dwutygodnik internetowy
26.01.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Tokarczuk w labiryncie Oświecenia

Świat cyrkulujących sił i mitów czeka swego mesjasza, który wyzwoli spod ich władzy. Zaprowadzi pokój i Królestwo Boże na ziemi, co oznacza także, że objawienie jest aktem politycznym. Wszelako mesjańska idea ma skłonność, by na powrót obrócić się w mit.


Jak enigmatycznie zwiastuje sentencja z okładki książki, Tokarczuk rzuca czytelnika w świat podzielony licznymi geograficznymi, religijnymi i językowym granicami. Podwiesza nas pod sklepieniem dziejów, byśmy mogli bacznie obserwować losy bohaterów, sycąc się ich indywidualnymi dziejami, uwikłanymi jednocześnie w tę wielką historię, spisaną już przez kronikarzy, historyków i badaczy, lecz dzisiaj skrytą pod kurzem niepamięci.

Opowieść ta na wstępie nie przypomina tunelu, którym możemy podążać w jedną lub drugą stronę zgodnie z porządkiem diachronicznym. Akcja z początku rozwija się synchronicznie i daje o sobie znać migotliwie rozbłyskującą tu i ówdzie; teraz, potem i przedtem, w różne miejsca rzucając snopy światła i eksponując postacie, które odgrywają kluczowe dla powieści role. Toteż patrzący z odległości czytelnik widzi scenę jakby przysłoniętą ciemnościami, które raz po raz przenika punktowy przebłysk narracji i dopiero po pokonaniu odpowiedniej liczby stron światło opowieści ogniskuje się, łącząc zarazem rozproszone dotychczas cząstkowe obrazy i wątki, objaśniając ich znaczenie dla całości.

Dla nas żyjących współcześnie historia Jakuba Franka sprawia wrażenie dziejącej się gdzieś obok właściwego nurtu historii. To za sprawą imaginarium, którym podkuty jest wyrosły na prozie Sienkiewicza dyskurs historiograficzny i publiczny. Sączy on nam wyobrażenie o tym, że z doniosłej i bohaterskiej kultury szlachty koronnej wynosimy nasze dziedzictwo cywilizacyjne. Przeto wschodnie rubieże Europy, wyparte zaplecza naszej rzeczywistości, znamy przede wszystkim jako dzikie pola i stepy, arenę tatarskich i tureckich najazdów i zagonów, które fikcyjni i urojeni przodkowie starali się ujarzmić roztaczając ojcowską opiekę, spod której wymknęły się, rozpalone bratobójczo niegodziwą i buntowniczo niewdzięczną walką. Na tym koniec. Ten mit „z któregośmy wszyscy”, by przypomnieć nieszczęsne proroctwo wygłoszone nad trumną tego niefortunnie przecenionego autora, wreszcie ktoś poważył się rozbić. Dokonała tego ze swadą, roztaczając czar własnej wrażliwości i rzetelności badacza, a przy tym w rewolucyjnym tonie, Olga Tokarczuk. Stworzyła i odtworzyła miejscem narodzin oświecenia, ogniskiem politycznej i społecznej emancypacji, zapomnianą lub wypartą i wynaturzoną krainę geograficzną.

w stronę Oświecenia

Nad obrazami i kreacją literackiej materii autorka pochyla się ze szczególną pieczołowitością, a drobiazgowy realizm, precyzja deskrypcji, wydają jej świadectwo najwyższego kunsztu pisarskiego. Bogactwo opisów i gęstość, z jaką pokrywają świat przedstawiony, mają podwójne znaczenie. Z jednej strony służą po prostu rekonstrukcji, dla zaspokojenia pragnienia imaginacji czytelnika i estetycznego zapotrzebowania na wybornego autoramentu frazę. Z drugiej, ten świat zjawiskowy w oczach bohaterów, jest rzeczywistością różnorodnych znaczeń, kryjących się pod osłoną znaków.

W tej opowieści główną rolę odgrywa ucieleśniony w codzienności sztafaż materialny i duch epoki, nie zaś sami bohaterowie, jakkolwiek również bardzo ważni. Z pewnością jednak, co zgodne jest z ówczesną antropologią i formami myślenia, w przypadku bohaterów nie mamy do czynienia z autonomicznymi podmiotami. Nie napotykamy tu bogactwa realizmu psychologicznego, jakie nam zafundowała idea człowieka wewnętrznego, czyli kartezjańskiego ego cogito, a rzeczywistość nie ewokuje w postaciach raczej egzystencjalnego zwątpienia. Jak szachowe figury (nie pionki bynajmniej), mają swoją osobowość i swoistość, są tym-kim-są, lecz nie tym-kim-się-kreują. Nie rozgrzebując swoich duchowych trzewi, są zakładnikami rzeczywistości, opowiadając na jej wyzwania i przeszkody. Samoświadomość zostaje zastąpiona przez następstwo i pęd wydarzeń, dryf w strumieniu historii. Sama rzeczywistość zaś jest zaczarowaną mozaiką obrazów i zdarzeń, poukładanych przez zbiorową świadomość w czytelne i nadające sens życiu mity. Określone przez narrację i mitologię wyssaną z mlekiem matki powołanie każdego aktora, pozwala umierać w poczuciu spełnienia i nasycenia życiem. Każdy chce gorliwie wypełnić swoją rolę i z poczuciem spełnienia domknąć śmiercią swój rozdział w historii, która toczy się za sprawą boskiego tchnienia.

