fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Historia imigrantki

W ka┼╝dej minucie wyobra┼╝a┼éam sobie moment, w kt├│rym talibowie nas znajd─ů i jak okrutnie zako┼äcz─ů nasze ┼╝ycie. My┼Ťla┼éam o tym, ┼╝e mog─Ö nie zdo┼éa─ç uratowa─ç moich dzieci, a czym one zawini┼éy? Dlaczego musz─ů zosta─ç ukarane z mojego powodu?
Historia imigrantki
ok┼éadka ksi─ů┼╝ki: Andrzej D─Öbowski

Tekst oryginalnie napisany w j─Özyku angielskim.

Tłumaczenie: Paulina Olivier.

Nazywam si─Ö Frishta Kargar, jestem c├│rk─ů Abdullaha Kargara. Urodzi┼éam si─Ö w 1990 roku w Kabulu w Afganistanie ÔÇô kraju, w kt├│rym od kilkudziesi─Öciu lat toczy si─Ö wojna.

Nigdy, przenigdy nie my┼Ťla┼éam o emigracji. Zawsze chcia┼éam pomaga─ç mojemu narodowi, szczeg├│lnie dziewczynom i kobietom, kt├│re by┼éy oddalone od edukacji i wiedzy. Ponadto codziennie walczy┼éam o wzmocnienie pozycji kobiet i wierzy┼éam, ┼╝e Afganistan wkr├│tce b─Ödzie bezpieczny. Wyobra┼╝a┼éam sobie t─Ötni─ůc─ů ┼╝yciem przysz┼éo┼Ť─ç mojego narodu, dlatego podejmowa┼éam si─Ö r├│┼╝nych zaj─Ö─ç. W Turcji, kiedy robi┼éam licencjat, pracowa┼éam jako wolontariuszka w biurze imigracyjnym ÔÇô wspiera┼éam tam kobiety i stara┼éam si─Ö im pomaga─ç w ka┼╝dy mo┼╝liwy spos├│b.

Wr├│ci┼éam do Afganistanu po uko┼äczeniu studi├│w licencjackich i rozpocz─Ö┼éam prac─Ö w Ministerstwie Finans├│w, w kt├│rym od razu zainteresowa┼éam si─Ö prawami kobiet. Mimo ┼╝e w pracy zajmowa┼éam si─Ö innymi rzeczami, r├│wnocze┼Ťnie prowadzi┼éam dzia┼éania na rzecz kobiet. Nasz zesp├│┼é stawa┼é si─Ö coraz silniejszy, uda┼éo nam si─Ö stworzy─ç wiele grup na WhatsAppie, by dodawa─ç sobie nawzajem otuchy w r├│┼╝nych kryzysowych sytuacjach, mi─Ödzy innymi w trakcie pandemii. W tym czasie sta┼éam si─Ö liderk─ů grupy kobiet, z kt├│rymi robi┼éy┼Ťmy maseczki i rozdawa┼éy┼Ťmy myd┼éo i ┼Ťrodki do dezynfekcji r─ůk osobom, kt├│re nie mog┼éy sobie na nie pozwoli─ç.

Ka┼╝dego miesi─ůca odk┼éada┼éam cz─Ö┼Ť─ç mojej pensji, ┼╝eby op┼éaci─ç czynsz osobom potrzebuj─ůcym: starszemu m─Ö┼╝czy┼║nie, kobiecie, kt├│rej c├│rka chorowa┼éa na raka, i innym. Za┼Ť podczas Ramadanu zbiera┼éam pieni─ůdze w┼Ťr├│d moich przyjaci├│┼é, rodziny i wsp├│┼épracownik├│w, aby pom├│c tym w potrzebie. Kiedy widzia┼éam ich rado┼Ť─ç, odczuwa┼éam ogromn─ů satysfakcj─Ö, to by┼éy najlepsze dni mojego ┼╝ycia. Im wi─Öcej os├│b mog┼éam wesprze─ç, tym bardziej sensowne wydawa┼éo mi si─Ö ┼╝ycie.

Poza tym udziela┼éam si─Ö spo┼éecznie, uczestnicz─ůc na przyk┼éad w corocznym sadzeniu drzew. Po upadku re┼╝imu talib├│w w 2001 roku stracili┼Ťmy tereny zielone, a ja chcia┼éam, ┼╝eby m├│j kraj od┼╝y┼é. Czu┼éam, ┼╝e ludzie darz─ů mnie szacunkiem i sympati─ů, by┼éo to dla mnie wa┼╝ne. To wszystko sprawi┼éo, ┼╝e w ci─ůgu sze┼Ťciu lat zrobi┼éam karier─Ö. Na pocz─ůtku zosta┼éam zatrudniona jako specjalistka do spraw program├│w szkoleniowych w Wydziale Zasob├│w Ludzkich Ministerstwa Finans├│w Afganistanu (MoF). Potem zda┼éam sobie spraw─Ö, ┼╝e potrzebuj─Ö wi─Ökszych wyzwa┼ä, kt├│re pozwol─ů mi silniej wp┼éywa─ç na rzeczywisto┼Ť─ç. Zdecydowa┼éam si─Ö wi─Öc na studia magisterskie. Aplikowa┼éam na kilka program├│w i ostatecznie dosta┼éam ofert─Ö pe┼énego stypendium z Uniwersytetu Azji ┼Ürodkowej w Republice Kirgistanu. Mimo ┼╝e zda┼éam egzamin i zosta┼éam wybrana, nie by┼éam pewna, co dalej robi─ç. Mia┼éam ma┼é─ů c├│reczk─Ö, Smyrn─Ö, i nie mog┼éam tak po prostu zostawi─ç jej w Kabulu, by kontynuowa─ç studia. Na szcz─Ö┼Ťcie uda┼éo si─Ö: Aga Khan Development Network i Uniwersytet Azji ┼Ürodkowej u┼éatwi┼éy mi zabranie ze sob─ů c├│rki i mojej mamy, kt├│ra chcia┼éa mi pom├│c. Na ka┼╝dym etapie mojego ┼╝ycia to w┼éa┼Ťnie mama by┼éa dla mnie najwi─Ökszym wsparciem. Czasami naprawd─Ö chcia┼éam si─Ö podda─ç, nie by┼éo mi ┼éatwo godzi─ç pracy z nauk─ů i opiek─ů nad dzieckiem. Pr├│bowa┼éam wtedy sama siebie przekona─ç, ┼╝e musz─Ö da─ç sobie rad─Ö, przetrwa─ç te trudne chwile, a zbli┼╝─Ö si─Ö do osi─ůgni─Öcia swoich cel├│w.

