dwutygodnik internetowy
26.03.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Wyrzutnia sumienia

Fakt, że jesteśmy w stanie przewidzieć klęskę głodu z rocznym wyprzedzeniem, a nie potrafimy (bądź nie chcemy) jej przeciwdziałać, obciąża nasze sumienia. Nasze – ludzi Zachodu. Bo świat mógłby dziś wyżywić dwanaście miliardów ludzi. Póki co, jest nas siedem miliardów, a i tak przynajmniej miliard – przede wszystkim w krajach ubogiego Południa – każdego wieczora kładzie się spać głodny.

ilustr. Hanna Owsińska

W sobotę mój budzik zadzwonił o wpół do piątej. O wpół do szóstej siedziałem już w przedziale pociągu relacji Warszawa – Zielona Góra. Po trzech godzinach przesiadka we Wrześni. Zmiana peronów – i oto jadę kolejnym pociągiem, tym razem podmiejskim. O dziewiątej zero trzy jestem w Gnieźnie.

 

Wszystko po to, żeby zdążyć na pierwszy tego dnia panel Zjazdu, zatytułowany: Nie jesteśmy bezradni wobec nieszczęść na świecie. Za stołem prezydialnym gnieźnieńskiego Collegium Europaeum posadzono wybitnych działaczy społecznych, wśród nich siostrę Rafaelę Nałęcz, misjonarkę tworzącą ośrodki dla niewidomych w Rwandzie, Janinę Ochojską, prezes Polskiej Akcji Humanitarnej, oraz Krzysztofa Stanowskiego, byłego wiceministra spraw zagranicznych, prezesa Fundacji Solidarności Międzynarodowej. I właśnie Krzysztof Stanowski powiedział:

– Przypadkiem będąc w Uzbekistanie, zrozumiałem, że my, Polacy, nie jesteśmy narodem wybranym. Nie możemy uważać, że nam wolność się należy, a zniewolenie innych narodów kwitować wzruszeniem ramion lub stwierdzeniem: „To jest wasz problem”. Jeżeli w Somalii panuje dziś głód, to nie dlatego, że brakuje jedzenia. Nie jesteśmy bezradni wobec tego i innych problemów naszego świata, ale robotników jest bardzo mało. Nas, Europejczyków, jest coraz mniej, a potrzeb – coraz więcej.

W mojej głowie zrodził się niepokój.

 

Zebranych w Kolegium Europejskim panelistów, podobnie jak wielu innych, najczęściej anonimowych działaczy, można by określić mianem „sprawiedliwych wśród chrześcijan”. Ze swojej wiary wyprowadzili oni imperatyw społecznego zaangażowania, wzięli odpowiedzialność za świat i ludzi na nim żyjących, przede wszystkim tych najuboższych. Dla wielu z nas ich działalność stanowi zarazem alibi i wyrzutnię sumienia. Dla mniej licznych – inspirację i wzór do naśladowania.

Istnieje jednak pewien problem.

Krzysztof Stanowski powiedział: „Jeżeli w Somalii panuje dziś głód, to nie dlatego, że brakuje jedzenia”. Z jakiego więc powodu? Oddajmy głos Jeanowi Zieglerowi, szwajcarskiemu dyplomacie, autorowi książki Imperium hańby:

Afrykę zamieszkuje niemal miliard ludzi. W latach 1972-2002 liczba poważnie i permanentnie niedożywionych ludzi w Afryce wzrosła z 81 do 203 milionów. Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Przyczyn jest wiele. Najpoważniejsza z nich to wspólna polityka rolna Unii Europejskiej. W 2006 roku państwa uprzemysłowione stowarzyszone w OECD wypłaciły swoim rolnikom i hodowcom ponad 350 miliardów dolarów w ramach subsydiów do produkcji i eksportu. Unia Europejska z bezprzykładnym cynizmem stosuje w Afryce praktykę dumpingu rolniczego. Jej wynikiem jest systematyczna destrukcja lokalnego rolnictwa nastawionego na produkcję żywności w Afryce.

 

ilustr. Hanna Owsińska

Fakt, że jesteśmy w stanie przewidzieć klęskę głodu z rocznym wyprzedzeniem, a nie potrafimy (bądź nie chcemy) jej przeciwdziałać, obciąża nasze sumienia. Nasze – ludzi Zachodu. Bo świat mógłby dziś wyżywić dwanaście miliardów ludzi. Póki co, jest nas siedem miliardów, a i tak przynajmniej miliard – przede wszystkim w krajach ubogiego Południa – każdego wieczora kładzie się spać głodny. Na 62 miliony ludzi, którzy co roku umierają na całym świecie, ponad połowa umiera na skutek głodu bądź chorób spowodowanych brakiem podstawowych substancji odżywczych. Z tych też przyczyn co pięć sekund umiera na świecie dziecko poniżej dziesiątego roku życia.

Weźmy następnie choroby oczu, których konsekwencje na afrykańskich misjach próbują łagodzić siostra Rafaela i doktor Jan Grzeszkowiak. Czy mieszkańcy południowej półkuli są bardziej niż my podatni na ślepotę? Nic podobnego. Jej przyczyną jest niedobór witaminy A, który corocznie powoduje utratę wzroku przez trzynaście milionów ludzi. Niedobór żelaza w diecie dziecka może z kolei powodować anemię, której skrajnymi konsekwencjami są utrata odporności oraz nieodwracalne upośledzenie umysłowe. Co roku dotyka ono 30% dzieci w 49 najbiedniejszych krajach świata.

