Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Antoni Libera: Cz艂owiek – istota nieci膮g艂a

Fundamentaln膮 przyczyn膮 tragizmu ludzkiego losu jest to, i偶 cz艂owiek podlega Czasowi, a 艣ci艣lej, 偶e podlega mu w taki spos贸b, i偶 zmienia si臋 nie do poznania, zar贸wno zewn臋trznie, jak i wewn臋trznie - m贸wi Antoni Libera.

Ilustr.: Basia 呕ochowska


Wywiad pochodzi z numeru „Staro艣膰” (16/2011).
Z Antonim Liber膮, t艂umaczem i re偶yserem sztuk Samuela Becketta, rozmawia Jan Mencwel.
 
Samuel Beckett nie tylko stworzy艂 odr臋bn膮, unikaln膮 koncepcj臋 teatru, ale zawar艂 w niej tak偶e szczeg贸ln膮 wizj臋 ludzkiego losu i to偶samo艣ci cz艂owieka. Jak Pan, jako jego t艂umacz, znawca i re偶yser jego dramat贸w, opisa艂by to, jak Beckett widzi cz艂owieka i jego los?
Archimedesowym punktem ca艂ego dzie艂a Becketta 鈥 jego antropologiczn膮 eurek膮 鈥 jest my艣l, 偶e homo sapiens to taka istota, kt贸ra sama siebie wymy艣la. To znaczy, kt贸ra przeobra偶a si臋 nie tylko ewolucyjnie, ale i wskutek dzia艂ania umys艂u i wyobra藕ni. Cz艂owiek moc膮 tej w艂adzy tworzy rzeczy wed艂ug swojej fantazji i podporz膮dkowuj膮c si臋 im, zmienia samego siebie. W tendencji tej podobny jest dziecku, kt贸re wyobra偶a sobie, 偶e jest kim艣 innym lub 偶e uczestniczy w zmy艣lonych zdarzeniach. Tyle 偶e dziecko, przywo艂ane do rzeczywisto艣ci, wynurza si臋 z iluzji swego zmy艣lonego 艣wiata, a homo sapiens nie ma odwrotu: musi w swej fikcji brn膮膰 dalej, bo ta si臋 materializuje, przybieraj膮c posta膰 cywilizacji. Ot贸偶 Beckett dla wyra偶enia tej w艂a艣nie podstawowej my艣li czy intuicji pos艂u偶y艂 si臋 literatur膮 jako domen膮 fikcji: u偶y艂 jej jako modelu do zobrazowania owego nadrz臋dnego, z艂o偶onego, a przez to bardzo trudnego do wyra偶enia procesu. Pomys艂 polega艂 na tym, by nie udawa膰 d艂u偶ej, 偶e opowiada si臋 prawdziwe historie (klasyczna dla literatury pi臋knej iluzja wiarygodno艣ci), lecz aby pokaza膰 sam akt zmy艣lania, tworzenia fikcji in statu nascendi. Tym w艂a艣nie jest wi臋kszo艣膰 utwor贸w Becketta proz膮: monologiem jakiego艣 podmiotu, kt贸ry 鈥 aby si臋 zobiektywizowa膰 鈥 kreuje jakie艣 艣wiaty i siebie po艣r贸d nich.
 
A zatem cz艂owiek, zar贸wno jako jednostka, jak i gatunek, zmienia si臋 w czasie, i to w dwojaki spos贸b: naturalnie 鈥 starzej膮c si臋, ewoluuj膮c, i kulturowo 鈥 przywdziewaj膮c coraz to nowe kostiumy czy maski. W jakim sensie mo偶na wi臋c m贸wi膰 o jego to偶samo艣ci? Co mia艂oby o niej stanowi膰?
To r贸wnie偶 jedno z podstawowych pyta艅 czy temat贸w tw贸rczo艣ci Becketta. Zajmowa艂 si臋 t膮 kwesti膮 zar贸wno w dramatach, jak i w utworach proz膮, i w odniesieniu zar贸wno do jednostki ludzkiej, jak i cz艂owieka historycznego. Jak bardzo istotny by艂 to dla niego temat, 艣wiadczy to, 偶e podj膮艂 go ju偶 w m艂odzie艅czym eseju o Prou艣cie, kiedy mia艂 24-25 lat. Przytocz臋 tu stosowny fragment, kt贸ry pokazuje, jak analizowa艂 on to zagadnienie w kontek艣cie dzie艂a Prousta:
Pragnienia doznawane 鈥瀢czoraj鈥 w艂a艣ciwe s膮 wczorajszemu 鈥瀓a鈥, nie dzisiejszemu. To, co ch臋tnie nazywamy spe艂nieniem, rozczarowuje nas swoj膮 nico艣ci膮. Lecz czym jest w艂a艣ciwie spe艂nienie? Uto偶samieniem si臋 podmiotu z przedmiotem po偶膮dania. Nim jednak do tego dochodzi, podmiot po drodze umiera, i to chyba nie raz. Rozczarowanie podmiotu B [tj. p贸藕niejszego w czasie] banalno艣ci膮 jakiego艣 przedmiotu wybranego przez podmiot A [tj. wcze艣niejszego] jest r贸wnie nielogiczne jak nadzieja, 偶e widok Wujaszka jedz膮cego obiad zaspokoi g艂贸d. A je艣li nawet zdarza si臋 贸w rzadki cud, 偶e kalendarz fakt贸w nak艂ada si臋 na kalendarz uczu膰 i nast臋puje spe艂nienie, a wi臋c 偶e przedmiot po偶膮dania zostaje przez podmiot zdobyty, to w贸wczas zgodno艣膰 ta jest tak doskona艂a, czas-stan pragnienia tak bez reszty wyparty przez czas-stan osi膮gni臋cia, 偶e to, co jest, wydaje si臋 nieuchronne; a skoro ca艂y wysi艂ek umys艂u, by niewidziane i niepomy艣lne przedstawi膰 sobie jako rzeczywiste, spe艂za na niczym, nie spos贸b doceni膰 rado艣ci przez zestawienie jej ze smutkiem.
Fundamentaln膮 przyczyn膮 tragizmu ludzkiego losu jest to, i偶 cz艂owiek podlega Czasowi, a 艣ci艣lej, 偶e podlega mu w taki spos贸b, i偶 zmienia si臋 nie do poznania, zar贸wno zewn臋trznie, jak i wewn臋trznie. Tego rodzaju spos贸b istnienia w Czasie (teoretycznie daje si臋 pomy艣le膰 inny, nie powoduj膮cy tak daleko id膮cych zmian) sprawia, i偶 ludzkie indywiduum nie jest istot膮 ci膮g艂膮, lecz szeregiem kolejnych postaci, nie maj膮cych ze sob膮 wiele wsp贸lnego. Kto inny czego艣 pragnie, kto inny to osi膮ga. Cz艂owiek zawsze b臋d膮c jakim艣 sob膮, ci膮gle jest innym sob膮, a przeto zawsze kim艣 innym. 脫w brak fundamentalnej to偶samo艣ci, czy raczej owa wiecznie umykaj膮ca to偶samo艣膰 stanowi 藕r贸d艂o cierpienia. A zatem takie bycie w czasie (innego za艣 bycia nie ma) jest z艂em. Tkwienie za艣 w z艂em jest grzechem. St膮d grzechem jest ju偶 samo urodzenie si臋 鈥 jako nieuchronne wst膮pienie w Czas i poddanie si臋 jego prawom. I Beckett, w 艣lad za Schopenhauerem, cytuje Calderona: 鈥濨o najwi臋ksz膮 win膮 cz艂eka jest, 偶e si臋 narodzi艂鈥, a wiele lat p贸藕niej, jeden ze swoich niesamowitych monolog贸w rozpocznie od paradoksu nasyconego czarnym humorem: 鈥濽rodzi艂 si臋 i to go zgubi艂o鈥.
 