W ko┼äcu pomy┼Ťlnie uko┼äczy┼éam studia. Poczu┼éam si─Ö pewniej, je┼Ťli chodzi o moj─ů karier─Ö, poniewa┼╝ mia┼éam tytu┼é licencjata stosunk├│w mi─Ödzynarodowych z jednego z najlepszych tureckich uniwersytet├│w, a teraz r├│wnie┼╝ tytu┼é magistra polityki gospodarczej. Oba kierunki by┼éy perspektywiczne w kontek┼Ťcie dalszej pracy, a moja pewno┼Ť─ç siebie ros┼éa z dnia na dzie┼ä. W kr├│tkim czasie awansowa┼éam na starsz─ů specjalistk─Ö w Dwustronnych Komisjach Gospodarczych, w kt├│rych zajmowa┼éam si─Ö wsp├│┼éprac─ů gospodarcz─ů, handlow─ů, transportow─ů, zdrowotn─ů i w zakresie szkolnictwa wy┼╝szego mi─Ödzy Afganistanem a innymi krajami z regionu. Zawsze chcia┼éam i┼Ť─ç naprz├│d i wierzy─ç w siebie. Dlatego p├│┼║niej awansowa┼éam na dyrektork─Ö biura, w kt├│rym zaczyna┼éam jako specjalistka. By┼éo to dla mnie spe┼énienie marze┼ä. Na stanowisku dyrektorki negocjowa┼éam tematy wsp├│┼épracy dwustronnej z ambasadami i moimi odpowiednikami z innych kraj├│w oraz wszystkimi ministerstwami Afganistanu. Bra┼éam udzia┼é w spotkaniach z wysoko postawionymi urz─Ödnikami w kraju i za granic─ů.

Pomimo konieczno┼Ťci ┼é─ůczenia pracy w Ministerstwie z rol─ů matki, budowa┼éam dobre relacje z w┼éadzami Ministerstwa, w┼éadzami biura administracyjnego prezydenta, organizacjami mi─Ödzynarodowymi, plac├│wkami dyplomatycznymi i organizacjami pozarz─ůdowymi; zawsze bra┼éam udzia┼é w r├│┼╝nych spotkaniach, a nawet w du┼╝ej mierze je prowadzi┼éam i organizowa┼éam. Niestety, moje spe┼énione marzenia nie trwa┼éy d┼éugo i zosta┼éy zrujnowane ÔÇô wszystko zosta┼éo mi odebrane w kr├│tkiej chwili, gdy talibowie przej─Öli Afganistan w ci─ůgu zaledwie kilku dni.

Pochodz─Ö ze znanej rodziny Kargar. M├│j ojciec s┼éu┼╝y┼é jako wojskowy, by┼é genera┼éem i oficerem wywiadu. Pracowa┼é r├│wnie┼╝ jako ministerialny doradca prezydenta, zanim zmar┼é 23 lipca 2009 roku. M├│j brat cioteczny ÔÇô Shaker Kargar ÔÇô pe┼éni┼é funkcj─Ö wiceprezydenta, ministra wody i energii, ministra handlu i przemys┼éu, cz┼éonka parlamentu, ambasadora, a na koniec pracowa┼é jako szef kancelarii prezydenta. Ponadto m├│j m─ů┼╝ Atilla Kargar pracowa┼é w Bagram z NATOnato, a nast─Öpnie jako lekarz w biurze wiceprezydenta.

Przed upadkiem afga┼äskiego rz─ůdu 15 sierpnia 2023 roku wszystko by┼éo normalnie, a ┼╝ycie toczy┼éo si─Ö swoim rytmem. Niedawno urodzi┼éam dziecko, kt├│re wtedy mia┼éo ju┼╝ prawie dwa miesi─ůce i by┼éam na urlopie macierzy┼äskim. W dniu upadku rz─ůdu posz┼éam do pracy z synem, ┼╝eby przedstawi─ç go kolegom, wzi─ů─ç udzia┼é w kilku spotkaniach i poinstruowa─ç zesp├│┼é o zadaniach na nast─Öpny miesi─ůc. Pozosta┼é mi jeszcze miesi─ůc urlopu macierzy┼äskiego, ale ju┼╝ nie mog┼éam si─Ö doczeka─ç powrotu do pracy. Jednak poniewa┼╝ przed porodem by┼éam zara┼╝ona Covid-19, a po nim by┼éam s┼éaba fizycznie, nie chcia┼éam ryzykowa─ç i nie chodzi┼éam do biura. Zacz─Ö┼éam natomiast pracowa─ç zdalnie i uczestniczy┼éam w spotkaniach online, przez co moi koledzy nazywali mnie pracoholiczk─ů. Ja jednak po prostu uwielbia┼éam swoj─ů prac─Ö.

