dwutygodnik internetowy
25.09.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Adam Bodnar. Obrońca prawa, obrońca ludzi

Pomimo wszystkich atutów, jakie ma Adam Bodnar, rządzący mogą chcieć się go pozbyć. A kiedy już ruszą, to się nie cofną. Dlatego już teraz warto wysłać im sygnał, że tak łatwo Rzecznika Praw Obywatelskich nie oddamy. Co więcej, to sami obywatele i obywatelki muszą pokazać, że są po jego stronie.

 

źródło: Akcja Demokracja

źródło: Akcja Demokracja

Wyglądało na to, że to już. Że po mediach publicznych, prokuraturze, służbie cywilnej, Trybunale i równolegle z sądami przyszedł czas na Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich. Wskazywały na to niektóre wypowiedzi dochodzące z obozu rządzącego, wzmożone ataki w prawicowych mediach oraz pojawienie się wniosku o odwołanie go z funkcji za rzekome „sprzeniewierzenie się złożonemu ślubowaniu”. Wniosek ten nie wyszedł co prawda z ław rządowych, tylko spod pióra Roberta Winnickiego, lidera Ruchu Narodowego, ale można było podejrzewać, że zyska poparcie Prawa i Sprawiedliwości.

„Młot na PiS”? Chyba na łamanie prawa

Na razie nie zyskał. Ale nie bądźmy naiwni – to kwestia złego momentu. I zapewne także złej – w opinii rządzących – metody. Dla rządu znacznie łatwiejsza byłaby zmiana RPO za pomocą ustawy (w podobnej praktyce PiS jest już wszak wyćwiczony) niż wniosku o jego odwołanie, dla którego powodzenia trzeba zdobyć poparcie 3/5 Sejmu. Z punktu widzenia władzy znacznie pilniejsza jest zresztą kwestia zmian w sądownictwie – zarówno tych już się dokonujących na podstawie ustawy o ustroju sądów powszechnych, jak i tych, o które spór się cały czas toczy: w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Otwieranie nowego frontu walki w tak gorącym okresie się PiS-owi zwyczajnie nie opłaca, a i zyski z przejęcia funkcji RPO są mniejsze niż z przejęcia władzy sądowniczej. Rzecznik Praw Obywatelskich, mimo stosunkowo silnej pozycji w porównaniu ze swoimi kolegami i koleżankami z innych krajów, ma w końcu ograniczone kompetencje. A gdy do podporządkowanego Trybunału Konstytucyjnego doszlusują przynajmniej częściowo podporządkowane sądy, niektóre możliwości działania, jakie dziś ma Adam Bodnar, zamienią się częściowo w wydmuszki.

Nie zmienia to jednak faktu, że silny, kompetentny i niezależny Rzecznik Praw Obywatelskich – nawet przy częściowo związanych rękach oraz rokrocznie obcinanym budżecie – jest i będzie niewygodny dla władzy. Dodajmy: każdej władzy. Bo wbrew temu, co próbują wmówić obywatelom i obywatelkom prawicowe media, Adam Bodnar nie był, nie jest i nie będzie żadnym „młotem na PiS”. Był, jest i wciąż będzie za to młotem na łamanie praw obywateli. Jeśli jakakolwiek władza lubiłaby urzędującego Rzecznika Praw Obywatelskich, można byłoby podejrzewać, że nie najlepiej wywiązuje się ze swojej funkcji. Bo jego rolą jest sprawdzanie, co działa źle, domaganie się poprawy sytuacji, patrzenie na ręce władzy na wszelkich jej szczeblach, bronienie obywateli i obywatelek skrzywdzonych przez państwo i jego służby.

Adam Bodnar jest tak niewygodny dla władzy między innymi dlatego, że jest tak wierny złożonemu ślubowaniu. Że broni wszystkich tych, których obecne władze albo nie zauważają, albo praw których nie chcą respektować – staje po stronie przestrzegania praw kobiet, ofiar przemocy domowej, cudzoziemców i cudzoziemek, uchodźców i uchodźczyń, muzułmanów i muzułmanek, działaczy i działaczek ekologicznych. A także po stronie tych, których w mniejszym lub większym stopniu ignorowały dotąd praktycznie wszystkie rządy: lokatorów i lokatorek, osób w kryzysie bezdomności, przedstawicieli i przedstawicielek mniejszości seksualnych, więźniów i więźniarek, opiekunów i opiekunek dorosłych osób niepełnosprawnych, wychowanków i wychowanek domów dziecka. I tak dalej.

Obrońca „zwykłych ludzi”

Tę wyliczankę można ciągnąć i jest to drugi powód, dla którego obecny Rzecznik Praw Obywatelskich jest tak niewygodny dla władzy – zajmuje się nie tylko prawami mniejszości (które, jako bardziej narażone na łamanie ich praw, w oczywisty sposób znajdują się w polu jego zainteresowań), ale także sprawami, które dotyczą dużych grup obywateli. Prawica, która próbuje przekonywać, że większość działań Bodnara ma charakter ideologiczny, albo nie przygląda się zbyt uważnie jego działaniom, albo patrzy na nie w sposób – no właśnie – zideologizowany. Przez ostatnie dwa lata RPO poświęcał uwagę między innymi takim sprawom jak ubóstwo energetyczne, sytuacja „frankowiczów”, dostęp do opieki zdrowotnej, lokalne inwestycje godzące w prawa miejscowych społeczności, standardy opieki okołoporodowej, dostęp do urlopów wychowawczych czy przyszłość sklepików szkolnych.

To sprawy, które dotyczą bardzo dużej grupy polskich obywateli i obywatelek. Bardzo łatwo – co więcej, zgodnie z prawdą! – przedstawić Bodnara jako adwokata tak zwanych „zwykłych ludzi”. Dzięki temu do stanięcia w jego obronie można namówić osoby, które nie angażowały się w sprawę zmian w sądownictwie. Bo w starciu z potężnym państwem RPO staje po stronie słabego obywatela. Bo gdy obywatelka czuje się skrzywdzona – także, na przykład, przez sąd – to właśnie w biurze RPO może szukać pomocy. Tym bardziej można namówić do tego ludzi, którzy nie protestowali przeciwko zamachowi na Trybunał Konstytucyjny, którego wpływ na nasze życie wydaje się znacznie bardziej abstrakcyjny niż działania Rzecznika. To bardzo poważny atut w potencjalnym sporze o odwołanie Bodnara. I rządzący doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Poza sporem PO-PiS

Rząd wie również, że Bodnara niezwykle trudno wepchnąć do jakiejkolwiek szufladki. Jeśli mam sobie wyobrazić demonstrację, na której znajdą dla siebie miejsce i Ryszard Petru, i Piotr Ikonowicz, to będzie to manifestacja przeciwko odwołaniu obecnego RPO. Obaj panowie zresztą już się wypowiadali w jego obronie. Spór o jego odwołanie stałby się również kolejną okazją dla nieco bardziej umiarkowanych (a często zwyczajnie konsekwentnych w poglądach) komentatorów prawicy, by poddać w wątpliwość treść lub przynajmniej formę wprowadzania decyzji rządu w życie. Część z nich wciąż pamięta, że to Bodnar – jeszcze jako działacz pozarządowy – stawał w obronie dziennikarzy zatrzymanych bezprawnie w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej za rządów PO. A to tylko przykład jego bogatej działalności wymykającej się klasycznym podziałom publicystycznym, bo od lat nieskażonej toczącą polską debatę publiczną chorobą PO-PiS-u.

Bodnara nie sposób zapisać do żadnej partii również dlatego, że choć został wybrany głosami Platformy, to decyzję o powołaniu go na stanowisko musiały poprzedzić długie namowy ze strony organizacji pozarządowych i środowisk społecznych. To nie był pomysł PO ani polityków w ogóle. Trudno się dziwić. Jako działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Bodnar dał się mocno we znaki poprzednim rządom. Z racji wieku nie sposób go również zaprząc do rytualnej bijatyki opartej na sporach z lat 80. i 90. Żadna z niego „ubecka wdowa”, „obrońca układu” czy człowiek „marzący o tym, by było tak, jak było”. W efekcie przy ataku na Bodnara duża część standardowej amunicji rządowej propagandy staje się bezużyteczna lub śmieszna.

PiS przestraszy się potencjału Bodnara?

To nie koniec. Śledząc dotychczasową działalność Adama Bodnara, niezwykle trudno wyobrazić sobie, co realnie i bezsprzecznie można byłoby mu zarzucić. Głębokie przekonanie o tym, że „haków” zwyczajnie na niego nie ma, podzielają również ludzie, którzy znają go długo i dobrze. Obecny RPO dorobił się – nieczęstej wśród osób piastujących publiczne stanowiska – opinii osoby niezwykle pracowitej, oddanej sprawie, odważnej oraz bezkompromisowo uczciwej. Opinia ta nie wzięła się znikąd. Bodnar zawdzięcza ją między innymi swojej działalności na rzecz wyjaśnienia sprawy tajnych więzień CIA w Polsce – pomimo obaw i rad znajomych, by nie zadzierał ze służbami specjalnymi. Na ich prośby, by odpuścił, odpowiadał tylko: „Nie mogę”. I działał dalej. Ta historia dobrze pokazuje, że to, co na razie są w stanie mu zarzucić adwersarze, a więc jedną niezręczną wypowiedź (za którą zresztą przeprosił) oraz rzekomą „ideologiczność” (który to zarzut nie utrzymuje się w starciu z faktami), wygląda blado przy jego osiągnięciach i atutach.

Wszystko to razem – kompetencja, odwaga, pracowitość, rzetelność, niepartyjność, bycie poza, a w zasadzie ponad, tradycyjnymi podziałami politycznymi w Polsce, a także znajomość i oddanie sprawom zwykłych ludzi – sprawia, że w oczach rządzących (a także opozycji) Adam Bodnar może mieć przyszłość nie tylko jako świetny urzędnik państwowy, ale także jako polityk. Sam Bodnar się w tej roli nie widzi i deklaruje, że do polityki go nie ciągnie. Być może jednak już sam potencjał – nawet jeśli jego właściciel nie zamierza go użyć – obroni go przed odwołaniem. PiS może bać się uczynić z RPO męczennika – co więcej męczennika znacznie popularniejszego i atrakcyjnego dla większej liczby grup społecznych niż na przykład Andrzej Rzepliński czy Małgorzata Gersdorf.

Wyślijmy sygnał rządzącym!

Jeśli chcemy sprawić, by Adam Bodnar wciąż był – jak dotąd – rzecznikiem naszych praw, musimy ten strach w rządzących podsycać. Dlatego tak ważne jest, by wyrażać poparcie dla RPO już teraz – nawet jeśli w najbliższych tygodniach rząd nie będzie chciał go odwoływać. Bo pomimo wszystkich atutów, jakie Bodnar ma, rządzący mogą chcieć się go pozbyć. Po pierwsze dlatego, że w codziennym funkcjonowaniu naprawdę byłoby im to na rękę. Po drugie dlatego, że bywają uparci i zapiekli – dla zasady i wbrew rozsądkowi. Po trzecie dlatego, że popełniają błędy i niekiedy przelicytowują – jak w przypadku horrendalnej wersji ustaw o sądach.

A kiedy już ruszą, to się nie cofną – nie mają tego w zwyczaju w sprawach, które są dla nich ważne. Dlatego już teraz warto wysłać im sygnał, że tak łatwo Rzecznika Praw Obywatelskich nie oddamy. Że jesteśmy gotowi do jego obrony i że obserwujemy uważnie ich ruchy. Jeśli to zauważą, być może odpuszczą – bojąc się reakcji ludzi albo uznając, że zostawią RPO w spokoju jako listek figowy mający dowodzić ich praworządności. To, jakie byłyby ich motywy, miałoby jednak drugorzędne znaczenie, tym bardziej, że sam Bodnar do roli listka figowego z pewnością sprowadzić się nie da.

Dobrze byłoby, gdyby świadomość potrzeby prowadzenia takich działań dotarła wreszcie także do opozycyjnych ław, które ziały pustkami podczas składania przez Bodnara raportu z rocznej działalności. Póki co jednak to sami obywatele i obywatelki muszą pokazać, że są po stronie RPO.

On nas nieustająco broni. Brońmy go zatem także my.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.