dwutygodnik internetowy
08.12.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Chodzi o fundamenty

Aleksander Kwaśniewski spał dzisiaj spokojnie. Przynajmniej tak zadeklarował w wieczornym programie Moniki Olejnik. Jeśli nie przerwiemy tego snu, mogą nas spotkać poważne konsekwencje.

ilustr.: Kasia Majchrowska

Aleksander Kwaśniewski spał dzisiaj spokojnie. Przynajmniej tak zadeklarował w wieczornym programie Moniki Olejnik, wyemitowanym wczoraj w TVN24.

 

Zgaduję, że jeśli myślał o czymś przed zaśnięciem, to było to ciche pomstowanie na nieodpowiedzialnych Amerykanów, którzy z niezrozumiałych dla niego względów postanowili zadziałać na szkodę swoich „żywotnych interesów” i opublikowali raport, z którego jasno wynika: w szkole wywiadu w Starych Kiejkutach agenci CIA przetrzymywali i brutalnie torturowali podejrzanych o terroryzm mężczyzn pochwyconych gdzieś w Afganistanie i Iraku. – Czemu tak poufne informacje zostały ujawnione? – zadaje sobie pewnie pytanie były prezydent. – Przecież cieszyć się z tego będą tylko w Moskwie i Pekinie. To skrajnie nieodpowiedzialne!
 
Premier Ewa Kopacz nie znalazła wiele czasu na to, żeby skomentować sprawę. Jedyne, co mogliśmy usłyszeć z jej ust, to, że cała sprawa „nie odbije się negatywnie na stosunkach polsko-amerykańskich”. Zdążyła już o tym zresztą zapewnić, na wszelki wypadek, prezydenta Baracka Obamę. Prezydent Bronisław Komorowski wyraził natomiast nadzieję, że raport amerykańskiego Senatu przyspieszy śledztwo prokuratorskie w tej sprawie. Śledztwo, które trwa już ponad sześć lat.
 
Politycy opozycji prześlizgiwali się po temacie jak po mokrej kaczce. „W końcu żeśmy tę bazę zamknęli, to dobrze o nas świadczy” – stwierdził Witold Waszczykowski na korytarzu sejmowym. Klasa polityczna była nadzwyczaj zgodna.
 
Jedynie Józef Pinior, senator z tylnych ław, bohater „Solidarności” i człowiek lewicy, od lat z niewiadomych przyczyn krzyczy, że ta sprawa kompromituje państwo polskie jak żadna inna w historii ostatniego 25-lecia.

 

To może faktycznie nie ma o co się martwić?
 
Odpowiedzią na to pytanie musi być głośne: OTÓŻ JEST. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że dokładne wyjaśnienie sprawy tortur stosowanych przez CIA na terenie naszego państwa jest absolutnie fundamentalną kwestią dla ustalenia jego faktycznego statusu. Czy można je nazywać demokratycznym państwem prawnym? Czy jest ono faktycznie suwerenne? Te pytania stają dziś na porządku dziennym. Wystarczy przeanalizować treść wczorajszej rozmowy prezydenta Kwaśniewskiego z Moniką Olejnik. Co takiego powiedział w niej były prezydent?
 
Po pierwsze, że amerykański wywiad za pośrednictwem polskiego wywiadu zwrócił się do polskich władz z prośbą o udzielenie pozwolenia na przetrzymywanie na naszym terytorium więźniów złapanych w ramach „wojny z terroryzmem”, którą prowadził wówczas zachodni świat (choć w zdecydowanie nierównym stopniu jego poszczególne państwa).
 
Po drugie, że polskie władze wyraziły na to zgodę, nie pytając nawet wywiadu amerykańskiego o to, jakie konkretnie działania będą podejmować na powierzonym im do dyspozycji terenie. Dodatkowo nie zastrzegły sobie żadnych uprawnień, aby sprawować nad nimi jakąkolwiek kontrolę. Co więcej, były świadome (a przynajmniej Aleksander Kwaśniewski był świadomy), że CIA występuje z takim wnioskiem dlatego, że nie może podobnych działań wykonywać na terytorium USA. Dlaczego? To pytanie nie wymaga chyba odpowiedzi.
 
Te dwa wątki z wczorajszej rozmowy wystarczą do wykazania powagi sprawy. Teraz warto sięgnąć do źródła polskiego porządku prawnego, czyli do Konstytucji RP. Żeby zdobyć pewien ogląd sytuacji, wystarczy rzucić okiem zwłaszcza na jej trzy artykuły. Po pierwsze, artykuł 37: „Kto znajduje się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji. Wyjątki od tej zasady, odnoszące się do cudzoziemców, określa ustawa”. Tu należy nadmienić, że ustawa w tej kwestii wyjątków nie przewiduje. Po drugie, artykuł 40:„Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych”. Po trzecie, artykuł 126 ust. 2: „Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Co z tego wynika? Zakaz stosowania tortur na terytorium III Rzeczypospolitej obowiązuje wobec absolutnie każdego, kto się na nim znalazł. III Rzeczpospolita gwarantuje swoim majestatem i powagą swojego prezydenta, że zrobi wszystko, aby każdemu człowiekowi zapewnić wolność od okrutnego traktowania, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znalazł.
 
