnictwo nie było niczym więcej, niż pewną abstrakcyjną ideą wartą kontemplowania i rozwijania teoretycznego (trochę inaczej ma się sprawa z tytułowym Heglem co prawda).

 

W takim razie któż to zuniwersalizował idee wolności, które dotychczas były reglamentowane wyłącznie obywatelom metropolii (nawet jeżeli wszem i wobec uważano ową wolność za uniwersalną i naturalną, ludzką i cywilizacyjną)? Według autorki byli to kolonialni niewolnicy z Haiti, którzy uczynili to poprzez dokonanie udanej rewolucji wolnościowej na przełomie XVIII i XIX wieku. To oni pojmowali wolność – całkowicie nie abstrakcyjny cel swoich walk – niby to na wzór wolności wywalczonej przez rewolucjonistów francuskich, ale jednak nie tak samo. Haitańczycy roztaczali bowiem jej urok – w porównaniu do Francuzów – na wszystkich. Niezależnie od obywatelstwa i pochodzenia, płci czy wyznania. A zrzucając swoje kolonialne kajdany, zmienili bieg dominujących dyskursów, pokazali, że wolność nie jest domeną wyłącznie „człowieka cywilizowanego”, że nie jest geograficznie i rasowo zdeterminowana. Wprowadzili aspekt praktyczny wywodzący się z zewnątrz Europy, w teoretyczne gdybanie filozofów znajdujących się w europejskim pępku. Stając się punktem odniesienia dla tego pępka, nadali nowe, bardziej uniwersalne, brzmienie „wolności”. Zatem to nie niższym stanom na paryskich barykadach, a przywiezionym z wielu miejsc Afryki Haitańczykom, którzy stworzyli niebywale egalitarne – jak na swoje czasy – państwo, zawdzięczamy kształt idei wolności. Idei, która stała się – jak lubimy sobie powtarzać co jakiś czas – fundamentem zachodniej cywilizacji. Nie byłoby współczesnej Europy, gdyby nie Haiti – pisze autorka.

 

Sam wywód, którego aż wstyd przyznać jak ogromny skrót tu przedstawiłem, bogaty jest w wiele pasjonujących szczegółów, składających się na maczugę wymierzoną w europocentryzm idei wolności. Jakich na przykład? Autorka w fascynujący sposób podkreśla znaczenie dla implementacji idei równości w wolności rytuałów voodoo i zwyczajów haitańskiej masonerii, wprowadza wątek rozwoju kapitalizmu oraz Polaków pomagających Haitańczykom. No i oczywiście, krytykuje współczesny sposób prowadzenia dyskusji naukowych, będących elementem konserwującym europocentryczne interpretowanie przeszłości. A to tylko pierwszy z dwóch esejów. Zatem polecam i cieszę się, że polski czytelnik może sięgnąć po ten, niewątpliwie poszerzający przeróżne horyzonty, tom numer 42. Za waszą i naszą.

 

„Hegel, Haiti i historia uniwersalna”, Susan Buck-Morss. Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014 r.

 


Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.