dwutygodnik internetowy
11.07.2016
magazyn papierowy


Przenośny, domowy wehikuł czasu. „Duchologia polska” Olgi Drendy

Nie ma w książce wiele o zmianach systemowych, aferach politycznych czy nawet wielkich premierach filmowych. Zamiast tego można za to prześledzić zwycięstwo adidasów nad zwykłymi trampkami, dowiedzieć się z pstrokatej okładki o skandalu związanym z wyznaniami Anastazji P. lub zapoznać się z repertuarem kaset video dostępnym w osiedlowych wypożyczalniach, gdy punkty te święciły swój triumf.

duchologia

Nie będzie niczym odkrywczym – ale z racji wczasowej pory roku na pewno aktualnym! – stwierdzenie, że odbiór lektury przewodnika turystycznego będzie się różnił w zależności od tego, czy było się w opisywanych miejscach, czy nie. I choć „Duchologia polska” Olgi Drendy pozornie nie ma wiele wspólnego z przewodnikami, z racji swojej tematyki w zależności od czytelnika może zupełnie zmienić swój charakter – od bycia leksykonem przedmiotów i zjawisk zapomnianych (lub wypartych) po stanowienie zapisu historycznego. Przełom lat 80. i 90. i to, co wtedy się działo, czyli właśnie tytułowa Duchologia, to epoka specyficzna również z tego, czytelniczego punktu widzenia. Dla jedynych stanowi żywe wspomnienie, inni mogą jedynie zaufać tym pierwszym – tak jak bezkrytycznie ufamy National Geographic, gdy czytamy opisy „dziewiczej dżungli”, w której nigdy nie byliśmy.

Obraz okresu polskiej transformacji uchwycony przez Drendę ma zresztą wiele wspólnego z pospolitym wyobrażeniem na temat krajobrazu dżungli. Cechami, jakie się z niego wyłaniają, są głównie chaos, prowizoryczność, wolność rozumiana jako przeciwieństwo tego, co uznajemy za cywilizowane i unormowane, i oczywiście ciut egzotyki.

polska fantastyka

Z perspektywy dzisiejszego ukochania do prostoty, minimalizmu, tęsknego spoglądania na wzorce modernistyczne i funkcjonalistyczne, najlepszym określeniem dla estetyki okładek płyt, książek, gazet czy szyldów z epoki duchologicznej jest właśnie „egzotyczna”. Nie jest więc trudno dać się porwać do tego dziwnego świata ezoterycznych magazynów, koślawych szyldów, fotografii o dziwnie żółtym odcieniu. Drenda gromadzi te przedmioty z cierpliwością i zaangażowaniem wytrawnego kolekcjonera, ale – jak sama zaznacza w wywiadach – chce uniknąć nostalgii, a także ironii. I faktycznie, w „Duchologii polskiej” raczej przygląda się im tylko, nie starając się ich wartościować ani nie wyprowadzać z obserwowanych zjawisk żadnych daleko idących wniosków.

on szokuje

„Duchologia” nie jest więc – ale też nie ma do tego żadnych ambicji – krytyczną analizą polskiej transformacji, ani nawet interpretacją kulturowego imaginarium lat 90., jakiej podejmują się coraz częściej historycy i teoretycy kultury. Reportaż, bo do niego książce Drendy pewnie najbliżej, działa jak przenośny, domowy wehikuł czasu (który notabene aż dziwne, że nie pojawił się wśród produktów o właściwościach paranormalnych, popularnych w erze duchologicznej, a opisywanych przez autorkę). Pozwala znaleźć się na moment w świecie dzieciństwa polskich trzydziestolatków. Także dlatego w „Duchologii” próżno szukać wzmianek o faktach mało interesujących z perspektywy dziecka. Nie ma w niej wiele o zmianach systemowych, aferach politycznych czy nawet wielkich premierach filmowych. Zamiast tego można za to prześledzić zwycięstwo adidasów nad zwykłymi trampkami, dowiedzieć się z pstrokatej okładki o skandalu związanym z wyznaniami Anastazji P. lub zapoznać się z repertuarem kaset video dostępnym w osiedlowych wypożyczalniach, gdy punkty te święciły swój triumf.

tańczący ziemniak

Oprócz tej pokaźnej kolekcji artefaktów na „Duchologię” składają się też fragmenty rozmów przeprowadzonych przez autorkę. I znowu, nie z czołowymi artystami końcówki XX wieku, ale z założycielami pierwszych wytwórni kaset czy domorosłymi grafikami projektującymi okładki do książek science-fiction.

Do tendencji tej świetnie pasuje wypowiedź Janusza Wilka-Białożeja, tłumacząca popularność parapsychologii w tamtym okresie: „Lepsza zabawa w czarną magie niż politykowanie – jak brak szklanek, to niech ludzie mają te latające talerze”.

ręka

„Duchologia” to też bogactwo ilustracji, bez których opisywane zjawiska popkulturowe i estetyczne przełomu lat 80. i 90. byłby być może jeszcze bardziej widmowe. Nie chodzi jednak o tworzenie legend czy nawet o narzucanie wspomnianego już nostalgicznego płaszczyka. To, co fascynujące w „Duchologii”, zostało jedynie zaobserwowane, przypomniane, wyciągnięte ze strychu lub antykwariatu i na nowo pokazane. A że epoka duchologiczna nurkuje coraz głębiej w tumanach fal przeszłości (niczym z okładek książek wydawnictwa Iskry!), staje się nowym pociągającym obszarem badań i wycieczek. Tak, że mówiąc o retro czy estetyce vintage nie jesteśmy już pewni, czy chodzi nadal o lata 20., 60. czy może już o 90.

***

Olga Drenda „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.

Ilustracje pochodzą z książki i ze strony „Duchologia”.