Niestety, Monika Olejnik nie zadała Aleksandrowi Kwaśniewskiemu pytania o to, czy podejmując decyzję o przekazaniu Amerykanom budynku na działania, których tamci nie mogli realizować na terytorium swojego kraju – ojczyzny demokracji i wolności, pamiętał o tym, że stoi na straży konstytucyjnych praw człowieka. Nie dowiedzieliśmy się też, czy rozpatrywał tę sprawę z perspektywy zachowania suwerenności naszego państwa. Wiemy jednak na pewno, że Aleksander Kwaśniewski kierował się koniecznością zapewnienia nam „bezpieczeństwa”, interpretowanego zresztą w bardzo osobliwy sposób.

 

Jest jednak pewien szkopuł. W przytoczonym wyżej artykule ustawy zasadniczej nie ma mowy o tym, że jedne wartości konstytucyjne prezydent ma chronić bardziej niż inne. On stoi na straży konstytucji jako całości i wszystkich jej artykułów w równym stopniu. Tymczasem były prezydent i jego współpracownicy zachowali się tak, jak gdyby bezpieczeństwo było wartością nadrzędną i w jego imię można było bez wahania przymknąć oko na to, czy podstawowe prawa i wolności człowieka są u nas przestrzegane, czy nie. Bo przecież przekazanie CIA ścisłej i bezwarunkowej kontroli nad wycinkiem polskiego terytorium i zapewnienie jej pełnej swobody dowozu i wywozu więźniów było de facto zrzeczeniem się nadzoru nad tym, czy wspomniane prawa i wolności są na nim przestrzegane!
 
Nie podejmuję się stwierdzenia, czy ten czyn może być podstawą do pociągnięcia Aleksandra Kwaśniewskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Ważniejsze jest jednak, by zdemaskować ogólne zjawisko, które ilustruje on wyjątkowo krwawymi farbami. Zakładam, że polscy politycy, podejmując kluczowe decyzje, kierują się polską racją stanu. Wierzę, że Kwaśniewski i Miller, kierując się gorliwością neofity, naprawdę naiwnie sądzili, że godząc się na warunki stawiane przez oficerów CIA, kupowali Polsce i Polakom szczególne względy u mocarstwa zza oceanu. Kłopot w tym, że przez myśl im nie przeszło, iż co najmniej równorzędnym składnikiem polskiej racji stanu jest właśnie rygorystyczne i bezwzględne przestrzeganie praw i wolności człowieka. W tym kontekście z dużym niepokojem należy odnotować liczbę wypowiedzi medialnych w bardziej lub mniej radykalny sposób relatywizujących konieczność respektowania zasady zakazu tortur: czynili to bezpośrednio lub pośrednio m.in. Jarosław Gowin i Jan Lityński, o politykach SLD nie wspominając. Tak samo oburzające jest powszechne nawoływanie do wyciszania dyskusji. „Im mniej na ten temat politycznej debaty, tym lepiej” rzucił dziennikarzom wicepremier Tomasz Siemoniak. A Leszek Miller, jego zdaniem retorycznie, pytał: „Czy w interesie państwa polskiego leży ochrona ofiar, czy morderców?”.
 
Prawa osobiste człowieka, to swoisty „pakt minimum” zawarty przez demokratyczne państwa po koszmarnych doświadczeniach II wojny światowej. Pakt, który ogranicza ich wszechwładzę i nakazuje kierowanie się określonym systemem wartości, ale jednocześnie stanowi o ich wyjątkowej tożsamości. Dlatego każde naruszenie tych praw, niezależnie od tego, w jakich okolicznościach i wobec kogo, powinno, wbrew woli ministra Siemoniaka i wielu innych polityków, wywoływać nie tylko wielką debatę, ale i powszechne oburzenie. Oburzenie święte, bo większej świętości w demokratycznym państwie naruszyć się nie da. Jeśli nie będziemy w stanie wymusić na klasie politycznej jednogłośnego potępienia zachowania się polskich władz w sprawie ośrodka w Kiejkutach, to śmiało będzie można powiedzieć, że poddaliśmy najistotniejszą sprawę z punktu widzenia demokracji w Polce. Tu już nie chodzi o „lewicowe obsesje” takie jak wykonanie praw socjalnych i ekonomicznych, tu chodzi o naruszenie podstaw liberalno-demokratycznego porządku. Paradoks polega na tym, że jeśli nie położymy tamy poglądowi, że w imię bezpieczeństwa można naruszać prawa człowieka, to tak naprawdę sami nie możemy się czuć bezpieczni. A przecież o to podobno przede wszystkim chodziło Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Nie wahajmy się więc zakłócić jego spokojnego snu.