dwutygodnik internetowy
13.03.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Próbując rozmawiać z (innymi) ciałami. „Ministerstwo spraw wewnętrznych – intymność jako tekst” w MSN

W warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej od lat prezentowane są świetnie zaprojektowane wystawy, które odważnie i bezpośrednio angażują się w najbardziej aktualne artystyczne spory. Po ekspozycjach dotyczących sztuki internetowej oraz epoki postartystycznej nadszedł czas na wystawę poświęconą problematyce intymności w poezji oraz współczesnych sztukach wizualnych.

17273628_1440651005977084_629500649_o

materiały prasowe

Po zrównaniu z ziemią wspaniałego budynku dawnego domu handlowego Emilia Muzeum Sztuki Nowoczesnej zmuszone było do ściśnięcia się jedynie na małej powierzchni przy sąsiedniej ulicy Pańskiej. Wystawa „Ministerstwo spraw wewnętrznych – intymność jako tekst” rozplanowana jest w taki sposób, abyśmy mogli w całości, intymnie właśnie, obcować z zakamarkami tej przestrzeni. Wykorzystana jest piwnica, po raz pierwszy prace wystawione są także na antresoli, a by nie ominąć żadnego z prezentowanych elementów, oko musi być bardziej niż czujne. Ta meandryczna, delikatnie klaustrofobiczna aranżacja wystawy w znakomity sposób wydaje się współgrać z kodami i tematami pojawiającymi się w zgromadzonych na niej pracach. „Ministerstwo spraw wewnętrznych” to prezentacja mająca bowiem na celu otwarcie dyskusji poświęconej roli zmysłowości i uczuciowości w osobistych, konfesyjnych narracjach artystycznych. Jak sugeruje w tekście wstępnym kuratorka Natalia Sielewicz, konieczne jest zadanie pytania o to, czy we współczesnych warunkach istnieje w ogóle możliwość takiej wypowiedzi podmiotu, która opierałaby się natychmiastowemu morderczemu działaniu ironii negującej szczerość i bezpośredniość wyznania. Warto zapytać dalej: co oznacza, że intymność jest tekstem, ale także: czy można pomyśleć o tekście jako intymnym pakcie między autor(k)ami i czytelni(cz)kami, między ciałem i językiem?

Wydaje się, że to właśnie nade wszystko te dwie relacje wyznaczają przestrzeń swoistego spektaklu doznań i afektów. Niezwykły emocjonalny ładunek wielu spośród prezentowanych prac wiąże się z trudną próbą translacji doświadczenia na mowę, pismo i obraz, która jednocześnie musi stanowić spotkanie wpisujące się we wspomniany pakt. W tej próbie dochodzi do przekroczenia granic konwencjonalnie oddzielających wypowiedź tekstualną i wizualną – poezja i sztuka wchodzą ze sobą w nadzwyczaj interesującą relację, w wyniku której dochodzi do wytworzenia różnych pośrednich form performatywnej, intymnej wypowiedzi.

Dzieje się tak chociażby w przepięknej pracy Agnieszki Polskiej, której wideo stanowi dla mnie centralny punkt wystawy. „Watery rhymes” (2015) to audiowizualna wypowiedź poetycka poświęcona słowu, które jest namacalne – posiada swoją gęstość, konkretne wymiary, a nawet porusza się z konkretną prędkością. Słowo nie istnieje, dopóki nie zostanie dostrzeżone i użyte, a zatem wprawione w ruch w strumieniu komunikacji, przy czym jest to komunikacja odbywająca się w „Watery rhymes” jednocześnie w czterech rejestrach: pisma, mowy, wizji i dźwięku. Ta synchronizacja zmysłowych przekazów – nie tylko postulowana, ale i doskonale zrealizowana w samym filmie – powoduje, że mamy do czynienia z wypowiedzią mocną, pełną i wielowymiarową. Jest to wypowiedź o ciele, ale także wypowiedź ciała, które również stworzone jest ze słów, o czym dowiadujemy się w fenomenalnym fragmencie wieńczącym pracę Polskiej, który w intrygujący sposób wydaje się przypominać poezję konceptyczną:

jesteś również

mój kochany

zbudowany z nieodkrytych słów

kwantowych rzeczowników

mikroprzymiotników

które działają w

twoim słodkim ciele

ale jest

jedna myśl

która sprawia ból:

nie mogę zliczyć wszystkich

słów twojego ciała

ciała słów.

(przekład  na potrzeby niniejszej recenzji: Julia Krzewska)

Zupełnie inną koncepcję „wiersza wizualnego” proponuje w swoich pracach Zuzanna Bartoszek. Na wystawie prezentuje ona ręcznie zapisane utwory poetyckie, których znaczenie dodatkowo podkreślone jest sposobem ułożenia słów na kartkach – często są one przekrzywione, odwrócone, rozpisane w geometrycznych formach. Bartoszek tworzy intymny liryczny dziennik, w którym niewiele jest patosu i zużytej somatycznej metaforyki, sporo za to niebanalnych obserwacji wyrażonych w nadzwyczaj subtelny sposób.

