dwutygodnik internetowy
12.12.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Zadara na tle zniszczonej Warszawy. Recenzja spektaklu „Matka Courage i jej dzieci”.

Wojna w spektaklu Zadary ma charakter religijny – toczy się pomiędzy bezwzględnymi polskimi katolikami a resztą krajów Unii Europejskiej. Polacy idą pod flagą biało-czerwoną, przez środek której poprowadzony jest czarny krzyż z cierniami.

materiały prasowe

materiały prasowe

Minęło dziesięć lat od ostatniej w Polsce inscenizacji słynnego dramatu Bertolda Brechta. Do tego czasu wystawiany był on ponad dwadzieścia razy, stale udowadniając swoją ponadczasowość. Michał Zadara, reżyser skłonny do wskrzeszania utworów klasycznych, dokonał więc właściwie idealnego wyboru tekstu. Przeniesienie Matki Courage do realiów XXI wieku w żaden sposób nie ujmuje oryginałowi, co więcej, rozszerza wręcz możliwości interpretacji dzieła. Więcej jednak należy się spektaklowi Zadary zarzutów niż pochwał.

Przywołanej w sztuce wizji wojny nie brakuje atmosfery kafkowskiego surrealizmu. Widz przez trzy i pół godziny nie jest w stanie dowiedzieć się więcej niż to, co reżyserowi potrzebne do podstawowego zawiązania akcji. Pewne jest jednak, że to wojna o charakterze religijnym – pomiędzy bezwzględnymi polskimi katolikami a resztą krajów Unii Europejskiej. Polacy idą pod flagą biało-czerwoną, przez środek której poprowadzony jest czarny krzyż z cierniami. Żołnierze witają się słowami „Niech będzie pochwalony…”, a przerażeni chłopi pod ubraniami noszą ogromne, srebrne krucyfiksy. Satyryczna wizja Zadary, choć prowokuje do szerszej refleksji, sama w sobie jest zbyt banalna i schematyczna, żeby stać się elementem pierwszoplanowym. Ze względu na swoją uniwersalną wymowę dramat Brechta pozwala jednakże na wariantywne odczytania i nawet nie do końca udana wizja reżysera nie może się przyczynić do zniwelowania tego faktu.

Z tego też powodu imponująca scenografia może widza drażnić, a jednocześnie go zachwycać. Opiera się ona na czterech filarach: gigantycznej makiecie zniszczonej Warszawy, której ujęcia wyświetlają się na jeszcze większym ekranie stanowiącym tło całego spektaklu; wozie Matki Courage – zardzewiałym i zniszczonym mercedesie – oraz kilku instrumentach, z których aktorzy korzystają podczas śpiewania piosenek wplatanych w wydarzenia fabularne. Zadara umiejętnie i w pełni wykorzystuje możliwości oferowane przez Teatr Narodowy. Liczna grupa techników, precyzyjnie dobrane udźwiękowienie, poruszające się platformy – to wszystko składa się na niezwykle efektowne wizualnie przedstawienie. Na szczególną uwagę zasługuje właśnie przemieszczający się po deskach teatru samochód, który stanowi swego rodzaju centrum scenicznego mikrokosmosu. Dookoła niego dzieją się wszystkie najważniejsze sceny dramatu, co pozwala skonstatować, jak sprawnie skonstruowana jest cała sztuka. Pozostaje jednak pytanie: czy tak znakomita scenografia nie przesłoni przypadkiem najważniejszej części dramatu, a więc samych aktorów?

Po części, niestety, tak. Wiele aktorskich kreacji w zestawieniu z genialną oprawą wypada właściwie blado. Z całą pewnością tego ciężaru nie są w stanie udźwignąć wykonawcy pierwszej sceny – Kamila Baar-Kochańska oraz Bartłomiej Bobrowski. Ich krótki, przekrzyczany i sztywny dialog przypomina raczej rozgrzewkę, poszukiwanie formy niż faktyczne przedstawienie. W tej scenie również odtwórczyni głównej roli, Danuta Stenka, wypada dość bezbarwnie i mechanicznie. Założyć można jednak, że wina leży po stronie niezręczności wynikającej z teksu, a nie samej aktorki, która zresztą wraz z upływem czasu wspina się na wyżyny gry teatralnej i prezentuje szczególnie wysoki poziom artystycznego kunsztu. Stenka sprawnie, choć z nutą formalizmu, odwzorowuje cwaniactwo i spryt Matki Courage, by w kulminacyjnych momentach zaskoczyć widza ledwo wyczuwalnymi gestami, którymi mistrzowsko pokazuje oderwanie od przybieranej pozy jednoznacznie twardej i nieustępliwej kobiety. Matka Courage w kreacji Stenki jest bardzo ludzka i, co ważniejsze, autentyczna. Na pochwałę zasługuje również Zbigniew Zamachowski, który wciela się w rolę pastora. Choć momentami pozostaje w tle, w kluczowych momentach przedstawia postać wielopłaszczyznową. Największym jednak zaskoczeniem i nieopisaną wartością „Matki Courage” Zadary jest, występująca gościnnie, Barbara Wysocka. Portretuje ona w spektaklu postać Kattrin, niemowy. Wysocka ma więc dość ograniczone pole do popisu. Jej performance opierać się musi, przede wszystkim, na ekspresji twarzy. Tym bardziej więc zaskakuje fakt, że trudno nawet zliczyć emocje przedstawiane przez nią wyłącznie fizjonomią. Najmocniejsze i najbardziej przeszywające przecież sceny całego spektaklu – ratowanie dziecka z płonącego domu przez Kattrin, gwałt popełniony na niej, wreszcie końcowy bunt przeciwko realiom świata – bazują na aktorstwie Wysockiej. Reszta postaci wypada w tym kontraście co najwyżej poprawnie. Paweł Paprocki, Arkadiusz Janiczek i Karol Dziuba odgrywają swoje kreacje zadowalająco, ale sprawiają wrażenie dość beznamiętnych. Trudno powiedzieć, czy wina to adaptacji, reżysera czy samych odtwórców.

Inną sprawą jest, że spektakl Zadary zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Gdyby odjąć od niego niemrawe pół godziny wprowadzenia oraz flegmatyczną drugą połowę, pozostałoby dziewięćdziesiąt minut sztuki, która rzeczywiście zapada w pamięć i przekazuje widzowi potężny ładunek emocjonalny. Finalnie sprawia jednak wrażenie podtrzymywanej nieco na siłę, często jakby szukającej swojego sensu podczas dłużących się przestojów. Męczą również głośne i rozwlekłe piosenki Paula Dessau, boleśnie wytrącające z rytmu przeżywania sztuki, o który wcale nie tak łatwo.

„Matkę Courage” Zadary, mimo powyższych uwag, warto zobaczyć – choćby w kontekście konfliktu na Bliskim Wschodzie czy radykalizowania się nastrojów politycznych (nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej), co zresztą sam Zadara, jako konteksty interpretacyjne, przywołuje w jednym z wywiadów. Dodaje również, że spektakl jest i właściwie musi być odbierany jako swego rodzaju polityczny manifest, którego treść łatwo rozszyfrować. Idzie tu o przekaz i jego prostotę: „Wojna to zło”. „Matka Courage” to spektakl momentami zbyt przeszarżowany i jednocześnie zbyt jednostajny. Ale swoją fundamentalną funkcję spełnia wzorowo – ukazuje okrucieństwo i nikczemność wojny krzywdzącej zawsze tych, którzy na to nie zasłużyli.

  • Ad Ju

    Świetna, merytoryczna recenzja. Dziękuję!