fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Bzdury, bzdury i ┼╝adnej nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç

W tym filmie nie ma ju┼╝ nadziei na szcz─Ö┼Ťliwe zako┼äczenie, nie ma nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç. Tutaj bohaterowie przeszli ju┼╝ przez wszystkie etapy zaprzeczania, zaakceptowali swoj─ů sytuacj─Ö, nie czytaj─ů wiadomo┼Ťci, nie wierz─ů w polityk─Ö i uwierzyli, ┼╝e wolno┼Ť─ç te┼╝ ma r├│┼╝ne kolory.
Bzdury, bzdury i ┼╝adnej nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç
okładka: Andrzej Dębowski

Tekst oryginalnie napisany w j─Özyku rosyjskim.

Tłumaczenie: Ekaterina B.

Praca nagrodzona drug─ů nagrod─ů przez jury ÔÇ×Pami─Ötnik├│w Uchod┼║czychÔÇŁ.

Kilka miesi─Öcy temu czyta┼éam o metodzie eutanazji, kt├│ra polega na tym, ┼╝e k┼éadziesz si─Ö w zamkni─Ötej kapsule bez dost─Öpu do tlenu, w kt├│rej le┼╝ysz cicho z p┼éucami wype┼énionymi w┼éasnym dwutlenkiem w─Ögla, mdlejesz i w konsekwencji umierasz. Dzisiaj pr├│bowa┼éam powt├│rzy─ç t─Ö procedur─Ö w moim pokoju w akademiku, tylko z workiem na ┼Ťmieci na g┼éowie. Nie uda┼éo si─Ö. Ale to wcale nie by┼éa wina worka, by┼é wystarczaj─ůco mocny. Jedyn─ů rzecz─ů, kt├│ra nie by┼éa silna w tej sytuacji, by┼éa moja determinacja. Nie by─ç czy by─ç? Zabawne pytanie. Czy czu┼éam si─Ö ┼║le? Tak. Cholernie ┼║le? Oczywi┼Ťcie. Czy naprawd─Ö chcia┼éam umrze─ç? Pewnie, ┼╝e tak. Ale czy wci─ů┼╝ tu jestem? Bo przecie┼╝ kto┼Ť wci─ů┼╝ stuka palcami po klawiaturze, irytuj─ůc nawet siebie tym nieprzyjemnym, plastikowym d┼║wi─Ökiem? Czy to wci─ů┼╝ ja? Nie mam poj─Öcia.

Dlaczego w ko┼äcu tego nie zrobi┼éam? Bo by┼éo to g┼éupie jako┼Ť, umiera─ç z workiem na ┼Ťmieci na g┼éowie. W akademiku. Z ca┼éym tym Dostojewskim, Frommem i Sartrem na p├│┼éce. To zbyt banalne. Zbyt oczywiste. Tak, i w og├│le wszystkie sposoby samob├│jstwa w naszych czasach to jeden wielki, przestarza┼éy relikt przesz┼éo┼Ťci.

Wci─ů┼╝ jednak nikt nie wymy┼Ťli┼é czego┼Ť lepszego ni┼╝ magiczne fatum, nieuchronno┼Ť─ç, nieuleczalna choroba. Nie jest g┼éupio umrze─ç na raka. Albo zgin─ů─ç w wypadku samochodowym w drodze na imprez─Ö, b─Öd─ůc pe┼énym energii i ch─Öci do ┼╝ycia. Niestety, moje fatum da┼éo mi tylko nieuchronno┼Ť─ç ┼╝ycia i niech─Ö─ç do udzia┼éu w nim. Tylko czas, w kt├│rym jakakolwiek forma ┼╝ycia wydaje si─Ö tani─ů ilustracj─ů w nu┼╝─ůcej powie┼Ťci historycznej. To┼éstoj pewnie by┼éby szcz─Ö┼Ťliwy, gdyby urodzi┼é si─Ö w naszych czasach, ale ja nienawidz─Ö To┼éstoja. Nienawidz─Ö To┼éstoja od czas├│w liceum. Przeczyta┼éam tylko pierwsz─ů stron─Ö ÔÇ×Wojny i pokojuÔÇŁ i kilometrowy opis d─Öbu, kt├│rego musia┼éam nauczy─ç si─Ö na pami─Ö─ç w szkole w ramach pracy domowej.

