Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Mowa, cho膰 偶adnych s艂贸w. Poetyckie obrazy Tomasa Transtroemera

W nat艂oku codziennych wra偶e艅 odwykli艣my od prostoty. By膰 mo偶e dlatego lektura poezji szwedzkiego noblisty nie przyjdzie z 艂atwo艣ci膮. Wkraczamy oto w 艣wiat, w kt贸rym na tle milczenia do g艂osu dochodz膮 zwykle zaniedbywane szczeg贸艂y.

Ulla Montan/Albert Bonniers Forlag; Creative Commons; https://tomastranstromer.net/

Ulla Montan/Albert Bonniers Forlag; Creative Commons; https://tomastranstromer.net/


Powody powrot贸w ulubionych tekst贸w bywaj膮 b艂ahe. Na pierwszy rzut oka pustka zimowego krajobrazu 鈥撀爖w艂aszcza w tegorocznym wydaniu 鈥撀爊ie kojarzy si臋 specjalnie poetycko. Co innego, oczywi艣cie, gdy popr贸szy 艣niegiem, mr贸z postara si臋 o ornamenty na szybach i ca艂y 艣wiat zacznie skrzy膰 si臋 iskierkami lodu. Wtedy i romantyk贸w mo偶na przywo艂a膰 (鈥炁歯ieg鈥 Lampmana), i Mi艂osza (鈥濸ost贸j zimowy鈥)鈥 C贸偶 jednak po nagich drzewach, przejmuj膮cym ch艂odzie i wszechogarniaj膮cej szaro艣ci?
Jest mimo to poezja, kt贸ra nie musi robi膰 u偶ytku z podobnie ckliwych obrazk贸w. Kiedy my艣l臋 o ciszy zimowych dni, o ich jednostajnych r贸wninach, przypominaj膮 mi si臋 wiersze Tomasa Transtoemera.
 
7 marca 1979
Do艣膰 maj膮c wszystkich, kt贸rzy przychodz膮 ze s艂owami,
ze s艂owami, ale nie m贸wi膮c nic,
wyjecha艂em na za艣nie偶on膮 wysp臋.
Pustkowie nie zna s艂贸w.
Niezapisane stronice ci膮gn膮 si臋 na wszystkie strony!
Natrafiam na 艣lady sarnich kopytek w 艣niegu.
Mowa, cho膰 偶adnych s艂贸w.
 
W nat艂oku codziennych wra偶e艅 odwykli艣my od prostoty. By膰 mo偶e dlatego lektura poezji szwedzkiego noblisty nie od razu przyjdzie z 艂atwo艣ci膮. Wkraczamy oto w 艣wiat, w kt贸rym na tle milczenia do g艂osu dochodz膮 zwykle zaniedbywane szczeg贸艂y. W ciszy s艂ycha膰 lepiej, w pustej przestrzeni ka偶dy drobiazg nabiera znaczenia, w艂asnej wymowy. Wiersze Transtroemera oddzia艂uj膮 obrazami; by膰 mo偶e wi臋cej jest tu do odczuwania ni偶 do rozumienia, wi臋cej do zobaczenia ni偶 do odczytania.
 
Szyny
Druga w nocy, ksi臋偶yc. Poci膮g przystan膮艂
po艣rodku r贸wniny. Daleko 艣wiate艂ka miasta
mrugaj膮, zimne, na horyzoncie.
Jak kiedy艣 kto艣 zabrnie tak daleko w sen,
偶e, wr贸ciwszy do pokoju,
ju偶 nigdy sobie nie przypomni, 偶e by艂 tam.
I jak kiedy艣 kto艣 tak pogr膮偶y si臋 w chorob臋,
偶e dni dawniej prze偶yte s膮 jak r贸j 艣wiate艂ek
zimnych, w膮t艂ych, na horyzoncie.
 
Poci膮g stoi zupe艂nie nieruchomo.
Druga. Pe艂nia ksi臋偶yca, par臋 gwiazd.
prze艂o偶y艂 Czes艂aw Mi艂osz
 
Kto艣 m贸g艂by pomy艣le膰, 偶e Transtroemer wci膮偶 ucieka od cywilizacji. Jego wiersze o czysto艣ci natury robi膮 jednak szczeg贸lne wra偶enie w艂a艣nie dlatego, 偶e poeta doskonale zna 偶ycie miasta. W jego tekstach cz臋sto goszcz膮 maszyny, rusztowania, korytarze i inne elementy miejskiej infrastruktury 鈥撀爖wykle jednak u艣pione b膮d藕 natchnione. Miasto przypomina mityczne, rozumne stworzenie, kt贸re wci膮ga ludzi w swoj膮 dziwn膮 gr臋.
 
[…] D藕wigi na horyzoncie chc膮 skoczy膰 daleko, ale zegary s膮 przeciw.
Rozrzucone betonowe p艂yty ch艂epc膮 艣wiat艂o zimnymi j臋zykami.
Warsztaty samochodowe za艂o偶ono w dawnych stajniach.
Kamienie rzucaj膮 cie艅 tak ostry jak kamienie na powierzchni Ksi臋偶yca.
鈥濸rzedmie艣cie鈥, prze艂o偶y艂 Czes艂aw Mi艂osz
 
Transtroemer sam m贸wi艂 o swoich wierszach jako o 鈥瀖iejscach spotkania鈥. Spotkania te mia艂y szczeg贸lny charakter, poniewa偶 poeta stara艂 si臋 zderza膰 w nich sprzeczno艣ci: jasno艣膰 i ciemno艣膰, 艣wiat natury i 艣wiat miasta, marazm i ogrom zmys艂owych wra偶e艅. W poczuciu obco艣ci, tam, gdzie przebiega granica, otwiera si臋 transcendencja.
Mamy wi臋c do czynienia z poezj膮 odpowiednio dowarto艣ciowuj膮c膮 dziwno艣膰 艣wiata. Dzi臋ki temu w艂a艣nie 鈥撀爄 nie jest to moja interpretacja, lecz 艣wiadome d膮偶enie Transtroemera, kt贸remu da艂 wyraz w paru wypowiedziach 鈥撀爐ak wiele tam prawdziwego do艣wiadczenia, cho膰 wymykaj膮cego si臋 zwyczajnej mowie. Cz艂owiek to przecie偶 istota, kt贸ra potrafi si臋 dziwi膰. Zdziwienie za艣 przychodzi znienacka. Mo偶e si臋 okaza膰, 偶e 艣lady na 艣niegu ods艂oni膮 wi臋cej tajemnic ni偶 traktaty m臋drc贸w 鈥撀爐ak jak cisza zimowych popo艂udni mo偶e odkry膰 przed nami pi臋kno czyich艣 wierszy.
 
艁uki roma艅skie
We wn臋trzu ogromnego ko艣cio艂a roma艅skiego cisn臋li si臋 tury艣ci.
Rozpo艣ciera艂o si臋 sklepienie za sklepieniem bez prze艣witu.
Drga艂o kilka p艂omyk贸w 艣wiec.
Obj膮艂 mnie anio艂 bez twarzy
i zaszepta艂 przez ca艂e cia艂o:
鈥濶ie wstyd藕 si臋 tego, 偶e jeste艣 cz艂owiekiem, b膮d藕 dumny!
W twoim wn臋trzu otwiera si臋 sklepienie za sklepieniem bez ko艅ca.
Nigdy nie b臋dziesz gotowy i tak jest s艂usznie鈥.
By艂em 艣lepy od 艂ez
i wyprowadzono mnie na buzuj膮c膮 od s艂o艅ca piazz臋
wraz z Mr i Mrs Jones, Panem Tanak膮 i Signor膮 Sabatini
a we wn臋trzu ich wszystkich otwiera艂o si臋 sklepienie za sklepieniem bez ko艅ca.
prze艂o偶y艂 Leonard Neuger

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij