dwutygodnik internetowy
12.03.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dług albo krytyka ekonomii politycznej

Zdradziła nas matematyka. Wszystko zaczęło się w momencie, w którym ktoś postanowił precyzyjnie wyznaczyć wartość wierzytelności, zamknąć ją w liczbie, przedstawić w jednostce rozliczeniowej. Od tej pory dług, niegdyś podstawowy nośnik relacji społecznych, będzie zmieniał się w narzędzie władzy i przemocy.

ilustr.: Zuzia Wicha

ilustr.: Zuzia Wicha

Jak pisze David Graeber, dług jest wypaczonym przyrzeczeniem. Obietnicą zepsutą przez matematykę i przemoc. Tą samą obietnicą, która w innej postaci może być, i przez wiele wieków była, podstawowym spoiwem społecznym i gwarantem łączących nas relacji. Do dziś istnieją społeczności, w których długów nie należy spłacać, a dobrze widzianym jest zwrócić trochę mniej lub trochę więcej, niż się pożyczyło. Oddanie dokładnie tyle, ile się jest winnym, może zostać uznane za afront, bo dług, który mamy wobec siebie, jest świadectwem tego, że coś nas łączy, zaś ostateczne go spłacenie – sygnałem, że chcemy tę relację zerwać.

Choć w świecie bezosobowych transakcji rynkowych taka logika może nam się wydawać obca, pewne szczątkowe formy tego sposobu myślenia pozostały w nas do dziś. Jednym z przykładów może być relacja łącząca dziecko z rodzicem. Podjęcie próby precyzyjnego wyznaczenia wartości opieki, miłości czy choćby materialnych wydatków poniesionych przez rodziców na wychowanie dziecka byłoby skazane na porażkę nie tylko z uwagi na brak adekwatnej miary, ale również ze względu na to, jakie znaczenie miałby taki gest. Spłata wszystkich zobowiązań czy wobec rodziców, czy partnera życiowego to wyraźny znak końca relacji.

Historia długu jako narzędzia zależności i władzy rozpoczyna się wraz z pierwszymi próbami precyzyjnego wyznaczenia jego wartości, zamknięcia jej w karbach liczby i miary. Dopiero po oderwaniu długu od pary dłużnika i wierzyciela można go odsprzedać, odkupić czy zacząć naliczać od niego odsetki. W tym momencie rozpoczyna się historia długu jako instrumentu przemocy (która trwa do dziś). Książka „Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat” Davida Graebera to opowieść o wszystkim tym, co było później, o formach, które taka przemoc w różnych czasach i częściach świata przybierała, takich jak niewolnictwo za długi, ale też o instytucjach, które miały łagodzić jej oddziaływanie i ograniczać władzę warstw posiadających nad tymi, którzy muszą się u nich zadłużać. Być może najszerzej znaną taką instytucją jest wynikający z Tory rok szabasowy, który przypadał co siedem lat i podczas którego darowane były wszystkie długi, czy też przypadający co pięćdziesiąt lat rok jubileuszowy, który oznaczał uwolnienie niewolników i powrót ziemi w ręce pierwotnych właścicieli.

Mit barteru

Jeżeli z czegoś „Dług” Davida Graebera jest szerzej znany, to prawdopodobnie z brutalnego ataku, jaki przypuścił na jeden z mitów założycielskich ekonomii klasycznej – mit barteru. Oczywiście, to nie Graeber jako pierwszy zakwestionował narrację, zgodnie z którą wymianę pieniężną poprzedzała wymiana barterowa. Pisał o tym już sto lat temu Alfred Mitchell-Innes, a po nim – Marcel Mauss. Pomimo tego jeszcze kilka lat temu na uczelniach ekonomicznych na całym świecie opowiadało się studentom historię o tym, jak pieniądz wyewoluował z bardzo nieefektywnej wymiany barterowej, w której rybak, chcąc zdobyć buty, musiał wymienić ryby na towar interesujący dla szewca. Graeber wykazuje, że nie sposób znaleźć śladów takiej wymiany ani w historii, ani wśród żadnych współcześnie żyjących społeczeństw. Choć barter bywał stosowany do wymiany pomiędzy zbiorowościami, to prawdopodobnie nigdy nie stanowił podstawy wymiany towarowej wewnątrz nich, a jeśli miało to miejsce, to w krótkich okresach, w których społeczności przyzwyczajone do pieniądza z różnych powodów traciły do niego dostęp lub zaufanie. Z roku na rok do głównego nurtu coraz bardziej przenika teza, zgodnie z którą podstawową formą transakcji przed wynalezieniem pieniądza był dług.

Imperializm racjonalności

Obalenie mitologii barteru jest znaczące z wielu powodów. Po pierwsze, ten mit to modelowy przykład imperializmu racjonalności, który przez wieki stosowali i do dziś stosują ekonomiści. Sama teza o gospodarce barterowej poprzedzającej gospodarkę pieniężną nie powstała w wyniku badań etnograficznych, a jest wynikiem eksperymentu myślowego, w którym wyobrażamy sobie świat dokładnie taki, jaki znamy, i usuwamy z niego pieniądz. Jeżeli na to wyobrażenie nałożymy egoistyczne motywacje, którymi według ojców założycieli ekonomii kierują się ludzie, nic dziwnego, że nie znajdziemy żadnej sensownej alternatywy innej niż barter. Żeby zrozumieć, dlaczego ten błąd powstał i przetrwał dwieście pięćdziesiąt lat, musimy zauważyć, że przekładamy sposoby myślenia wyrosłe w świecie rynkowej konkurencji na świat, który takich instytucji nie znał. Nie tylko wymyślamy historię w oparciu o znane nam zakończenie, ale też stosujemy w tym celu koncepcje racjonalności, które zostały przez tę historię naznaczone i ukształtowane. Inne oblicze tego zjawiska, w którym imperializm racjonalności wydaje się bezpośrednią pochodną imperializmu politycznego, Graeber opisuje tak:

„«Obiektywne», makroekonomiczne podejście do początków światowej gospodarki oznacza potraktowanie zachowań wczesnych europejskich podróżników, kupców i zdobywców tak, jakby były one jedynie racjonalną reakcją na pojawiające się możliwości – zupełnie jakby wszyscy w takich okolicznościach zachowywali się podobnie. […] Uznajemy za rzecz zupełnie naturalną, że gdy cena srebra jest dwukrotnie wyższa w Chinach niż w Sewilli, a mieszkańcy Sewilli są w stanie zdobyć duże ilości srebra i dostarczyć je do Chin, to bez wątpienia tak zrobią, nawet jeśli po drodze będą musieli zniszczyć całe cywilizacje. […] Historia pokazuje jednak, że prawda wygląda inaczej. Przypuszczalnie bardzo wiele cywilizacji miało w pewnym momencie możliwość dokonania podobnie wielkich zniszczeń jak europejskie mocarstwa w XVI i XVII wieku […], ale prawie żadna tego nie zrobiła” (s. 463).

Obalając mity założycielskie ekonomii, takie jak mit barteru, Graeber radykalnie redefiniuje kategorie sporu politycznego, w który jesteśmy uwikłani. Jeżeli barter jest tylko mitem, a przez lata dystrybucja i wymiana dóbr skutecznie odbywała się za pośrednictwem długu, upada narracja, zgodnie z którą pieniądz jest naturalnym następstwem barteru i krokiem w stronę efektywnej, rynkowej gospodarki zasobami. Jak wykazuje Graeber, pieniądz został stworzony przez scentralizowaną władzę, najczęściej na poczet opłacenia najemników i finansowania wojen, podczas których logika daru-długu miała bardzo ograniczone zastosowanie. Komercyjne, bezosobowe rynki mają swoje historyczne źródła w przemocy i grabieży.

Rewolucja Graeberowska

Konsekwencje tych tez są fundamentalne. Jeżeli rynek nie jest, jak przekonywali filozofowie i ekonomiści liberalni, etapem naturalnej ewolucji stosunków społecznych  (i uosobieniem wolności jednostki), w której państwo – lub jego praformy – może co najwyżej przeszkodzić, to znaczna część sporów ekonomicznych i politycznych, jakie dziś toczymy, to spory pozorne, odbywające się w źle wyznaczonych ramach.

Nie sposób uciec od wrażenia, że świeżość refleksji zawartych w książce Graebera ma źródła w znacznej mierze metodologiczne. Jedną z podstawowych metod uprawiania antropologii filozoficznej w ekonomii przez wiele dekad były robinsonady. Dla ekonomistów klasycznych i bardzo wielu przedstawicieli szkoły austriackiej główną praktyką retoryczną w wyjaśnianiu zjawisk ekonomicznych było wyobrażenie sobie prostej gospodarki à la Robinson Crusoe i przedstawienie na jej przykładzie, jak dochodzi do wymiany na wolnym rynku albo skąd bierze się kapitał. David Graeber wywód swój oparł na ogromnej liczbie źródeł historycznych i etnograficznych, co pozwoliło mu na postawienie znacznie lepiej udokumentowanych tez na temat genezy systemów gospodarczych. Dzięki temu udało mu się też spojrzeć na Europę z właściwej perspektywy, jako na zachodni półwysep wielkiego kontynentu, który przez większość historii stanowił raczej peryferie niż centrum świata. Z tego względu „Dług” to książka w znacznej mierze o Chinach czy Bliskim Zachodzie – miejscach, w których powstała znaczna część idei, narzędzi czy instytucji, które do dziś definiują system społeczny, w jakim żyjemy.

„Dług” porusza bardzo wiele kwestii, od barteru, przemocy i samego długu, przez nieoczywiste relacje łączące rynek z kapitalizmem, historię narodzin materializmu, po zarys niebezpieczeństw związanych z zastosowaniem matematyki do opisu i analizy relacji społecznych. Znaczenie tej książki polega jednak przede wszystkim na zredefiniowaniu kategorii sporu ekonomicznego i politycznego. W pewnym sensie „Dług” Graebera jest krytyką ekonomii politycznej w znacznie pełniejszym znaczeniu, niż był nią „Kapitał” Marksa, do którego odnoszę się w tytule tekstu. Marks bowiem, w ramach wyznaczonych przez paradygmat ekonomii klasycznej, próbował wykazać nieuchronne konsekwencje przyjęcia poszczególnych założeń na temat organizacji gospodarki kapitalistycznej i tendencje, które będą kapitalizmem rządzić. Graeber jest pod tym względem znacznie bardziej radykalny. Nie tylko kwestionuje położenie i zakres ram, jakimi posługujemy się w dyskusjach o gospodarce, ale wręcz podważa zasadność i słuszność ich istnienia. Jak sam pisze w posłowiu:

„Pogląd stwierdzający istnienie czegoś, co nazywa się «ekonomią», jest względnie nowy. Czy to możliwe, by rodzące się obecnie dzieci dożyły czasów, kiedy nie będzie już «ekonomii», a my będziemy mogli spoglądać na te kwestie w zupełnie inny sposób?” (s. 582).

Chciałbym więc zakończyć pytaniem: czy ekonomia może zostać stracona?

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Sedláček: Bóg ekonomii umarł

Skąd się biorą ekonomiści?

Janyst: Ekonomia od nowa