W szkole zrozumia┼éam, ┼╝e najlepiej na ┼Ťwiecie wychodzi mi pisanie.

To r├│wnie┼╝ w szkole zrozumia┼éam, ┼╝e nienawidz─Ö pisa─ç.

Nienawidz─Ö, bo mi to wychodzi, a wszystko inne ÔÇô nie. Jest co┼Ť upokarzaj─ůcego w robieniu tego, co ci wychodzi. Jest w tym co┼Ť z nieuchronno┼Ťci fatum. Tak, w tym jestem dobra, ale w reszcie ju┼╝ nie. Tak, moj─ů jedyn─ů umiej─Ötno┼Ťci─ů jest to, ┼╝e jestem dobra w opisywaniu tego, czego nie jestem w stanie prze┼╝y─ç. Tak, to ca┼ékiem fajne by─ç tak niekomunikatywn─ů osob─ů, ┼╝e jedynym sposobem na m├│wienie jest wypluwanie s┼é├│w na kartk─Ö papieru. Papier zniesie wszystko. To jeszcze bardziej upokarzaj─ůce, gdy jedyn─ů rzecz─ů, kt├│ra jest gotowa ci─Ö znie┼Ť─ç, jest kartka papieru.

A jednak pisz─Ö. Pisz─Ö teraz, pisa┼éam wcze┼Ťniej. I, szczerze m├│wi─ůc, ten tekst istnieje tylko dlatego, ┼╝e w tej chwili nie mam d┼éugopisu, by wyplu─ç emocjonalny strumie┼ä ┼Ťwiadomo┼Ťci na stronach pami─Ötnika, kt├│rego nikt nigdy nie przeczyta. Pami─Ötnika, kt├│ry zamierzam spali─ç po napisaniu ostatniej strony. Brak d┼éugopisu pom├│g┼é temu tekstowi unikn─ů─ç przeznaczenia. Upokarzaj─ůca konieczno┼Ť─ç pisania z powodu braku funduszy.

ÔÇô Pami─Ötasz, jak w dzieci┼ästwie uwielbia┼éa┼Ť ┼éapa─ç koniki polne i wk┼éada─ç je do s┼éoika? Obserwowa┼éa┼Ť je, zbiera┼éa┼Ť dla nich traw─Ö, wystawia┼éa┼Ť s┼éoik na s┼éo┼äce, aby je ogrza─ç, my┼Ťl─ůc, ┼╝e si─Ö nimi opiekujesz, i nie rozumia┼éa┼Ť, ┼╝e w ten spos├│b je zabijasz.

ÔÇô Tak, a potem mama powiedzia┼éa, ┼╝e to okrutne, ┼╝e si─Ö tam m─Öcz─ů, ┼╝e ich domem jest natura, i je wypu┼Ťci┼éam.

ÔÇô A potem zrozumia┼éa┼Ť, gdzie podzia┼éy si─Ö pozosta┼ée koniki polne ze s┼éoika. Mama je wypuszcza┼éa.

ÔÇô Mo┼╝e i mnie kiedy┼Ť wypu┼Ťci.

ÔÇô Czy uwa┼╝asz, ┼╝e B├│g ma matk─Ö?

ÔÇô My┼Ťl─Ö, ┼╝e Boga nie ma.

ÔÇô Ale s┼éoik jest.

