dwutygodnik internetowy
14.08.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pociągiem ku wolności. „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada

Cora i Ceasar są czarnymi niewolnikami w kraju, w którym nastroje abolicjonistyczne stanowią jeszcze awangardę. Przystępna forma książki skrywa niełatwe dla Ameryki tematy, lecz, co ważniejsze, uniwersalne dla całego współczesnego świata pytania.

materiały prasowe

materiały prasowe

Chociaż zdanie pochodzące z okładki książki „Kolej podziemna. Czarna krew ameryki” Colsona Whitehead’a – „Jedna z najważniejszych książek o Ameryce, jakie kiedykolwiek napisano!” – wydaje się przesadzone, to śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najważniejszych książek o Ameryce, jakie aktualnie mogły zostać wydane. Pod historyczno-fantastyczną narracją skrywa ona pytania i myśli, na które powinniśmy być obecnie szczególnie wyczuleni.

Dwójka bohaterów przemierza kolejne stany Ameryki – w takim ujęciu „Kolej podziemna” staje się typową amerykańską powieścią drogi. Jednak nie jest to beatnikowska opowieść, w której wiatr wolności rozwiewa włosy zblazowanym traperom. Cora i Ceasar są czarnymi niewolnikami w kraju, w którym nastroje abolicjonistyczne stanowią jeszcze awangardę. Przystępna forma książki skrywa niełatwe dla Ameryki tematy, lecz, co ważniejsze, uniwersalne dla całego współczesnego świata pytania.

Droga Cory oraz Ceasara rozpoczyna się na plantacji w Georgii, na której oboje mieszkają i pracują. W opisie Whitehead’a przeważa nie sama praca, jej trud czy nawet przemoc i okrucieństwo właścicieli gospodarstwa, a stosunki i relacje wśród samych niewolników. Nadając im osobiste charaktery, pozwalając na kłótnie, ale też własną, niesprawiedliwą hierarchię, w pewien sposób upodmiotawia on czarnych bohaterów powieści jako aktorów swej własnej historii. Nie przedstawia jasnych podziałów, nie wpada w pułapkę idealizowania, pokazuje za to, że indywidualne cechy, skłonności do dobra lub zła mają swoje znaczenie, nawet w świecie zdeterminowanym przez narzucone z góry zasady. Takie spojrzenie wyjaśnia również same motywacje skłaniające Core i Ceasara do ucieczki. Ona nosi „spadek” po matce, jedynej jak do tej pory osobie, której udało się skutecznie i z powodzeniem wydostać z plantacji; „spadek” będący z jednej strony opuszczeniem i samotnością, z którą trudno jest się bohaterce pogodzić, z drugiej, łatwością, z jaką Cora daje się porwać momentom mentalnej wolności. On z kolei, nim trafił do gospodarstwa Randallów, został oswojony z wizją wyswobodzenia przez poprzednią właścicielkę. W takiej perspektywie ucieczka jest nie tylko aktem odwagi wobec ryzyka niepowodzenia i idących za nim konsekwencji, ale przede wszystkim ze względu na konieczność zmiany myślenia o swoim trwaniu – „Ucieczka z granic plantacji byłaby ucieczką od fundamentalnych zasad własnej egzystencji – niemożliwością”.

Jednak droga bohaterów nie byłaby możliwa bez Kolei Podziemnej. W rzeczywistości była to sieć ludzi, miejsc, środowisk, które stwarzały warunki do bezpiecznego przedostania się do stanów północnych lub jeszcze dalej (na przykład do Kanady) – przestrzeni wolnych od niewolnictwa. Whitehead materializuje tę historię w postaci czegoś na kształt międzystanowego metra, z podziemnymi stacjami, na których uciekający czarni mogą wsiąść do pociągów jadących ku wolności (jak autor podaje w wywiadach, część czytelników uwierzyła w prawdziwość tej wizji). Kolej Podziemna prowadzi bohaterów przez kolejne stany, stając się podróżą nie tylko po zmieniających się geograficznych destynacjach, ale również po zróżnicowanych podejściach do tego, jak sprawę czarnych mieszkańców „rozwiązać”. Równocześnie też droga ta staje się dla bohaterów wędrówką ku rozwijającemu się poczuciu wolności, któremu stale trzeba się przyglądać, podważać jego status, wciąż być czujnym, by osiągnąć jego pełnię.

