dwutygodnik internetowy
31.10.2016
magazyn papierowy


Przedmioty i ich ludzie? „Nakarmić kamień” Bronki Nowickiej

Poetyckie fragmenty pomieszczone w debiucie Bronki Nowickiej układają się w całość spójną, choć raczej nierówną. Poza utworami prawdziwie nowatorskimi, wręcz fascynująco oddającymi specyficzne doświadczenie dziecięcości, wiele jest niestety fragmentów zwyczajnie przeciętnych.

materiały prasowe

materiały prasowe

Lektura zbioru próz poetyckich Bronki Nowickiej wiąże się w moim przypadku z dość silnym poczuciem rozczarowania, jakiegoś zawodu. „Nakarmić kamień” jest bowiem książką, która mogła mieć szansę na trwałe wpisanie się w kanon polskiej „literatury mniejszej”, a zatem takiej, która przemawia niejako z marginesu, oddając głos temu, co słabe, kruche, często nieme. Mówić tu jednak niestety należy o niewykorzystanym potencjale, którego odblaski co jakiś czas na przestrzeni całego tomu ujawniają się, by następnie zaniknąć, przygłuszone przez monotonne powtarzanie podobnych zabiegów i coraz bledsze przywołania tych samych motywów.

Nowicka ma kapitalny pomysł – chce opowiedzieć o dzieciństwie pełnym tajemnic, niepokojów i wzruszeń, ale w taki sposób, by typowi literaccy aktorzy podobnych narracji zostali zastąpieni przez to, co nie-ludzkie, a więc w szczególności zwierzęta i rzeczy, z reguły traktowane zaledwie jako rekwizyty. Kontrola człowieka nad nimi zostaje zniesiona – to przedmioty zawiadują ludzkim postępowaniem. Nie mamy tutaj do czynienia z prostym ożywieniem, którego rezultaty mogłyby być zaniedbywalne i drobiazgowe; Nowicka wybiera zupełnie odmienną, całkowicie eks-centryczną perspektywę i podejmuje ambitne wyzwanie znalezienia nowego języka dla doświadczenia, które w polskiej literaturze doczekało się już opisów wprost arcydzielnych.

Najważniejszą cechą narracji „Nakarmić kamień” jest porzucenie percepcji opartej na racjonalnych przesłankach na rzecz budowania specyficznych skojarzeniowych ciągów, dla których podstawę stanowi dziecięce, nieumiejscowione w żadnych ramach poznanie zmysłowe. Zjawiska pozbawione są swoich standardowych cech, a przedmioty wytracają zwykły, czysto funkcjonalny charakter. Ugruntowana pozycja człowieka jako władcy rzeczy zostaje tutaj na drodze fantasmagorycznego przesunięcia bardzo silnie zakwestionowana. Już w pierwszym utworze pełniący rolę pełnoprawnego bohatera Smutek oświadcza narratorce: „W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego”. A zatem człowiek nie tyle patrzy, co jest używany do patrzenia, a jego oczy samoistnie decydują o byciu otwartymi lub zamkniętymi.

Taka radykalna propozycja zaburzenia hierarchii i ustalonego „ontologicznego” porządku może mieć bardzo różne konsekwencje, co widać na przestrzeni całego zbioru. W najlepszych jego fragmentach mamy do czynienia z peanem na cześć żarłocznego chłonięcia zmysłami wszystkiego, co na tym świecie się znajduje, bez względu na to, czy jest to człowiek, zwierzę czy rzecz. Każdy z elementów koresponduje z każdym innym elementem, a uczestniczenie w tym łańcuchu może wiązać się z ogromną przyjemnością poznawania. Autorka nie jest jednak konsekwentna; często przywraca przedmiotowi klasyczną funkcję nośnika pamięci – ten motyw znamy z wielu wcześniejszych realizacji, chociażby ze znakomitych książek Olgi Tokarczuk, której twórczość wydaje się zresztą patronować omawianemu tomowi.

Nowicka wybiera zatem bezpieczniejszą ścieżkę – zamiast konsekwentnego „upodmiotowienia przedmiotu” woli z reguły snuć historie zbudowane w oparciu o typowe, zdecydowanie już w polskiej literaturze zadomowione elementy. Przeplatają się one w sposób nieco monotonny, niestety raczej przewidywalny. Szczególnie mowa tu o większości fragmentów dotyczących członków rodziny narratorki; nie robią one szczególnego wrażenia nawet jeśli uwzględnić ewidentne reminiscencje schulzowskie.

„Nakarmić kamień” to po prostu tom wbrew pozorom zbyt obszerny – ograniczenie go do zaledwie kilkunastu najlepszych utworów niewątpliwie pozwoliłoby na zupełnie inny odbiór poszczególnych fragmentów. Znajdują się tu bowiem prawdziwe perły, ginące nieco w natłoku fantasmagoryczno-onirycznych wizji; szczególnie interesujące są „Kasztany”, w których wrażenie robi obraz „przyjmującej wszystko, nie oddającej niczego” rzeki czasu porywającej wszelkie przedmioty.

Czasem w tej książce istotnie dochodzi do zaskakującej, bardzo owocnej renegocjacji obejmującej przestrzenie ludzkiego i nie-ludzkiego, dzięki czemu przedmioty i zwierzęta mogą potencjalnie wyjść na pierwszy plan świata przedstawionego. Szkoda, że Nowicka tak często ostatecznie idzie na kompromis, sprawiając, że przedmiot znowu traktowany jest wyłącznie jako rezerwuar ludzkiej, na ludzki sposób pojmowanej, pamięci. To zawsze człowiek karmi kamień, nigdy zaś odwrotnie.

***
Bronka Nowicka, „Nakarmić kamień”, wyd. Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2016.