***

Pami─Ötasz ten moment, kiedy po raz pierwszy poczuli┼Ťmy si─Ö wolni? Czerwiec 2020. Zako┼äczyli┼Ťmy sesj─Ö, ca┼ée lato przed nami. Bez d┼éug├│w, bez obowi─ůzk├│w i bez nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç. Bez nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç? Czy┼╝ nie byli┼Ťmy m┼éodymi, ambitnymi, obiecuj─ůcymi studentami z g├│r─ů projekt├│w na koncie i dalekosi─Ö┼╝n─ů perspektyw─ů przed oczami? Byli┼Ťmy, ale chodzi mi o co┼Ť innego. O energi─Ö wisz─ůc─ů w powietrzu, we wstrzymanym oddechu w przestrzeni mi─Ödzy nami, w naszym wsp├│lnym wstrzymanym oddechu i og├│lnym zrozumieniu, ┼╝e jeste┼Ťmy ju┼╝ o krok od… Przysz┼éo┼Ť─ç! Ju┼╝ nadesz┼éa. Zmiana, na kt├│r─ů czekali┼Ťmy, jest tutaj, na wyci─ůgni─Öcie r─Öki. Mo┼╝emy j─ů poczu─ç, mo┼╝emy jej dotkn─ů─ç, mo┼╝emy j─ů zobaczy─ç na w┼éasne oczy. Tu i teraz. Bior─Ö ci─Ö za r─Ök─Ö i zdaj─Ö sobie spraw─Ö, ┼╝e czujemy to samo. Ty i ja jeste┼Ťmy jednym i jeste┼Ťmy ju┼╝ w ┼Ťrodku, w samej otch┼éani. Przysz┼éo┼Ť─ç jest tu i teraz. A my jeste┼Ťmy ju┼╝ o krok od…

Protest rowerowy.

Ludzie robi─ů rajdy rowerowe po ca┼éym mie┼Ťcie z bia┼éoÔÇĹczerwonoÔÇĹ -bia┼éymi flagami zawi─ůzanymi na szyjach.

Protest rowerowy.

Policjanci ┼Ťcigaj─ů ich, zatrzymuj─ů, rzucaj─ů na ziemi─Ö, bij─ů, wypisuj─ů mandaty, aresztuj─ů.

Protest rowerowy.

Pami─Ötasz, jak w dziewi─Ötnastym roku czytali┼Ťmy jak─ů┼Ť bardzo dziwn─ů sztuk─Ö o je┼║dzie na rowerach? Bardzo dziwn─ů sztuk─Ö, nawet nie pami─Ötam, o czym by┼éa. Pami─Ötam tylko, ┼╝e by┼éa o rowerach i poczuciu wolno┼Ťci, jakie daje jazda na rowerze. I ┼╝e na czytaniu by┼éo wielu ludzi z bia┼éoruskiej spo┼éeczno┼Ťci rowerowej, ubranych w swoje rowerowe stroje i ┼╝e tej zimy przyjechali do teatru ÔÇô te┼╝ na rowerach.

Pami─Ötasz? Zim─ů na rowerach.

Protest rowerowy.

Co my┼Ťlisz, czy byli wtedy na widowni ci ludzie, kt├│rzy p├│┼é roku p├│┼║niej je┼║dzili po ca┼éym mie┼Ťcie z bia┼éoÔÇĹ -czerwonoÔÇĹbia┼éymi flagami zawi─ůzanymi na szyjach?

***

Um├│wili┼Ťmy si─Ö na spotkanie o dziesi─ůtej wieczorem przy naszej akademii. Wysiadam z metra, wiecz├│r jest ciep┼éy, a powietrze mi─Ökkie, idealne na przeja┼╝d┼╝k─Ö rowerem. Wje┼╝d┼╝am za r├│g, na dziedziniec akademii i widz─Ö ciebie. Ko┼éo twojego roweru jest przebite, pr├│bujesz je naprawi─ç. Mamy na to ca┼é─ů noc, nie ma po┼Ťpiechu. Zapalam papierosa. Pierwszy, drugi, trzeci. Zawsze podziwia┼éam to, ┼╝e umiesz naprawi─ç absolutnie wszystko, ┼╝e zawsze mia┼ée┼Ť w plecaku wszystko, czego potrzebowa┼ée┼Ť, by poradzi─ç sobie z absolutnie ka┼╝dym problemem. Podesz┼éam do roweru, kt├│ry po┼╝yczy┼éam na noc od znajomej z akademii:

ÔÇô Tylko prosz─Ö, ┼╝adnych protest├│w!

I nie podoba┼éa mi si─Ö forma rowerowych protest├│w. W prote┼Ťcie chodzi o tu i teraz, a nie o co┼Ť, co przeje┼╝d┼╝a obok. Wi─Öc ┼╝adnych k┼éopot├│w, ┼╝adnych pyta┼ä.

ÔÇô Nie, jestem tylko na przeja┼╝d┼╝ce.

Jedenasta w nocy. Jeste┼Ťmy w drodze. O tej porze miasto jest prawie puste. Ca┼ée nasze. Jad─ůc alej─ů, czujemy si─Ö jak kr├│lowie ┼Ťwiata. Przeje┼╝d┼╝amy na czerwonym ┼Ťwietle. Na pocz─ůtku to przera┼╝aj─ůce, ale potem jest dobrze. ┼Üwiadomo┼Ť─ç, ┼╝e wszystkie przeszkody s─ů sztuczne. Jedziemy. Budynki z czas├│w Stalina zmieniaj─ů si─Ö w budynki z czas├│w Chruszczowa, potem w budynki z czas├│w Bre┼╝niewa, potem brzydkie pozdrowienia z lat 90., pierwsze galerie, jedziemy wzd┼éu┼╝ rzeki, skr─Öcamy do parku le┼Ťnego. ┼Üwietna ┼Ťcie┼╝ka rowerowa, doskonale o┼Ťwietlona. Muzyka w s┼éuchawkach. ÔÇ×RadioheadÔÇŁ. Wszystkim wspomnieniom o tobie w mojej g┼éowie towarzyszy ┼Ťcie┼╝ka d┼║wi─Ökowa zespo┼éu ÔÇ×RadioheadÔÇŁ. Jedziesz przede mn─ů. Puszczasz kierownic─Ö i rozk┼éadasz r─Öce po obu stronach. Prawie jak Chrystus. Rowerowy Chrystus. Prowadzisz mnie przez ciernie betonowej d┼╝ungli do jasno┼Ťci wiejskich gwiazd i wolno┼Ťci. Do tego uczucia absolutnej, bezgranicznej wolno┼Ťci, kt├│re przyjdzie do mnie za godzin─Ö, ale w mi─Ödzyczasie ┼╝a┼éuj─Ö, ┼╝e nie mam kamery GoPro, kt├│r─ů mog┼éabym przypi─ů─ç do kierownicy swojego roweru i sfilmowa─ç ciebie, jad─ůcego jak Chrystus, z ramionami roz┼éo┼╝onymi po obu stronach i cieniem wiruj─ůcym wok├│┼é, kiedy mijasz latarni─Ö za latarni─ů.

Pozdrowienia z lat 2000., nowe budynki, gorsze nowe budynki, lepsze nowe budynki, budynki w budowie i oto powoli zbli┼╝amy si─Ö do granic miasta. Mi┼äsk ÔÇô miasto bohater. Jedziemy poboczem autostrady, na drodze nie ma zbyt wielu samochod├│w. Prawie od razu zaczyna si─Ö las. Jedna z osobliwo┼Ťci Mi┼äska: okolice nie s─ů pokryte salonami samochodowymi, Auchanami i dziwnie wygl─ůdaj─ůcymi magazynami. Wyje┼╝d┼╝asz z miasta i od razu zaczyna si─Ö las. Jedziemy w kierunku mi┼äskiego jeziora. Reflektory przeje┼╝d┼╝aj─ůcych samochod├│w ┼Ťwiec─ů prosto w twarz. Jedziemy ostro┼╝nie. Tabliczka ze wskazaniem na jezioro mi┼äskie. Skr─Öcamy. Niewiele dalej i jeste┼Ťmy u celu.

Widzimy zalany betonem brzeg. Przygaszone latarnie, motylki ta┼äcz─ů w ich przygas┼éym ┼Ťwietle. Niewielu ludzi, kilka os├│b, nikt na nikogo nie zwraca uwagi. Zatrzymujemy si─Ö, siadamy na jeszcze ciep┼éym betonie, stopy dyndaj─ů nad wod─ů, krople z rozpryskuj─ůcych si─Ö fal od czasu do czasu spadaj─ů na nasze buty. Cisza. Zapalamy po papierosie. Nie mamy si┼éy rozmawia─ç. Milczymy. P┼éuca wype┼éniaj─ů si─Ö g─Östymi k┼é─Öbami dymu. Pami─Ötasz? Te same Pall Malle z kapsu┼ék─ů. Jeden za drugim.