Pierwszym przystankiem w drodze Cory i Ceasara jest Karolina Południowa, w której oboje dostają własne łóżka w bursach dla czarnych, pracę, możliwość spacerowania po mieście, potańcówek. Oczywiście biali sprawują kontrolę nad wszystkimi tymi przestrzeniami, mimo tego dają one poczucie bezpieczeństwa i, co najważniejsze, wolności i autonomii. To poczucie usypia czujność, daje komfort oddalający bohaterów od decyzji, by kontynuować swoją podróż dalej na północ. Nawet ciągłe notatki sporządzane przez białych, liczne wizyty lekarskie, sugerowanie stałej antykoncepcji nie budzą podejrzeń, aż do momentu konfrontacji z wprost wypowiedzianą tezą, że może tym, co pomoże uporać się z czarną społecznością, jest nauka i jej postęp. Ubrane w szaty szlachetności działania są okazją na przełomowe odkrycia, rozwijanie akademickich karier: „Zbiórka danych o kolorowych pielgrzymach i ich potomkach na przestrzeni lat i dekad, powiedział doktor, okaże się jednym z najśmielszych przedsięwzięć naukowych w historii. Kontrolowana sterylizacja, badanie chorób zakaźnych, doskonalenie nowych technik chirurgicznych na osobach nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie – czy można się dziwić, że największe talenty medyczne w kraju ściągają do Karoliny Południowej?”. Nauka i postęp usprawiedliwiają okrucieństwo i przemoc przezeń skrywane. Zapewniając czarnym pozorne bezpieczeństwo i wolność, Karolina stała się swoistym laboratorium gotowym na niekończące się eksperymenty medyczne i społeczne.

Racjonalne wyliczenia stają się również motorem działań w Karolinie Północnej. Droga w górę kraju paradoksalnie nie oznacza coraz większej akceptacji dla jego czarnych mieszkańców. Północna część Karoliny, która jest kolejnym przystankiem w drodze bohaterów, staje się krainą, w której nie trzeba mierzyć się z „problemem” czarnych, bo „problem” ten się po prostu eksterminuje. Jedna podjęta przy kolacji decyzja władz staje się początkiem działań mających zlikwidować ludność afroamerykańską z terenu stanu – „W Karolinie Północnej rasa murzyńska nie istniała, chyba że na końcu sznura”. Wszelkie gesty pomocy czarnym również są przesłanką dla zastosowania kary śmierci, której wykonanie ma postać publicznej egzekucji. Ciągła atmosfera strachu napędza wzajemne podejrzenia, a co za nimi idzie: oskarżenia i donosy, tworząc siatkę, z której wyplątanie się staje się gestem heroicznej odwagi. Niefortunne znalezienie się w środku Karoliny Północnej Cory sprawia, że teoretycznie cofa się ona w swoim wolnościowym rozwoju, staje się więźniem skrytki, w której jest ukrywana. W praktyce jednak sytuacja ta staje się kolejnym krokiem do rozwijania jej podmiotowości jako człowieka wolnego, z jednej strony przy pomocy nowej umiejętności, którą nabywa – czytania – z drugiej przez odbicie w postawie rodziny, która ją ukrywa. Cora staje się bowiem istotą, dla której warto poświęcić swoje bezpieczeństwo i zaryzykować utratę życia.

Kolejne stany, po których prowadzi nas Whitehead, utrzymują jego bohaterów, a wraz z nimi czytelników, w stanie ciągłego podważania, stałej podejrzliwości wobec sytuacji, która już wydaje się bezpieczna. Koniecznością staje się dla Cory wciąż na nowo upewnianie się o swojej nowej roli człowieka wolnego. Przez to, że nie została jej ona z „natury” nadana, a stała się kwestią własnego wyboru, cały czas musi potwierdzać się przy kolejnych sytuacjach, spotkaniach. Mimo ustanawiania się wolności w relacji do innych jej podstawa tkwi w decyzji bohaterki i to niezłomność, by nie zrezygnować z tej części swojego podmiotu, napędza kolejne jej działania.

„Kolej podziemna” jest swego rodzaju syntezą dotychczasowych badań, poszukiwań i analiz dotyczących niewolnictwa ukrytą w formie porywającej i wciągającej powieści drogi. I choć można czuć pewien niedosyt, frustrację niedoprowadzaniem przez Whiteheada kolejnych ważnych dla myśli o czarnym niewolnictwie tematów do końca, to jednak docenić trzeba rolę swoistego wstępu do kolejnych lektur, jaką jego powieść może spełniać. Przykładem może być moment, w którym Cora w Karolinie Południowej w ramach „awansu” zostaje przeniesiona z pracy w jednym z mieszczańskich domów do Muzeum Cudów Natury. Nie zostaje tam oddelegowana do sprzątania, lecz staje się częścią żywej ekspozycji. „Sceny z najczarniejszej Afryki”, „Życie na statku niewolniczym”, „Typowy dzień na plantacji” to nazwy sal, w których Cora odgrywa doświadczenia swoje i własnych przodków, by pokazać Amerykanom, że mimo że ich kraj jest młody, to ma już za sobą „bogatą” historię. Tym, co najbardziej traumatyzuje bohaterkę w nowej pracy, nie jest konieczność odgrywania scen, które jeszcze kilka miesięcy temu były jej realną codziennością, a spojrzenia zwiedzających. Wzrok staje się w tej sytuacji narzędziem dominacji (tak jak na plantacji, tak i teraz praca Cory stale jest doglądana). Co jednak najważniejsze staje się również bronią w rękach (a właściwie oczach) bohaterki. Cora wybiera sobie „ofiarę” spośród zwiedzających i wlepia w nią spojrzenie, tym samym rozpoczynając swoisty pojedynek, który zazwyczaj wygrywa, zmuszając oponenta do odwrócenia głowy, ucieczki. Jednak znów wygrana ta jest niejednoznaczna, nierówna – zwiedzający muzeum mogą uciec przed pełnym wyrzutu i złości spojrzeniem bohaterki, ona grzecznie musi zaczekać na koniec swojej zmiany. I chociaż temat władzy spojrzenia nie pojawia się w kolejnych fragmentach „Kolei podziemnej”, Whitehead w tej jednej scenie daje czytelnikowi na tyle dużo kontekstów, by mógł rozpocząć on własną lawinę myśli i dociekań.

Zaskakująca jest, mimo tak określonego osadzenia w czasie i geografii, ale też sytuacji historyczno-społecznej, aktualność i uniwersalność myśli wychodzących z „Kolei podziemnej”. W dużej mierze niestety tych zatrważających i każących nam zastanowić się nad naturą opresji i roli pojedynczych postaw w jej podtrzymywaniu. Co więcej, najbardziej wstrząsająca z nich staje się obojętność, niezrozumiałe podporządkowanie zasadom tworzonym przez kilku ludzi władzy, to jak szybko (jak w Karolinie Północnej) uznajemy bestialski stan rzeczy za naturalny. Równocześnie książka Whiteheada daje nam pole do rozważań o konstruowaniu się podmiotowości człowieka wolnego, tego jak bardzo uzależniona jest ona od osobistej decyzji, zarówno przy jej nabywaniu, jak i utracie (znów Karolina Północna).

Ciekawym odniesieniem dla „Kolei Podziemnej” jest na nowo odkryta ze względu na serialową ekranizację powieść Margaret Atwood „Opowieść podręcznej”. Pozycje czarnoskórych niewolników przejmują tutaj kobiety, których rola została zdegradowana i zredukowana do funkcji rozrodczych. Jednak sytuacja dojścia do podobnego stanu dominacji zostaje u Atwood odwrócona – wolność, która wydawałoby się z natury została przypisana kobietom, zostaje im stopniowo odebrana i znów głównym polem, na którym może istnieć i być podtrzymywana, jest myśl o własnej podmiotowości. Zaskakująca jest mnogość poziomów, na których te dwie książki oddalone od siebie czasem, w którym powstały, jak i tym, który opisują, są do siebie podobne. Zarówno na poziomie ogólnych rozważań o tworzeniu się władzy i dominacji, naturalizowania absurdalnych i okrutnych decyzji, jednostkowych postaw wobec nich, jak i pojedynczych scen czy tematów, na przykład siły spojrzenia, czynienia z egzekucji show dla mas czy dosłownego istnienia w książce Atwood Podziemnego Szlaku Kobiet. Tym, co łączy też te dwie powieści, jest istnienie w obu przypadkach nieodległego geograficznie innego, lepszego świata (co być może znaczące, w obu przypadkach na horyzoncie wolności majaczy Kanada) i idącego za tym pytania o przyczyny braku reakcji z jego strony. Podobieństwo widać również na poziomie formy – w zaskakująco lekki i absorbujący czytelnika sposób „Kolej Podziemna” i „Opowieść podręcznej” opisują światy, do których istnienia nie chcielibyśmy dopuścić.

Opowieści i obrazów poruszających temat niewolnictwa powstało już wiele – zarówno tych bardziej naukowych, jak i takich, które szturmem wdarły się do popkultury. „Kolej podziemna” plasowałaby się na tej skali gdzieś pośrodku i właśnie w tej pozycji poszukiwać można jej siły. Wydaje się, że nadszedł czas, by bestsellery przypominały nam nie tylko o „małych życiach”, ale też uniwersalnych prawdach dotyczących natury człowieka. Whitehead (ale też Atwood) swoją powieścią przestrzega nas przed zbytnim przekonaniem o niezmienności współczesnego świata. Droga na północ nagle może zaprowadzić nas na okrutne południe.

PS: Koniecznym wydaje się również wielki ukłon w stronę wydawnictwa Albatros za wyróżniającą się estetykę wydania „Kolei podziemnej” – więcej takich książek na naszych półkach!

 

Colson Whitehead, „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”, tłum. Rafał Lisowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017.