dwutygodnik internetowy
18.04.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Tatarzy krymscy. Obcy we własnym domu

Ogromne poczucie niesprawiedliwości, krzywdy i bezradności, do którego już niedługo, po nasileniu ataków FSB, dołączył egzystencjalny strach, niepewność każdego jutra – to emocje przeżywane dzisiaj przez niemal każdego Tatara Krymskiego.

Spotkanie Rady Koordynacyjnej Światowego Kongresu Tatarów Krymskich w Wilnie, 10-13 kwietnia 2016 r. ilustr.: Piotr Hlebowicz

Spotkanie Rady Koordynacyjnej Światowego Kongresu Tatarów Krymskich w Wilnie, 10–13 kwietnia 2016, fot. Piotr Hlebowicz

Po aneksji Krymu w 2014 roku, potępionej zarówno przez Ukrainę, jak i państwa świata zachodniego, sytuacja Tatarów Krymskich – rdzennej, zaledwie trzystutysięcznej ludności Półwyspu –systematycznie się pogarsza. Sprawcą represji w postaci aresztowań liderów Medżlisu, tatarskiego parlamentu, zaszczuwania ludzi specsłużbami, atakowania symboli narodu i rozsiewania panicznego strachu w społeczności jest kremlowska administracja pod rządami Władimira Putina.

Obecnie głównym zadaniem Rosjan na Krymie nie jest realizacja składanych przed okupacją obietnic lepszego życia dla mieszkańców zaanektowanego regionu. W obliczu rosnących problemów gospodarczych Rosji, będących w dużej mierze skutkiem niskich i malejących cen ropy naftowej, zapewnienie dobrobytu odsuwa się na dalszy plan. W ramach tematu zastępczego na arenie wewnętrznej głównymi wrogami Kremla stali się Tatarzy Krymscy. Naród ten przez cały okres rosyjskiej kolonizacji Krymu, która rozpoczęła się wraz z pierwszą aneksją Półwyspu przez carycę Katarzynę II w roku 1783, traktowany jest przez Rosjan jako obcy, wrogi element, niezdolny do zasymilowania i niepodatny na rosyjską polityczno–ideologiczną indoktrynację, innymi słowy – niedający się podporządkować.

Wspomniana pierwsza aneksja nastąpiła po zdobyciu przez Rosjan państwa Tatarów Krymskich – założonego w XV wieku Chanatu Krymskiego. Wraz z pojawieniem się na Półwysepie administracji carskiej rozpoczęły się prześladowania duchowieństwa i właścicieli majątków, mające na celu marginalizację żywiołu krymskotatarskiego. Wynikiem systematycznie realizowanej polityki asymilacji i prześladowań, a także Wojny Krymskiej w latach 1853–1856 były masowe emigracje Tatarów Krymskich w XVIII i XIX wieku na tereny ówczesnego Imperium Osmańskiego, dzisiejszych Rumunii i Bułgarii. W konsekwencji już od roku 1917 w spisach powszechnych Tatarzy Krymscy figurują jako mniejszość.

U schyłku drugiej dekady XX wieku Tatarzy Krymscy, podobnie jak inne narody Europy Środkowo–Wschodniej – między innymi Polacy, Ukraińcy i Białorusini – podjęli walkę o odzyskanie własnej państwowości. Krymska Republika Ludowa nie przetrwała jednak konfrontacji z Bolszewikami, a Półwysep w 1918 roku został wcielony do Rosji sowieckiej.

Walka o powrót

Dążenia niepodległościowe były żywe w środowiskach inteligencji krymskotatarskiej także pod rządami twardej ręki Lenina i Stalina. Ten drugi, pragnąć ostatecznie rozprawić się z aspiracjami wolnościowymi Tatarów Krymskich w ZSRR, podjął decyzję o deportacji wszystkich przedstawicieli tej ludności do Azji Centralnej. 18 maja 1944 roku około dwustu tysięcy osób siłą załadowano do wagonów bydlęcych i wywieziono do Uzbekistanu i na Ural. W drodze do miejsc przeznaczenia, a także w pierwszych miesiącach życia na zesłaniu niemal połowa deportowanych – a były to głównie dzieci, kobiety i starcy – zmarła z głodu, chorób i wycieńczenia. Wielu mężczyzn wciąż było na froncie w szeregach Armii Czerwonej, a gdy niczego nieświadomi wracali na Krym, dowiadywali się od nowych właścicieli swoich domów, że Tatarzy Krymscy zostali uznani za zdrajców ojczyzny i kolaborantów niemieckich oraz wywiezieni z Półwyspu. Wielu ojców, mężów i braci nigdy nie odnalazło już utraconych rodzin.

Związek Sowiecki był największym imperium totalitarnym XX wieku i więzieniem narodów. Żeby odbudować powojenną gospodarkę kraju, Stalin stworzył potężny system łagrów GUŁAG. Miliony ludzi, w tym setki tysięcy tak zwanych więźniów politycznych, przedstawicieli elit intelektualnych, bohaterów Armii Czerwonej, członków grup etnicznych i religijnych zamieszkałych w ZSRR, trafiło i zginęło w trybach największej obok hitlerowskich obozów śmierci maszyny zagłady człowieka. Mimo trwających represji przedstawiciele elit krymskotatarskich rozpoczęli w latach 50. XX wieku pokojowy ruch na rzecz powrotu na Krym. W latach 60. i 70. działały grupy inicjatywne, powstałe wszędzie tam, gdzie zbiorowo mieszkali Tatarzy Krymscy. Ich zadaniem była koordynacja ruchu, walka o prawa człowieka, kontakty z mediami zagranicznymi, wspieranie innych ujarzmionych narodów Europy oraz działanie na rzecz powrotu na Krym poprzez organizację demonstracji, wysyłanie petycji i prowadzenie akcji głodowych. Pod koniec lat 80. ruch krymskotatarski, uznawany przez demokratyczne społeczeństwa na Zachodzie za jeden z najbardziej masowych ruchów dysydenckich ZSRR, zaczął przybierać formy instytucjonalne. Pojawiła się organizacja ruchu narodowego Tatarów Krymskich, która za zadanie miała między innymi koordynację repatriacji, czyli masowego powrotu na Krym, którego szczytowy okres przypadł na lata 1989–1992.

Nowy początek

W ramach niepodległej Ukrainy odrodzone zostały nieformalne organy samorządu Tatarów Krymskich – Medżlis i Kurułtaj. Rolą tych instytucji było reprezentowanie narodu w dialogu z władzą państwową oraz dbanie o sprawy codzienne wszędzie tam, gdzie państwo ukraińskie nie dawało rady pomóc w związku z brakiem środków, trudną sytuacją polityczną w wieloetnicznym, ale zdominowanym przez żywioł rosyjski Krymie, czy też przez zwykłą opieszałość urzędników. Główny postulat ruchu narodowego Tatarów Krymskich w ZSRR został spełniony – zdecydowana większość narodu wróciła do historycznej ojczyzny po niemal pięćdziesięciu latach życia na obczyźnie, co należy uznać za fenomen, biorąc pod uwagę fakt, że władze ZSRR do końca trwania Imperium nie pozwalały Tatarom Krymskim osiedlać się na Krymie. W czasie pierwszego posiedzenia Kurułtaju został uchwalony, a właściwie przywrócony, przedwojenny cel ruchu społeczno–politycznego: autonomia narodowa, tym razem w składzie Państwa Ukraińskiego. Krok ten zasygnalizował początek nowej fazy w ruchu: walki o autonomię na odzyskanej ziemi. Liderzy krymskotatarscy wierzyli, że w ramach niepodległej demokratycznej Ukrainy, mając własny samorząd, będą mogli odrodzić własny język, kulturę i tożsamość narodową. Kijów jednak nie zdecydował się na wzmocnienie Tatarów Krymskich i uległ szantażowi działających na Półwyspie sił rosyjskich, akceptując forsowany przez nie projekt republiki autonomicznej, kontrolowanej przez Rosjan. W 2014 roku cały świat przekonał się, że tamto daleko idące ustępstwo położyło grunt pod rozwój rosyjskiego separatyzmu na Krymie, użytego przez Kreml w odpowiednim momencie do rozbioru Ukrainy.