I w┼éa┼Ťnie wtedy, na tym betonowym nabrze┼╝u mi┼äskiego jeziora, w g┼é─Öbokiej nocy, w zas┼éonie dymu o lekkim zapachu jab┼éek, w ┼Ťwietle przygaszonych latarni i jasnych wiejskich gwiazd, przy szumie fal i naszym zsynchronizowanym oddechu, przysz┼éo do mnie uczucie tej samej wolno┼Ťci. Wolno┼Ťci od ksi─ů┼╝ek i film├│w. Wolno┼Ťci, kt├│rej znaczenie tak niezdarnie pr├│bowa┼éy opisa─ç s┼éowami i wzorami wszystkie wielkie umys┼éy od samego pocz─ůtku czas├│w.

ÔÇô Tylko prosz─Ö, ┼╝adnych protest├│w!

O czym wtedy rozmawiali┼Ťmy? Wydaje si─Ö, ┼╝e mieli┼Ťmy wtedy tylko jeden temat do rozmowy. Ty i ja siedzimy, patrz─ůc w dal, w kt├│rej prawie nic nie wida─ç. Tylko kontury fal, ich blask w ┼Ťwietle ksi─Ö┼╝yca i gwiazd, ma┼ée cienie ┼éodzi i jacht├│w stoj─ůcych na wodzie, jakby narysowanych, i niewyra┼║ny horyzont. Horyzont. Przysz┼éo┼Ť─ç tu i teraz. Przeje┼╝d┼╝aj─ůcy obok protest. Droga powrotna. Gorsze nowe budynki, lepsze nowe budynki, ogromna ┼Ťwiec─ůca litera M wisz─ůca na s┼éupie. McDonaldÔÇÖs to postradziecki smak wolno┼Ťci. Wje┼╝d┼╝am na McDrive. Frytki i cheeseburger. Bez cocaÔÇĹ -coli. Nie ma pieni─Ödzy na coca -col─Ö, mamy ze sob─ů wod─Ö. To prawie zdrowe od┼╝ywianie. Postradziecki smak wolno┼Ťci. Prawie zdrowe od┼╝ywianie. Wracamy na dziedziniec akademii. Alma mater ca┼éej bia┼éoruskiej sztuki. Postradziecki smak wolno┼Ťci. Prawie zdrowe od┼╝ywianie. Sz├│sta rano. ┼Üwita. Przejechali┼Ťmy w sumie pi─Ö─çdziesi─ůt kilometr├│w. Rozlewaj─ůce si─Ö po ciele katharsis nie pozwala ujawni─ç si─Ö b├│lowi mi─Ö┼Ťni i zm─Öczeniu. Nie jest jeszcze za p├│┼║no.

Jeszcze nie wiecz├│r.

Publikuj─Ö stories na Instagramie: zdj─Öcie b┼é─Ökitnego nieba i uchwyconego fragmentu ┼Ťciany akademii oraz podpis ÔÇ×Najlepsza noc lataÔÇŁ. ┼╗egnamy si─Ö, wracam do domu. Dwa miesi─ůce p├│┼║niej, na tym samym dziedzi┼äcu, wielu student├│w, absolwent├│w i wyk┼éadowc├│w zbierze si─Ö, aby podpisa─ç list otwarty do rektora akademii, protestuj─ůc przeciwko relegacji student├│w, kt├│rzy uczestniczyli w ruchu protestacyjnym po wyborach w 2020 roku. Bezskutecznie. Twoje nazwisko jest na li┼Ťcie. Id─Ö za tob─ů. Bezskutecznie.

