dwutygodnik internetowy
28.11.2016
magazyn papierowy


Życzliwie i protekcjonalnie

Wypychanie bezdomnych z centrum miast, wyrzucanie z pojazdów komunikacji miejskiej i budowanie ławek na wiatach przystankowych, które uniemożliwiają położenie się, składa się na całościowy obraz wykluczenia społecznego tej grupy. Obawiam się, że Łukasz Surowiec swoim projektem do tego uprzedmiotowienia nieświadomie się przyczynił.

ilustr.: Natalia Łukasiak

ilustr.: Natalia Łukasiak

W Poznaniu na czas festiwalu „Performanse Wspólne” otwarto przychodnię. Kiedy słyszę „przychodnia”, myślę: chorzy, lekarze, leczenie i kolejki. Najgorsze chyba są te kolejki, mam wrażenie, że przez nie stan chorego pogarsza się tak bardzo, że może nie warto w ogóle wychodzić z domu (przyznaję, nigdy w życiu nie korzystałem z prywatnej służby zdrowia, tam podobno jest inaczej). Poznańska przychodnia miała wszystko powyższe, ale jednak wszystko było w niej zupełnie inne.

Projekt „przychodni” wymyślił Łukasz Surowiec, doktorant Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Artysta znany jest z silnego zaangażowania społecznego, już wcześniej angażował się w projekty dotyczące bezdomności i alkoholizmu. W jego „przychodni” rolę pacjentów spełniali właśnie alkoholicy (najczęściej bezdomni), a lekarzami byli antropolodzy, przeprowadzający wywiady z „pacjentami”. Funkcję terapeutyczną miała spełniać rozmowa (psychologicznie założenie jak najbardziej uzasadnione). Kolejki także były długie – zupełnie jak w wielu typowych przychodniach – akurat w tej konkretnej poczekalnia była szansą na ogrzanie się dla zmarzniętego bezdomnego, długi czas oczekiwania był więc raczej zaletą. Od innych przychodni ta autorstwa Surowca różniła się strukturalnie w dwóch kwestiach. Mianowicie: rozmowy nie były prywatne, podsłuchać, co się dzieje za „lekarską” kotarką, mógł każdy przechodzień, gdyż po jej drugiej stronie znajdowały się słuchawki; a po drugie: to pacjent dostawał za wizytę pieniądze. Dokładnie 21 złotych. Ostatni raz, kiedy sprawdzałem, tyle mniej więcej kosztowało pół litra wódki w sklepie.

Autor zresztą nie ukrywa, że jego pierwotną ambicją było wynagradzanie „pacjentów” alkoholem, co okazało się w końcu zbyt trudne ze względów prawnych. Ekshibicjonizm za flaszkę? Surowiec powiedział reporterowi poznańskiej „Wyborczej”, że chce pozyskać informacje na temat życia na ulicy, aby wykorzystać je do stworzenia publikacji na ten temat. Dodał jednak także, że drugim celem projektu jest „właściwie brak celu, bo to widzowie muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki jest sens tego projektu”.

I właśnie ten brak celu najbardziej tutaj gryzie. Nie potrafię znaleźć powodu, dla którego zmuszanie (bo brak lub nie 21 złotych to dla osoby bezdomnej spora różnica) człowieka ubogiego do niezwykle intymnych wyznań ma się odbywać w formie reality show, dziecka kultury nieustannego podglądactwa. Ten zarzut pozostanie w mocy niezależnie od sposobu obrony artysty, nawet jeśli jego dotychczasowa twórczość i wypowiedzi medialne wskazują, że wrażliwość społeczna nie jest mu obca: „Wyszliśmy z hasłem «Kontenery tak, ale w centrum miasta» – zupełnie inaczej niż zazwyczaj, bez chowania bezdomnych ze wstydu za jakimiś torami. Zaproponowaliśmy więc alternatywne osiedle kontenerowe pod katowickim Spodkiem” – opisywał Surowiec projekt budowy osiedla kontenerowego dla bezdomnych w Katowicach.

Dziś broni go na przykład Jakub Gawkowski na łamach „Dziennika Opinii”: „Jeśli założymy, że dobra społecznie zaangażowana sztuka ma rezonować i wywołać publiczną dyskusję, to będziemy musieli przyznać, że projekt spełnił swoją rolę. Szkoda tylko, że […] na drugi, całkiem niewidoczny plan zeszła najciekawsza poruszana przez Przychodnię kwestia – wątek pomocy pijącym alkoholikom, którzy z różnych przyczyn nie chcą lub nie mogą zerwać z nałogiem”.

Projekt Surowca ma oczywiście potencjał krytyczny i mógłby być punktem wyjścia w istotnej dyskusji na temat opieki nad bezdomnymi-alkoholikami. Po pierwsze jednak, „Przychodnia” w społecznym odbiorze może niebezpiecznie utożsamiać bezdomność z alkoholizmem. A to groźne zjawisko – nie tylko dlatego, że byłoby zbytnią generalizacją i często zwyczajnie nieprawdą wobec wielu osób dotkniętych bezdomnością, ale również z tego powodu, że choroba alkoholowa często jest tragicznym skutkiem, a nie przyczyną bezdomności. Po drugie, podglądactwo w naszej kulturze generalnie niesie negatywne skutki, a w tym konkretnym przypadku z bezdomnych robi grupę zwierzątek z zoo.

O uprzedmiotowieniu osób dotkniętych bezdomnością w przestrzeni publicznej i w języku napisano już wiele. Wypychanie bezdomnych z centrum miast, wyrzucanie z pojazdów komunikacji miejskiej i budowanie ławek na wiatach przystankowych, które uniemożliwiają położenie się, składa się na całościowy obraz wykluczenia społecznego tej grupy. Obawiam się, że doktorant krakowskiej ASP swoim projektem do tego uprzedmiotowienia nieświadomie się przyczynił. Nie wiem, jacy ludzi przychodzili słuchać wywiadów z „pacjentami przychodni”. Być może nikt nie przychodził tam „dla beki”, żeby się pośmiać z „żula”, ale taką ewentualność pewnie trzeba byłoby brać pod uwagę przy realizacji projektu. Tym, co ratuje nieco metodologię Surowca, są – paradoksalnie – pieniądze. To, że – zamiast alkoholu – płacił ubogim 21 złotych, dało uczestnikom szansę wyboru. Nawet jeśli wielu „wybrało” alkohol (cudzysłów dla podkreślenia, że osobie chorej ciężko o podjęcie świadomego wyboru), dla innych oznaczało to gorący posiłek albo kilka par skarpet.

Cały eksperyment przypomniał mi się, kiedy gościłem niedawno w programie telewizyjnym jednej ze stacji informacyjnych. Prowadząca, nawiązując do mojej aktywności we Wspólnocie Sant’Egidio, spytała mnie o to, na czym polega „zajmowanie się” bezdomnymi. Jestem przekonany, że użyła tych słów w naprawdę dobrej wierze. Ale problem właśnie w tym, że my bardzo się chcemy kimś „zajmować” – bezdomnymi, chorymi, starszymi… A przecież chodzi przede wszystkim o to, by przywracać cierpiącej wykluczenie osobie poczucie jej własnej godności. Ze szczerej empatii potrafimy być bardzo protekcjonalni. Podobnie jak psychologia zna pojęcie „życzliwego seksizmu”, podobnie „Przychodnia” Surowca i pytanie prezenterki telewizyjnej pokazują ich życzliwość, ale i swego rodzaju uprzedmiotowienie osób z bezdomnością. To dobrze, że coraz więcej w nas życzliwości, ale poczucia wyższości wciąż musimy się pozbywać. Włącznie z autorem powyższego tekstu.

***

Projekt „Przychodnia” trwał od 26. do 30. października 2016.