dwutygodnik internetowy
14.08.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

W samym sercu imperium

Urodzony w ubogiej chłopskiej rodzinie, należący do społeczności doświadczającej podwójnej opresji ze strony żołnierzy rzymskich i ze strony żołdaków Heroda, Jezus dorastał, obserwując, jak miejskie elity odzierały z majątku Jego sąsiadów przez wywłaszczanie ich z ziemi i z jej owoców.

ilustr.: Paula Kaniewska

ilustr.: Paula Kaniewska

Tekst pochodzi z 32. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Kobiety w Kościele”.

Teologia wyzwolenia, jako szczególny rodzaj refleksji, ma swój początek w latynoamerykańskim doświadczeniu ucisku. Ucisk ten, sięgający czasów, w których misjonarze podążyli za hiszpańskimi i portugalskimi galeonami na zachodnią półkulę w XV i XVI stuleciu, był dziełem lokalnych elit współpracujących z kolonialnymi panami. Cóż z tego, że panowie zostali odsunięci od władzy po wojnie hiszpańsko-amerykańskiej (1898), skoro potęga militarna i ekonomiczna Stanów Zjednoczonych sprowadziła ziemie leżące na południe od nich do poziomu nowej kolonii imperialnego kapitalizmu? Trwająca dekady izolacja Kuby i wspierane przez CIA obalenie rządu Salvadora Allende w Chile są wydarzeniami zbiegającymi się w czasie z narodzinami teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej.

Wszystko zaczęło się od antysystemowych inicjatyw podejmowanych przez chrześcijańskich aktywistów jeszcze w latach 50. i 60., ale dopiero peruwiański teolog Gustavo Gutiérrez wyznaczył kierunek dalszych myśli i działań we wpływowej książce zatytułowanej „Teología de la liberación” z 1971 roku. Dwa lata później, wraz z ukazaniem się angielskiego przekładu książki, teologia wyzwolenia wkroczyła na scenę północnoamerykańską. Tam też spotkała się z ciepłym przyjęciem na postępowych wydziałach teologicznych, wśród chrześcijańskich aktywistów i ich laickich sprzymierzeńców. Od tego czasu – w pewnej mierze dzięki publikowanej przez Ojców Maryknoll serii „Orbis Books” – wydała ona plon zarówno w amerykańskiej literaturze, jak i na ulicach miast leżących w samym sercu imperium.

Proroczy alarm

We wcześniejszej historii Ameryki Północnej nie brakuje przykładów wysiłków wyzwoleńczych, choć występowały one pod innymi nazwami. Wspomnę tylko o kilku najważniejszych. W połowie XIX wieku w Seneca Falls koalicja sufrażystek, przeciwników niewolnictwa i obrońców rdzennych Amerykanów opierała swoje niepopularne poglądy na własnej interpretacji chrześcijaństwa, a pierwsze spotkanie dotyczące praw kobiet odbyło się w 1848 roku w kościele metodystów. Ruch abolicjonistów, zarówno w części kierowanej przez białego obywatela Nowej Anglii, Williama Lloyda Garrisona, jak i w tej, na której czele stał były niewolnik Frederick Douglas, odwoływał się do zasad chrześcijańskich. Duchowość kwakrów okazała się absolutnie nie do przecenienia podczas budowy sieci kolei podziemnej, która przewoziła niewolników uciekających z południa Stanów do ziemi obiecanej, to znaczy na północ od linii Masona-Dixona lub nawet do Kanady, jako że w połowie lat 50. XIX wieku cały kraj stał się mało bezpiecznym miejscem. W obrębie nielegalnego ruchu nieposłuszeństwa obywatelskiego działał także starotestamentalny w stylu, płomienny prorok wybawienia, John Brown. Nie sposób wreszcie nie wspomnieć o nazywanej „Czarnym Mojżeszem” Harriet Tubman, która po ucieczce z niewoli z narażeniem życia powracała do strefy zagrożenia, by wyprowadzić na wolność swoich braci i siostry.