…nasza przysz┼éo┼Ť─ç jest tu i teraz…

…protest mijaj─ůcy…

***

Pami─Ötasz, jak wydawa┼éo nam si─Ö wtedy, ┼╝e jeste┼Ťmy w jakim┼Ť dziwnym filmie opartym na faktach, ale w kt├│rym zawsze by┼éa nadzieja na szcz─Ö┼Ťliwe zako┼äczenie? Moje wspomnienia dotycz─ůce tamtych wydarze┼ä to zestaw kadr├│w i scen z pomieszan─ů chronologi─ů, mglistym poj─Öciem o miejscu i czasie. Zestaw dziwnych, pulsuj─ůcych emocji, kt├│re pozornie bez powodu w jednej sekundzie zmieniaj─ů si─Ö ze stanu euforycznej rado┼Ťci w dziwn─ů hybryd─Ö nieludzkiej w┼Ťciek┼éo┼Ťci i panicznego strachu. Strach, kt├│ry przyszed┼é do mnie wtedy, gdy wraca┼éam noc─ů do domu, pieszo przez miasto, z protestu i przez te dwie godziny wci─ů┼╝ odwraca┼éam si─Ö z my┼Ťl─ů, ┼╝e jestem ┼Ťledzona. Czu┼éam blisko┼Ť─ç oczu, kt├│re nie spuszcza┼éy wzroku z mojego karku. Strach, kt├│ry za ka┼╝dym razem wymusza┼é na mnie, by biec tak szybko, ┼╝e nawet w my┼Ťlach nie mog┼éabym sobie wyobrazi─ç, ┼╝e moje cia┼éo jest do tego zdolne. Kt├│ry za ka┼╝dym razem b┼éaga┼é mnie, abym zosta┼éa w domu, i kt├│ry za ka┼╝dym razem pokonywa┼éam, powtarzaj─ůc sobie, ┼╝e ulegaj─ůc mu, ju┼╝ nigdy nie b─Öd─Ö mog┼éa nazywa─ç siebie cz┼éowiekiem, nigdy nie b─Öd─Ö w stanie wybaczy─ç sobie tch├│rzostwa. Wychodz─ůc ponownie i spotykaj─ůc moich ludzi na ulicach, ponownie zanurza┼éam si─Ö w otch┼éani euforii, rado┼Ťci i poczucia jedno┼Ťci. I znowu jedziemy p├│┼║n─ů noc─ů na rowerach, i znowu ca┼ée miasto jest nasze. Ale teraz w tle naszego filmu zamiast spokojnie ┼Ťpi─ůcego miasta s─ů krzyki, ha┼éas i wybuchy granat├│w hukowych.

Pokojowy protest.

Przeje┼╝d┼╝aj─ůcy obok protest.

Dopiero teraz do mnie dotrze, ┼╝e sierpie┼ä 2020 nie by┼é filmem kompletnym, a jedynie pocz─ůtkiem. Takim samym pocz─ůtkiem, jakim dla filmu ÔÇ×AIDSaidsÔÇŁ by┼éa rewolucja seksualna. Takim samym pocz─ůtkiem, jakim rewolucja francuska by┼éa dla filmu ÔÇ×GilotynaÔÇŁ. Tym samym pocz─ůtkiem, jakim rewolucja pa┼║dziernikowa by┼éa dla takich film├│w jak: ÔÇ×RepresjeÔÇŁ, ÔÇ×Gu┼éagÔÇŁ, ÔÇ×NEP ÔÇŁ, ÔÇ×Ho┼éodomorÔÇŁ, ÔÇ×Przymusowa rusyfikacjaÔÇŁ… i ÔÇ×Filozoficzne parowceÔÇŁ. W tym filmie nie ma ju┼╝ nadziei na szcz─Ö┼Ťliwe zako┼äczenie, nie ma nadziei na przysz┼éo┼Ť─ç. Tutaj bohaterowie przeszli ju┼╝ przez wszystkie etapy zaprzeczania, zaakceptowali swoj─ů sytuacj─Ö, nie czytaj─ů wiadomo┼Ťci, nie wierz─ů w ┼╝adn─ů polityk─Ö i uwierzyli, ┼╝e wolno┼Ť─ç te┼╝ ma r├│┼╝ne kolory. Przynajmniej ich obecna wolno┼Ť─ç, kt├│ra oznacza wolno┼Ť─ç od pieni─Ödzy, wolno┼Ť─ç od rodziny, od wiarygodnych kontakt├│w spo┼éecznych i spo┼éecze┼ästwa jako takiego. Wolno┼Ť─ç od robienia plan├│w i nadziei, wolno┼Ť─ç od paszportu, wolno┼Ť─ç od emocjonalnego zwi─ůzku z miejscem, w kt├│rym si─Ö znajdujesz ÔÇô to zupe┼énie nie ta wolno┼Ť─ç, kt├│ra przysz┼éa do mnie, kiedy siedzia┼éam z tob─ů na brzegu mi┼äskiego jeziora. I oto znowu jedziemy na rowerach p├│┼║no w nocy, teraz w tle naszego filmu zamiast spokojnie ┼Ťpi─ůcego miasta s─ů krzyki, wojna, kryzys, polityczny absurd, katastrofa klimatyczna, fale migracji, ponad tysi─ůc wi─Ö┼║ni├│w politycznych, zagro┼╝enie nuklearne, og├│lno┼Ťwiatowa panika i g┼éupota, g┼éupota, niezno┼Ťna g┼éupota ludzi wok├│┼é nas i nasza w┼éasna.

Chyba zbyt daleko zajechali┼Ťmy.

Chyba ju┼╝ nie znajdziemy drogi powrotnej.

ÔÇô Teraz na pewno nie zrobi┼éabym dla kogo┼Ť niczego z powodu solidarno┼Ťci.

ÔÇô A dla mnie?

ÔÇô Zrobi┼éabym to dla ciebie, ale nie z powodu solidarno┼Ťci, tylko dlatego, ┼╝e jeste┼Ť tym jedynym dobrem, kt├│re mi pozosta┼éo. Wiesz, zawsze m├│wi┼éam, ┼╝e nie mog─ů mnie z┼éama─ç, wszyscy, kt├│rzy nie s─ů nami. Zawsze m├│wi┼éam, ┼╝e zawsze b─Öd─Ö walczy─ç, ┼╝e zawsze b─Öd─Ö robi─ç to, co uwa┼╝am za s┼éuszne. Ale wygl─ůda na to, ┼╝e w ko┼äcu to si─Ö sta┼éo, nie mam ju┼╝ si┼éy, nie rozumiem ju┼╝ w og├│le, co jest s┼éuszne, i nie chc─Ö ju┼╝ z nikim walczy─ç.

ÔÇô Niech wszyscy id─ů do diab┼éa.

ÔÇô Niech id─ů. Wiesz, kiedy przesta┼éam chodzi─ç na protesty? Kiedy, patrz─ůc na milicjant├│w, ┼╝yczy┼éam im ┼Ťmierci. Kiedy chcia┼éam, ┼╝eby oni i ich rodziny cierpieli tak samo jak my. Kiedy zapragn─Ö┼éam zemsty. I wtedy zrozumia┼éam, ┼╝e wewn─ůtrz niczym si─Ö od nich nie r├│┼╝ni─Ö, kieruj─ů mn─ů te same mechanizmy, ┼╝e r├│┼╝nimy si─Ö tylko wyborem stron.

ÔÇô Wydaje si─Ö, ┼╝e zbyt daleko zajechali┼Ťmy. Id┼║ ju┼╝ spa─ç.

ÔÇô A wiesz, dlaczego nie jestem fank─ů wszystkich tych bia┼éoruskich inicjatyw? Wydaje mi si─Ö, ┼╝e wi─Ökszo┼Ť─ç z nich nadal tego nie zrozumia┼éa.

ÔÇô Zn├│w u┼╝ywasz mojego wizerunku w swoich tekstach, ┼╝eby m├│wi─ç o sobie.

ÔÇô Dobra, naprawd─Ö musz─Ö i┼Ť─ç spa─ç.

ÔÇô Obiecaj mi, ┼╝e to tw├│j ostatni tekst o protestach. Trzeba ju┼╝ przesta─ç szuka─ç drogi powrotnej.

ÔÇô Obiecuj─Ö. Zostawisz mi worek?

ÔÇô Nie. Teraz id┼║ spa─ç.

PS ÔÇô Pami─Ötasz, jak w dzieci┼ästwie uwielbia┼éa┼Ť ┼éapa─ç koniki polne i wk┼éada─ç je do s┼éoika? Obserwowa┼éa┼Ť je, zbiera┼éa┼Ť dla nich traw─Ö, wystawia┼éa┼Ť s┼éoik na s┼éo┼äce, aby je ogrza─ç, my┼Ťl─ůc, ┼╝e si─Ö nimi opiekujesz, i nie rozumia┼éa┼Ť, ┼╝e w ten spos├│b je zabijasz.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy ┼Ťrodowisko zaanga┼╝owane w walk─Ö z podzia┼éami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi─Öki Waszemu wsparciu!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś