dwutygodnik internetowy
4.03.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Teologia ratownicza. „Strachy” Daniela Rycharskiego

Rycharski czyta Bonhoeffera jako teologa radykalnej sprawiedliwości i miłości wobec każdego odmieńca. Stawia na badanie emancypacyjnych możliwości doświadczeń wiary, która przekracza tożsamości i umożliwia zaistnienie inkluzywnej wspólnoty.

materiały prasowe

Strachy, źródło: materiały prasowe

Co najmniej od czasu niezwykłej wystawy „Robiąc użytek” warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej zachęca nas do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób sztuka może wkraczać w sferę tego, co społeczne i publiczne. Nie chodzi tu wyłącznie o uczestnictwo w debatach, ale raczej o sztukę uobecniającą się tam, gdzie dotąd nie znalazła lub nie chciała znaleźć swojego miejsca. Jej interwencje przyjmują nowe formy i z reguły nie wyczerpują się w potrzebie stworzenia klasycznie rozumianego „dzieła sztuki” – pożądanym efektem jest za to utworzenie platformy współpracy, praca na rzecz określonej wspólnoty lub przeobrażanie przestrzeni tak, aby stała się bardziej przyjazna lub dostępna. W tej wizji artyst(k)a i aktywist(k)a podkradają sobie nawzajem metody działania i spotykają się na jednej, wspólnie stworzonej ścieżce.

Na otwartej w lutym wystawie „Strachy” MSN dokonuje pierwszej indywidualnej prezentacji twórcy, który realizuje własną, bardzo oryginalną wizję „sztuki jako interwencji” – Daniela Rycharskiego. Artyście pochodzącemu z Kurówka nie sposób odmówić odrębnego miejsca w sferze najnowszej polskiej sztuki, rzadko kiedy dochodzi w niej bowiem do złączenia trzech odrębnych z reguły sfer: queerowej, ludowej i religijnej. Wchodzą one ze sobą w reakcje, są zaskakująco plastyczne i otwarte na działania. Tożsamość Rycharskiego jest złożona, a on sam nie ustaje w ciągłym eksplorowaniu jej części składowych, jednak jego ostatecznym celem nie jest artystyczna autoanaliza – zależy mu wyraźnie na szerokim działaniu na rzecz grup, do których przynależy, chociażby osób odmawiających porzucenia dumy z wiejskiego pochodzenia lub osób wierzących, ale nieodnajdujących się w ramach religijnych instytucji.

Rycharski chce sztuki krytycznej, która sonduje społeczne podziały, otwiera dyskusje i wykorzystuje potencjał artystycznego uczestnictwa. Zarazem jednak poszukuje języka afirmacji, solidarności i troski, tak jakby oprócz demaskatorskiego „nie” swoją obecność zaznaczało dające nadzieję „tak”. Ten zamysł wyraźnie współgra z wybranymi przez Rycharskiego strategiami artystycznymi – przede wszystkim są to instalacje w przestrzeni miejskiej i wiejskiej, które mają szansę angażować społeczność, działania wykorzystujące przedmioty zniszczone i zagubione, prace tworzone wraz z artyst(k)ami ludowymi i rzemieślni(cz)kami, a także performansy przybierające na przykład formę milczącego protestu.

Interwencje Rycharskiego są więc różnorodne tematycznie i realizowane przy użyciu odmiennych technik – oddaje to dość skromna, ale przekrojowa wystawa w MSN. Jest ona z pewnością pomyślana w taki sposób, by stojącą za nią dość złożoną koncepcję poznawać poprzez jedną z oddolnie wybranych ścieżek. Chciałbym skupić się tutaj na jednej z nich – tej mianowicie, która pozwoliłaby przemyśleć teologiczną warstwę prac Rycharskiego, znacznie wykraczającą poza religijną publicystykę obecną w wielu pracach z nurtu sztuki krytycznej. Wstępnie proponowałbym tutaj pojęcie „teologii ratowniczej”, odnoszące się do wizji aktywnej, pozakościelnej wiary odmieńczej.

