dwutygodnik internetowy
01.06.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Studencki wiek XX

XX wiek został naznaczony przez wiele zjawisk – czasem wspaniałych, czasem strasznych. Między innymi przez ruchy studenckie – też zróżnicowane.

Ilustr.: Antek Sieczkowski

Ilustr.: Antek Sieczkowski

Studenci byli i są grupą specyficzną. To ludzie dorośli, ale jeszcze młodzi –  czyli relatywnie buntowniczy („Za młodu się jest podpalaczem, a na starość strażakiem”). Zgromadzeni w dużych skupiskach, w jakimś stopniu są zorganizowani przez samą strukturę uczelni. Nawet na słabszych uniwersytetach wiedzą relatywnie dużo o świecie i o prądach umysłowych, umieją się wypowiadać. Porównują otaczającą ich rzeczywistość do znanych im (choćby z lektur) bogatszych państw. W krajach peryferyjnych –  wraz z całą inteligencją –  są na tyle wyodrębnieni od większości współobywateli, że słabo ich hamuje realny kontakt z rzeczywistością. Przy dużych ambicjach często widzą nikłość szans zawodowych po dyplomie. Uniwersytety nieraz stają się dla nich „szkołą frustracji” (Kapuściński). Jako wykształceni bezrobotni z ambicjami stanowią wielką i groźną siłę.

Latynoskie bunty

Choć na ogół przyjmuje się, że XX wiek rozpoczął się wraz z wybuchem I wojny światowej, to z punktu widzenia rozważanego tematu rozpoczął go tak zwany Ruch 4 maja (w 1919 roku) w Chinach. Kulminował on strajkiem uczelni pekińskich i dał początek nowym prądom, które ostatecznie owocowały zwycięstwem komunizmu w Chinach trzydzieści lat później.

Dalej wiek rozwijał się poprzez ruch studencki, który wybuchł w Córdobie (Argentyna). Tamtejszy manifest z 1918 roku odbił się silnym echem w wielu krajach latynoamerykańskich. Głosił, iż „uniwersytety były dotychczas odwiecznym schronieniem miernot, pałacem ignorancji, bezpiecznym przytułkiem dla wszelkich inwalidów intelektualnych, a nawet, co gorsza, siedliskiem tyranii i bezduszności, jaka z katedr była propagowana”. „W ten sposób – mówili studenci kordobańscy – uniwersytety stały się wiernym odbiciem tego schyłkowego społeczeństwa, które przedstawia smętny obraz starczego bezruchu”.

W ślad za Córdobą fala ruchów studenckich przelała się przez Amerykę Łacińską. Wystąpiły one w Peru (1920), w Chile (1922), w Meksyku (1921), na Kubie (1923), w Wenezueli (1928). Potem studenci buntowali się w Urugwaju, Paragwaju, Boliwii, Puerto Rico, Panamie, Salwadorze oraz w Kolumbii. Wszędzie od postulatów związanych z życiem uczelnianym, takich jak: zwolnienie od obowiązku uczęszczania na określone wykłady, uzyskanie współudziału w zarządzaniu uczelnią czy autonomia uniwersytecka, studenci szybko przechodzili do postulatów ogólnospołecznych. Kubański działacz studencki Julio Antonio Mella wręcz zadeklarował, że „Nieszczęsny [byłby] kraj, w którym młodzi nie nienawidziliby tyrana, w którym studenci nie ruszaliby z posad bryły świata”. Gdy w październiku 1923 roku na inaugurację roku akademickiego na Uniwersytecie Hawańskim przyszedł Minister Oświaty i chciał przemawiać, Mella przerwał mu stwierdzeniem, iż nie jest godzien przemawiać z katedry ten, kto nie uczynił nic dla uczelni oraz dla oświaty. 10 lat później kubańscy studenci utworzyli nawet rząd – rządzący naprawdę, choć krótko. Po dwudziestu latach Fidel Castro rozpoczynał działalność polityczną też w ruchu studenckim.

Polifonia lat 60.

Znaczącym momentem w XX wieku –  tym razem praktycznie na całym świecie –  były ruchy uczelniane lat sześćdziesiątych. W każdym kraju miały one jakieś specyficzne przyczyny, odmienny dyskurs, odmienne postulaty. Flamandzcy studenci Uniwersytetu w Leuven (Belgia) doprowadzili do usunięcia profesorów francuskojęzycznych, czego skutkiem był podział uczelni na dwie, zgodnie z kryterium językowym. Nawet bardzo starą bibliotekę podzielono całkowicie sztucznie pomiędzy obie placówki (sygnatury parzyste do jednej, a nieparzyste do drugiej!). Fakt, iż Leuven było (i jest) uniwersytetem katolickim, czyli związanym z religią mającą aspiracje do powszechności, okazał się nie mieć znaczenia.     We Francji i w USA ruch studencki lat sześćdziesiątych był ruchem kontrkultury. W Niemczech studenci zapytali pokolenie rodziców, co właściwie robiło podczas wojny, o której starsi najczęściej milczeli. W Polsce i w Czechosłowacji studenci upomnieli się o demokrację. Praska Wiosna rozpoczęła się od demonstracji studentów Politechniki przeciwko przerwom w dostawie prądu do domów studenckich (31 października 1967), a tamtejsze hasło „Więcej światła” chyba nieprzypadkowo było dwuznaczne. Przez Polskę przelała się fala demonstracji studenckich, rozpoczęta wiecem na UW 8 marca –  co było rzeczą niezwykłą w kraju rządzonym przez komunistów. Podobnie działo się wtedy w krajach Ameryki Łacińskiej, z których niejeden był mocno trzymany w garści przez generałów. Do najbardziej chyba dramatycznych, masowych demonstracji studenckich doszło w mieście Meksyk. 2 października rozegrał się tam dramat na placu Trzech Kultur (Tlatelolco). Wielotysięczny wiec został ostrzelany z ziemi oraz z helikopterów, a następnie zaatakowany przez wojsko. Żołnierze strzelali bądź z bezpośredniej bliskości, bądź z wysokich okolicznych domów. Możliwości ukrycia się nie było. Liczba ofiar nie jest znana. Szacuje się ją na 200-300 osób, rannych na około 500.

Gdyby zebrać przedstawicieli wszystkich ówczesnych ruchów studenckich, najpewniej nie dogadaliby się – chyba że na poziomie pochwały buntu w imię bliżej nieokreślonego dobra. Znane są wręcz wypadki z pogranicza farsy. Gdy wśród studentów z Pragi niemiecki przywódca studencki Rudi Dutschke zaczął mówić o negatywach pluralistycznej demokracji, miejscowi nie okazali mu wielkiego zrozumienia. Gdy w ramach buntu przeciw cywilizacji mieszczańsko-samochodowej studenci paryscy zerwali bruk z bulwaru Saint Michel, stanowiącego oś Dzielnicy Łacińskiej (bo pod spodem był rzekomo piękny, naturalny piasek!) i zrzucili do Sekwany samochód, warszawscy studenci (jeśli o tym przeczytali) musieli pomyśleć, że Francuzi chyba zwariowali.

Prawda, że występowały też wspólne elementy podłoża omawianych ruchów. Były nimi wyż demograficzny (efekt powojennego baby boom-u) oraz wymiana pokoleniowa –  ale z nich uczestnicy najpewniej nie zdawali sobie sprawy. Trudno byłoby zresztą demonstrować przeciw baby boom-owi sprzed dwudziestu lat. Przeciw zatłoczeniu uczelni paryskich i warunkom tam panującym było łatwiej.

Ruchy studenckie kierowały się w XX wieku w bardzo różne strony. W okresie międzywojennym studenci potrafili być bardzo aktywni w ruchach prawicowo-nacjonalistycznych w różnych krajach europejskich, także w Polsce. W Niemczech czy, dajmy na to, w niektórych krajach peryferyjnych silne było poparcie młodych dla faszyzmu, jako rzekomo reprezentującego młodość i perspektywę przemiany zmurszałego świata. Tymczasem w Czechosłowacji studenci protestowali przeciw działaniom niemieckim. W 1934 roku domagali się zwrotu insygniów Uniwersytetu Karola, których nie chciała oddać wydzielona z niego niemiecka uczelnia; skutkiem były czterodniowe zamieszki, ze 180 osobami rannymi (tzw. „insygniada”). Potem, w 1939 roku, miały miejsce duże, częściowo sprowokowane manifestacje studenckie, bardzo brutalnie stłumione (9 studentów rozstrzelanych bez sądu, około 1200 zamkniętych w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu, zamknięte czeskie szkoły wyższe). W Polsce w 1956 roku, potem w 1968 u nas, w Czechosłowacji i z grubsza na całym świecie, jeszcze później w wielu krajach Europy Wschodniej w 1989 roku studenci występowali w imię demokracji, także suwerenności narodów. W schyłkowej fazie komunizmu w Polsce strajkowali w Łodzi i w Radomiu, a NZS był bardzo aktywny. Niewyobrażalna i nieznana liczba studentów (setki? tysiące?) demonstrowała w Pekinie na placu Tienanmen w czerwcu 1989. Wojsko rozgoniło ich przy użyciu karabinów i czołgów. Tymczasem w Peru organizacja „Świetlisty szlak” prowadziła wtedy krwawą walkę w imię haseł bliskich maoizmowi – jedynie nominalnie demokratycznych. Ośrodkiem buntu był tam Uniwersytet św. Krzysztofa w Huamandze.

W 2011 roku duży był udział studentów w „Arabskiej Wiośnie”, ale w tym samym kręgu kulturowym wśród młodych ludzi wystąpiły tendencje ożywione fundamentalistycznym islamem.

Studenci i absolwenci, którzy nie znaleźli dla siebie miejsca w społeczeństwie, byli aktywnymi uczestnikami demonstracji w Londynie latem 2011 roku, a także niedawnych protestów w Hiszpanii. W jakich kierunkach popchną te kraje?

Wszystko wskazuje na to, że także w XXI wieku studenci będą aktywni. Powodów znajdą aż nadto – zarówno na uczelniach, które coraz bardziej przypominają firmy, w których księgowość jest królową nauk, klienci masą do przerobienia według standaryzowanych procedur, zaś profesorowie ludźmi do wynajęcia; jak i w świecie, na którym odbyte studia okażą się mało użyteczne.

 

W niniejszym artykule podejmuję wątki tekstów o studentach z mojej książki „Kartki z socjologii historycznej” (Scholar 2014).