Kiedy tego dnia przysz┼éam rano do biura, du┼╝o rozmawiali┼Ťmy z kolegami i kole┼╝ankami i byli┼Ťmy bardzo szcz─Ö┼Ťliwi. By┼éa godzina 11:00, 15 sierpnia, kiedy sko┼äczyli┼Ťmy pracowa─ç nad kilkoma zadaniami. W┼éa┼Ťnie wtedy przez okno biura zobaczy┼éam, ┼╝e ludzie zbli┼╝aj─ů si─Ö do drzwi, wszyscy w po┼Ťpiechu. Nie s─ůdzi┼éam, ┼╝e to co┼Ť powa┼╝nego, dop├│ki jeden z moich koleg├│w nie wszed┼é i nie poprosi┼é mnie o jak najszybsze opuszczenie biura. By┼éam w szoku i zacz─Ö┼éam panikowa─ç, wszyscy biegli korytarzem, a ja zacz─Ö┼éam pod─ů┼╝a─ç za nimi, nie zabieraj─ůc nawet swoich rzeczy. Wysz┼éam z biura z moim synkiem, Marsem, i zadzwoni┼éam po kierowc─Ö. Na szcz─Ö┼Ťcie wci─ů┼╝ by┼é w Ministerstwie, w przeciwie┼ästwie do wszystkich innych kierowc├│w, kt├│rzy ju┼╝ z niego uciekli. Kiedy dotar┼éam do domu, dowiedzia┼éam si─Ö, ┼╝e talibowie przej─Öli r├│wnie┼╝ Kabul. Gdy poinformowano mnie, ┼╝e m├│j brat, kt├│ry pracowa┼é z prezydentem, wci─ů┼╝ pozostawa┼é w biurze, a m├│j m─ů┼╝ r├│wnie┼╝ by┼é jeszcze poza domem, by┼éam za┼éamana. Na szcz─Ö┼Ťcie p├│┼║niej dotarli do domu. Wtedy zebrali┼Ťmy si─Ö, szcz─Ö┼Ťliwi, ┼╝e jeste┼Ťmy razem. Jednak tej nocy nie mogli┼Ťmy spa─ç i d┼éugo rozmawiali┼Ťmy z naszymi rodzinami i przyjaci├│┼émi. Ci prosili nas, ┼╝eby┼Ťmy opu┼Ťcili dom, poniewa┼╝ talibowie ju┼╝ zacz─Öli przeszukiwa─ç domostwa tych, kt├│rzy wsp├│┼épracuj─ů z rz─ůdem. Poniewa┼╝ ca┼éa moja rodzina, w tym ja, pracowa┼éa dla rz─ůdu i byli┼Ťmy bardzo blisko pa┼éacu prezydenckiego i g┼é├│wnych ministerstw, nie mieli┼Ťmy innego wyj┼Ťcia, jak tylko oddali─ç si─Ö, ┼╝eby ocali─ç ┼╝ycie.

Postanowili┼Ťmy przenie┼Ť─ç si─Ö do domu mojej babci, zabieraj─ůc ze sob─ů tylko kilka toreb i jad─ůc r├│┼╝nymi taks├│wkami; ja na dodatek by┼éam z dzie─çmi i w bardzo trudnej sytuacji. Gdy w ko┼äcu tam dotarli┼Ťmy, poczu┼éam si─Ö troch─Ö lepiej, jednak stan─Öli┼Ťmy w obliczu kolejnego niebezpiecze┼ästwa ÔÇô budynek, do kt├│rego si─Ö wprowadzili┼Ťmy, r├│wnie┼╝ znajdowa┼é si─Ö w bardzo newralgicznej okolicy: s─ůsiedzi mojej babci byli ministrami, a talibowie ju┼╝ zaj─Öli ich domy. By┼é to jeden z najbardziej przera┼╝aj─ůcych moment├│w w moim ┼╝yciu.

Kiedy wyjrza┼éam przez dziur─Ö w oknie, talibowie byli wsz─Ödzie wok├│┼é ÔÇô pomy┼Ťla┼éam, ┼╝e to mo┼╝e by─ç koniec mojego ┼╝ycia. Zacz─Ö┼éam p┼éaka─ç i szlocha─ç. Nie mia┼éam poj─Öcia, co robi─ç dalej. Zastanawia┼éam si─Ö, jak mog─Ö si─Ö stamt─ůd wydosta─ç i co zrobi─Ö, je┼Ťli wejd─ů do domu. Widzia┼éam, ┼╝e wiele kraj├│w og┼éosi┼éo, ┼╝e pomo┼╝e Afga┼äczykom. Zacz─Ö┼éam wi─Öc stara─ç si─Ö o pomoc, jak tylko mog┼éam ÔÇô potrzebowa┼éam jej bardzo pilnie. Musieli┼Ťmy jak najszybciej opu┼Ťci─ç Kabul. Jak wspomnia┼éam, nie tylko pracowali┼Ťmy dla rz─ůdu, ale jeste┼Ťmy te┼╝ znan─ů rodzin─ů w Afganistanie. Wiedzieli┼Ťmy, ┼╝e plotki szybko si─Ö roznios─ů, a talibowie zorientuj─ů si─Ö, ┼╝e si─Ö ukrywamy.

Wpada┼éam w coraz wi─Öksz─ů panik─Ö. Czu┼éam si─Ö beznadziejnie. W ka┼╝dej minucie wyobra┼╝a┼éam sobie moment, w kt├│rym talibowie nas znajd─ů i jak okrutnie zako┼äcz─ů nasze ┼╝ycie. My┼Ťla┼éam o tym, ┼╝e mog─Ö nie zdo┼éa─ç uratowa─ç moich dzieci, a czym one zawini┼éy? Dlaczego musz─ů zosta─ç ukarane z mojego powodu? Dlaczego musz─ů si─Ö po┼Ťwi─Öca─ç, mimo ┼╝e nic nie wiedz─ů o rz─ůdzie i talibach? To naprawd─Ö mnie bola┼éo. Moje serce p┼éon─Ö┼éo. Nie mog┼éam nic zrobi─ç. Nagle otrzyma┼éam wiadomo┼Ť─ç z Twittera od jednego z moich starych przyjaci├│┼é, kt├│rego pozna┼éam podczas studi├│w licencjackich na Uniwersytecie Ege w Turcji. Napisa┼é, ┼╝ebym sprawdzi┼éa poczt─Ö, bo tam przes┼éa┼é wszystkie informacje oraz poprosi┼é o wys┼éanie maila na adres polskiego urz─Ödnika. Po chwili wys┼éa┼éam wiadomo┼Ť─ç. Otrzyma┼éam zwrotnego maila, jednak swojego wys┼éa┼éam ze swojej oficjalnej skrzynki i pomy┼Ťla┼éam, ┼╝e ona nie jest ju┼╝ bezpieczna. Przeprosi┼éam, ┼╝e nie b─Öd─Ö w stanie dalej odpowiada─ç. Zapyta┼éam, czy mog─Ö skontaktowa─ç si─Ö przez WhatsAppa i natychmiast usun─Ö┼éam t─Ö wiadomo┼Ť─ç. Potem m├│j przyjaciel zapyta┼é, czy mog─Ö do niego zadzwoni─ç przez WhatsAppa. Odpowiedzia┼éam, ┼╝e jestem ca┼ékowicie zagubiona, ┼╝e m├│j m├│zg nie reaguje normalnie. P├│┼║niej, kiedy zadzwoni┼éam i rozmawia┼éam z nim, s┼éucha┼é mnie uwa┼╝nie i powiedzia┼é, ┼╝e skontaktuje si─Ö z naszym ambasadorem w Polsce, aby wyja┼Ťni─ç mu moj─ů sytuacj─Ö. Na szcz─Ö┼Ťcie ambasador wkr├│tce potwierdzi┼é, ┼╝e zadzwoni do mnie o 2:00 nad ranem czasu afga┼äskiego. Zatelefonowa┼éam do mojego brata i mamy, kt├│rzy r├│wnie┼╝ nie spali, my┼Ťl─ůc o planie ratunkowym, i powiedzia┼éam im, ┼╝eby si─Ö nie martwili, ┼╝e im pomog─Ö, musz─ů tylko da─ç mi troch─Ö czasu. W trakcie rozmowy ambasador powiedzia┼é, ┼╝e w Polsce jest teraz p├│┼║no. Oficjalne godziny otwarcia instytucji zaczn─ů si─Ö za 12 godzin i wtedy ÔÇô rano ÔÇô porozmawia z parlamentem i biurem premiera. By┼é mi┼éy i pe┼éen nadziei, poradzi┼é, abym by┼éa cierpliwa i mia┼éa nadziej─Ö, ┼╝e wszystko b─Ödzie dobrze, nie martwi┼éa si─Ö i by┼éa silna.

Poczu┼éam si─Ö znacznie lepiej, jakby pojawi┼é si─Ö anio┼é i wzi─ů┼é mnie za r─Ök─Ö. Wydawa┼éo mi si─Ö, ┼╝e to cud. Nast─Öpnego ranka otrzyma┼éam wiadomo┼Ť─ç od innej polskiej przyjaci├│┼éki ÔÇô chocia┼╝ nigdy w ┼╝yciu nie spotka┼éam jej na ┼╝ywo, to dodawa┼éa mi otuchy i nadziei. Towarzyszy┼éa mi z daleka. M├│wi┼éa, ┼╝e na pewno przyjad─Ö do Polski, ┼╝e trzyma za mnie kciuki i modli si─Ö o bezpiecze┼ästwo moje i mojej rodziny. Jednak nikt z nas nie m├│g┼é spa─ç i czekali┼Ťmy na planowany moment. Ambasador zadzwoni┼é do mnie dok┼éadnie w ustalonym czasie i poinformowa┼é, ┼╝e przekazali moje dokumenty do polskiej ambasady w Indiach i pr├│buj─ů doda─ç mnie do listy os├│b, kt├│re b─Öd─ů mog┼éy wyjecha─ç. Powiedzia┼é, ┼╝ebym przygotowa┼éa si─Ö do wyjazdu dzisiaj, ┼╝e mamy lot o 15:00 i ┼╝e musz─Ö dotrze─ç na lotnisko o tej porze.

Mia┼éam torebk─Ö, do kt├│rej w┼éo┼╝y┼éam moje cenne rzeczy i nasze telefony oraz jedn─ů ma┼é─ů torb─Ö, mieszcz─ůc─ů troch─Ö dzieci─Öcych ubra┼ä i inne potrzebne im przedmioty. Moja mama i brat zrobili to samo. Znale┼║li┼Ťmy cz┼éowieka, kt├│ry ukradkiem zabra┼é nas na lotnisko. W ko┼äcu dotarli┼Ťmy na miejsce i dostali┼Ťmy numer do dziennikarki, kt├│ra mia┼éa nam pom├│c skontaktowa─ç si─Ö z polskimi ┼╝o┼énierzami. Poprosi┼éa nas, aby┼Ťmy udali si─Ö w pobli┼╝e obozu Baran, na parking, na kt├│rym zebrano kilka rodzin, kt├│re mia┼éy uda─ç si─Ö do Polski. Zostali┼Ťmy tam jedn─ů noc w samochodzie, a┼╝ do rana. Oko┼éo czwartej nad ranem ruszyli┼Ťmy na lotnisko i weszli┼Ťmy w t┼éum tysi─Öcy ludzi. To by┼éa nerwowa i bardzo trudna do opisania sytuacja, to by┼éo morze ludzi. Wszyscy starali si─Ö dotrze─ç do bramek, przez kt├│re zagraniczni ┼╝o┼énierze mieli opu┼Ťci─ç Afganistan. Pr├│bowali┼Ťmy i┼Ť─ç naprz├│d, lecz nagle Atilla gorzej si─Ö poczu┼é. By┼é spragniony i bardzo si─Ö poci┼é, potrzebowa┼é wody. Szukali┼Ťmy jej, a┼╝ w ko┼äcu kto┼Ť mu j─ů da┼é i m├│j m─ů┼╝ poczu┼é si─Ö lepiej. Bardzo si─Ö ba┼éam, ┼╝e je┼Ťli nie uda mu si─Ö prze┼╝y─ç na tym etapie podr├│┼╝y, to nie przedrzemy si─Ö przez ten t┼éum. Po chwili to samo sta┼éo si─Ö z moj─ů mam─ů i poczu┼éam si─Ö bardzo przygn─Öbiona.