Czym może być teologia ratownicza?

Rycharski powołuje się w wywiadach na koncepcję „bezreligijnego chrześcijaństwa”, którą sam opisuje następująco:

Wysyłając Boga na krzyż, pozbyliśmy się go, usunęliśmy z naszego świata. Bóg umarł, zniknął i nie pojawia się już w cudowny sposób, by interweniować w nasze losy. Stał się dla nas nieosiągalny. Spotkać możemy go już tylko w drugim człowieku. Nie chcę, aby istotą chrześcijaństwa było zapewnienie sobie miejsca w niebie czy rozwój duchowy. Sednem jest drugi człowiek.

Odejście Boga nie jest końcem – wręcz przeciwnie, to otwarcie nowej epoki, która wymaga najpoważniejszego przemyślenia posłannictwa Chrystusa, bowiem to wraz z jego śmiercią końca dobiega czas opatrzności, zaś boże światło pozostaje na świecie jedynie jako delikatny poblask. Powstać musi nowa etyka życia sekularnego, które rozumie, że w obliczu oddzielenia transcendencji od immanencji, w sytuacji zatrzymania mechanizmów boskiej ekonomii, konieczne jest traktowanie współ-istnienia i współ-czucia (także z tym, co zupełnie odmienne) jako jedynej i najważniejszej „sytuacji sakralnej”, dającej nadzieję na świeckie odkupienie.

Rycharski nawiązuje tutaj – i nie tylko tutaj – do prac wybitnego teologa protestanckiego Dietricha Bonhoeffera (inspirującego dla późniejszych myślicieli z nurtu „teologii śmierci Boga”), który formułował swoje tezy w obliczu wielkiego kryzysu i ideowej zdrady Kościoła niemieckiego w czasach narodowego socjalizmu. Bonhoeffer, stracony w 1945 roku na osobiste żądanie Hitlera, postulował separację wiary od eklezji, a także szukał dla niej ratunku w odejściu od idei Boga wszechmogącego. Bóg skrajnie kenotyczny „nie zbawia nas ze względu na swą wszechmoc, ale na swoją niemoc”. Słowo staje się ciałem i umiera między nami, a także za naszą sprawą. W pewnym sensie umiera, ale pozostaje – pozostać musi – między dwojgiem ludzi. Stąd u Bonhoeffera ważny jest dialog, który często ma charakter rozmowy z radykalnie innym. Jego teologia daje szansę tym, którzy podobnie jak Rycharski postrzegają się jako „najgorsza część [Kościoła], która zawsze była na wylocie”.

Rycharski czyta Bonhoeffera jako teologa radykalnej sprawiedliwości i miłości wobec każdego odmieńca. W tej mierze bliskie musi być mu również podejście teologii queerowej, która stawia nie tyle na rozważania nad tym, kim w oczach Boga jest gej, ile raczej na badanie emancypacyjnych możliwości doświadczeń wiary, która przekracza tożsamości i umożliwia zaistnienie inkluzywnej wspólnoty.

Bonhoeffer to także propagator ekumenizmu, rezonującego w pracach Rycharskiego szczególnie wtedy, gdy ten podejmuje pracę nad upamiętnieniem ludności żydowskiej. Czytając w XXI wieku o chrześcijańskim obowiązku ratowania Żydów, artysta może realizować ten imperatyw poprzez działania określane przez Ewę Domańską mianem „historii ratowniczej”. Mowa tu o aktywnej pracy na rzecz historii mniejszych, wypartych i przemilczanych, stwarzaniu miejsc pamięci i kreowaniu przestrzeni rozmowy o trudnych wydarzeniach z przeszłości.

Teologia nie może być teologią niepamięci, jeśli chce nieść pomoc człowiekowi. Musi nawracać ku minionemu, by dawać nadzieję na sprawiedliwą przyszłość – tak, wydaje mi się, brzmi ważna dewiza, którą wysnuć można z obecnej u Rycharskiego teologii ratowniczej: aktywnej, nienormatywnej, afirmatywnej.

Teologia w działaniu

Pamiątką po takiej „akcji ratowniczej” jest pokazywany na wystawie „Krzyż”. Został on wykonany z drzewa, na którym powiesiły się dwie młode osoby, ofiary homofobii. Rycharski przeszedł z nim na plecach drogę od Centrum Sztuki Współczesnej na Krakowskie Przedmieście, gdzie odbywała się miesięcznica smoleńska. Krzyż jest tu i bezpośrednim świadkiem cierpienia, i upamiętnieniem Pasji, i symbolem wykorzystywanym do legitymizacji wykluczenia lub nienawiści. Czy może jeszcze w jakikolwiek sposób jednoczyć?

To pytanie, na które trudno odpowiedzieć pozytywnie, gdy „Krzyż” zestawi się z umieszczoną obok „Tablicą”, na której zapisano fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: „Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak dyskryminacji”. Okazało się, że żadna warszawska świątynia nie zgodziła się na umieszczenie tego napisu na swoim terenie, a Rycharski spotykał się z bardzo negatywnymi reakcjami ze strony kapłanów. Instytucjonalny Kościół nie przyznaje się do zapisu z własnego kodeksu i odrzuca możliwość dialogu, na co wskazują też choćby reakcje hierarchów dotyczące kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”. Akcje Rycharskiego są wyrazem walki o godność wierzących osób LGBT, ale także oskarżeniem formułowanym z wnętrza wspólnoty. W swojej wymowie mogą skojarzyć się z intruzywnymi działaniami rosyjskiego performera, Petra Pawlenskiego.

materiały prasowe

The Gay Ghost, źródło: materiały prasowe

Przeciw opresji

Rycharski artykułuje swój sprzeciw wobec polityki Kościoła również poprzez przetwarzanie jego najważniejszych symboli i atrybutów. Najbardziej dosadną i najsłabszą pracą realizującą tę strategię jest „Ku Klux Klan”, szata wzorowana na tej, którą nosili członkowie owej organizacji, uszyta z kawałków ubrań oddanych artyście przez byłych kapłanów. Motyw materiału jako nośnika traumy mógł zostać ciekawie wykorzystany, tutaj jednak posłużył do tworzenia dość prostej emblematyki.

Na wystawie pojawiają się również różańce wykonane z antydepresantów i żywicy, którą zmieszano z krwią – mają one, znowu w dość dosłowny i dosadny sposób, ukazywać cierpienie osób niedopuszczanych do wspólnoty kościelnej i kontrastować z „Różańcem do granic”, głośną ogólnopolską akcją o antyimigranckim podtekście.

Polski Kościół, jak pokazuje Rycharski, nie wypełnia testamentu Bonhoeffera i odmawia prowadzenia ekumenicznego dialogu. Artysta pisze: „Walczą we mnie jakby dwie osoby – wierząca w Kościół i nie, a polem tej walki jest praktyka artystyczna i odbudowa Kościoła”.

Prawdą jest, że żyli wśród nas

Taka odbudowa, jeśli miałaby się dokonać w duchu owej teologii ratowniczej, musi wiązać się z działaniami na rzecz zbiorowej pamięci różnorodnej wspólnoty. To przekonanie ujawnia się w pięknej pracy/interwencji zatytułowanej „Pokrywy”: artysta zaprojektował włazy do studzienek kanalizacyjnych, które mają zostać umieszczone na jednej z ulic Sierpca. Jest na nich gwiazda Dawida oraz inskrypcja zaczynająca się od słów „Prawdą jest, że żyli wśród nas”. Przechodzień napotyka niespodziewanie na przekaz jednoznacznie wzywający do refleksji nad całkowitą masakrą ludności żydowskiej zamieszkującej miasto (w roku 1939 – około trzech tysięcy osób). „Pokrywy” naznaczają przestrzeń i ujawniają warstwę bezpowrotnie pogrzebanego świata.