Podobnie tłumaczyć można inne problemy nękające Trzeci Świat. W imię prywatnych interesów w krajach rozwijających się postępuje ograniczanie suwerenności żywnościowej, patentowanie organizmów żywych i leków, prywatyzacja zasobów wody, ataki na prawa pracownicze i socjalne, niszczenie środowiska naturalnego. Jak to możliwe, że w naszych czasach dochodzi do podobnego barbarzyństwa, którego my sami – uporawszy się już jakoby ze wszystkimi problemami w swojej części globu i stawszy się etatowymi niemal odkupicielami uciśnionych narodów – jesteśmy sprawcami? Czy nie przeznaczamy zresztą ogromnych sum i wysiłków na próbę wyciągnięcia upadłych rejonów naszego globu z ich nędzy? Raz jeszcze Jean Ziegler:

W 2006 roku pomoc rozwojowa ze środków publicznych przekazana przez uprzemysłowione kraje Północy 122 państwom Trzeciego Świata osiągnęła wartość 58 miliardów dolarów. W tym samym roku te same 122 państwa przetransferowały kosmokratom z północnych banków 501 miliardów dolarów w ramach kosztów obsługi zadłużenia. Fakt ten w najlepszy sposób ilustruje przemoc strukturalną, którą ocieka obecny porządek świata. Nie potrzeba już karabinów maszynowych, napalmu i samochodów opancerzonych, by podporządkować sobie i kontrolować inne narody. Wystarczająco skuteczną bronią jest dziś zadłużenie.

 

Zadłużenie to, którego spłata w niektórych przypadkach pochłaniała blisko połowę budżetu rozwijających się krajów, w praktyce uniemożliwiając im pełnienie funkcji socjalnej, miewało charakter „długu ohydnego”. Zdarzało się bowiem – być może najbardziej dramatycznym jest tu przypadek Rwandy – że zachodnie pieniądze służyły krwawym reżimom do umacniania ich władzy. Na te właśnie względy wskazywali przedstawiciele chrześcijańskiej koalicji Jubileusz 2000, gdy domagali się od przedstawicieli G8, Banku Światowego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego anulowania zagranicznych długów krajów Trzeciego Świata. Ich apele nie pozostały bez odpowiedzi.

W roku 1996 najwięksi wierzyciele rozwijających się krajów – wspomniane już międzynarodowe instytucje finansowe – ogłosiły Program Redukcji Zobowiązań Najbiedniejszych i Najbardziej Zadłużonych Państw Świata (HIPC). Dwa i pół roku temu wytypowano czterdzieści krajów mogących liczyć na redukcję zagranicznego zadłużenia i nisko oprocentowane kredyty. Czy znaczy to, że Zachód odkupił swoje postkolonialne winy?

 

Warunkiem otrzymania finansowego wsparcia przez wspomniane wyżej kraje jest zaaprobowanie ich planów rozwoju przez MFW. Fundusz zaś – jak pisze Ziegler „nie przyjmuje nigdy projektów, które nie byłyby zgodne z jego własną koncepcją koniecznego «otwarcia rynków» i nie mniej nieodzownej «weryfikacji cen»”. To z kolei stwarza zagrożenie, o którym wspomina południowokoreański ekonomista Ha-Joon Chang: „Z tej samej przyczyny, dla której posyłamy nasze dzieci do szkoły, zamiast zmuszać je do współzawodniczenia na rynku pracy, kraje rozwijające się powinny chronić i wspomagać swoich producentów, dopóki ci nie staną się zdolni do samodzielnego konkurowania na światowym rynku”.

W wyniku przedwczesnego inicjowania wolnorynkowych przemian w krajach Trzeciego Świata, ich rolnictwo, będące podstawą ich gospodarek, jest konsekwentnie dewastowane w zderzeniu z wysoko dotowanym rolnictwem krajów rozwiniętych. Fakt ten, w połączeniu z fatalną infrastrukturą, w licznych przypadkach uniemożliwiającą transportowanie żywności, stanowi jedną z najważniejszych przyczyn głodu. W ten sposób wróciliśmy do punktu wyjścia.

 

Mamy zatem do czynienia z przedziwną sytuacją, w której nieliczni sprawiedliwi, wśród nich wspomniani już paneliści, próbują łagodzić skutki finansowej polityki wielkich korporacji, zachodnich państw i międzynarodowych instytucji. Nasza charytatywność nie jest jednak w stanie zapobiec „strukturalnej przemocy”, którą mniej lub bardziej świadomie stosujemy wobec Południa. Parafrazując Victora Hugo, powiedzmy, że nie powinno chodzić nam dziś o to, by wspomagać ubogich, lecz o to, by ubóstwa nie było (drugie, rzecz jasna, nie wyklucza pierwszego). W sposób szczególny powinno zależeć na tym chrześcijanom, którzy nakaz troski o ubogich wyczytują wprost z Ewangelii.