Inne działania wpisujące się w program teologii wyzwolenia – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Kanadzie – były reakcjami na niesprawiedliwości towarzyszące rewolucji przemysłowej. Kapitalistyczni robber barons wyzyskiwali mężczyzn, kobiety i dzieci w fabrykach i kopalniach, w których byli oni traktowani jak tanie części zamienne. Chrześcijańskie wartości nie stanowiły co prawda gruntu, na którym wyrósł w tych miejscach zorganizowany ruch oporu, nie sposób jednak nie docenić roli, którą odegrały w historii industrializacji Ameryki Północnej. Chociaż większość przywódców Wobbliesów [rewolucyjnego związku zawodowego Industrial Workers of the World] uważała się za agnostyków lub ateistów, motywy o biblijnym i chrześcijańskim rodowodzie jak echo powracały w ich retoryce. Protestanckie ruchy spod znaku Social Gospel budowały solidarność klasy robotniczej na odwołaniach do postaci Jezusa radykalnego, znanego z ewangelii synoptycznych. Starszy i bardziej paternalistyczny katolicyzm społeczny ulegał radykalizacji w ogniu pracowniczych sporów. W Kanadzie powstała Confederation des Travaillers Catholiques du Canada (CTCC) – najbardziej radykalny ruch związkowy w Quebecu rządzonym twardą ręką Maurice’a Duplessisa. Podczas słynnego strajku w Asbestos w 1949 roku CTCC naciskało na postępowy kler katolicki i na świeckich intelektualistów, by wraz z robotnikami powstali przeciwko korporacyjnemu i rządowemu uciskowi. Z kolei gdy w Stanach Zjednoczonych doszło do strajku pracowników fabryk motoryzacyjnych w Detroit, do protestujących dołączyło wielu księży katolickich, takich jak ojciec Charles Owen Rice z Pittsburgha. W mniej odległych czasach, to znaczy we wczesnych latach 80., duża część kleru protestanckiego z tamtych okolic wspierała aktywistów ruchów pracowniczych, którzy próbowali powstrzymać systemową destrukcję lokalnego przemysłu stalowego. I chociaż nie udało im się zmniejszyć pędu kapitału do wykorzystywania taniej siły roboczej w krajach rozwijających się, to ich proroczy alarm współbrzmiał z wtórującym mu dzwonem teologii wyzwolenia, którego dźwięk dochodził z tych samych krajów, eksploatowanych przez tych samych przemysłowców.

W ciągu dwóch dekad – od połowy lat 50. do połowy lat 70. XX wieku – nastąpiła w populacji afroamerykańskiej oraz wśród przeważnie białych studentów college’ów i uniwersytetów eksplozja ruchów na rzecz sprawiedliwości społecznej. Jestem przekonany o tym, że „czarne chrześcijaństwo” stanowi kwintesencję północnoamerykańskiej teologii wyzwolenia. Począwszy od pierwszych dążeń abolicjonistycznych, poprzez zmagania sufrażystek, skandal segregacji rasowej i renesans Harlemu, aż po wystąpienia Ruchu Praw Obywatelskich pod pokojowym przewodnictwem Martina Luthera Kinga, czarnoskóra populacja Stanów Zjednoczonych dostarczyła przykładu najbardziej spójnego i zarazem najbardziej świadomego biblijnie radykalizmu, który pobrzmiewa wyraźnym echem w wyzwoleńczym zaangażowaniu jej latynoamerykańskich braci i sióstr. Z uniwersytetów wzięła swój początek seria buntów – nie tylko przeciwko rasizmowi, lecz także przeciwko wojnie w Wietnamie – która wprowadziła z powrotem do mainstreamu chrześcijański pacyfizm i feministyczny egalitaryzm dziewiętnastowiecznych kwakrów. Założony przez Dorothy Day i Petera Maurina ruch Catholic Worker do dziś ucieleśnia wizję pacyfistycznego nieposłuszeństwa obywatelskiego, wraz z jego solidarnością z biedakami zaludniającymi ubogie getta miast Ameryki Północnej. Podobne wartości są współcześnie wcielane w życie przez zmarłego w minionym roku jezuitę Daniela Berrigana i jego młodszego współbrata Johna Deara.

ilustr.: Paula Kaniewska

ilustr.: Paula Kaniewska

Orędzie wyzwolenia

Oprócz charakterystycznego dla teologii wyzwolenia schematu „działanie – namysł – działanie”, północnoamerykańscy aktywiści – nie licząc może Harriet Tubman, równie niepiśmiennej jak wielu bohaterów biblijnych – pozostawili po sobie także pisma, w których zdawali sprawę z zasad chrześcijańskich, które popchnęły ich do wystąpienia przeciwko imperialnemu establishmentowi. Intensywny rozwój studiów biblijnych na wydziałach teologicznych i na rynku księgarskim nie tylko ugruntował działania podejmowane przez radykalnych chrześcijan, lecz także sam dzięki ich działaniom zyskał. Rozwój ten zaczął się bowiem od pracujących u podstaw aktywistów, wśród których nie brakowało osób posiadających przygotowanie do pracy naukowej. Zamiast jednak streszczać ich poglądy, lepiej podjąć próbę uchwycenia na jednym obrazie wartości wyzwoleńczych, które ci myśliciele wynieśli na ulice – czy to osobiście, czy to poprzez działalność ludzi zainspirowanych ich refleksją.