Bardziej radykalnemu przeobrażeniu ulega krajobraz w pracy „Wyspa”. Na stawie pogłębianym w trakcie wojny przez przymusowo pracujących Żydów, na sztucznie stworzonej wysepce, Rycharski umieścił macewy ze scenografii filmu „Pokłosie” oraz sztuczne kolorowe kwiaty tworzące tęczę. Instalacja, nocami dodatkowo podświetlana na tęczowo, jest po prostu upiorna – kiczowata, w złym smaku, odpustowa – a jednocześnie fascynująca jako opowieść o niemożności konfrontacji z traumatycznymi wydarzeniami, o tym, jak zbiorowość próbuje tamować nawrót tego, co najtrudniejsze i najgłębiej skryte, za pomocą pamięciowych protez i symulakrów.

Ta praca Rycharskiego pokazuje nieznane (nie tylko polskiej sztuce) możliwości estetyki kampu. Nie znam innych przedsięwzięć, w których gra kontrastów i świadomy flirt z kiczem pozwalałyby tak odważnie konfrontować się z widmami osobistymi i wspólnotowymi.

materiały prasowe

Pokrywy, źródło: materiały prasowe

Queerowe duchy

Kamp w dziwnej współpracy z teologią ratowniczą pojawia się jeszcze w co najmniej jednej, znakomitej pracy. Mowa tu o witrażu „The Gay Ghost”, na którym spotykają się Bonhoeffer i tytułowy komiksowy bohater, zgodnie z wolą przodków walczący z wszelkimi totalitaryzmami. Obaj uczestniczą w zmaganiach o radykalną sprawiedliwość – Gay Ghost, ukazywany przez Rycharskiego jako queerowy „bohater na nowe czasy”, jest duchem, którego nie trzeba egzorcyzmować, a także nosicielem pamięci. Mamy tu do czynienia z witrażem właściwie ewangelicznym, o ile zgodzić się z postulatami niektórych teologów mówiących, że ewangelię głosić należy bez używania słowa „Bóg”.

Inne, na pewno nie dobrotliwe duchy prześladują Rycharskiego w wideo „Walentynki/Środa popielcowa”. Artysta pali tam ściankę działową z darkroomu i stary konfesjonał – które symbolizują wykluczające się z definicji, a jednak równolegle obecne w życiach wielu ludzi domeny – by następnie zjeść ich zmieszane popioły. Rycharski stawia obok siebie dwa traumatyczne obiekty cząstkowe i próbuje dokonać na nich swoistego egzorcyzmu, jednak powracają one do ciała, resztkowe, ale wciąż znaczące. Czyżby nawet taki rytuał nie pozwalał na wyjście z tożsamościowego klinczu? A może jednak jest to interwencja terapeutyczna i oczyszczająca?

Jedno jest pewne. W ratowniczych interwencjach Rycharskiego – czy dotyczą one jego samego, czy jakiejś społeczności – stawką nie jest uśmierzenie strachu, ale raczej znalezienie języka, który pozwoli go wyrazić, nawet jeśli ma to być język zaburzony i resztkowy. Dopiero wówczas będziemy mogli zawołać strachy po imieniu i nauczyć się z nimi przebywać. Razem i osobno, jako nieznana jeszcze eklezja odmieńców.

***

Daniel Rycharski, „Strachy”, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, kurator: Szymon Maliborski, 15.02–22.04. 2019.

Wypowiedzi Daniela Rycharskiego zostały przytoczone za opracowaniem: „Daniel Rycharski. Strachy. Wybrane działania 2008–2019”, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 2019.

Magazyn Kontakt jest partnerem medialnym wystawy.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także: 

Rycharski: Projekt, w którym jest duch

Folga-Januszewska: MSN w centrum Warszawy to jakiś żart

Próbując rozmawiać z (innymi) ciałami. „Ministerstwo spraw wewnętrznych – intymność jako tekst” w MSN