ilustr.: Stanisław Gajewski

ilustr.: Stanisław Gajewski

W ojczyźnie jak w getcie

Tatarzy Krymscy byli jedyną zorganizowaną siłą, która przeciwstawiła się aneksji Krymu: 26 lutego 2014 roku, kiedy parlament republiki autonomicznej planował na nadzwyczajnym posiedzeniu rozpisać separatystyczne referendum ws. niepodległości Krymu, aktywiści krymskotatarscy, wychodząc na wielotysięczną manifestację wspartą przez innych proukraińskich mieszkańców regionu, udaremnili zamiary secesjonistów. Następnego dnia rosyjski specnaz zajął budynki urzędowe i pod osłoną kałasznikowych umożliwił separatystom przeprowadzenie zaplanowanej sesji parlamentu. Tatarzy Krymscy zbojkotowali nielegalne referendum, przeciwstawiając się secesji Półwyspu i przyłączeniu do Rosji. W ten sposób, kiedy Rosjanie oficjalnie zaprowadzili na Krymie swoją administrację, przedstawiciele społeczności krymskotatarskiej stali się więźniami sumienia. Nie poparli oni żadnego działania okupantów, demonstrując – najpierw w sposób otwarty, zaś po aneksji skrycie, półgestami, w rozmowach na kuchni lub w gronie najbardziej zaufanych osób – chęć powrotu swojej ziemi do Ukrainy. Ogromne poczucie niesprawiedliwości, krzywdy i bezradności, do którego już niedługo, po nasileniu ataków FSB, dołączył egzystencjalny strach, niepewność każdego jutra – to emocje przeżywane dzisiaj przez niemal każdego Tatara Krymskiego.

Na Krymie przez Rosjan prześladowane są dzisiaj nie tylko organizacje krymskotatarskie czy działacze społeczni lub religijni, ale także zwykli ludzie. To wszystko można wytłumaczyć na jeden sposób: Tatarzy Krymscy wciąż są uznawani przez Kreml za „niepewny element”, który należy zniszczyć. Zadaniem i intencją Putina jest pozbycie się z Krymu wszystkich przedstawicieli tego narodu, którzy choćby w myślach oponują rosyjskiej obecności na Półwyspie. Dlatego FSB bez zapowiedzi włamuje się do domów krymskotatarskich, w biały dzień otaczając ich wioski samochodami opancerzonymi, z bronią w ręku strasząc kobiety, dzieci i starców. Osiemdziesięcioletni dziadkowie i babcie, pamiętający deportację stalinowską, pytają ze łzami w oczach: „Czy znów nas wywiozą?”. Tak samo jak wtedy, dzisiaj też nie mamy obrońców.

Przy okazji prześladowania działaczy religijnych Putin umiejętnie rozgrywa kartę terrorystyczną na użytek propagandy w społeczeństwach zachodnich, nota bene wrażliwych na ten temat w związku z atakami tak zwanych islamistów. Tymczasem zasugerowanie, że Tatarzy Krymscy są potencjalnymi terrorystami, uderza w fundamenty powojennego ruchu narodowego, opartego wyłącznie na metodach pokojowych, humanitarnych i demokratycznych, za które lider tego ruchu, Mustafa Dżemilew, cieszy się uznaniem na całym świecie. Zbędnym wydaje się dodawanie, że Tatarzy Krymscy nigdy nie byli sprawcami zamachów terrorystycznych. Jednak bezwzględni rosyjscy politycy, a wśród nich Putin wyróżnia się szczególną determinacją w dążeniu do zdobywania i utrzymywania absolutnej władzy, zdolni są do każdej prowokacji wymierzonej w bezbronnych ludzi.

Uruchomiony na półwyspie aparat represji Kremla, który coraz bardziej przypomina stalinowskie metody walki z przeciwnikami ideowymi, swoimi działaniami pcha zwolenników Ukrainy do opuszczenia Krymu. Jednocześnie ci, którzy zostają, mają siedzieć cicho i odrzucić myślenie o autonomii lub odrodzeniu narodowym. W Rosji dla Tatarów Krymskich przygotowany jest los mniejszości folklorystycznej, kojarzonej najwyżej ze smaczną kuchnią i wesołymi tańcami, prezentowanymi na okolicznych jarmarkach – i tyle.

Spotkanie Rady Koordynacyjnej Światowego Kongresu Tatarów Krymskich w Wilnie, 10-13 kwietnia 2016 r.

Spotkanie Rady Koordynacyjnej Światowego Kongresu Tatarów Krymskich w Wilnie, 10–13 kwietnia 2016

Rozprawa z Medżlisem

Od kilku miesięcy trwa w Rosji rozprawa z liczącym kilkuset członków Medżlisem. Liderowi nieformalnego samorządu Tatarów Krymskich, Refatowi Czubarowowi, nie wolno wjeżdżać na Krym, a jego zastępca, Achtem Czyjgoz, od ponad roku siedzi w rosyjskim więzieniu za udział w demonstracjach proukraińskich. Ponad miesiąc temu wszczęto na Krymie postępowanie mające na celu delegalizację Medżlisu jako „organizacji propagującej ekstremizm”. Na krok ten zdecydowano się prawdopodobnie po tym, jak zawiodły wcześniejsze próby przejęcia kontroli nad zarządem centralnym poprzez zastraszenie lub przekupienie jego członków. Wprawdzie Kremlowi udało się przeciągnąć na swoją stronę część działaczy, lecz to nie wystarczyło i sprawa zawisła w powietrzu. Na domiar złego dla Putina członkowie Medżlisu, którzy zdecydowali się na współpracę z okupantami, nie cieszą się uznaniem i posłuchem wśród swoich rodaków. Oczywiście powinni natychmiast zostać pozbawieni mandatu, ale zgodnie z regulaminem dokonać tego można na zebraniu Kurułtaju – rady składającej się z wybranych przez naród w powszechnym głosowaniu delegatów, którzy większością głosów mogliby odwołać kolaborantów. Jednak dotychczasowe próby zebrania się Kurułtaju były torpedowane przez stronę rosyjską, a zorganizowanie spotkania wyjazdowego wiąże się z prawdopodobieństwem, że delegaci nie zostaną wpuszczeni z powrotem na Krym, podobnie jak nie wpuszczana jest część działaczy Medżlisu. Latem 2015 roku w Ankarze odbył się drugi Światowy Kongres Tatarów Krymskich z udziałem ponad czterystu pięćdziesięciu delegatów z całego świata i dwustu organizacji diasporalnych. Wybrano na nim dwudziestopięcioosobowy Komitet Wykonawczy i postanowiono, że będzie on zbierał się co dwa–trzy miesiące w krajach zamieszkania diaspory i obradował nad aktualnymi sprawami. Ostatnie posiedzenie odbyło się 12 kwietnia w Wilnie. Udział w nim wzięli zarówno członkowie Komitetu, jak i przedstawiciele Medżlisu oraz inni aktywiści ruchu narodowego Tatarów Krymskich. Doszło do spotkań z przywódcami litewskimi na czele z prezydent Grybauskaitė. Jednym z efektów posiedzenia stał się apel litewskich eurodeputowanych do unijnej komisarz Mogherini o wsparcie dla Medżlisu. W uchwalonej rezolucji członkowie Komitetu zwracają się między innymi do Parlamentu Europejskiego o uznanie, że Tatarzy Krymscy są rdzenną ludnością Krymu, i potępienie represji wobec Medżlisu. Od władz Ukrainy delegaci domagają się zaocznego utworzenia na terytorium Półwyspu Krymskiego autonomii krymskotatarskiej.

Indoktrynacja przyszłych pokoleń

Na Krymie działa piętnaście szkół z krymskotatarskim językiem wykładowym, w których uczy się około czterech tysięcy dzieci. Ogólna liczba uczniów narodowości krymskotatarskiej wynosi dużo ponad dwadzieścia tysięcy. Niewielka część tej młodzieży miała dotąd szansę na naukę języka ojczystego w klasach krymskotatarskich otwartych przy szkołach rosyjskich. Po okupacji Krymu uchwalono jednak nowe procedury, faworyzujące język rosyjski. Mowę ojczystą Tatarów Krymskich sprowadzono do poziomu zajęć fakultatywnych, a do uruchomienia lekcji tego języka wymagane jest pisemne oświadczenie grupy rodziców. Administracje szkół wywierają presję, by nie składali oni podań o otwarcie klas z językiem krymskotatarskim dla swoich dzieci. Zniechęcają ich, przesuwając zajęcia na późne godziny. W ramach tak zwanego wychowania patriotycznego, które na Krymie prowadzone jest ze szczególnym zapałem, na lekcjach dzieci regularnie odśpiewują hymn rosyjski, a na wyciągane ze śmietnika historii komunistyczne święta muszą przywdziewać tak zwane wstążki georgijewskie, będące w Ukrainie, a więc także wśród Tatarów Krymskich, symbolem rosyjskiej agresji. Młodzi mężczyźni narodowości krymskotatarskiej wzywani są przez komisje poborowe do służby wojskowej w oddalonych rejonach Rosji. Stanowi to złamanie Konwencji Wiedeńskiej, zakazującej pobór na terenach okupowanych. Strategia władz rosyjskich jest zrozumiała: poprzez indoktrynację młodzieży dążą one do wygaszenia w przyszłości aspiracji wolnościowych Tatarów Krymskich.

Bezlitosne koło historii

Mustafa Dżemilew jest duchowym liderem Tatarów Krymskich. Miał zaledwie kilka miesięcy kiedy w 1944 roku wraz z rodziną został wywieziony do Azji Centralnej. Dorastał w atmosferze tęsknoty za domem, który był nieosiągalny. Przesiąknięty miłością do ojczyzny, jako młody człowiek nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego rodzina i inni rodacy mają zakaz osiedlania się na Krymie, skąd wszyscy pochodzą. Już w wieku studenckim po raz pierwszy wyraził bunt przeciwko reżimowi sowieckiemu, wygłaszając patriotyczny referat o swoim narodzie, za co został relegowany z uczelni. Kolejne lata jego życia wypełnione były walką o powrót rodaków na Krym, za którą spędził łącznie piętnaście lat w łagrach i więzieniach sowieckich. Nawiązał przy okazji przyjaźnie z wybitnymi dysydentami, takimi jak Siergiej Kowaliow, Andriej Sacharow, Petro Hryhorenko czy Ludmiła Alieksiejewa. Dzisiaj Mustafa Dżemilew rozpoznawany jest na całym świecie jako ikona ruchu o prawa człowieka i Tatarów Krymskich w ZSRR. Szczególnym uznaniem cieszy się jego niezłomna postawa, w ramach której bezwzględnie odrzucał przemoc i konfrontację fizyczną, kierując się zasadami demokracji i humanizmu. Po ogłoszeniu repatriacji jako jeden z pierwszych przeprowadził się na Krym i zamieszkał na upragnionej ziemi przodków. Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że około siedemdziesięcioletni Dżemilew resztę lat spędzi na Krymie, walce o odzyskanie którego poświęcił całe swoje życie. Tymczasem w 2014 roku Rosja znów wygoniła go z własnego domu, a bezlitosna historia zatoczyła koło. Tatarzy Krymscy mówią o swoim liderze: życie Mustafy Dżemilewa jest odbiciem losu jego narodu. Dzisiaj wraz z nim wszyscy znowu czujemy się obcymi we własnej ojczyźnie.