Dzienniki i pamiętniki jako charakterystyczne formy podmiotowej ekspresji pojawiają się na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej jeszcze kilkukrotnie – to niemal w całości im poświęcony jest znakomity wideoesej Amalii Ulman, „Annals of private history” (2015). W pstrokatym, przytłaczającym i w niepokojący sposób przeładowanym treścią wideo artystka prezentuje sfingowaną historię o pamiętniku jako wynalazku mającym na celu wykluczenie kobiecego głosu z publicznego dyskursu. Krzyk protestu i bólu miał zostać ujarzmiony między różowymi okładkami zamykanego na małą kłódkę zeszytu. W pracy artystka remiksuje również fragmenty wideoblogów zamieszczanych na YouTube – często są to relacje poświęcone tym aspektom ludzkiego życia, które z jednej strony należą do najbardziej intymnych, z drugiej zaś stanowią nieustający obiekt zainteresowania ze strony władzy – mowa tu o ciąży, życiu seksualnym, zagadnieniu tożsamości płciowej. Wideo Ulman skłania do zadania pytania o to, czy za pomocą opowieści, snucia „prywatnej historii” możemy dokonać podmiotowej emancypacji, czy też jest to już historia w ścisły sposób kulturowo nadzorowana, a przez to raczej to ona mówi nami, niż my wypowiadamy ją?

To zagadnienie kluczowe dla prezentowanych na wystawie prac z nurtu feministycznego i queerowego. Spośród tej drugiej grupy szczególne wrażenie robi poemat Caspar(a) Heinemann(a) „Fragment” (2015), w którym bohaterowie określani są jedynie przez neutralny genderowo zaimek „they”. Nade wszystko jest to opowieść o próbie wypracowania języka wolnego od przemocy, języka, który pozwoliłby na nawiązanie kontaktu z innymi/różnymi [different] ciałami.

Także przemocy i władzy, tutaj konkretnie – władzy spojrzenia, dotyczy obszerny, świetnie skonstruowany wideoesej autorstwa Audrey Wollen. W „Objects or themselves” (2016) artystka prowadzi równolegle dwie narracje. Pierwsza z nich poświęcona jest analizie obrazu Diego Velasqueza „Wenus przy lustrze” oraz opowiada o zniszczeniu tego dzieła przez sufrażystkę Mary Richardson. Druga zaś mówi o deformującej ciało chorobie nowotworowej, którą przeszła artystka. Rozcięcie obrazu zestawione jest z rozcinaniem ciała, a nieobecny na płótnie malarz-kreator preparujący ideał kobiecości pojawia się obok chirurga-konstruktora decydującego o kształcie i wyglądzie operowanego ciała. „Objects or themselves” to także praca o kobiecym cierpieniu, które w opinii artystki sprowadzone jest wręcz do roli kulturowego toposu.

Poza wieloma pracami realizującymi się w konkretnych narracyjnych splotach, w których dochodzi przede wszystkim do burzenia ustalonych dualistycznych porządków (wyrażonych chociażby w parach zewnętrzne/wewnętrzne oraz prywatne/polityczne), mamy na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej do czynienia także z kilkoma propozycjami odnoszącymi się  do zagadnienia intymności czy afektu w zupełnie odmienny, wręcz ekscentryczny sposób. Dwie najciekawsze z nich wyeksponowane zostały w ciasnej piwnicy budynku, co jeszcze wzmaga potencjalny dyskomfort odbiorców/odbiorczyń niepokojących prac Steve’a Roggenbucka i Andrzeja Szpindlera.

Vlogi Roggenbucka utrzymane są w konwencji poradnika motywacyjnego lub terapeutycznego i na ogół dotyczą miłości do przyrody, czerpania z życia czy bycia uczynnym dla innych, jednak jest w tych filmikach coś, co zamiast ukojenia i dobrego nastroju przynosi raczej poczucie całkowitego chaosu. Kamera skacze, montaż jest zdecydowanie zbyt poszatkowany, a Roggenbuck bez końca i rozdzierająco wywrzaskuje swoje przesłanie do całego świata. „Gdy będę już martwy, będę tęsknił za samym sobą” – mówi.

Z kolei poeta i performer Andrzej Szpindler dochodzi w swojej twórczości do granic komunikatywności. Odczytywane przez niego stylizowanym infantylnym głosem utwory przypominają wylew informacji, które nie zdążyły być odpowiednio ustrukturyzowane w ramy „zrozumiałej” mowy. To jednocześnie poezja dziecka, szaleńca i kosmity, a raczej poezja wypływająca bezpośrednio z ciał tych trzech umownych postaci.

„Ministerstwo spraw wewnętrznych” to zresztą w ogóle wystawa przede wszystkim o poezji pomieszczonej w ciele i z niej wyrastającej. W jej przestrzeni znajdujemy ciała zrobione ze słów, ale także słowa stające się ciałem. Język jest tutaj bronią obusieczną, może bowiem stanowić zarówno ramujące narzędzie stosowane przez władzę, jak i – w innych wizjach –posiadać silny emancypacyjny potencjał. Te somatyczno-semantyczne pasaże przekraczają stereotypowe wizerunki i toposy, dokonując jednocześnie nowego otwarcia, dzięki któremu niektóre zastane podziały wreszcie mogą zostać sproblematyzowane – w szczególności mowa tu o podziale na tekstowe i wizualne, a także na językowe i cielesne.