W kt贸rych utworach Beckett wprost podejmuje te kwestie?
W Ostatniej ta艣mie pokazane to jest w ten spos贸b: bohater tej sztuki przez prawie ca艂e swoje doros艂e 偶ycie prowadzi co艣 w rodzaju m贸wionego 鈥瀝ocznika鈥 鈥 co roku, w dzie艅 swoich urodzin, nagrywa na magnetofon podsumowanie minionego w艂a艣nie czasu. Co si臋 wydarzy艂o w jego 偶yciu, czego dokona艂, co postanowi艂, jakie ma zamierzenia. Na scenie ogl膮damy to przez pryzmat jego 69. urodzin.
Naprz贸d ods艂uchuje on ta艣m臋 sprzed 30. lat (gdy mia艂 lat 39), a nast臋pnie nagrywa now膮. Na tym dawnym nagraniu jest, mi臋dzy innymi, jego opis ta艣my jeszcze wcze艣niejszej, sprzed kolejnych 12. lat, kiedy mia艂 niespe艂na 27, oraz komentarz do niej. A zatem mamy do czynienia z trzema 鈥瀢cieleniami鈥 bohatera: z m艂odzie艅cem (dwudziestoparolatkiem), m臋偶czyzn膮 w sile wieku (pod czterdziestk臋) i cz艂owiekiem starym (dobiegaj膮cym siedemdziesi膮tki). Ot贸偶 ka偶da z tych postaci nie tylko radykalnie r贸偶ni si臋 od poprzedniej, nie tylko si臋 z ni膮 nie identyfikuje, lecz wr臋cz odcina si臋 od niej. Kluczowe zdania Krappa wypowiadane po wys艂uchaniu ta艣my sprzed lat brzmi膮: 鈥濼rudno uwierzy膰, 偶e by艂em kiedy艣 takim szczeniakiem!鈥, a zw艂aszcza: 鈥濿ys艂ucha艂em w艂a艣nie tego 偶a艂osnego kretyna, kt贸rego 30 lat temu uwa偶a艂em za siebie鈥. W tym ostatnim zdaniu zwraca uwag臋 sformu艂owanie 鈥瀔t贸rego uwa偶a艂em za siebie鈥. Krapp nie m贸wi ju偶, 偶e 30 lat temu BY艁 鈥炁糰艂osnym kretynem鈥, lecz 偶e tego, kt贸rego obecnie tak nazywa, 鈥瀠wa偶a艂 za siebie鈥. Tu w艂a艣nie wyra偶ony jest problem samoidentyfikacji. Nie jeste艣my po prostu 鈥瀔im艣鈥, jeste艣my 鈥瀔im艣鈥, za kogo si臋 uwa偶amy. Dzi艣 za 鈥瀞iebie鈥 uwa偶am kogo艣 takiego a takiego, dzi艣 tak siebie definiuj臋. Jutro b臋d臋 uwa偶a艂 za 鈥瀞iebie鈥 kogo艣 ca艂kiem innego, bo inaczej b臋d臋 si臋 definiowa艂.
Czy istnieje wi臋c ci膮g艂o艣膰 osobowo艣ci? Ostatecznie, mimo tych wielkich r贸偶nic, przez ca艂e 偶ycie mamy poczucie to偶samo艣ci, czujemy, 偶e 鈥瀖y鈥 to 鈥瀖y鈥. Owszem, ale to si臋 dzieje wy艂膮cznie za spraw膮 pami臋ci. To jedynie pami臋膰 鈥 niczym ni膰, na kt贸r膮 nawleczone s膮 koraliki 鈥 艂膮czy nasz zmieniaj膮cy si臋 w czasie podmiot w jedno.
 
Powstaje w tym miejscu pytanie, kto w tej 鈥瀞ztafecie鈥 podmiot贸w ma racj臋. Czy zawsze 贸w 鈥瀙贸藕niejszy鈥, kt贸ry na 鈥瀢cze艣niejszego鈥 spogl膮da z dystansu?
Taka odpowied藕 podwa偶a艂aby sam膮 siebie. Bo je艣li racj臋 mia艂by zawsze 鈥瀗ast臋pny鈥, to 偶aden by jej nie mia艂, na mocy tej偶e zasady. Odpowied藕, jakiej w tej mierze udziela Beckett, zdaje si臋 nast臋puj膮ca: cz艂owiek, zmieniaj膮c si臋 w czasie, jest istot膮 nieci膮g艂膮. Jego poczucie to偶samo艣ci zasadza si臋 wy艂膮cznie na pami臋ci. Bez pami臋ci cz艂owiek w ci膮gu kilkudziesi臋ciu lat swojego 偶ycia by艂by zbiorem ilu艣 ca艂kowicie r贸偶nych jednostek, kt贸rych nawet cia艂o nie 艂膮czy艂oby w spos贸b bezwzgl臋dny, jako 偶e sk艂adaj膮ce si臋 na nie kom贸rki i atomy kilkakrotnie w ci膮gu 偶ycia ulegaj膮 wymianie. Cz艂owiek w wieku dzieci臋cym, m艂odzie艅czym, dojrza艂ym i starym 鈥 a podzia艂 ten m贸g艂by by膰 bardziej detaliczny 鈥 to odmienne istoty, wzajemnie sobie przecz膮ce. Ka偶da z nich ma swoj膮 racj臋 i 偶adna z nich jej nie ma 鈥 dla pozosta艂ych.
M艂ody Krapp 鈥瀦 tego, co nazywa swoj膮 m艂odo艣ci膮, 艣mieje si臋 i dzi臋kuje Bogu, 偶e ju偶 si臋 sko艅czy艂a鈥. Krapp w 艣rednim wieku, odnosz膮c si臋 do lat m艂odo艣ci, stwierdza, 偶e 鈥瀗ie chcia艂by, aby wr贸ci艂y鈥. Stary za艣 Krapp, z jednej strony, 鈥瀌zi臋kuje Bogu, 偶e wszystko to ju偶 sko艅czone鈥, a z drugiej, rozpami臋tuje przesz艂o艣膰, wzywaj膮c samego siebie: 鈥濨膮d藕 zn贸w, b膮d藕 zn贸w!鈥. I chocia偶 minione 偶ycie nazywa 鈥瀟膮 ca艂膮 star膮 n臋dz膮鈥, marzy, by je powt贸rzy膰, stwierdzaj膮c gorzko: 鈥濺az ci nie wystarczy艂o鈥. Nie ma w tym konsekwencji ani sensu. Jest natomiast cierpienie i s膮 pi臋trowe sprzeczno艣ci, kt贸re podwa偶aj膮 samoidentyfikacj臋 jednostki w czasie.
 
Na staro艣膰 cz臋sto ludzie wracaj膮 my艣lami do wydarze艅 z przesz艂o艣ci, buduj膮 sens swojego 偶ycia na wspomnieniach, pisz膮 pami臋tniki, porz膮dkuj膮 zdj臋cia… Czy s膮 to w istocie pr贸by nadania swojemu 偶yciu sp贸jno艣ci, a swojej osobie 鈥 to偶samo艣ci?
Trudno jednoznacznie powiedzie膰, czym to jest. Starzy ludzie pisz膮 pami臋tniki i porz膮dkuj膮 papiery najcz臋艣ciej po to, aby si臋 w og贸le czym艣 zaj膮膰. A rozpami臋tuj膮 przesz艂o艣膰, bo jest to dla nich g艂贸wny 鈥瀖ateria艂鈥, jakim dysponuj膮. Ten aspekt egzystencji przedstawia Beckett w sztuce Wtedy gdy: oto cz艂owiek u kresu 偶ycia, symbolizowany, co znamienne, przez sam膮 g艂ow臋 spoczywaj膮c膮 jakby na poduszce, s艂ucha w艂asnego g艂osu, kt贸ry dochodzi do niego z trzech stron. Z lewej opowiada o jego wyprawie w krain臋 dzieci艅stwa, jak膮 odby艂 w wieku dojrza艂ym (wyprawie, nawiasem m贸wi膮c, nieudanej, poniewa偶 ostatecznie tam nie dotar艂). Z prawej opowiada o jego w艂贸cz臋gach w deszczu, podczas kt贸rych analizowa艂 samego siebie, pr贸buj膮c dociec, kim jest. Wreszcie g艂os z g贸ry opowiada histori臋 jego marze艅 o mi艂o艣ci: jak wyobra偶a艂 sobie, 偶e nie jest sam, lecz z kim艣, kogo kocha i kto kocha jego. Ka偶dy z g艂os贸w odpowiada innej fazie 偶ycia: m艂odo艣ci, dojrza艂o艣ci, staro艣ci.
W sumie tworzy to nast臋puj膮cy model: cz艂owiek w r贸偶nych okresach 偶ycia zajmuje si臋 r贸偶nymi sprawami. Marzy o mi艂o艣ci, pr贸buje nawr贸ci膰 do dzieci艅stwa i zacz膮膰 wszystko od nowa, roztrz膮sa pytanie, kim jest. Wszystkie te dzia艂ania ko艅cz膮 si臋 fiaskiem, niemniej stanowi膮 pokarm 偶ycia. Na koniec 鈥 faza czwarta, czyli to, co widzimy na scenie 鈥 jedynym pokarmem jest pami臋膰 przesz艂o艣ci. W ostatniej fazie cz艂owiek rozpami臋tuje w艂asne prze偶ycia. Trudno powiedzie膰, 偶e nadaje w ten spos贸b im sens. To raczej one 鈥 zmagazynowane w pami臋ci 鈥 nadaj膮 wzgl臋dny sens jego obecnej sytuacji, dostarczaj膮c pokarmu.

 
Przy ci膮g艂ej przemianie podmiot贸w i ci膮g艂ym niezadowoleniu swoim poprzednim 鈥瀢cieleniem鈥, trudno m贸wi膰 o jakim艣 rozwoju osobowo艣ci lub dojrzewaniu. M艂odo艣膰 jest wi臋c z natury 鈥瀏贸rna i durna鈥, jak to uj膮艂 Mickiewicz, a wiek dojrza艂y 鈥 鈥瀢iekiem kl臋ski鈥. Czy wobec tego jedynym okresem, w kt贸rym cz艂owiek ma szanse na szcz臋艣cie, jest pe艂ne nie艣wiadomo艣ci dzieci艅stwo?
Pogl膮d ten ma wielu zwolennik贸w. Beckett z pewno艣ci膮 do nich nale偶a艂, cho膰 szed艂 on chyba znacznie dalej, podobnie zreszt膮 jak Szekspir, wyra偶aj膮c to w s艂ynnym monologu Jakuba z Jak wam si臋 podoba. Mianowicie kwestionuje on r贸wnie偶 mo偶liwo艣膰 szcz臋艣cia w dzieci艅stwie. Cz艂owiek, cho膰by nie wiem jak rajskie mia艂 dzieci艅stwo, i tak skazany jest na rozmaite m臋czarnie. Przede wszystkim musi nauczy膰 si臋 samego鈥 偶ycia: je艣膰, panowa膰 nad fizjologi膮, chodzi膰, m贸wi膰. To, wbrew pozorom, wcale nie jest 艂atwe. Poza tym musi przyzwyczai膰 si臋 do Czasu. W dzieci艅stwie czas straszliwie si臋 d艂u偶y, bo nie jest jeszcze oswojony. Wreszcie przer贸偶ne zakazy i ograniczenia narzucane przez niezrozumia艂膮 dla niego kultur臋. Nie艣wiadomo艣膰 nie jest 藕r贸d艂em szcz臋艣cia. Jest co najwy偶ej t艂umikiem lub nieco mniejszym nieszcz臋艣ciem. Dzieci艅stwo wydaje si臋 szcz臋艣liwe jedynie post factum, tylko jako raj UTRACONY.

 
Jaki sens w Beckettowskim uj臋ciu ma tw贸rczo艣膰 cz艂owieka 鈥 na przyk艂ad literacka? Akt pisania mo偶e by膰, w pewnym sensie, pr贸b膮 鈥 by膰 mo偶e daremn膮 鈥 鈥瀗agrania ta艣my鈥, kt贸ra ma w dodatku by膰 鈥瀘ds艂uchana鈥 przez innych. Po co Beckett pisa艂, maj膮c taki obraz losu cz艂owieka, i czy zadawa艂 sobie pytanie o sens w艂asnej tw贸rczo艣ci?
Oczywi艣cie, i to nieustannie. Przypuszczam, 偶e pojmowa艂 on swoj膮 dzia艂alno艣膰, czyli tw贸rczo艣膰 literack膮, z jednej strony jako egzystencjaln膮 konieczno艣膰, a z drugiej jako narz臋dzie katharsis. Literatura jest wysublimowan膮 form膮 ekspresji, do kt贸rej cz艂owiek z natury jest przymuszony, a kt贸ra przyjmuje g艂贸wnie posta膰 mowy. Pisarz to kto艣, kto pracuje w j臋zyku, tworz膮c za jego pomoc膮 formu艂y, obrazy, zakl臋cia, mog膮ce przynie艣膰 pewn膮 ulg臋. U艣wiadomienie sobie w艂asnego losu, cho膰by by艂 on nie do pozazdroszczenia, w pewien spos贸b wyzwala, a przynajmniej dzia艂a koj膮co. Rozumieli to ju偶 staro偶ytni Grecy.
W tym miejscu warto jeszcze przytoczy膰 odpowied藕 samego Becketta na pytanie 鈥濪laczego pan pisze?鈥, z jakim francuski dziennik 鈥濴iberation鈥 zwr贸ci艂 si臋 do setki najbardziej znanych pisarzy na 艣wiecie w latach 80. Ot贸偶 gdy zdecydowana wi臋kszo艣膰, je艣li nie wr臋cz 99. autor贸w odpowiedzia艂o d艂u偶sz膮 lub kr贸tsz膮 pochwa艂膮 literatury jako domeny prawdy, pi臋kna, zwierciad艂a czasu, walki o sprawiedliwo艣膰 i tym podobnych wznios艂ych idei, on jeden odpowiedzia艂 lapidarnym do granic mo偶liwo艣ci zdaniem: 鈥濨o niczego innego nie umiem鈥. Po francusku odpowied藕 ta sk艂ada si臋 w dodatku z trzech sylab: Bon qu鈥櫭 莽a. Ot贸偶 odpowied藕 ta nie jest, jak mog艂oby si臋 zdawa膰, form膮 kokieterii czy te偶 efektown膮, przekorn膮 ripost膮. Jest ona, wed艂ug mnie, szczera i ma g艂臋bsze znaczenie. Beckett 鈥瀗ie umie niczego innego鈥 w艂a艣nie w tym sensie, w jakim sam Cz艂owiek nie umie inaczej, jak tylko 鈥瀙oetycko mieszka膰 na tej ziemi鈥, jak napisa艂 to ju偶 ponad 200 lat temu Fryderyk H枚lderlin.
 
Nie spos贸b w tym miejscu nie zapyta膰 o Pana do艣wiadczenie jako pisarza, autora ksi膮偶ek na po艂y autobiograficznych, jak Madame czy w wi臋kszym stopniu Godot i jego cie艅. Czy literackie powracanie do r贸偶nych etap贸w w艂asnego 偶ycia jest dla Pana jak zapisywanie lub ods艂uchiwanie 鈥瀟a艣my鈥 i je艣li tak, to ilu by艂o ju偶 Antonich Liber贸w?
Nie liczy艂em, ale troch臋 ich by艂o. Co si臋 za艣 tyczy moich ksi膮偶ek, w kt贸rych tak lub inaczej nawracam do przesz艂o艣ci, to ma to jednak zupe艂nie inn膮 funkcj臋 ni偶 nagrywanie ta艣my 脿 la Krapp. W Godocie i jego cieniu zdaj臋 po prostu relacj臋 z pewnego do艣wiadczenia i towarzysz膮cych mu okoliczno艣ci. Zreszt膮 trudno tu m贸wi膰 o prawdziwym powrocie w przesz艂o艣膰, poniewa偶 pierwszy szkic tej ksi膮偶ki (o czym wspominam na jej ko艅cu) powsta艂 w艂a艣ciwie na bie偶膮co, zaraz po spotkaniu z Beckettem, kt贸re to wydarzenie stanowi g艂贸wny i kulminacyjny zarazem punkt ca艂ej opowie艣ci. Reszta to bardzo rozbudowany wst臋p: sprawozdanie jak do tego dosz艂o. Z kolei w Madame to nie ja wracam w przesz艂o艣膰, lecz m贸j bohater-narrator. Prosz臋 zwr贸ci膰 uwag臋, 偶e konstrukcja tej ksi膮偶ki zak艂ada tzw. drugie pi臋tro: jej tekst jest tekstem powie艣ci opowiadaj膮cego, a nie mojej. Na ko艅cu jest to wprost powiedziane. A zatem to on, jako jej autor, wraca w przesz艂o艣膰, nie ja. A dlaczego to robi, te偶 jest na to odpowied藕: w jego, nie moim Postscriptum. Nie jest to z mojej strony tylko czysto formalna gra, 鈥瀦abawa w ciuciubabk臋鈥 z czytelnikiem. W tym si臋 kryje pewien zamys艂. Chodzi o to, 偶e narrator, ujawniaj膮c na ko艅cu status swej opowie艣ci, czyli 偶e jest ona w艂a艣nie napisan膮 przez niego powie艣ci膮, a nie konwencjonalnym wspomnieniem o nieokre艣lonym statusie, w pewnym stopniu podwa偶a jej wiarygodno艣膰. Bo kto wierzy bezkrytycznie literaturze, cho膰by i by艂a doskona艂膮 imitacj膮 rzeczywisto艣ci?
 
Antoni Libera jest pisarzem, t艂umaczem, re偶yserem teatralnym. Prze艂o偶y艂 m.in. wszystkie dramaty Samuela Becketta, kt贸re r贸wnie偶 wystawia艂, w kraju i za granic膮. Autor powie艣ci 鈥濵adame鈥 oraz prozy autobiograficznej 鈥濭odot i jego cie艅鈥 o swojej fascynacji tw贸rczo艣ci膮 i osob膮 Becketta. Ostatnio wyda艂 poezje Kawafisa w swoim przek艂adzie.
 
 
 
Przeczytaj inne wywiady 鈥濳ontaktu鈥.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij