dwutygodnik internetowy
31.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Efektywny altruizm, nieefektywny kapitalizm

Trudno krytykować ruch społeczny skupiający się na promowaniu filantropii i wskazywaniu moralnych zobowiązań, jakie bogaci mają wobec ubogich. Okazuje się jednak, że truizm mówiący o tym, że każda idea może zostać zniekształcona i wypaczona, zdaje się adekwatny i w tym przypadku.

ilustracja: Zuzanna Wicha

ilustracja: Zuzanna Wicha

Efektywny altruizm to ruch społeczny powstały w Oxfordzie na przestrzeni 2011 roku, którego celem jest promowanie skutecznej dobroczynności, a więc działalności charytatywnej zakładającej konkretne, mierzalne cele i wykorzystującej posiadane środki w najlepszy możliwy sposób. Idea jest piękna i szczytna, efektywny altruizm to filantropia na miarę XXI wieku, wykorzystująca osiągnięcia matematyki, statystyki czy zarządzania, które pozwalają zidentyfikować najbardziej palące globalnie problemy i dobrać skuteczne rozwiązania, aby im zaradzić. Dobroczynność możemy wreszcie oprzeć na rozumie, a nie na emocjach i wykorzystać nie tylko w celu uspokojenia własnego sumienia, a przede wszystkim przeprowadzenia realnej zmiany w świecie. W największym skrócie, i w słowach fundatorów ruchu, efektywny altruizm to analizowanie danych i próba ocenienia tego, jaka działalność charytatywna przyniesie światu najwięcej dobra.

Jest to idea kusząca, szczególnie jeżeli zapoznamy się z problemami, z jakimi mierzy się sektor organizacji charytatywnych: jak znaczne mogą być różnice w skuteczności wydawania zebranych środków czy też mierzenia efektów swojej działalności. Pisał o tym Adam Leszczyński w niedawno wydanej książce „Eksperymenty na biednych”, wiele z takich nieprawidłowości opisuje również William MacAskill, jedna z twarzy globalnego ruchu effective altruism, w książce „Doing good better”. MacAskill przywołuje między innymi przykład „Rounadbout PlayPump”, południowoafrykańskiego systemu pomp wodnych połączonych z karuzelami, które miały pozwolić bawiącym się dzieciom odciążyć pompujących wodę, łącząc zabawę z rozwiązywaniem lokalnych potrzeb. Niezwykle medialna idea zdobyła światowy rozgłos oraz finansowanie w wysokości kilkunastu milionów dolarów, do 2010 roku w Afryce takich „pomp karuzelowych” zainstalowano cztery tysiące. Pomimo pozornej innowacyjności okazało się, że urządzenia są droższe, znacznie mniej skuteczne niż tradycyjne pompy ręczne, wolniej pompują wodę, a kiedy nie ma w pobliżu dzieci, ich użytkowanie wymaga znacznie więcej wysiłku. Przykładów takich jak powyższy jest mnóstwo i pod tym względem działalność organizacji takich jak efektywny altruizm jest więcej niż pożądana. Musimy rozliczać organizacje charytatywne z tego, jak wykorzystują zdobyte pieniądze, dobrze jest również być w stanie porównać efekty ich działań. Możemy wtedy zadecydować, że zamiast wspierać finansowo organizację zajmującą się organizowaniem treningów psów przewodników dla osób niewidomych, co w Stanach Zjednoczonych wiąże się z kosztami około czterdziestu tysięcy dolarów na jednego wytrenowanego psa, wolimy przeznaczyć pieniądze na organizację zajmującą się walką z jaglicą, która jest jedną z głównych przyczyn ślepoty w krajach rozwijających się, a której wyleczenie kosztuje około dwudziestu dolarów na pacjenta.

Problem pojawia się jednak, kiedy wgłębimy się w filozofię społeczną, na której oparty jest ruch efektywnego altruizmu. Obok haseł o dobieraniu „skutecznych ścieżek do osiągnięcia celu w oparciu o wiarygodne dane”, efektywny altruizm propaguje bardzo konkretną wizję świata. Jest to świat skrajnie zindywidualizowany, opisywany językiem podporządkowanym relacjom rynkowym (w wielu materiałach effective altruism działalność charytatywna opisywana jest jako inwestycja, „dobro”, które z niej wynika, jest traktowane jako stopa zwrotu z inwestycji). W opowieści tej jednostki są hiperracjonalne, a wszystkie ich działania można porównać, przeliczyć płynące z nich dobro i przyporządkować im prawdopodobieństwo powodzenia. Świat jest statyczny i przewidywalny, a nawet cena uratowania ludzkiego życia jest określona i wyrażona w dolarach (wynosi $3,340 i jest szacowanym kosztem uratowania jednego życia przez Against Malaria Foundation).

W tym miejscu kusząca racjonalność efektywnego altruizmu zamienia się w farsę, a książka MacAskilla dowodzi tego wielokrotnie. W jednym z rozdziałów swojej książki MacAskill opisuje skalę cierpienia zwierząt hodowlanych oznaczaną liczbowo w skali od -10 do +10, która ma być podstawą do oszacowania „dobra” wynikającego z zaprzestania jedzenia konkretnego rodzaju mięsa (dla zainteresowanych: krowy mają 4/10, kury na wolnym wybiegu -1, trzoda chlewna -5). Efektywni altruiści nagminnie używają również analizy QALY jako miary „dobra” wynikającego z konkretnych interwencji medycznych czy ratowania ludzkiego życia. QALY to inaczej liczba lat skorygowana jakością, będąca iloczynem dwóch zmiennych, pierwszej – liczby lat zyskanej dzięki konkretnej interwencji medycznej, drugiej – jakości życia podczas uzyskanych lat (ocenianej pomiędzy 0 a 1). Tak więc operacja, która przedłuża życie o lat 10, ale sprawia, że te lata życia będą o jakości 0,2 ma wartość 2 QALY, tyle samo co przedłużenie życia o 2 lata, ale pełnej jakości. Nie wiem, czy potrzeba więcej przykładów, aby zilustrować obłęd kwantyfikacji i matematyzacji, w który wplątana jest filozofia efektywnego altruizmu, wierzę również w wyobraźnię czytelnika jeżeli chodzi o konsekwencje i zagrożenia takiego podejścia.

Problemów z efektywnym altruizmem jest jednak znacznie więcej. Najbardziej dotkliwym i bezpośrednio wynikającym z metodologicznych założeń jest zupełna niezdolność do identyfikacji problemów systemowych. Świat opowiadany przez efektywnych altruistów jest światem mechanicznie idealnym, w którym wszystkie problemy są jedynie ubytkami, na które musimy nałożyć odpowiednie łaty. Kiedy przekonamy wystarczająco wiele osób do oddawania 10 czy 20 procent swoich zarobków na skutecznie działające organizacje charytatywne, to ostatecznie uda nam się naprawić świat. Rysuję tu oczywiście karykaturę, niemniej uderzający jest brak refleksji nad naturą problemów, które rozwiązywać próbuje efektywny altruizm. Ubóstwo, z którego wynika brak pieniędzy na walkę z uleczalnymi, a śmiertelnymi chorobami, nie jest wynikiem niedostatecznej hojności mieszkańców Zachodu, a globalnych nierówności dochodowych i miejsca krajów rozwijających się w światowym systemie relacji gospodarczych i politycznych. Są to problemy typowo systemowe i nie da się ich rozwiązać prywatną dobroczynnością.

Problem robi się bardziej złożony, kiedy zastanowimy się nad naturą takiej dobroczynności. W grudniu 2015 roku globalne zainteresowanie wzbudziła deklaracja Marka Zuckerberga, który ogłosił że 99 procent posiadanych akcji Facebooka (wycenianych wówczas na 45 miliardów dolarów) przeznaczy na cele charytatywne. Miesiąc później podobną deklarację, choć o niższej skali transferu, złożyła Sheryl Sandberg, dyrektorka operacyjna Facebooka. Warto pamiętać o tym, że mówimy o współwłaścicielach korporacji, która w 2014 roku w Wielkiej Brytanii osiągnęła 389 milionów funtów przychodu, a dzięki instrumentom inżynierii podatkowej podatek zapłacony od tej kwoty wyniósł 4327 funtów. Można pytać o to, jak efektywnie fundacja Zuckerberga wykorzysta te kilkadziesiąt miliardów, ale nie warto zapominać o pytaniu: kto tak naprawdę zapłacił za charytatywną fantazję amerykańskiego miliardera?

Moje odczucia wobec efektywnego altruizmu pozostają bardzo ambiwalentne. Z jednej strony wskazywanie na moralne zobowiązania bogatych (którymi w skali globalnej niemal wszyscy w Polsce jesteśmy) w świecie ogromnych i nieustannie rosnących nierówności społecznych jest bardzo potrzebne. Równie potrzebne jest analizowanie i porównywanie skuteczności, z jaką organizacje charytatywne wykorzystują swoje fundusze i osiągają zakładane cele. Z drugiej strony, oferowana przez filozofów efektywnego altruizmu opowieść o świecie daleka jest od deklarowanego poszukiwania najlepszych środków do osiągnięcia największej ilości dobra. Jako ruch niepolityczny, którego podstawowym narzędziem jest prywatna dobroczynność, efektywny altruizm akceptuje zastany porządek świata, próbując go zmienić tylko w doraźny sposób, w bardzo ograniczonym zakresie. Obawiam się, że każda osoba, którą działacze EA przekonają, że moralnym obowiązkiem człowieka jest nie konsumpcja dóbr luksusowych, a przekazanie swoich pieniędzy na pomoc uboższym, równocześnie otrzyma zwolnienie z odpowiedzialności za wszystkie krzywdy, jakie może wyrządzić innym w ramach funkcjonowania w istniejącym systemie społeczno-gospodarczym. W tym sensie efektywny altruizm niebezpiecznie przypomina mi kupowanie odpustów za 10 czy 20 procent swojego dochodu.

Problemy, z którymi mierzą się organizacje charytatywne oceniane przez analityków efektywnego altruizmu, w znacznej mierze są problemami o naturze politycznej, choć mogą się z pozoru takimi nie wydawać. Problemów politycznych nie da się rozwiązać, budując narrację indywidualnej odpowiedzialności i propagując transfery finansowe jako główną metodę dokonywania zmiany w świecie. Jeżeli chcemy naprawdę stawić im czoła, musimy działać systemowo i politycznie, budując przede wszystkim społeczne i polityczne zaangażowanie obywateli i obywatelek, analizując źródła problemów, które chcemy rozwiązać, a nie ich symptomy, i starając się znaleźć skuteczne rozwiązania z zachowaniem świadomości, że świat rządzi się fundamentalną niepewnością, nie wszystko o nim wiemy i możemy wiedzieć.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.