Wyzwolenie w Starym Testamencie: Sam rdzeń pism hebrajskich dotyczy wyzwolenia z sytuacji ucisku i niesprawiedliwości. Naród Wybrany był ludem w najlepszym wypadku żyjącym na marginesie imperium, a w najgorszym – zniewolonym lub wygnanym. Znakiem rozpoznawczym owego ludu było wyjście z niewoli egipskiej, które miało kształtować wzajemne stosunki oswobodzonych oraz ich podejście do obcych (Wj 20,1-17; Pwt 7,7-8; Pwt 26,5-9; Joz 24,2-13). Zasady, które regulowały ich życie, obejmowały obowiązki anulowania długu, przyjmowania obcego i inne przejawy antyimperialnego prawodawstwa. Pomimo porażek ponoszonych przez kolejnych proroków (takich jak Amos, Ozeasz, Izajasz, Micheasz, Jeremiasz, Ezechiel i anonimowa postać znana jako Deutero-Izajasz), których Bóg wysłał, by zawrócić swój lud z drogi występku, widać wyraźnie, że ci sami prorocy obiecywali pokój i sprawiedliwość jedynie z powodu Boskiej lojalności wobec tego wyjątkowego i uciskanego narodu.

Jezus i ruch galilejski: Najważniejszym owocem studiów nad Jezusem historycznym jest nie tylko odkrycie rdzenia Jego nazareńskiego nauczania i działania, ale także umieszczenie Go w kontekście imperialnego ucisku, który stanowił tło Jego życia i tło życia jego uczniów. Urodzony w ubogiej rodzinie chłopskiej w Galilei, należący do społeczności doświadczającej podwójnej opresji ze strony żołnierzy rzymskich i ze strony żołdaków tetrarchy Heroda Antypasa, Jezus dorastał, obserwując, jak miejskie elity odzierały z majątku Jego sąsiadów przez wywłaszczanie ich z ziemi i z jej owoców. Z początku był naśladowcą Jana Chrzciciela, kiedy jednak ten został zamordowany na polecenie Heroda, Jezus rozpoczął własną działalność. Przez długi czas unikał miecza Heroda dzięki wędrownej formie swojego nauczania, cudotwórstwa i tworzenia ruchu społecznego. Tym, co ostatecznie kosztowało go życie, był buntowniczy wjazd do Jerozolimy i bezpośredni atak, który przypuścił na arystokratów Świątyni, których zadaniem było utrzymanie pokoju i zapewnienie napływu pieniędzy z podatków do kieszeni elit. Jezus podzielił los wszystkich, którzy ośmielili się zagrozić imperialnej potędze, utrzymującej lud w stanie podległości.

Kościół po zmartwychwstaniu: Aż do niedawnego wysypu studiów nad pismami świętego Pawła, spośród których wiele mieści się w paradygmacie postkolonialnym, rozumienie zmartwychwstania Jezusa nie pasowało do bardziej wyzwoleńczego wydźwięku Jego posługi w Galilei. Naukowcy zdawali się sprowadzać program ruchu powstałego po zmartwychwstaniu do Pawłowego mistycyzmu, wedle którego życie po śmierci jest jedynym remedium na potężną Pax Romana. Na szczęście w nowszych studiach nad myślą Pawła zaczęto podkreślać antyimperialny charakter jego nauczania. Jezus jest Panem, a nie Cezarem. Jego władza wyraża się poprzez pokorę i życie wśród zepchniętych na margines społeczny mieszkańców rzymskich miast. Żydzi i poganie, niewolnicy i wolni, mężczyźni i kobiety, wszyscy są równi w Chrystusie (Ga 3,28), a pewna forma dobrowolnego socjalizmu jest przedstawiana jako ideał (Dz 2,44; 4,32) i praktykowana (2 Kor 8,13-15) we wczesnych wspólnotach chrześcijańskich. Imperialny Rzym uchodzi co prawda za dość tolerancyjny religijnie, ale nie dotyczy to Żydów i chrześcijan. Dzieje się tak dlatego, że obydwie te religie oferowały alternatywę dla imperialnych pretensji, głosząc, że rzymska propaganda pokoju osiąganego w drodze podbojów była kłamstwem i pogwałceniem Bożego zamysłu.

 

***

W naszej epoce imperialnej dezintegracji najłatwiej byłoby teologom wyzwolenia w Pierwszym Świecie osunąć się w apokaliptyczną rozpacz. Inna możliwość polegałaby na naśladowaniu radykalnych chrześcijan, którzy – uzbrojeni w moc Słowa – podążają drogą umęczonego galilejskiego Chłopa, wciąż na nowo powstającego z popiołów walącego się imperium. Zaprawdę, jeśli Jezus jest Panem, tylko to drugie podejście ma jakiś sens.

 

przetłumaczył Maciej Papierski