Nowoczesny podmiot, ze swoim wewnętrznym życiem i nieufnością, ale i pragnieniem poznania i zmierzenia własną miarą świata zjawisk, jest jeszcze nieznany w tym ludzkim skupisku. Wszelako z pomroki zabobonu i przesądu wyłania się blask obietnicy. Logos zstępuje i wciela się w charyzmatyczną figurę Jakuba Franka. To jedna ze strużek filozoficznej odnowy, która przetaczała się ze wzmagającym wówczas natężeniem przez krainy tego świata. Jakby zbliżając się do miejsca uskoku, gdzie wody historii przelewają przez wodospad, cezurę Oświecenia, w miarę upływu czasu wątki emancypacyjne w powieści narastają i spiętrzają się, tak jak prąd rzeki nabiera mocy. Jednak przypadek wspólnoty Franka jest osobliwym o tyle, że tę świecę nowoczesności osadzono na menorze. Kontrtalmudyści ciągnący za swoim mesjaszem, imają się politycznych sposobów przetrwania, umiejętnie dostosowując się do świata niechętnego wywrotowcom i heretykom. Mimo synkretycznego charakteru, jaki zyskują, łącząc judaizm z chrześcijaństwem i islamem, gromy na tych dziwaków lecą z każdej strony, choć budzą także przychylność co bardziej progresywnych postaci. Społeczność ta jest prefiguracją najbardziej postępowych idei wolności, równości i braterstwa w swoim praktycznym wymiarze wyzwolenia kobiet, braku prywatnej własności, emancypacji seksualnej.

pustka charyzmatu

Licznych narzędzi do analizy tego ruchu dostarcza uważna lektura, podczas której widać jak na dłoni bogactwo intelektualnych inspiracji Tokarczuk oraz jej obeznanie z najważniejszymi problemami teologii i filozofii, co znajduje wielokroć wyraz na kartach powieści. Znaczącą jest tu dialektyczna metafora świecy, która czym wyższa i bardziej doniosła, tym większy kładzie wkoło cień. Podobnie frankiści niosący uniwersalne światło postępu – o których cesarz Franciszek Józef, z podziwem rozkładając na części ich heterogeniczną tożsamość, wyrzekł proroczo „ludzie zewsząd i znikąd, przyszłość ludzkości”- zapadają się w gnuśność i próżność rytuału. Pozostaje pławiący się w bogactwach klan i pusty kult, gdy zgasły oczy mesjasza Jakuba. Na jaw wychodzi wówczas, że był on jedynym, obok ezoterycznego charakteru wspólnoty i poczucia wyalienowania połączonego z wyższością wobec świata, korzeniem łączącym wyznawców. To cecha tzw. wspólnot charyzmatycznych, których obraz i renesans w dzisiejszym świecie opisuje Gilles Kepel w Zemście Boga, dowodząc, że nie niosą one wartości uniwersalnych, lecz gwarantują członkom szczególne przeżycia duchowe.

Schematu rozwoju i schyłku zbawienia i oświecenia, jakie możemy obserwować na przykładzie kontrtalmudystów Jakuba Franka, dostarcza teologia żydowska i wyrosła z jej pnia „Dialektyka Oświecenia” Adorno i Horkheimera. Świat cyrkulujących sił i mitów, czeka swego mesjasza, który wyzwoli spod ich władzy, zaprowadzając pokój i Królestwo Boże na ziemi, co oznacza także, że objawienie jest aktem politycznym. Wszelako mesjańska idea ma skłonność, by na powrót obrócić się w mit. Tak się stało z uniwersalnym i rewolucyjnym chrześcijaństwem (jak pokazuje Alain Badieu czy Slavoj Zizek), tak też się stało z frankistami i Oświeceniem.

Co nam tedy pozostaje? Wiara w niespełnione ideały Oświecenia, które poprzez biografie epigonów Jakuba Franka splecione są z historią „Oświecenia ze wschodu”. Pozostają także realistyczne opisy świata, kolące w oczy swoją niesprawiedliwością i kontrastujące z nimi odpryski wrażliwości autorki, akcentujące rozliczne kwestie ważne dla naszego tu i teraz, takie jak wegetarianizm, antykoncepcja, homoseksualizm, feminizm, niesprawiedliwość klasowa, a także problem powszechności wiedzy (uosobiony przez roztaczającego wizję pansofii Benedykta Chmielowskiego, autora pierwszej polskiej encyklopedii), które rozrzucone po całej książce nie dadzą spokoju i nie pozwolą nam pozostać obojętnymi. Toteż Księgi Jakubowe wymową i przesłaniem wierne oświeceniowej idei postępu, wskazując i ostrzegając przed ryzykiem dialektycznego zepsucia, są lekturą bez reszty rewolucyjną, w najlepszym tego słowa znaczeniu.