dwutygodnik internetowy
26.01.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Zaczynamy po kolacji nową noc na emigracji!”

Czesław Mozil – wykonawca łączony z łatwymi w odbiorze piosenkami szeroko pojętej muzyki alternatywnej – pokazał kolejną ze swoich twarzy. Tym razem – twórcy społecznie zaangażowanego. A to za sprawą wydanego w październiku ubiegłego roku albumu „Księga Emigrantów. Tom I”.

Czesław Mozil – wykonawca łączony z łatwymi w odbiorze piosenkami szeroko pojętej muzyki alternatywnej – pokazał kolejną ze swoich twarzy. Tym razem – twórcy społecznie zaangażowanego. A to za sprawą wydanego w październiku ubiegłego roku albumu „Księga Emigrantów. Tom I”. Mimo że przez media krótkim grzmotem przetoczyła się sprawa pozwu wytoczonego artyście przez przewodniczącego „Solidarności”, Piotra Dudę, za wykorzystanie w teledysku „Nienawidzę Cię, Polsko” znaku związku, płyta nie zyskała wielkiego rozgłosu, a całość albumu nie stała się na razie przyczynkiem do dyskusji o losach Polaków za granicą.

A o takich ambicjach autorów „Księgi Emigrantów” świadczyć mogą nie tylko ich wypowiedzi, ale także prowadzony przez Mozila specjalny vlog, na łamach którego wokalista pyta o historie emigrantów, dzieli się własnym doświadczeniem emigracji i zaprasza do dyskusji o podobnych przeżyciach.
Celowo wspominam o autorach w liczbie mnogiej, bowiem „Księga” ma dwóch twórców – teksty wszystkich znajdujących się na płycie piosenek napisał Michał Zabłocki, krakowski poeta znany przede wszystkim z pisania dla Grzegorza Turnaua i artystów „Piwnicy pod Baranami”, jak również ze współpracy z Czesławem przy jego debiutanckiej płycie.

***

Otwieram „Księgę”. Na okładce kontur Polski na poszarzałym pergaminie, w środku swojski kogutek (wycinanka łowicka), zamiast skrzydeł dłonie: prawa – fak, lewa – wała. Dookoła wkomponowani w ornamenty ryciny: Matka Boska z Dzieciątkiem, bocian, pieróg i flaszka.

Odtwórz. Program rozpoczyna piosenka „Milion na rok”.

…Jeden okrągły
milion na rok
niech zagraniczny
planuje skok!
Wiwat parlament,
premier i rząd!
Niech wreszcie
wszyscy wyjadą stąd!

W pierwszej chwili zastanawiam się nad tym, czy to skok pod publikę z wykorzystaniem ironii, czy po prostu uchwycenie w wierszu popularnej postawy. Przy następnych kompozycjach nie mam już wątpliwości co do tego, że utwory z „Księgi Emigrantów” lepiej czytać jako wielogłosową opowieść o żalu, frustracjach, niepokojach i nadziei, niż jako deklaracje światopoglądowe ich autorów.

W „Nienawidzę Cię, Polsko” słychać zgrzyt pomiędzy wpojonymi podmiotowi wzorami i wyobrażeniami a nową zagraniczną rzeczywistością, która do nich nie przystaje.

Mam ci za złe twe dziedzictwo, ciągle jeszcze we mnie żywe
Bo ty jesteś prymitywna, ja jestem prymitywem
Komuś zależało na tym, komuś tu chodziło o to
Tam się stałem abnegatem, tu się staję patriotą

„Rarytas” roztacza wizję zaszczurzonego i zakaraluszonego tymczasowego mieszkania oraz jego lokatora, Polaka-myśliwego (Harpun kupiłem i dzidę/ Siatkę i cyjanek potasu/ I do sypialni już idę/ Jak mój pradziadek do lasu) – dzikiego, pierwotnego, orientalizowanego. Trudno stwierdzić: w oczach „tambylców” czy w swoich własnych.

„Biały Murzyn” w podobny sposób, językiem kolonialnym, opowiada o rekrutowanej spośród emigrantów taniej sile roboczej.

Bo biały murzyn ma czarne ręce.
Mało zarabia, pracuje więcej.
Bo biały murzyn ma czarne dłonie.
Proszę, wyjeżdżaj, ja ci nie bronię!
[…]
Inne totemy ma z Bożej Łaski.
Inne już musi zakładać maski.

Nad „Polskim satelitą” wiszą pytania o możliwość komunikacji emigrant-ojczyzna. Czy da się uczestniczyć w życiu kraju za pośrednictwem szczątkowego przekazu mediów? Czy życie na emigracji pozwala oglądać swój kraj z dystansu, pełniej, szerzej?.
Już „dostrojony” do opowieści wysłuchuję epilogu „My owce”.

***

W warstwie muzycznej można dostrzec kontynuację wątków estetycznych rozpoczętych na dwóch pierwszych krążkach Czesława Mozila. Raz dominują mocniejsze uderzenia i barwy elektronicznych instrumentów z płyty „POP” („Do kościoła”, „Rarytas”, „Nienawidzę Cię, Polsko”). Innym razem sekcja dęta, melodyjny temat i miarowy puls – jakby suplement płyty „Debiut” („Łabędzie”, „Tango magister”, „Tato Wyjedź”). Olbrzymią zaletą tych umuzycznień jest odrębne potraktowanie każdego z tekstów. Kompozycje Mozila dynamiką i nastrojem wydają się dostosowane do wymowy słów – uwypuklają wiersze Michała Zabłockiego, czyli to, co w albumie rzeczywiście prowokuje, budzi zdumienie czy sprzeciw. Co czyni go wyjątkowym na tle innych nagrań w obrębie alternatywnego popu.

Obok wielu zalet „Księgi Emigrantów”: trudnego tematu, brawurowego pod względem technicznym wykonania, ciężko uznać obraz emigracji i emigranta wyłaniający się z płyty Czesława Mozila za wyważony. Dominują na niej utwory skrajnie negatywne, przerysowane, gorzkie satyry. Jednak, jak sugeruje podtytuł „Tom I”, w przyszłości można spodziewać się kolejnych woluminów „Księgi” [Podobno druga część ma być nastrojową przeciwwagą dla pierwszej, a trzecia – osobistą historią emigracji piosenkarza.]
Jeśli twórcy okażą się tak samo wytrwali, jak odważni okazali się wydając „Tom I” , pionierski projekt ma szansę stać się piosenkową monografią współczesnej polskiej emigracji. Sądzę, że „Księgę Emigrantów” będzie się dało właściwie ocenić dopiero jako trylogię.