Nie mia┼éam wyboru, modli┼éam si─Ö ca┼éy czas. Powtarza┼éam ka┼╝dy znany mi werset Koranu w nadziei na ratunek. Ja i Baktash byli┼Ťmy silniejsi od innych. Chocia┼╝ nosi┼éam Marsa i karmi┼éam go co trzydzie┼Ťci minut, nadal pr├│bowa┼éam mocno sta─ç na nogach. Najtragiczniejsze w tej sytuacji by┼éo to, ┼╝e widzia┼éam, jak niekt├│rzy, w tym dzieci, upadali na ziemi─Ö i umierali. Nie mieli┼Ťmy wyj┼Ťcia. Nie mogli┼Ťmy im nawet pom├│c. Chcia┼éam ich nie┼Ť─ç, chcia┼éam ich ratowa─ç, ale my te┼╝ mogli┼Ťmy sta─ç si─Ö jednymi z nich. Raz ┼╝o┼énierz podni├│s┼é dziecko i zapyta┼é, czyje ono jest, ale nikt nie by┼é gotowy go wzi─ů─ç. Czu┼éam si─Ö bardzo ┼║le. P┼éaka┼éam, zastanawiaj─ůc si─Ö, dlaczego znale┼║li┼Ťmy si─Ö w takiej sytuacji. To by┼é koszmar. W pewnym momencie moja sukienka zaczepi┼éa si─Ö o drut kolczasty, a ludzie wci─ů┼╝ popychali mnie, ┼╝ebym sz┼éa naprz├│d. Gdybym usiad┼éa, by─ç mo┼╝e przeszliby po mnie i po Marsie, ale nie upad┼éam. W┼éo┼╝y┼éam ca┼é─ů swoj─ů si┼é─Ö w to, ┼╝eby nie upa┼Ť─ç i dzi─Öki Baktashowi, kt├│ry przyszed┼é i zabra┼é Marsa ode mnie, mogli┼Ťmy i┼Ť─ç dalej. Wszystko dzia┼éo si─Ö w ogromnym zamieszaniu, poniewa┼╝ z jednej strony, talibowie strzelali i krzyczeli do t┼éumu, a z drugiej, ┼╝o┼énierze pr├│bowali powstrzyma─ç t┼éum, aby nie przekracza┼é wyznaczonego obszaru. Chcieli mie─ç kontrol─Ö z obu stron, by┼éo niebezpiecznie, a my byli┼Ťmy sfrustrowani. Patrzy┼éam na Smyrn─Ö, a ona b┼éaga┼éa mnie, ┼╝ebym zabra┼éa j─ů z powrotem do domu. P┼éaka┼éa i m├│wi┼éa: ÔÇ×mamusiu, chod┼║my do domu, tak si─Ö boj─Ö, prosz─Ö, mamusiu, zabierz mnie do domuÔÇŁ. To naprawd─Ö rozdziera┼éo moje serce. Czu┼éam si─Ö ┼║le i jedyna rzecz, kt├│ra kr─ů┼╝y┼éa mi po g┼éowie, to ┼╝e lepiej by┼éoby zosta─ç w domu ni┼╝ ryzykowa─ç ┼╝ycie dzieci tutaj.

Byli┼Ťmy jednak w po┼éowie drogi i nie by┼éo ju┼╝ odwrotu. Jak mieliby┼Ťmy omin─ů─ç ca┼éy ten t┼éum, ┼╝eby zawr├│ci─ç? Nawet Atilla ┼╝a┼éowa┼é, ┼╝e wyruszyli┼Ťmy, i przekonywa┼é do powrotu. M├│wi┼é do mnie: ÔÇ×chod┼║my, to koniec, nie prze┼╝yjemy, umrzemy, je┼Ťli p├│jdziemy dalejÔÇŁ. Ale ja nikomu nie odpowiada┼éam. Wci─ů┼╝ szepta┼éam i modli┼éam si─Ö do mojego Boga, aby nas ocali┼é.

W ko┼äcu dotarli┼Ťmy do celu i pokazali┼Ťmy ┼╝o┼énierzom nasze paszporty. Powiedzieli, ┼╝e nie mamy wiz. Jak w zwi─ůzku z tym mieliby nas przyj─ů─ç? ÔÇ×Jest ponad tysi─ůc os├│b, kt├│re maj─ů paszportyÔÇŁ ÔÇô powiedzia┼éam. B┼éaga┼éam ┼╝o┼énierza, ÔÇ×prosz─Ö, uratuj nas, pom├│┼╝ nam, prosz─Ö!ÔÇŁ. Powiedzia┼éam im, ┼╝eby sprawdzili list─Ö i ┼╝e informacje o nas i nasze nazwiska s─ů tam zapisane, ale oni powiedzieli, ┼╝e nie ma ┼╝adnej listy, ┼╝eby┼Ťmy wracali i nie marnowali ich czasu. ÔÇ×Nie macie ┼╝adnej wizy ani ┼╝adnego dokumentu to┼╝samo┼Ťci; ok┼éamujecie nas!ÔÇŁ. Przysi─Öga┼éam im wiele razy, ┼╝e to, co m├│wi─Ö, to prawda, ale wydawa┼éo si─Ö, ┼╝e to koniec, a wszystkie moje nadzieje przepad┼éy. Czu┼éam si─Ö zgubiona. Wci─ů┼╝ tam sta┼éam, nie patrz─ůc za siebie. Nie widzia┼éam nawet, gdzie jest mama i reszta rodziny. Widzia┼éam tylko Baktasha, byli┼Ťmy razem. W tym momencie przyszed┼é ┼╝o┼énierz, kt├│ry m├│wi┼é po persku. Zawo┼éa┼éam go i krzykn─Ö┼éam: ÔÇ×pom├│┼╝ miÔÇŁ, a on odwr├│ci┼é si─Ö do mnie i powiedzia┼é: ÔÇ×poka┼╝, co maszÔÇŁ. Baktash natychmiast pokaza┼é mu odpowiednie wiadomo┼Ťci i wszystkie informacje. ┼╗o┼énierz powiedzia┼é: ÔÇ×OK , nie martw si─Ö, jeste┼Ť na li┼ŤcieÔÇŁ. To by┼é najszcz─Ö┼Ťliwszy moment w moim ┼╝yciu. By┼éam oszala┼éa z rado┼Ťci. Nie by┼éam w stanie zrobi─ç kroku. Po prostu uni┼╝y┼éam si─Ö i zabra┼éam Marsa do niego. Zabra┼é nas na drug─ů stron─Ö i powiedzia┼é: ÔÇ×jeste┼Ť ju┼╝ bezpieczna, nie martw si─ÖÔÇŁ. Nadal by┼éam bardzo zdenerwowana i strasznie p┼éaka┼éam, wskazuj─ůc na moj─ů rodzin─Ö. ÔÇ×OK , usi─ůd┼║ÔÇŁ ÔÇô nakaza┼é. Da┼é mi wod─Ö i powiedzia┼é, ┼╝e ich przyprowadzi, ┼╝ebym tylko mu pokaza┼éa, kto jest cz┼éonkiem mojej rodziny. Wskaza┼éam na moj─ů mam─Ö, Smyrn─Ö i Baktasha, ale nigdzie nie widzia┼éam Atilli. Znowu wpad┼éam w panik─Ö i wbieg┼éam w t┼éum, krzycz─ůc ÔÇ×Atilla, AtillaÔÇŁ. ┼╗o┼énierz zatrzyma┼é mnie i poprosi┼é o okazanie dowodu to┼╝samo┼Ťci. By┼éo tam wielu ludzi. Mog┼éabym znale┼║─ç w┼Ťr├│d nich Atill─Ö, ale trudno mi by┼éo wyt┼éumaczy─ç, jak on wygl─ůda, bo ┼╝o┼énierz nie rozumia┼é po angielsku. Powiedzia┼éam, ┼╝e to m─Ö┼╝czyzna w zielonej szacie, ale nie znalaz┼é go w t┼éumie. W ko┼äcu wskaza┼éam na jego mundur i pokaza┼éam, ┼╝e to ten kolor i poprosi┼éam innych stra┼╝nik├│w, aby pozwolili mu przej┼Ť─ç.

W ko┼äcu wszyscy przeszli┼Ťmy ÔÇô byli┼Ťmy uratowani. Zabrali nas do obozu Baran. Na lotnisku dali nam wod─Ö i powiedzieli, ┼╝e teraz jeste┼Ťmy bezpieczni. Kiedy sytuacja si─Ö uspokoi┼éa, zda┼éam sobie spraw─Ö, ┼╝e zgubi┼éam torebk─Ö, do kt├│rej w┼éo┼╝y┼éam wszystkie cenne przedmioty, takie jak bi┼╝uteria, telefon, karty i wszystko, co mog┼éoby pom├│c nam przetrwa─ç w przysz┼éo┼Ťci. Niestety w┼éo┼╝y┼éam tam r├│wnie┼╝ telefon mojej mamy i Atilli, poniewa┼╝ wszystkie by┼éy roz┼éadowane ÔÇô u┼╝ywali┼Ťmy ich przez dwa dni. Po prostu je schowa┼éam, nie spodziewaj─ůc si─Ö, ┼╝e je zgubi─Ö. Na szcz─Ö┼Ťcie Baktash mia┼é sw├│j telefon przy sobie. Zostali┼Ťmy tam na noc. Dali nam troch─Ö jedzenia dla dzieci, ┼╝eby mog┼éy prze┼╝y─ç, jednak brakowa┼éo jedzenia dla doros┼éych. Przeprosili za to i podarowali nam troch─Ö chleba z mlekiem. Zorientowali si─Ö, ┼╝e karmi─Ö dziecko. T─Ö noc sp─Ödzili┼Ťmy na zewn─ůtrz, by┼éo bardzo zimno, spali┼Ťmy na trawie, mia┼éam chust─Ö, owin─Ö┼éam ni─ů dzieci i siebie. Chucha┼éam, ┼╝eby by┼éo im ciep┼éo, i mocno je przytula┼éam. Reszta ludzi chodzi┼éa dooko┼éa, ┼╝eby si─Ö rozgrza─ç.

By┼éo zimno i wilgotno. Robi┼éo si─Ö coraz zimniej, a┼╝ do czwartej nad ranem. Jestem pewna, ┼╝e nikt nie m├│g┼é spa─ç tej nocy.

Wcze┼Ťnie rano przyszli stra┼╝nicy, obudzili wszystkich i ustawili w dw├│ch rz─Ödach. Policzyli nas i zapisali jakie┼Ť numery i znaki, oznaczyli nas i powoli przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö stamt─ůd do innego kompleksu. Dok┼éadnie w tym momencie Mars zacz─ů┼é p┼éaka─ç, bo zazwyczaj o tej porze spa┼é, a czasami, kiedy si─Ö budzi┼é, ┼Ťpiewa┼éam mu piosenk─Ö dla dzieci. Nagle przypomnia┼éam sobie t─Ö piosenk─Ö i zacz─Ö┼éam j─ů ┼Ťpiewa─ç powoli, jakby szepcz─ůc mu do ucha, a on si─Ö uspokoi┼é, zrozumiawszy, ┼╝e jest w dobrych r─Ökach. Czu┼éam, ┼╝e moja twarz zn├│w robi si─Ö mokra, ka┼╝da chwila by┼éa pe┼éna emocji.

Moja nadzieja ros┼éa, ale dop├│ki nie dotarli┼Ťmy na miejsce, nie wierzy┼éam, ┼╝e ta podr├│┼╝ si─Ö wydarzy, poniewa┼╝ wci─ů┼╝ byli┼Ťmy na lotnisku. Wci─ů┼╝ s┼éyszeli┼Ťmy odg┼éosy ognia talib├│w. Wreszcie zacz─Öli┼Ťmy si─Ö porusza─ç, by┼éo nas w sumie 99 os├│b z dzie─çmi. Dotarli┼Ťmy do miejsca, w kt├│rym zatrzymali┼Ťmy si─Ö na chwil─Ö i w kt├│rym ponownie nas policzono i umieszczono inne znaki. Po pewnym czasie przyjecha┼éy autobusy, kt├│re zabra┼éy nas do innego sektora. W tym miejscu nas zarejestrowali i czekali┼Ťmy tam przez kilka godzin. Nakarmili nas i troch─Ö si─Ö od┼Ťwie┼╝yli┼Ťmy. Oko┼éo po┼éudnia znowu przyjecha┼éy autobusy i zabra┼éy nas na lot. Umie┼Ťcili nas w dw├│ch wojskowych samolotach i chocia┼╝ nie by┼éo komfortowo i by┼éo bardzo g┼éo┼Ťno, to w┼éa┼Ťnie wtedy zda┼éam sobie spraw─Ö, ┼╝e wszyscy powoli zacz─Öli zasypia─ç. Czu┼éam, ┼╝e wszyscy dopiero teraz odetchn─Öli, tak jak ja, i ucieszyli si─Ö, ┼╝e w ko┼äcu lec─ů i maj─ů szans─Ö uratowa─ç ┼╝ycie.

W ci─ůgu trzech godzin dotarli┼Ťmy na uzbeckie lotnisko Novoyi, na kt├│rym przetestowali nas na koronawirusa na wypadek, gdyby kto┼Ť by┼é zara┼╝ony. W poprzednich dniach zapomnia┼éam o COVIDcovid-19 i wszystkich innych problemach. Sp─Ödzili┼Ťmy tam jak─ů┼Ť godzin─Ö. Poprzedniej nocy umierali┼Ťmy z zimna, a teraz byli┼Ťmy na ┼Ťrodku p┼éyty lotniska, gdzie nie by┼éo ┼╝adnego cienia. S┼éo┼äce by┼éo dok┼éadnie nad naszymi g┼éowami, ┼╝ar la┼é si─Ö z nieba. Najpierw czekali┼Ťmy, a┼╝ przetestuj─ů dziewi─Ö─çdziesi─ůt dziewi─Ö─ç os├│b, potem na wyniki. Sprawdzali r├│wnie┼╝ nasze dokumenty, czy mamy paszport lub Tazkira ÔÇô wszystko, co mog┼éo ┼Ťwiadczy─ç o naszej to┼╝samo┼Ťci. Kiedy sko┼äczyli, czekali┼Ťmy na tankowanie polskiego samolotu. Obserwowali┼Ťmy ten proces, wszyscy poruszeni, nie mogli si─Ö doczeka─ç, ┼╝eby wej┼Ť─ç do samolotu. W ko┼äcu oczekiwanie dobieg┼éo ko┼äca i weszli┼Ťmy na pok┼éad. Czu┼éam si─Ö bardzo dziwnie, jakbym zgubi┼éa si─Ö na wiele lat w d┼╝ungli i niczego w ┼╝yciu nie widzia┼éa. Kiedy stewardessa zapyta┼éa mnie, czego chcia┼éabym si─Ö napi─ç, powiedzia┼éam, ┼╝e herbaty, kawy, wody, soku ÔÇô wszystkiego, co ma. Roze┼Ťmia┼éa si─Ö, odpowiadaj─ůc: ÔÇ×jasne, pewnie brakowa┼éo ci wszystkiego w czasie tej drogiÔÇŁ. Pr├│bowa┼éam si─Ö zdrzemn─ů─ç, ale kiedy zamyka┼éam oczy, wszystkie wydarzenia z ostatnich dni pojawia┼éy si─Ö w mojej g┼éowie jak film. Samolot wyl─ůdowa┼é w Gruzji, a mnie przypomnia┼é si─Ö czas, kiedy po raz pierwszy wyjecha┼éam na studia do Turcji. Wtedy te┼╝ lecia┼éam samolotem wojskowym, chcia┼éam studiowa─ç i robi─ç karier─Ö. Potem polecieli┼Ťmy dalej i w ko┼äcu dotarli┼Ťmy do Warszawy.

Po kontroli wszyscy wsiedli┼Ťmy do autobusu, a nast─Öpnie dotarli┼Ťmy do o┼Ťrodka dla uchod┼║c├│w. Dali nam pok├│j z pi─Öcioma ┼é├│┼╝kami, kt├│ry przypomina┼é te w akademikach. Pi─Ötro ni┼╝ej znajdowa┼éa si─Ö kuchnia i ┼éazienka. ┼ü├│┼╝ka by┼éy rodzajem pryczy. Pracownicy o┼Ťrodka byli bardzo mili i okazali nam go┼Ťcinno┼Ť─ç. Zapewnili nam podstawowe produkty, takie jak myd┼éo, szampon, pieluchy i ┼é├│┼╝ko dla Marsa. Po┼éo┼╝yli┼Ťmy si─Ö do ┼é├│┼╝ka i spali┼Ťmy. Rano zapukano do drzwi i przyniesiono nam ┼Ťniadanie. Do czasu zako┼äczenia kwarantanny mieli┼Ťmy zapewnione dwa posi┼éki dziennie. W ko┼äcu byli┼Ťmy bezpieczni i mogli┼Ťmy g┼é─Öboko odetchn─ů─ç. Nie mieli┼Ťmy jednak wystarczaj─ůco du┼╝o ubra┼ä. Wypra┼éam swoje, owin─Ö┼éam si─Ö kocem i czeka┼éam a┼╝ wyschn─ů. Reszta mojej rodziny nie mog┼éa tego zrobi─ç, poniewa┼╝ by┼éo deszczowo, a ich ubrania nie wysch┼éyby tak szybko. Nie mieli┼Ťmy si─Ö w co ubra─ç.

Dzie┼ä p├│┼║niej spotka┼éam si─Ö z moimi polskimi przyjaci├│┼émi (kt├│rzy teraz s─ů mi bli┼╝si ni┼╝ rodzina) oraz z ich bliskimi, kt├│rzy nas odwiedzili. Kiedy zobaczy┼éam ich po raz pierwszy, poczu┼éam, jakbym zna┼éa ich od lat. Nie mogli┼Ťmy spotka─ç si─Ö normalnie. Z powodu ogranicze┼ä zwi─ůzanych z COVIDcovid-19 musieli pozosta─ç po drugiej stronie drut├│w. Wszyscy byli┼Ťmy poddani kwarantannie przez dwa tygodnie. Wci─ů┼╝ pami─Ötam, jak przyjaci├│┼éka wzi─Ö┼éa mnie za r─Öce i upewni┼éa si─Ö, ┼╝e jeste┼Ťmy pod dobr─ů opiek─ů. By┼éam spokojna i bardzo szcz─Ö┼Ťliwa, ┼╝e mog┼éam si─Ö z nimi zobaczy─ç. Dali nam niezb─Ödne jedzenie, zabawki dla Smyrny i wiele r├│┼╝nych przek─ůsek. Najwa┼╝niejsze w tym wszystkim by┼éy ubrania, kt├│re przywie┼║li nam wszystkim. Przyjechali z daleka; byli w drodze trzy godziny, ┼╝eby do nas dotrze─ç. Pozbyli┼Ťmy si─Ö naszych starych, wojennych ciuch├│w i z rado┼Ťci─ů nosili┼Ťmy nowe.

Po kwarantannie Elwira zapewni┼éa nam samoch├│d i hotel, w kt├│rym mogli┼Ťmy si─Ö zatrzyma─ç. Po wyj┼Ťciu z o┼Ťrodka po tak d┼éugim czasie podziwiali┼Ťmy pi─Ökno natury. Wszystko wydawa┼éo si─Ö takie pi─Ökne i spokojne. Wci─ů┼╝ nie mog─Ö nacieszy─ç si─Ö Polsk─ů. To pi─Ökny kraj, pierwszy, kt├│ry zobaczy┼éam w Europie. Chocia┼╝ odwiedzi┼éam liczne pa┼ästwa, takie jak Chiny, Indie, Malediwy, Dubaj, Uzbekistan, Kirgistan, Pakistan i wiele innych, to nigdy nie by┼éam w Europie. Przyjechali┼Ťmy do Warszawy i zamieszkali┼Ťmy w hotelu Arche, kt├│ry by┼é bardzo pi─Ökny. Nasz pakiet obejmowa┼é wszystko, co potrzebne. W pokoju mieli┼Ťmy pi─Ökne ┼é├│┼╝ko, a go┼Ťcinno┼Ť─ç w┼éa┼Ťcicieli by┼éa niesamowita. Po pewnym czasie nasi przyjaciele odwiedzili nas i ┼Ťwietnie si─Ö z nimi bawili┼Ťmy. Kto┼Ť przyni├│s┼é w├│zek dzieci─Öcy dla Marsa, kto┼Ť inny ubrania dla Smyrny. Dostali┼Ťmy r├│wnie┼╝ wiele zabawek, kt├│re naprawd─Ö pomagaj─ů nam w codziennym ┼╝yciu. Szukali┼Ťmy mieszkania i sprawdzali┼Ťmy ceny, kt├│re by┼éy naprawd─Ö bardzo wysokie i przekracza┼éy nasze mo┼╝liwo┼Ťci, i zastanawiali┼Ťmy si─Ö, co zrobi─ç. Nast─Öpnego dnia spotkali┼Ťmy si─Ö z inn─ů fajn─ů przyjaci├│┼ék─ů, kt├│ra mia┼éa zamiar sprzeda─ç swoje mieszkanie, ale zatrzyma┼éa je ze wzgl─Ödu na nas i udost─Öpni┼éa nam je za darmo, dop├│ki nie znajdziemy czego┼Ť sami. Wiele os├│b zaanga┼╝owa┼éo si─Ö, ┼╝eby nam pom├│c, i byli to ludzie, kt├│rych nigdy wcze┼Ťniej nie spotkali┼Ťmy.

Oni wszyscy s─ů cudem w moim ┼╝yciu. Po kilku dniach przenie┼Ťli┼Ťmy si─Ö do nowego mieszkania, a wsparcie zespo┼éu nigdy si─Ö nie sko┼äczy┼éo; codziennie wszyscy staraj─ů si─Ö nam pom├│c w kwestiach, w kt├│rych potrzebujemy wsparcia. Mieli┼Ťmy okazj─Ö pozna─ç ca┼é─ů rodzin─Ö naszych polskich przyjaci├│┼é. Tworzymy tutaj now─ů rodzin─Ö. Jeste┼Ťmy tu bardzo szcz─Ö┼Ťliwi.

Smyrna, z pomoc─ů naszych przyjaci├│┼é, mog┼éa p├│j┼Ť─ç do przedszkola. Kiedy uda┼éo mi si─Ö nawi─ůza─ç relacje w przedszkolu, dyrektor pom├│g┼é mi znale┼║─ç prac─Ö. Aktualnie pracuj─Ö w Deloitte. T─Öskni─Ö za moj─ů prac─ů, poczuciem spokoju i czasem, w kt├│rym ledwo co uda┼éo mi si─Ö zdoby─ç pewn─ů pozycj─Ö zawodow─ů. Jest mi przykro i smutno, ale czuj─Ö, ┼╝e ten nowy pocz─ůtek to nowe ┼╝ycie, i jestem wdzi─Öczna Allahowi i szcz─Ö┼Ťliwa, ┼╝e moje dzieci i rodzina maj─ů si─Ö dobrze. Ciesz─Ö si─Ö, ┼╝e mam prac─Ö, ┼╝e pozna┼éam nowych przyjaci├│┼é i wspania┼ée ┼Ťrodowisko. Chc─Ö r├│wnie┼╝ podzi─Ökowa─ç Fundacji Deloitte, mojemu prze┼éo┼╝onemu, moim najdro┼╝szym kolegom i ca┼éemu zespo┼éowi za pomoc w trudnych chwilach i bycie przy mnie.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy ┼Ťrodowisko zaanga┼╝owane w walk─Ö z podzia┼éami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi─Öki Waszemu wsparciu!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś