dwutygodnik internetowy
01.06.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co warto zobaczyć i przeczytać przez najbliższe dwa tygodnie

W naszym cyklu o najważniejszych książkach, wystawach i wydarzeniach związanych ze sztukami wizualnymi nieco krytykujemy „Co jest społeczne” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie i namawiamy do oglądania murali.

ilustr. materiały prasowe

ilustr. materiały prasowe

Co jest społeczne? Aktywność Zamku Ujazdowskiego w przestrzeni publicznej (1988-2014)”, CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, kurator: Grzegorz Borkowski

Kiedyś byliśmy wielcy, teraz chwalimy się przeszłością – taki podtytuł powinna mieć nowa wystawa w warszawskim CSW. „Co jest społeczne?” stawia ważne pytanie o rolę instytucji w kształtowaniu przestrzeni/sfery publicznej. Liczne realizacje wyprodukowane przez Centrum Sztuki Współczesnej odmieniły oblicze Warszawy i sprowokowały ważne debaty. Jednak na tym rozpoznanie kuratorskie się zatrzymuje. Umuzealnienie sztuki z przestrzeni publicznej wpisuje się w konserwatywne gesty, które skupiają się na archiwizowaniu sztuki i edukacji nieprofesjonalnej widowni. Cenne, ale chciałoby się czegoś więcej.

Wystawa jest idealna dla osób, które dopiero odkrywają sztukę wizualną, szczególnie tę polską. Grzegorz Borkowski, kurator i redaktor naczelny legendarnego magazynu „Obieg”, zaproponował dynamiczną rozgrzewkę – bo przecież nie maraton – po najważniejszych projektach społecznych i realizacjach w przestrzeni publicznej Warszawy.

Pojawiają się pytania, co oznacza sztuka społeczna, czym jest sztuka w przestrzeni publicznej i czy można łączyć te dwa zjawiska. Wszystkie projekty społeczne to te, które nie tylko komentują/odpowiadają/kreują ważne dla jakiejś wspólnoty tematy czy problemy, ale też angażują w proces jego powstawania lokalne społeczeństwo. Sztuka w takich wydarzeniach jest narzędziem do budowy lub umacniania więzi. A najważniejsza nie jest materialność tylko proces, wspierany przez instytucję i artystów. Natomiast sztuka w przestrzeni publicznej to artefakty ustawiane na skwerach, ulicach, brzegach rzek itp. Powstają tam ze względów estetycznych albo interwencyjnych. Zazwyczaj negocjują lub ustanawiają nową przestrzeń publiczną.

CSW jest najbardziej znane opinii publicznej dzięki palmie Joanny Rajkowskiej (właściwa nazwa – „Pozdrowienia z Alei Jerozolimskich”). Zdjęcia tej pracy to centralny punkt wystawy – widzimy tam wielkoformatową fotografię zwisającą z sufitu i tablet, na którym można przeglądać wizerunki palmy. Rajkowska, obdarzona niezwykłą intuicją, nawiązuje swoją pracą z jednej strony do nieobecności Żydów w Warszawie, ale też opowiada się za wielokulturowością miasta, jakim jest lub mogłaby być stolica Polski. Ponad 10 lat temu, kiedy Palma mimo wielkich trudności stanęła na Rondzie de Gaulle’a, była naturalnym przedłużeniem Jarmarku Europa. Młodsi czytelnicy i czytelniczki nie pamiętają tego olśniewającego tygla kultur, handlu i jedzenia. W szczytowym momencie na Stadionie Dziesięciolecia mówiono w 40 językach! To niesamowite, że w centrum miasta, które teraz zostało zabetonowane i zakleszczone biało-czerwonym stadionem (dominacja białego Polaka-katolika-nacjonalisty została utrwalona), można było przenieść się w świat innych kultur. Dopełnieniem historii o Palmie jest fakt, że przestało się nią opiekować CSW. Od 2012 roku znajduje się w depozycie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Inną kanoniczną pracą Rajkowskiej, również prezentowaną na wystawie, jest Dotleniacz. Instalacja na Placu Grzybowskim wpisywała się w podobne co Palma konteksty. Płytkie oczko wodne, z maszynami wytwarzającymi ozon, artystka umieściła tuż obok kościoła pw. Wszystkich Świętych, w latach 90. znanego z antysemickiej księgarni. Na tym samym placu, który kiedyś był częścią getta, stał Teatr Żydowski, a pamięć o „poprzednich mieszkańcach” była skrzętnie ukrywana czy nawet wypierana. Woda i kawałek zieleni nieoczekiwanie stały się ulubionym miejscem odpoczynku warszawiaków z Grzybowskiego. Seniorzy zaczęli wychodzić z domów i wspólnie spędzać czas. Dzieci biegały jak szalone wokół wody. Powstała przestrzeń publiczna z prawdziwego zdarzenia. Plac zaczął spełniać swoje funkcje. Dzisiaj, po kilku latach, Grzybowski został zrewitalizowany. Podobno inspiracją był Dotleniacz. Znajdźcie 10 różnic. Czas, start.

Ikoniczny dla CSW był napis nad głównym wejściem: „O wiele za dużo rzeczy, żeby zmieścić je w tak małym pudełku”. To interwencja i ironiczny komentarz Lawrence Weinera, prezentowany od 1996 do 2012 roku. To jedna z moich ulubionych prac pokazywanych na wystawie. Zaliczam jeszcze do nich wyśmienite akcje Barbary Kruger „Twoje ciało to pole walki”, „Świadka” Christiana Boltanskiego czy instalację Maurizio Cattelana „On”.

Do projektów społecznych wykorzystujących najbliższe otoczenie CSW można zaliczyć „Letni kurort Eldorado (dla pasywnego i aktywnego lenistwa)”, w którym zaproponowano zupełnie nowe wykorzystanie parku okalającego Zamek. Od kilku lat w okresie letnim działa bardzo popularny Zielony Jazdów – czyli plenerowy festiwal warsztatów, debat, wykładów i imprez tanecznych, z dobrą kuchnią i hamakami.

Co jest społeczne” to album ze zdjęciami oglądany setny raz u cioci na imieninach. Na zdjęciach odnajdujemy doskonale znane obrazy, rozczulamy się wspominając brawurową młodość. Kto siedzi w przeszłości – umiera i gnije.

ilustr. materiały prasowe

ilustr. materiały prasowe

Bitwa o mural

Obchodzimy właśnie 250-lecie powołania przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego teatru publicznego. Z tej okazji Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie przygotował liczne atrakcje – specjalne spektakle, konferencje, książki i przewodniki. Postanowił też rękoma Jakuba Woynarowskiego namalować mural, zasłaniając nim pracę Blu – charakterystyczny, rozpoznawalny wizerunek umieszczony na jednej z kamieniec na ulicy Siennej w Warszawie. Nie udało się. Nadal można spokojnie oglądać mural. Ulica wygrała.

Przedstawmy głównych aktorów rozgrywającego się kilkanaście dni temu spektaklu. Instytut Teatralny to miejsce szczególne dla polskiego teatru, wymyślone i założone przez Macieja Nowaka. Zajmuje się przede wszystkim dokumentacją życia artystycznego. W jego archiwum znajdziecie recenzje, omówienia, repertuary, plakaty i teksty krytyczne na temat wszystkich spektakli wyprodukowanych w polskich teatrach. IT wydaje książki – chociażby obsypaną nagrodami, wybitną pozycję Grzegorza Niziołka „Polski teatr zagłady” czy „Gra w nowych dekoracjach” Dragana Klaica – produkuje spektakle, organizuje szkolenia dla animatorów kultury, organizuje konkursy grantowe i prowadzi jedną z najlepszych księgarni w Warszawie. Swoją siedzibę ma po sąsiedzku Centrum Sztuki Współczesnej na Jazdowie.

Jakub Woynarowski to krakowski artysta młodego pokolenia (ur. 1982), laureat Paszportu Polityki. Mieszka i pracuje w Krakowie. W 2014 roku reprezentował Polskę podczas Biennale Architektury w Wenecji. Wtedy, razem z Instytutem Architektury z Krakowa, zajął się Adolfem Szyszko-Bohuszem – architektem z początku XX wieku, tworzącym tak zwany styl narodowy. Woynarowski zrekonstruował w polskim pawilonie Baldachim znad wejścia do krypty, w której spoczywa ciało Józefa Piłsudskiego. Kuratorzy i artysta badali skomplikowane związki idei modernizmu i polityki w kontekście rodzącego się państwa polskiego. Wśród jego zainteresowań można znaleźć przepisywanie historii sztuki, masonerię, teorie spiskowe czy eksperymentalne komiksy.

O swoim muralu mówi: „Umieszczone w centralnym punkcie oko odsyła do twórczości XVIII-wiecznego architekta Claude’a-Nicolasa Ledoux, jak i do dzieł XX-wiecznego awangardowego malarza René Magritte’a. Jednak pomimo odwołań do oświeceniowej ikonografii, rozpiętej między racjonalizmem a mistycyzmem, wielkoformatowa kompozycja wyraża bardziej uniwersalne napięcia”.

Instytut Teatralny chciał zasłonić tą pracą doskonale znany warszawiakom mural na ulicy Siennej. Przedstawia on żołnierzy, którzy jak kukły podwieszeni są na sznurkach. Niektórzy z nich strzelają, rzucają granaty, a na hełmach widać symbole Euro i sierpa. Mają też naszywki z podwójnym symbolem dolara amerykańskiego. Blu, autor pracy, namalował go samodzielnie. Nie zszedł z podnośnika przez ponad 40 godzin!

 

Ostatecznie praca zostaje na swoim miejscu. Instytut Teatralny po licznych protestach wycofał się z inicjatywy. W otwartym konkursie ofert zostanie wybrana nowa lokalizacja. Mamy jednak do czynienia z niebezpieczną sytuacją, w której instytucja nierozumiejąca przestrzeni publicznej próbuje ją na nowo zdefiniować, narzucając swoją własną wizję. Czasy, w których ktoś mógł autorytarnie zdecydować o naszej najbliższej okolicy bezpowrotnie minęły. Tymczasem – idźmy oglądać murale i sztukę w przestrzeni publicznej. Tak szybko nie odejdą.